Nowe wydanie „Savoir vivre jako sztuka życia”

W przyszłym tygodniu ukaże się nowe, poprawione wydanie mojej książki „Savoir vivre jako sztuka życia”. Oto nowa okładka i nowy wstęp.
jako sztuka

Wstęp

Podstawowym celem tej książki jest doprowadzenie do pełnego zrozumienia tego, czym jest savoir vivre, przyswojenia sobie jego ducha i filozofii, tak by umieć nim myśleć i go realizować. Ta książka ukazuje savoir vivre jako całościową receptę na życie, której realizacja sprawi, że będzie ono nadprzeciętne – wielkie, wspaniałe, piękne, szlachetne i podniosłe – szczęśliwe.

Niech nasze życie będzie właśnie takie we wszystkich tych poziomach i płaszczyznach, które możemy sami do końca kształtować.

Savoir vivre był przez całe wieki sztuką życia szlachty. To ona jako jeden z podstawowych celów stawiała sobie szlachetność w każdym porządku i poziomie.
Gdy szlachta zaczęła tracić na znaczeniu i zanikać jej miejsce zaczęła zajmować klasa średnia. Po II wojnie światowej stała się nową szlachtą. Po roku 1971, w którym nastąpiła rewolucja w dziedzinie finansów (a co za tym idzie gospodarki) klasa średnia zaczęła zanikać. Gdy pieniądz o wartości obiektywnej mający pokrycie w złocie został zastąpiony pieniądzem fiducjarnym, umownym, kredytowym, poddanym inflacji, emitowanym przez banki, klasa średnia straciła najpierw swoje oszczędności, potem swoje źródła utrzymania i niezależność (małe i średnie przedsiębiorstwa zaczęły upadać).
Klasa średnia, to ta grupa ludzi, której nie stanowią ani milionerzy i rządzący ani pracownicy najemni.

Klasa średnia to są osoby z wyższym wykształceniem, których formacja intelektualna i kulturowa jest wysokich lotów, to osoby o dużej kulturze osobistej, nastawione na wyższą kulturę. Osoby te cechuje niezależność intelektualna (wyrabianie sobie w sposób w pełni samodzielny zdania we wszystkich perspektywach), wysoki poziom moralny (nieposzlakowana uczciwość, szlachetność, honor).
Te osoby mogą w pełni się doskonalić, realizować swoje talenty, kształtować swoje życie według wskazań savoir vivre, promieniować na społeczeństwo, pełnić właściwe dla siebie role społeczne tylko wtedy, gdy posiadają właściwe warunki materialne.

Mają one miejsce wtedy, gdy ci ludzie mają dużo wolnego czasu, wysokie dochody (ale nie miliony, bo zdobywanie milionów absorbuje całkowicie), wolny zawód (nie są niewolnikami swojego szefa czy firmy w której pracują) czy niezależne dochody (prowadzą taka działalność gospodarczą, która nie powoduje stałej, zależności finansowej od innych osób czy podmiotów gospodarczych).
Dziś ci, którzy przyjmują savoir vivre jako swoją sztukę życia nie mają z reguły tych wszystkich warunków. Nie mają wystarczającej ilości pieniędzy albo wystarczającej ilości czasu, albo finansowej niezależności. A jednak powstaje nowa klasa średnia, pojawiają się ludzie, którzy heroicznie zabiegają o to, by w jak największym stopniu sprostać wymogom savoir vivre. Ta książka jest przede wszystkim dla nich.

Luca Pavan Bresciano, któremu dedykowałem tę książkę to arystokrata, rycerz Bożego Grobu pochodzący z rodziny, w której mężczyźni są rycerzami Bożego Grobu od IV w. W momencie, gdy jego dziadek zmarł babcia opuściła rodowy pałac nad morzem, postanawiając nigdy już do niego nie wrócić. Chciała zapomnieć. Porzuciła arystokratyczne życie i wychowała jedyną córkę „demokratycznie”. Córka wyszła za arystokratę i z tego małżeństwa urodził się Luka. Do prawie 20 roku życia był chowany tak jakby arystokratą nie był. Czterdzieści lat po śmierci męża babcia Luki podjęła ważną dla rodziny decyzję: wsadziła Lukę do samochodu i zawiozła do pałacu, w którym umarł jej mąż. Wszystko tam było jak w dniu śmierci jej męża. Na stole leżała gazetą datowana na dzień jego śmierci. Babcia zaczęła w tym pałacu uczyć Lukę historii rodziny i przekazywać mu arystokratyczne zasady i wartości (w istocie savoir vivre). W pewnym momencie Luka zaczął żyć jak arystokrata, tak jak żyli jego przodkowie, ubierać się w odpowiednie stroje, trzymać się ściśle zasad, realizować wiernie wartości: uczynił savoir vivre sensem swojego życia. Nie jest milionerem – pracuje na etacie w firmie ubezpieczeniowej swoich rodziców. Warto go naśladować.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Filozofia savoir vivre. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

15 odpowiedzi na „Nowe wydanie „Savoir vivre jako sztuka życia”

  1. Bartors pisze:

    „Gdy pieniądz o wartości obiektywnej”, Polecam poczytać Rothbarda lub Misesa.

  2. Kazimierz Krynicki pisze:

    Od kiedy w Empiku :)?

  3. Kuba pisze:

    Czy można będzie nabyć książkę gdzieś w Warszawie?

  4. Panu Kubie: najlepiej bezpośrednio u mnie: 601-519-847
    lub: savoir@savoir-vivre.com.pl

  5. Panu Bartorsowi: pieniądz ma wartość obiektywną, gdy jest takim towarem jak inny towar i gdy nawet nie jest pieniądzem można go zamienić na inny towar. Pieniądzem w Wirginii był w swoim czasie tytoń. Mniej kłopotów jak pieniądz sprawia złoto czy srebro, którym towarzyszą weksle i listy zastawne.

  6. Aluś pisze:

    To temat na marginesie savoir-vivre, ale z pieniądzem złotym (czy też srebrnym) jest podstawowy problem. Srebro i złoto nie powstaje w takiej ilości i w takim tempie, by nadążało to ze wzrostem produkcji pozostałych dóbr. Dobry pieniądz to taki, który można emitować w miarę potrzeb gospodarczych. Kruszce tego warunku nie spełniają. Prowadziłoby to do permanentnej deflacji, czyli sytuacji, w której ceny ciągle spadają. Ustawiczny spadem cen hamowałby konsumpcję, bo i kto chciałby kupować coś co kosztuje dzisiaj 100, skoro jutro możesz kosztować 99, co spowodowałoby zmniejszenie produkcji i przełożyło się na wzrost bezrobocia.

    Moim zdaniem za to pieniądz fiducjarny powinien, poza wymogami wynikającymi z kwestii gospodarczych czy prawnych, spełniać także jedno istotne wymaganie. Powinien być estetyczny. Banknoty powinny być najwyższej jakości i prezentować wysokie walory artystyczne tak, aby nawet trywialne wrzucanie monet do automatu mogło uczynić czymś większym i szlachetniejszym. Właśnie z uwagi na estetykę pieniądza. Z pewnością pieniądze nie powinny przedstawiać rzeczy banalnych (np. zwierząt) ale ważne dla danego kraju postaci, zabytki czy jakieś osiągnięcia narodu, który tym pieniądzem się posługuje.

    M.in. dlatego uważam, pieniądze PRL, gdyż były estetycznie wykonane, jak zresztą wiele prac plastycznych tamtego okresu, ale także prezentowały ważne osiągnięcia Polaków, jak np. reaktor na banknocie 20 tys., teorię heliocentryczną na banknocie 1 tys., czy Pałac Staszica (50 tys.). Z kolei banknoty II RP wydają mi się mało zgodne z duchem savoir-vivre bo są po prostu brzydkie i przeczernione (jak zresztą Kazimierz Wielki na współczesnym banknocie).

  7. Bartors pisze:

    Do Pana Krajskiego. To że jest towarem nie oznacza iż ma wartość obiektywną. Załóżmy że Pan X posiada samochód, a Pan Y posiada krowę. Tak więc jeśli nastąpi handel to krowa jest więcej warta dla pana X niż samochód, tak jak samochód jest wart więcej dla Y niż krowa. Wynika to z tego prostego faktu iż jeśli byłaby warta mniej albo tyle samo to ta wymiana by nie nastąpiła gdyż nie miałaby w sensu.

  8. Filipińczyk pisze:

    Czy dziewczynka w wieku 3 lat powinna mówić do 20 latka, który jest jej ojcem chrzestnym, ale kuzynem po imieniu? Jak powinna zwracać się do kuzynki w wieku 24 lat?

  9. Kasia pisze:

    Pewnie jest już za późno… Ale patrząc fachowym okiem, stwierdzam, że okładka jest źle zrobiona. Nie widać Pana nazwiska na tym zdjęciu…

  10. Polski, znany mi obyczaj, w którym mnie chowano nakazywał do takich osób mówić wujku .

  11. Na temat pieniędzy nie zamierzam tu dyskutować. jednak się nie powstrzymam i stwierdzę, że i samochód i krowa mają wartości obiektywna, a wylicza się ja przez pracę i surowce włożone w ten towar oraz inne obiektywne czynniki ekonomiczne w tym wiele kosztów. Cena towaru nie jest kwestią gustu czy popytu. Cena złota tez jest wypadkową pewnych czynników obiektywnych.

    Jestem wydawcą i zawsze ceny opieram na obiektywnych czynnikach.

  12. To nie temat na ten blok, ale powiem tylko, że sporo czytałem na temat złota i wiem, ze poważni ekonomiści (ale4 nie oszuści) twierdzą, że zawsze w każdych warunkach można je wprowadzić jako pieniądz.

    Jeden autor: F. Lips „Złoty spisek”.

  13. Przemysław pisze:

    Do pana Alusia. Trochę zbaczam z tematu savoir-vivre, ale nie mogłem powstrzymać się od polemiki z Panem. Przede wszystkim nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że „Dobry pieniądz to taki, który można emitować w miarę potrzeb gospodarczych.”. To właśnie zły pieniądz. Możliwość emisji pieniądza przez państwo, które ustanawia sobie monopol na tę funkcję powoduje inflację i notoryczne zadłużanie państw.
    Podstawową funkcją pieniądza jest możliwość porównywania wartości dóbr. Chodzi o to, żeby np. nie kupować komputera za 3,75 krowy. Byłoby to kłopotliwe zarówno ze względu na konieczność podzielenia krowy, jak i znalezienia kogoś, kto potrzebuje krowy i ma do sprzedania komputer. Dzięki pieniądzom można np. ustalić cenę krowy na 100, cenę komputera na 375 i dokonać łatwej wymiany towaru. Produkcja dóbr nie jest tutaj żadnym problemem, ponieważ pieniądz nie stanowi wartości sam w sobie, a jedynie jego wartość nabywcza. Wzrost podaży towarów przy stałej ilości kruszca spowoduje spadek cen wszystkich nadpodażowych towarów. Fakt, że niektóre towary (jak np. nieruchomości) będą utrzymywały stałą cenę, ale tak samo dzieje się w przypadku każdego innego środka porównawczego, bo te towary mają ograniczoną ilość.
    Ma to oczywiście proste odzwierciedlenie w historii – przed wprowadzeniem pieniądza fiducjarnego nie było mowy o zadłużaniu państw w nieskończoność. Oczywiście, zdarzały się bankructwa państw, upadki mocarstw, ale była to naturalna kolej rzeczy – jeżeli instytucja, jaką jest państwo, jest źle zarządzana, to popada w kłopoty i w konsekwencji upada. Od rządzących wymagało to dużo większej dyscypliny i powstrzymywania się przed marnotrawieniem środków. Dzisiaj nikt się tym nie przejmuje – po prostu dodrukowuje się banknoty. Prostym przykładem są Stany Zjednoczone, które pod rządami keynesistów zadłużają się w zastraszającym tempie i z pozycji lidera światowej gospodarki, którą budowały przez ponad trzy wieki zostają już wypierane przez chociażby Chiny, które tę pozycję osiągnęły w ciągu zaledwie kilkudziesięciu lat.

  14. Lucy pisze:

    @ Filipińczyk

    Wydaje mi się, że kuzyni, których dzieli +/- 15 lat, mogą sobie spokojnie mówić po imieniu… To dosyć nienaturalne w moim odczuciu, gdy formalnie bracia/siostry cioteczne mieliby nie mówić sobie na ty…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s