O savoir vivre, szlachetnej bladze, kłamstwie i katolicyzmie

Ten problem zgłosiła Pani Klemensowa: Żadna etyka nie wymaga mówienia prawdy? Nie można się zgodzić z tym wpisem. Katechizm Kościoła katolickiego 2464 „Ósme przykazanie zabrania fałszowania prawdy w relacjach z drugim człowiekiem.” KKK 2468 „Prawda jako prawość postępowania i prawość słowa ludzkiego nazywa się prawdomównością, szczerością lub otwartością. Prawda lub prawdomówność jest cnotą, która polega na tym, by okazywać się prawdziwym w swoich czynach, by mówić prawdę w swoich słowach, wystrzegając się dwulicowości, udawania i obłudy”. Kolejne punkty rozwijają zagadnienie.

Pierwsza zasada savoir vivre to, przypomnijmy zasada szlachetności rozumiana w takim sam sposób jak w katolicyzmie. Szlachetność zresztą wszędzie rozumiana jest w taki sam sposób.

Jeśli powołujemy się na „katechizm” to przywołajmy z niego definicję kłamstwa: „Kłamać oznacza mówić lub działać przeciw prawdzie, by wprowadzić w błąd tego, kto ma prawo ją znać” (2483).
Kluczowe jest tu sformułowanie „tego, który ma prawo ją znać”. Wynika z tego jasno, że są tacy, którzy nie maja prawa jej znać.
Potwierdza to „Katechizm” w punkcie 2488: „Prawo do ujawniania prawdy nie jest bezwarunkowe. Każdy powinien dostosować swoje życie do ewangelicznej zasady miłości braterskiej. W konkretnych sytuacjach wymaga ona rozstrzygnięcia, czy należy ujawniać prawdę temu, kto jej żąda czy nie.
Szlachetna blaga to nie jest ukrywanie prawdy, do której dana osoba ma prawo. Pojawia się ona wtedy, gdy ujawnienie prawdy raniłoby tą drugą osobę czy powodowało inne negatywne skutki.
W rozdziale „Katechizmu” pt. „Poszanowanie prawdy” jest mowa o zachowaniu tajemnicy spowiedzi, tajemnicy zawodowej oraz dyskrecji wżyciu prywatnym, a zatem o nieujawnianiu informacji „wrażliwych” dotyczących nas oraz innych osób.
Zasada, że można zachować tajemnicę nie posługując się szlachetną blagą w wielu wypadkach się nie sprawdza.
Jeśli ktoś na pytanie: „Czy wiesz coś o tym, że Elka jest w ciąży?” odpowie ( bo „brzydzi się kłamstwem”): „Wiem, ale nie powiem” to tym samym ujawni prawdę nienależną.

No właśnie prawdomówność jest cnotą, ale nie jest to cnota autonomiczna. Mówi o tym Św. Tomasz z Akwinu w „Sumie teologicznej”: Prawdomówność to „podcnota” sprawiedliwości. Jest wiec sprawiedliwością w mowie– mową oddaje prawdomówny każdemu to, co mu się ze sprawiedliwości należy. Jeśli prawda się nie należy mamy prawo ja chronić, ukrywać na wszelkie sposoby.
Oczywiście nie powinniśmy permanentnie stosować nawet szlachetnej blagi. Powinniśmy robić wszystko, by nie być zmuszanym do podawania informacji fałszywych. Ktoś może jednak postawić nas pod ścianą. Może to być sytuacja bardzo poważna jak w tym klasycznym przykładzie o którą hitlerowiec pyta się o to czy ukrywa żydowskie dzieci. Może to być sytuacji nas bardziej interesująca z zakresu savoir vivre.

I tak np. jesteśmy na prywatnym przyjęciu. Gospodyni bardzo wszystko przeżywa i stara. Każde słowo krytyki, jak wiemy, to będzie dla niej klęska i rozpacz. Pyta nas jak nam smakowało pierwsze danie. Według nas było ohydne, niedogotowane, przesolone. Stosujemy radę z podręczników i mówi, e zapewne jest dobre, ale nie potrafimy tego docenić, bo nie jest w naszym guście. Gospodyni „gnębi” ans jednak przy kolejnych potrawach. Jeśli za każdym razem stwierdzimy, że nie jest to w naszym guście doprowadzimy gospodynie do łez. Musimy więc coś i to nie tylko jedno danie (najmniej niesmaczną potrawę) pochwalić. Jeśli byśmy próbowali uciec z przyjęcia musielibyśmy i tak wymyślić jakiś pretekst (zastosować blagę).
Takich przykładów mona podać dziesiątki i to o wiele poważniejszych.
Na przykład:
Co powiesz cioci, gdy nie przyszedłeś na pogrzeb wujka, bo zapomniałeś?
Wszystko się może w życiu zdarzyć. Jedna kobieta, wcale nie taka majętna, zostawiła w autobusie komunikacji miejskiej we Wrocławiu torbę z 30 tys. zł., bo o niej zapomniała.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Filozofia savoir vivre. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „O savoir vivre, szlachetnej bladze, kłamstwie i katolicyzmie

  1. Aluś pisze:

    Można tez wybrnąć z sytuacji mówiąc prawdę w taki sposób, by została zinterpretowana w inny sposób, niż zamierzony. Np. gdy gospodyni pyta nas o potrawę można entuzjastycznie odpowiedzieć: Nigdy czegoś takiego jeszcze nie jadłem!, w sprawie Elki zapytać: Czemu sam jej nie zapytasz, skoro tak bardzo cię to interesuje? Można też nieco odwrócić kota ogonem i przy kolejnej potrawie powiedzieć np.: Czy dobrze wyczuwam, dodałaś ziół prowansalskich? To naprawdę nowatorskie! Tudzież: Musisz mi koniecznie dać przepis na te bakłażany. Szczególnie to ostatnie rozwiązanie jest o tyle zręczne, że takiego zdania nie można oceniać w kategoriach prawda/fałsz.

  2. Małgorzata pisze:

    Szanowny Panie Doktorze,
    Z wielkim zainteresowaniem czytam Pańskiego bloga i postanowiłam zadać pytanie. Jestem po rozwodzie, a ze względu na dzieci chciałabym zachować dobre stosunki z rodzicami byłego męża. Zbliżają się imieniny Teściowej – w jakiej formie wypada złożyć jej życzenia? Od zakończenia sprawy rozwodowej kilka miesięcy temu nie kontaktowałyśmy się. Formalnie nie było okazji. Dotychczas , już po rozstaniu z mężem, ale przed orzeczeniem naszego rozwodu, składałam życzenia telefonicznie, Ale mam wrażenie że w tej sytuacji nie wypada. I w jakiej formie zwracać się do rodziców byłego męża teraz (wcześniej Mamo. Tato)? Chciałabym napisać kartkę czy krótki list z życzeniami i wyjaśnieniem, że wciąż są dziadkami moich dzieci i zawsze będą mile widziani w moim domu. Co Pan myśli na ten temat?
    Pozdrawiam I z niecierpliwością oczekuję odpowiedzi. Małgorzata

  3. Klemensowa pisze:

    Nadal się nie zgadzam. Pan Aluś podał lepsze rozwiązania.
    Jasne, że nie zdradzamy cudzych tajemnic – ale można się nauczyć tak odpowiadać, żeby nie kłamać. Cytuje Pan o tym, że nie każdemu prawda się należy – ale wpis brzmi tak, jak gdyby z wyjątku robił Pan regułę. A regułą jest prawdomówność, szczerość. Łatwo tu o usprawiedliwianie swoich matactw przy takim podejściu. Np. matkę może zranić, że jej dziecko zrobiło jakieś świństwo, więc dziecko uzna, że lepiej się nie przyznać do winy, a nieważne, czy spadnie ona na kogoś innego. Sporo rzeczy, które mówimy, może sprawić przykrość – np. gdy powiem, co mnie u kogoś złości. Ale dzięki temu, że wyrażę moje emocje mam szansę na zacieśnienie relacji. Bo to, że tłumię złość, nie znaczy że jej nie ma i że osoba nie wyczuje dystansu i życia w zakłamaniu.
    Oczywiście, może źle Pana rozumiem. Przecież się nie znamy – opisuję tylko mój odbiór Pana wpisu.

  4. Gosia pisze:

    Rozwiązania proponowane przez Panią/Pana Aluś wydają mi się bardziej „fałszywe” niż zastosowanie szlachetnej blagi. Jeśli danie jest ohydne, to chyba nie powiemy „Nigdy czegoś takiego jeszcze nie jadłem!” z uśmiechem na ustach, bo będzie to fałsz (sugerujemy, że nam smakuje) – szczere byłoby powiedzenie tego z obrzydzeniem, czym sprawimy przykrość gospodyni. Zresztą jeśli komuś zależy na naszej opinii w danej sprawie, to nie zadowoli się niejasnym komentarzem, tylko będzie dociekać – wtedy w imię prawdy powiemy, że danie jest obrzydliwe, wiemy czy Elka jest w ciąży, ale nie powiemy itp.? W końcu staniemy pod ścianą i albo będziemy szczerzy (=okrutni), albo szlachetni.

    Szczerość w pewnych sprawach wcale nie zbliża ludzi, ponieważ społeczne współżycie opiera się na kompromisach, na pomijaniu milczeniem spraw niemiłych, które nie są istotą danej relacji. Nikt nie lubi dowiadywać się o sobie, że źle gotuje, jest złą gospodynią, źle wychowuje dzieci, brzydko się ubiera itp. O ile będąc bardzo blisko z danym człowiekiem możemy ingerować w jego życie do tego stopnia, że sugerujemy zmiany w pewnych sferach, o tyle nie widzę sensu w uświadamianiu cioci, z którą widzimy się od święta, że jedzenie, którym chciała nas ugościć i sprawić nam przyjemność, jest dla nas ohydne. Osoby, które są „szczere do bólu” w takich sprawach ja osobiście uważam za okrutne i poprawiające sobie samopoczucie cudzym kosztem.

  5. Szanowny Panie Doktorze!

    Niestety nie mogę zgodzić się na Pańskie wytłumaczenie kłamstwa (czy też „szlachetnej blagi”, jak Pan to określa) w niektórych sytuacjach. Tradycyjna nauka katolicka uczy, że kłamstwo zawsze jest grzechem, nawet wtedy, gdy ktoś kłamie, aby bliźniemu nie sprawić przykrości lub w żartach.
    Podaję link do kazania pewnego biskupa, w którym podejmuje on tematykę kłamstwa: https://www.facebook.com/tradycyjnekatolickienauki/photos/a.831763090271401.1073741826.831738826940494/862110350570008/?type=3

    Z poważaniem,
    Dominik Dobrakowski

  6. teeoth pisze:

    Panie Doktorze

    Niezmiernie cenię sobie Pana praca włożoną w tworzenie bloga. Niestety tutaj popełnia Pan drobny, aczkolwiek rażący i wiele znaczący błąd.
    Powołuje się Pan na punkt 2483 KKK z 1992 r. Ów punkt został zmieniony w roku 1998, teraz wygląd ona następująco:
    http://screenshot.sh/m3zWaKoJ3DfiT
    Jak widać, owo „Kluczowe […] sformułowanie <>” zostało wykreślone. Niestety zmienia to definicję kłamstwa i obala główne tezy powyższego wpisu.
    Sądzę, że wartościowym byłby wpis, w którym odwoływałby się Pan do najnowszej wersji KKK.

    Pozdrawiam

  7. Panu teeoth: o kłamstwie i katolicyzmie niebawem napiszę ponownie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s