W jakich wypadkach używać tytułu doktora?

Ten problem podniósł Pan Mateusz Karol Ka: Hm.. Zastanawia mnie tytułowanie „Panie Doktorze” w stosunku do przedmiotu nauczanego w szkole średniej. W liceach nauczają głównie osoby z tytułem magistra, ale — podług przedwojennej tradycji, kiedy osoba pracująca jako nauczyciel w szkole miała tytuł „profesora gimnazjum/liceum” (odpowiednik dzisiejszych uprawnień pedagogicznych) — zwyczajowo tytułuje się ich w szkole mianem profesorów. To dość osobliwa sytuacja, kiedy do wszystkich nauczycieli w danej szkole mówi się „panie profesorze/pani profesor” i nagle jedna osoba nazywana jest „panem doktorem”. Wydaje mi się, że tytuł naukowy dra nie ma znaczenia w szkole niższej, taki nauczyciel powinien być tytułowany, jak inni nauczyciele, profesorem, a dopiero w przypadku pracy w szkole wyższej bądź jakichś wystąpień jako przedstawiciel nauki stosowne jest używanie tytułu dra.

Tytuły naukowe stosuje się w obyczajowości europejskiej i według savoir vivre w życiu towarzyskim (gdy nie jesteśmy z tym kimś na „ty”) oraz w życiu zawodowym wszędzie tam, gdzie tytuł ten związany jest z wykonywaną pracą. Nauczyciel uczący historii i posiadający tytuł doktora z nauk historycznych bezwzględnie powinien być tytułowany doktorem. Gdyby był np. dziennikarzem sportowym i miał tytuł doktora z nauk historycznych to wtedy można by w stosunkach zawodowych (w redakcji) sobie ten tytuł darować.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Tytułowanie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „W jakich wypadkach używać tytułu doktora?

  1. Azalia pisze:

    Doktora jak najbardziej rozumiem. Zawsze natomiast śmieszyło mnie tytułowanie nauczycieli w liceum profesorami (szczególnie takich, którzy są tuż po studiach) i sama tego nie robiłam. 99% z nich to po prostu magistrzy.

  2. Czytelnik pisze:

    Szanowny Panie Doktorze,

    czy osobę duchowną obowiązuje żałoba? Jeżeli tak, to w jakiej formie?

    Z szacunkiem
    Czytelnik

  3. Kulinarczyk pisze:

    Szanowny Panie Doktorze,

    chciałem zapytać o kilka kwestii związanych – ogólnie rzecz biorąc – z gościną i aspektami kulinarnymi wynikającymi z tego zagadnienia. Zatem ad rem:
    1. Czy wypada postawić na stole keczup lub musztardę w słoiczku, czy lepiej jednak wyłożyć produkt do sosjerek?
    2. Czy istnieje, np. w literaturze przedmiotu, jakaś lista potraw zupełnie zakazanych do serwowania na przyjęciach (np. z racji ich kontrowersyjnej formy czy smaku)?
    3. Czy jeśli jesteśmy u kogoś w gościnie i gospodarze podają jako dodatki do drugiego dania np. kaszę i ziemniaki lub ryż i makaron (jednocześnie, jako swoiste alternatywy) to czy wypada włożyć sobie obie potrawy? Jeśli tak, to czy istnieje jakaś „hierarchia ważności” dodatków (może i o tej kwestii wspominają podręczniki s-v)?

    Łączę pozdrowienia!

  4. Wanderer pisze:

    Oto sytuacja jakiej byłem świadkiem. Gospodarz zaprosił gości do restauracji. Goście próbowali nalegać na tym, że to oni uregulują rachunek, ale gospodarz im na to nie pozwolił. W takiej sytuacji goście zaprosili gospodarza do innej restauracji. Towarzystwo się przeniosło i zanim jeszcze spotkanie dobiegło końca gospodarz odszedł od stolika celem wczesnej regulacji rachunku, aby znów nie pozwolić gościom na płacenie. Jednakże okazało się, że goście przewidzieli taki scenariusz i jeden z nich uregulował rachunek wcześniej przy okazji wyjścia do toalety. Czy któraś strona wykazała się nadgorliwością i jak należało postąpić właściwie?

  5. Mateusz Karol Ka pisze:

    Do Pani Azali: ależ wytłumaczyłem w swoim komentarzu, skąd się to wzięło. Z przedwojennej tradycji, kiedy osoba pracująca jako nauczyciel w szkole miała tytuł „profesora gimnazjum/liceum” (odpowiednik dzisiejszych uprawnień pedagogicznych). To piękna tradycja, nie wyśmiewajmy jej, lecz ją celebrujmy.

  6. Pięknowłosy pisze:

    A ja się do tej tradycji również nie przychylam. Kiedyś, być może, była zasadna, ponieważ średnie wykształcenie oznaczało naprawdę solidną wiedzę teoretyczną. Obecnie jednak jest to poziom dawnej podstawówki, bądź nawet niższy. Ponadto nauczyciele w liceum nie mają szacunku chyba nawet do samych siebie(pomijając już uczniów, oświatę jako taką, szkołę jako instytucję) i idą na łatwiznę wymagając np. na lekcjach geografii wykuwania na pamięć roczników statystycznych. Poważnie, uczniowie kują na pamięć ile było bydła w województwie mazowieckim w 2003 roku, ile paszy w warmińsko-mazurskim. Przecież to jest żenujące, a to jest niestety obraz liceum(i to dobrego, trzeciego w rankingu dużego miasta) z lat mojego wieku młodzieńczego.
    Określanie kogoś takiego mianem profesora nawet z grzeczności stanowiłoby obrazę prawdziwych profesorów, w moim odczuciu.

  7. Jasza pisze:

    Dzień dobry Panie Doktorze, dzień dobry drogim czytelnikom!

    Tylko w takiej sytuacji dochodzi do pewnego absurdu… Do magistrów zwracamy się per „pani/pan profesor”, a do doktora „panie doktorze”. I de facto osoba mająca wyższy tytuł, jest niejako „niżej” w hierarchii. Czy w takim wypadku do reszty grona pedagogicznego należy zwracać się po prostu „pan/pani”? Pamiętam z moich czasów licealnych, że część nauczycieli była bardzo oburzona gdy się ich nie „profesorowało”.

    Z wyrazami szacunku,
    Jasza

  8. jdas pisze:

    Obecnie tytułowanie każdego nauczyciela w szkole średniej „profesorem” chyba zanika. Jak byłem w szkole średniej w latach 90-tych to nie pamiętam byśmy się tak zwracali. W powszechnym użyciu było „proszę pani/pana”. Bardziej rygorystyczne przestrzeganie tytułów miało dopiero miejsce na studiach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s