Wypowiedź Pani Lucyny, z którą się w pełni zgadzam

To nie Pani Anna wybrała nieodpowiednie miejsce, tylko Panie nieodpowiednio podchodzą do tematu. Temat wychowania jest tu drugoplanowy, tu nie chodzi o porady wychowawcze, ani o to, czy Pani Anna „wychowała syna darmozjada” czy nie, czy ma „wyrzucic go z domu” czy nie. Tu chodzi o to jakie prawa i obowiązki ma dziewczyna syna w takiej sytuacji, jaką zarysowała Pani Anna.

Jestem zdania, że skoro funkcjonuje w tym układzie jako półdomownik, przebywa w domu przez wiele godzin (i np. ogląda samotnie tv – bardzo dziwne), to powinna mieć i poczucie pewnych obowiązków. Doraźne wyprasowanie dwóch czy trzech koszul (najczystsza z prac domowych), popielenie w ogródku, obranie jabłek na kompot czy wypłukanie sałaty na sałatkę to są drobne prace, w których można towarzyszyć domownikom przebywając w ich domu, tak jak to opisała Pani Anna. Niestety, jesteśmy sproletaryzowani, nie mamy służby i nasz czas w ciągu dnia nie może być w całości poświęcony „goszczeniu się”. Jeśli takiej osobie nie odpowiada taki układ, to należałoby się „odpółdomownikować”, przestać mówiąc dobitnie „siedzieć ludziom na karku” i odwiedzać syna jako gość-sympatia, czyli wg starych dobrych wzorców prawie w ogóle.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przyjmowanie gości, Savoir vivre na co dzień. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Wypowiedź Pani Lucyny, z którą się w pełni zgadzam

  1. Monika pisze:

    Rozumiem opłukanie sałaty do posiłku dla wszystkich, ale razi mnie to, że Pani Anna wymaga by dziewczyna prasowała koszule syna – uważam, że praca dla jednej osoby, dość intymna, i taką pracę powinien wykonywać właściciel koszuli lub osoba, z którą ustalił on, że będzie ona to wykonywała. Jeśli nie ustalił z dziewczyną, że będzie ona wykonywała taką pracę na jego rzecz, to nie rozumiem czemu Pani Anna wymaga tego od dziewczyny. Moim zdaniem może wymagać tylko prac wykonywanych „dla dobra ogółu”.

  2. Magda pisze:

    Panie Doktorze, proszę o poradę jak zachować się w relacji z zatrudnioną przeze mnie panią do sprzątania. Raz w tygodniu przychodzi do mnie do domu na ok 7 godzin, podczas mojej obecności. Dotychczas wygląda to tak, że szykując posiłki dla siebie zawsze szykuje identyczny zestaw również dla niej i razem jemy, rozmawiając. Czasem jednak zdarza się że zostaje mi obiad z poprzedniego dnia, który się marnuje, bo mam tylko jedną porcję. Lubię ją bardzo i z jednej strony chciałabym aby czuła się u mnie dobrze, a z drugiej strony czasem czuję presję, bo wydaje mi się że ona tez oczekuję posiłków (rano przychodzi bez śniadania, po poludniu prosto z innej pracy). Czasem mam gości w czasie jej pracy i wtedy już zupełnie nie wiem jak powinnam się w stosunku do niej zachowywać. Czy szykować dla niej np. deser lodowy i zapraszać do stołu? Czy raczej w drugą stronę, wyjść z gościem do innego pomieszczenia? Jak prawidłowo ułożyć te relacje?

  3. Maria Pina pisze:

    Śledzę dyskusję od początku i tak jak wielu innych Czytelników w dalszym ciągu oburza mnie sprawa koszul…(oczywiście z pewnym przymrużeniem oka;)
    Nie widzę żadnego racjonalnego powodu dla którego dorosły syn Pani Anny nie miałby sobie sam ich prasować.
    Z drugiej strony cała sytuacja wydaje mi się bardzo dziwna. Ja też bywam czasem w domu mojego narzeczonego. Co prawda nie często, ale jak już przyjadę, to spędzam tu nawet dwa tygodnie. Nikt niczego ode mnie nie wymaga, ponieważ jestem gościem. Mimo to, kiedy widzę, że inni nakrywają do stołu (również dla mnie), wieszają pranie(również moje) etc., sama włączam się żeby trochę pomóc. To odruch zupełnie naturalny i nie powstają wokół tego jakieś dziwne historie.
    Kiedy narzeczony przyjeżdża do mnie sytuacja jest analogiczna.
    Mam wrażenie, że problemy Pani Anny wynikają głównie z nieprawidłowych relacji międzyludzkich, a nie z pogwałcenia sv…

  4. Anonim pisze:

    Dość szybko prześledziłem dyskusję w sprawie „syna i dziewczyny” i przyszła mi do głowy myśl, aby Pan Doktor, oczywiście jeśli tylko będzie chciał, wyciągnął z niej widoczne uchybienia w etykiecie pewnych osób w rozmowie uczestniczących, które notabene łączy – chyba – pewien zły wspólny mianownik, związany – być może – z nieszlachetnym wcale „kultem” pracy, zaradności, gospodarności, samodzielności (który zresztą narzucany jest obecnie Polakom przez część wrogich im ośrodków medialnych – ludzie zawsze mają złą tendencję do nadawania materii roli ważniejszej od tej, jaką w istocie ona pełni, i dlatego szczególnie groźne jest szerzenie swoistego nowoczesnego konglomeratu idei utylitarno-pragmatyczno-praktycystycznych). Ja zauważyłem w tychże wypowiedziach jednak bezpodstawne, krzywdzące i zadziwiająco ochocze oskarżanie syna o „pasożytowanie”(a nawet nawoływanie w tym kontekście do „wyrzucenia go z domu” czy mówienie o jednak niepewnej wcale „aktywności seksualnej” albo kategorycznie negatywne ocenianie działania matki skutkującego „oddzieleniem” syna od dziewczyny?!), połączone ze słownictwem nie licującym z zasadami savoir-vivru w tej konkretnej sprawie: małolat, synek, chłop, darmozjad, chłopiec, przecinanie pępowiny. Taki „poziom” debaty osobiście przypomina mi niskie zwyczaje ludzi z różnych względów ze mną związanych, w mniej lub bardziej ewidentny sposób sytuujących się w sferze prostactwa, prymitywizmu, najmniej zaś rażącego braku jakiejś podstawowej normy etykiety, którego zresztą nie uznają za „zło”, tylko za rzecz „normalną”, czyli de facto dobrą. Owi ludzie (a przynajmniej miażdżąca większość z nich) bez nakazu sądowego nie potraktowaliby poważnie wskazówek savoir vivre, wątpie w ogóle, czy dobrowolnie skorzystaliby z jakiegokolwiek podręcznika savoir-vivru.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s