Zapraszam do Złotej Doliny

Pan Wojtek wypomniał mi, że już we wrześniu 2014 r. obiecałem załatwienie Czytelnikom bloga pobytu w Złotej Dolinie i dotąd tej obietnicy nie zrealizowałem.

Przetarłem oczy ze zdziwienia, bo byłem pewny, że odpowiednie informacje zamieściłem na blogu. Sprawdziłem to jednak. Pan Wojtek ma rację. Nie zamieściłem ich. Przepraszam.

Po pobycie w Złotej Dolinie namówiłem księdza, by udostępnił górę swojego domu dla gości „pensjonatowych” (Ksiądz ledwo wiąże koniec z końcem) i wynegocjowałem z Księdzem ceny (40-50 zł za łóżko za dobę + zużycie prądu, ewentualnie gazu + 5 euro jednorazowo za pościel). W wakacje 2015 pojechało tam wielu bliższych i dalszych moich znajomych i byli tak jak ja zachwyceni.

Na górze są trzy pokoje i jedna łazienka (razem na pięć osób). Góra ma też kuchenkę z butlą na gaz, oddzielne wyjście i oddzielny ogród.

Sezon w Złotej Dolinie trwa w zasadzie cały rok. Styczeń to jednak pora deszczowa. W lutym zaczyna się wiosna i górskie łąki są pokryte mnóstwem kwitnących kwiatów. Wiosna to w dzień upał, a noce są chłodne (nawet 5 stopni). Od czasu do czasów spływają też fale zimnego powietrza od ośnieżonych szczytów.

Sezon turystyczny zaczyna się tradycyjnie w Wielkanoc i wtedy liczba mieszkańców Złotej Doliny się podwaja. Przyjeżdżają ci, którzy mają tam domy „letniskowe” (to odkupione od Włochów domy, które często maja i 1000 lat). Otwarte zostają sezonowe restauracje.

Po Dolinie chodzi autobusik (mały, bo duży by się nie zmieścił), który dwa razy dziennie (rano i w południe) zawozi do Imperii – 20 km (skąd są polaczenia autobusowe i pociągiem do Francji, Monte Carlo, San Remo, Albengi itd.) i na plażę.

Do innych miast Złotej Doliny można dojść piechotą szosą lub szlakami górskimi lub dojechać autostopem (Niemcy i milionerzy ukraińscy zawsze biorą, Włosi prawie zawsze; milionerów rosyjskich, którzy mają domy w Złotej Dolinie nikt nigdy nie widział).
Do najbliższych dwóch miast jest ok. 2 km (do każdego). W jednym z nich jest dobra restauracja, w drugim komunistyczna kawiarnia z sierpem, młotem i portretem Lenina, oraz najpiękniejszym możliwym widokiem z tarasu (na 20 km – góry plus morze). W odległości 1 km kilkusetletni młyn w leśnej dolince. W jeziorku krystaliczna woda, w której Niemcy się kąpią i opalają na okolicznych skałach (woda strasznie zimna). W promieniu 5 km ponad 30 zabytkowych kościołów i 17 miast.

Dojazd:

Tanimi liniami lotniczymi do Nicei (+50 km do Złotej Doliny pociągiem lub autobusem) lub pociągiem z Warszawy do Imperii, pierwszy dzień PKP promocja do Villach – 40 euro i, drugi dzień, włoskimi pociągami – dwoma, trzema – po 9 euro każdy w promocji na miesiąc naprzód)

Rezerwacja noclegów na mój telefon: 601-519-847.

Widok przDSC03951y porannej kawie na świeżym powietrzu

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Złota Dolina. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Zapraszam do Złotej Doliny

  1. ArekS pisze:

    Szanowny Panie,

    Na wstępie proszę mi wybaczyć, jeżeli to pytanie już padło i znalazło na tym blogu odpowiedź. Jest ono z pozoru banalne, jednak nie mogłem znaleźć na nie żadnej odpowiedzi, którą uznałbym za pewną z racji autorstwa odpowiadającego, a Pan się na tym najprawdopodobniej zna. Jak mianowicie zwracać należy się do rabina?

    Z poważaniem,
    ArekS

  2. Bartłomiej pisze:

    Czy człowiekowi savoir vivre wypada korzystać z tanich linii lotniczych? Czy może powinien zapłacić trochę więcej i skorzystać z usług firmy renomowanej, świadczącej usługi wyższej jakości?

  3. Paweł pisze:

    Czy mógłby Pan dodać odnośnik do wpisu na górnym pasku (tam gdzie jest „Strona główna”, „O autorze”, „Kontakt” itd)?

  4. czytelnik pisze:

    Dzień dobry,

    Czy można liczyć na zniżki dla rencistów dorabiających w stróżówkach ? Powiem prosto z mostu: pojechałbym, ale wyłącznie na tzw. krzywy ryj!!!!

  5. Jack pisze:

    Byłem widziałem. Również z całego serca polecam!

  6. Wojtek pisze:

    Sądzę, że prawdziwym bestsellerem mogły by być wyjazdy z Panem w roli przewodnika/gospodarza.

  7. Kasia pisze:

    Mam pytanie odnośnie obiadu dla gości po ślubie. Najpiękniejsze miejsce, jakie znamy i lubimy z moim narzeczonym (i które podaje świetne potrawy) jest niestety restauracją chińską (bądź chińsko-wietnamską). Wiadomo, że takie restauracje nie darzone szacunkiem. Jednak ta jest inna. Też są tu tanie dania, ale sama restauracja mieści się w piwnicy przedwojennego domu, której cegły i wkomponowanie w to bambusowych i jedwabnych elementów tworzy niesamowity klimat. I obsługa jest w 100% azjatycka (czyli wyższy standard obsługi). Chciałabym jednak, żeby goście nie czuli się zlekceważeni, że po ślubie zostaną zaproszeni do „chińczyka”. Jak to zrobić?

    Dodam jeszcze, że chcemy wydać na tę okazję na podstawie oryginalnego menu własny spis dań (bez cen) i żeby nasi goście mogli sobie wybrać danie, jakie chcą zjeść. A potem my zapłacimy. Czy takie rozwiązanie jest eleganckie? Czy podanie na takim przyjęciu dań na gorącym półmisku będzie eleganckie?

    I czy w takiej restauracji można porozsadzać gości po stołach, które są okrągłe i mają tę charakterystyczną ruchomą część na środku? Czy jednak powinien być jeden stół?

  8. Panu Bartłomiejowi: można skorzystać z tanich linii.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s