Jeszcze raz o kawie rozpuszczalnej

Na umieszczoną przeze mnie we wpisie wypowiedź Pana Alusia na temat serwowania gościom oburzyło się kilka osób. Szczególnie oburzyło je stwierdzenie Pana Alusia, że do takiego domu więcej by nie przyszedł. Niektóre osoby oburzył fakt, że ja podpisałem się pod tekstem Pana Alusia.

To twierdzenie Pana Alusia potraktowałem jako pewien skrót myślowy. Wśród moich znajomych są i ludzie prości i różne dziwadła i im zdarza się serwować kawę rozpuszczalną czy kawę plujkę, ale maja tyle zalet, ze podchodzę do tego wyrozumiale i w ich domu od razu proszę o herbatę (choć też mi nie smakuje, bo jest tzw. ekspresowa).

Jeśli ktoś mówi gościowi: kawę z ekspresu, plujkę czy rozpuszczalną to znaczy, że dba o gości (ktoś może być przyzwyczajony np. do „plujki” i chcemy sprawić mu przyjemność). Jeśli ktoś podaje gościom tylko kawę z ekspresu to znaczy, że dba o gości zapewniając im to, co jest na najwyższym poziomie). Jeśli ktoś jednak daje gościom kawę rozpuszczalna powinien wiedzieć, że wielu z nich potakuje to jako lekceważenie i znęcanie się and nim.

Mój najstarszy syn nigdy nie palił papierosów, ale zawsze ma przy sobie zapalniczkę, by usłużyć jakiemuś palaczowi, szczególnie damie.

Fakt, ze nie pijamy dobrej herbaty parzonej zgodnie z regułami sztuki w czajniczku czy kawy z ciśnieniowego ekspresu nas nie tłumaczy. Powinniśmy wiedzieć, że to jest najwyższa jakość i powinniśmy chcieć serwować gościom tylko to, co ma najwyższą jakość lub to, co lubią (jeśli lubią coś o niższej jakości). Powinniśmy wiedzieć, że są ludzie, dla których dobra kawa czy herbata jest jak powietrze, ludzie którzy, jeśli uraczy się ich namiastkami będą nieszczęśliwi.

W młodości krążyłem w wakacje po krajach tzw. socjalistycznych (po innych nie było można) i spotkałem często na campingach Węgrów. Wielu z nich nie miało kuchenek gazowych. Ci parzyli kawę w małych ekspresach stawianych na małych ogniskach. Znajdowali kamienie, tworzyli ż ich „kuchenkę, zbierali kawałki drewna, gałązki, rozpalali ogień, czekali na żar i robili malutką kawę. Wkładali w to wiele pracy i wysiłku. Ale jak inaczej zacząć dzień.
Nie wiem czy to oni wpłynęli na moje życie. Ale mi smakuje tylko kawa z takiego najmniejszego ekspresiku stawianego na żywy ogień. W domu stawiam go na gaz. Wożę go ze sobą i jeśli mi się nie uda go użyć kawy w ogóle nie piję. W swoich wędrówkach po Polsce i Europie spotkałem wielu podobnych mi ludzi i zawsze dobrze się z nimi dogadywałem na wielu poziomach niezależnie od różnic w wielu perspektywach.

Rozumiem zatem Pana Alusia i też chciałby spotykać samych kawoszy albo takich, którzy kawoszom chcą pójść, kierując się savoir vivre, na rękę.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kawa. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Jeszcze raz o kawie rozpuszczalnej

  1. Aluś pisze:

    Tytułem uzupełnienia.

    Jest różnica między „moja noga w tym domu nie postanie” a „zrywam wszelkie znajomości”. Być może mój zwrot emocjonalnie zabrzmiał, ale to jest bardzo podobna sytuacja do tej, gdy np. autora bloga wyrzucają na balkon z papierosem. Wtedy również i jego noga, jak pisał, „w tym domu nie postanie”, co nie stoi na przeszkodzie w zaaranżowaniu spotkania np. w innym miejscu. W moim przypadku np. w dobrej kawiarni (gdzie podają także dobre soki i wody mineralne 🙂 )

    Dodając od siebie – ja od pewnego czasu jestem niepalący, co nie przeszkadza mi w trzymaniu ładnej popielniczki dla moich gości. Myślę, że podobnie również każdy powinien trzymać w domu dobrą kawę, kilka rodzajów dobrej herbaty i wodę mineralną gazowaną i nie.

  2. Adam pisze:

    Jako smakosz kawy i miłośnik dobrych obyczajów, doceniam troskę o poprawny sposób parzenia i serwowania kawy. Proszę zwrócić uwagę, że ta kwestia różni się diametralnie w zależności od kraju i kręgu kulturowego. Picie kawy espresso na sposób włoski jeszcze do niedawna w naszym kraju było absolutnie nieznane; jeszcze kilka lat temu podróżując po Polsce z „południowcami” prześladowały mnie pytające spojrzenia kelnerów pytanych o wodę do kawy („ale jak ja mam tę wodę podać?”) i rozczarowane twarze turystów, otrzymujących w ramach polskiej definicji espresso – litraż równy co najmniej cafe doppio, przy esencjonalności americany. Powiedzmy sobie uczciwie – od czasu gdy upadły nasze marzenia o posiadaniu kolonii zamorskich, nie jesteśmy już kawową potęgą i picie kawy jest u nas zwyczajem zapożyczonym. Sposób parzenia zależy od kierunku inspiracji, z którego korzystamy. Z tego względu nie mieszałbym technologii spożywczej (która jest wypadkową czasu i miejsca) do uniwersalnych i zawsze aktualnych dobrych obyczajów, a już najmniej używałbym jej jako kryterium towarzyskich sympatii czy antypatii. W innym razie ktoś z naszych znajomych mógłby obruszyć się na nas za to, że np. nie podajemy herbaty z samowara lub na Wigilię serwujemy barszcz zamiast grzybowej. Jeśli nie pija Pan kawy rozpuszczalnej, zapewne nie miał Pan okazji odnotować faktu, że aktualnie rzeczona w swym składzie rzadko kiedy zawiera cokolwiek innego niż tylko czysty ekstrakt z esencji naparu z bardzo dobrych gatunków kawy. Walory smakowe kawy rozpuszczalnej na przestrzeni ostatniej dekady (oczywiście według mojej subiektywnej oceny) podniosły się niewspółmiernie do poziomu wychowania i ogłady naszego społeczeństwa. Relacje międzyludzkie na poziomie jednostkowym i społecznym codziennie wystawiane są na niebezpieczne próby. W wielu rodzinach obserwuję coraz silniejsze „tarcia”, niewyartykułowane żale, nieuzasadnione antypatie. Wśród krajobrazu tych wszystkich otaczających mnie konfliktów, do głosu coraz częściej dochodzą także wyznawcy „martwej etykiety”, jak ujął to Pan trafnie w artykule kolejowym oraz samozwańczy treserzy savoir-vivre’u w wersji wyuczonej z książek (doprecyzuję: osoby wprawiające celowo innych w zakłopotanie poprzez zachowania mające z założenia uświadomić innym ich brak obycia). Proszę mi wybaczyć, ale wobec całej tej beznadziei towarzysko-obyczajowej, jakiej coraz częściej doświadczam, w imię pokoju i harmonii w relacjach międzyludzkich pozwolę sobie jednak włożyć kwestię parzenia kawy przez przyjmujących mnie gospodarzy, pomiędzy małostki nieistotne z perspektywy bon tonu. Rozumiem, że gościom moim kwestia ta może spędzać sen z powiek, dlatego serwuję dla nich kawę przygotowaną w sposób najbardziej staranny jaki znam. Jestem przy tym w pełni świadom smutnego faktu, że nie wszystkim moim gościom (np. pijącym yerba matę, herbatę czerwoną czy zioła) jestem w stanie zapewnić zawsze równie godziwe traktowanie… Mam nadzieję, że nikt nigdy z tego powodu nie skreśli mnie z grona znajomych (skreślenie z facebooka przeboleję:). Załączam ukłony i serdeczne podziękowania za wszystkie pańskie – jakże pożyteczne – publikacje i porady dostępne w sieci.

  3. Margaretka pisze:

    A czy wypada gospodarzy zapytać o to, jaką kawę/ herbatę chcą nam zaserwować?
    Przyznaję, że w gronie znajomych mam zarówno amatorów kawy z ciśnieniowego ekspresu jak i „plujki” czy „rozpuszczalnej, ale z łyżeczki i do połowy zalanej mlekiem”. O ile nie sprawia mi problemu przygotowanie różnych rodzajów kaw, kiedy to ja jestem gospodynią, o tyle już wypicie tej rozpuszczalnej byłoby dla mnie bardzo przykrym doświadczeniem. A mam też znajomych takich jak ktoś z komentujących, którzy „kawy w zasadzie nie piją, ale dla gości mają słoiczek rozpuszczalnej”. Często słoiczek stojący tak wiele miesięcy…
    Czy wypada więc na pytanie o to, czego się napiję, zapytać o rodzaj proponowanej kawy? Albo wyrazić prośbę, co do jej „mocy” (zdarzyło mi się już dostać kubek „plujki” w którym kawy było jakieś pół łyżeczki…). Ewentualnie zrezygnować i poprosić o wodę? Nawet jeżeli zaproszeni byliśmy na „kawę i ciastko”? Czy jednak powinniśmy się przemęczyć i chociaż udawać, że pijemy?

  4. taka_sobie_zuzia pisze:

    1. czym chata bogata, tym ugości – są domy w których napój kawowy z saszetki 3w1 to najwyższa jakość na jaką mogą sobie pozwolić gospodarze
    2. o gustach się nie dyskutuje – znam osobiście dość wysoko postawione w hierarchii społecznej osoby, dla których kawa z ekspresu to nic innego jak zamiennik kawy z automatu
    3. darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda – spotykamy się z ludźmi w ich domach, a nie w marketach, gdzie możemy sobie wybrać ‚ja chcę’, ‚ja lubię’, ‚ja potrzebuję’, ‚ja mam oczekiwania’…

    Tłumaczy nam tu Pan Doktor, że w gościach trzeba zachować się z klasą: jeść lub rozgrzebać jedzenie, pić lub zamoczyć usta; że w gości nie chodzi się głodnym i spragnionym… Tymczasem, przy temacie kawy dowiaduję się, że potem można to jedzenie i picie komentować, nazywając gospodarzy dziwadłami i prostakami, tylko dlatego, że mają inny gust niż my. Bardzo mi się to nie podoba!

    Przy okazji chciałabym zwrócić uwagę, że ziarna kawy o najwyższej jakości i cenie na świecie pozyskuje się z odchodów pewnych niedźwiadków. Bezcenne jest obserwowanie mimiki i reakcji kawoszy: po pierwsze, gdy upijają pierwszy łyk – nieodparta chęć wyplucia zawartości ust, a to przecież nie uchodzi; po drugie, gdy dowiadują się ceny /kilka lat temu to było około 8tys$ za kg ziarna/ – nagle zaczyna smakować, bo to przecież smakosze; po trzecie, gdy dowiadują się, jak się ją pozyskuje – informację puszczają mimo uszu. O gustach się nie dyskutuje, choć oczywiście można je kształtować, jak widać na przykładzie najdroższej kawy na świecie.

  5. taka_sobie_zuzia pisze:

    Sprostowanie. Pomyliłam miśki z kotokształtnymi i dolary ze złotówkami. Moja wina. Przepraszam. Następnym razem odpuszczę sobie nocne wypowiedzi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s