Jak jeść zupę z wkładką

Ten problem zgłosił Pan Daniel Kędra: Będąc przy ludyczności potraw z „grilla” chciałbym zapytać w jaki sposób spożywać inne dania z tej kategorii a mianowicie tzw. zupy z wkładką? Grochówka z dużym kawałkiem kiełbasy czy kwaśnica z całym żeberkiem coraz częściej pojawiają się w menu wielu restauracji – jak sobie z tą wkładką poradzić? W tym miejscu rodzi się następne pytanie, jak takie dania powinny być serwowane – jakie sztućce należy podać, czy zastawa powinna być uzupełniona o jakieś dodatkowe elementy? Byłbym rad z odpowiedzi.

Ten problem rozwiązany jest w wielu niemieckich podręcznikach. Niemcy mają „hopla” na punkcie stołu i są tu bardzo ortodoksyjni. Poza tym mają wiele zup z „wkładkami”, np. z dużymi kawałami kiełbasy.

Ich recepta jest prosta: najpierw zjadamy zupę, a potem wkładkę. Zupę jemy oczywiście łyżka, a wkładkę takimi sztućcami, które do niej pasują, np. kiełbasę nożem i widelcem.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Stół. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Jak jeść zupę z wkładką

  1. czytelnik pisze:

    dzień dobry,
    czy parówki z szynki są daniem ludowym czy godzi się je spożywać w samotności, gdy nikt nie widzi?

  2. Tamara pisze:

    Szanowny Panie, będę bardzo wdzięczna za odpowiedź na mój problem.
    Mam grupę znajomych, z którymi dzielimy hobby i spotykamy się co tydzień na kilka godzin wieczorem w kawiarni. Większość z tych osób poznałam w kwietniu-maju, kilkakrotnie wychodziliśmy też na różne imprezy na mieście, bawiliśmy się razem często do późnych godzin nocnych. Mamy tylko kontakty grupowe – nie spotykam się z tymi osobami pojedynczo na kawę czy herbatę i wiem, że takich relacji dwustronnych nie ma nikt z nikim w tej grupie. Należę do stałych członków grupy, natomiast co tydzień dołączają do nas nowe osoby, często na jeden tylko raz, jest spora rotacja.

    Ostatnio dowiedziałam się, że koleżanka, z którą mamy bardzo sympatyczne stosunki (i widziałam przyszłość dla tej znajomości), organizuje przyjęcie urodzinowe (okrągła rocznica urodzin). Rozmawiałam z nią latem na ten temat i bardzo namawiałam, żeby zorganizowała przyjęcie, choć wtedy wg niej jej wiek nie był powodem do świętowania. Koleżanki nie było na ostatnim spotkaniu i wśród weteranów spotkań wywiązała się dyskusja na temat przyjęcia, na które ja nie zostałam zaproszona. Wszyscy byli zdziwieni i mówili, że to nieporozumienie, że na pewno jest logiczny powód… Niektórzy żartowali, że jeśli kupię prezent, to będę mile widziana mimo braku zaproszenia. Jest mi bardzo przykro, zwłaszcza, że w 4 dni wcześniej wspólnie spędziłyśmy wieczór (impreza w klubie, bawiłyśmy się w małej grupce osób na parkiecie), potem poczekałam z nią na autobus (sama mieszkam b. blisko), a na drugi dzień wysłała kilku osobom, w tym mnie, zdjęcia z tego wieczoru.

    Pytanie brzmi: co robić – czy próbować poprosić kogoś z naszych wspólnych znajomych, żeby zapytał o brak zaproszenia dla mnie (zrzucając to na roztrzepanie koleżanki) i dać jej szansę na doproszenie mnie (choć wtedy nigdy nie będę mieć pewności czy nie zrobiła tego pod wpływem namowy, żeby już mieć święty spokój, mimo że pierwotnie nie chciała mnie na przyjęciu), czy zachować honor i nic nie robić? Jestem za drugą opcją, ale z kolei planujemy wkrótce w naszej grupie spotykać się u mnie, ale już bez nowych ludzi z zewnątrz i wtedy chyba nie powinnam jej zapraszać, bo w innym razie wyjdę na „kogoś komu plują w oczy, a on udaje, że deszcz pada” – w skrócie na osobę zdesperowaną, żeby mieć kolegów i nie szanującą siebie? Koleżanka nie wie o pomyśle spotkań u mnie.

  3. Lucyna pisze:

    Na dobre rozpoczął się sezon płaszczowo-futrzany i dlatego z zainteresowaniem zajrzałam do wpisu „Proletaryzacja, płaszcze i futra”. Zauważył Pan tam, że ludzie lubią się ubierać po proletariacku, bo lepiej się czują. Chciałam się podzielić moim doświadczeniem. Jesteśmy z mężem młodymi osobami i staramy się ubiorem podkreślać przynależność do tej warstwy, której nie jest wszystko jedno i która nie goni za modą. Mieszkamy w dużym, starym mieście o konserwatywnych tradycjach. Gdy obydwoje poruszamy się po mieście w płaszczach i kapeluszach, traktowani jesteśmy jak osobliwość, ludzie robią nam zdjęcia, oglądają się, czasem zwyczajnie gapią, czasem zaczepiają, czasem komentują mile lub niemile. W mniejszych miastach ludzie wytykają nas palcami i wybuchają gromkim śmiechem. Bywa, że obawiam się, że ktoś nas zaatakuje, tylko dlatego że wyglądamy inaczej niż przeciętni ortalionowcy. Jest to bardzo męczące. Nie jestem osobą, która chce zwracać na siebie uwagę i budzić sensację. Mam wrażenie, że żyjemy w czasach dyktytury proletariatu, który zaszczuwa tych, którzy nie chcą się weń wtopić.

  4. Aluś pisze:

    A czy można zostawić wkładkę, jeżeli się nie ma na nią ochoty?

  5. anonim pisze:

    Szanowny Panie Doktorze: moje uprzejme do Pana pytanie brzmi następująco: czy zwrot „Pokój temu domowi” jest zwyczajnym katolickim pozdrowieniem, które może być stosowane na co dzień przez domowników i w takim wypadku ma jakieś umocowanie historyczne, czy też jest forma powitania stosowanego w sytuacjach wizyt w określonych domach następujących przynajmniej raz na jakiś czas lub rzadziej, czy też może używać go mogą tylko duchowni? Z góry dziękuję za odpowiedź.

  6. Panu Alusiowi: można.

  7. Pani Lucynie: Niestety. Nie pozwólmy się jednak zastraszyć i zniewolić. Życzę siły i satysfakcji.

  8. Panu anonimowi: Nie jest to typowe pozdrowienie katolickie, ale gdy się je zastosuje nie jest to faux pas.

  9. Panu Czytelnikowi: Parówki to zawsze danie ludowe. Spożywamy je na wyprawach w plener w przydrożnych zajazdach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s