Jeszcze raz problem obecności rozwiedzionych rodziców na zaręczynach

Pan podpisujący się jako „PPaweł” napisał: Pan Konrad, niestety, wykazuje katastrofalny brak wyczucia savoir vivre. Jakże można tak niedelikatnie narzucać innym – i to własnym rodzicom – swoją wizję „jak ma być”? Drogi panie Konradzie, rodzice się rozwiedli, więc należy z szacunku dla nich zaakceptować ten stan rzeczy, a nie grubiańsko ignorować decyzję dwojga dorosłych osób. Cóż za okropny fundamentalizm kieruje Panem, gdy przedkłada Pan własne okołoreligijne ekstrapolacje ponad rzeczywistość?
Zadziwiająca jest Pańska troska o formy savoir vivre’owe w sytuacji, gdy sam pomysł zebrania rodziców razem po to tylko, aby móc im przedstawić staromodne teatrum zaręczynowe nie ma z savoir vivre nic wspólnego, gdyż oczywistym jest, że sytuacja będzie w najwyższym stopniu niezręczna dla wszystkich, a w szczególności dla Bogu ducha winnych Pańskich teściów in spe.
Pocieszeniem dla Pana mogą być słuszne uwagi o mniejszej komplikacji ślubu i wesela, gdyż istotnie w tłumie gości Pańscy rodzice mogą się bezpiecznie omijać. Kameralne zaręczyny jednak, skoro koniecznie Panu na nich zależy, są w tym układzie nie do zrealizowania i żadne pudrowanie sytuacji telefonem głośnomówiącym i manipulacjami kalendarzowymi nic tu nie pomogą. Zresztą zakładanie z góry wykluczenia Pańskiej matki jako mieszkającej za granicą nie ma z dobrym wychowaniem wspólnego absolutnie nic, ustawia Pana w oczywisty sposób po stronie ojca w tym konflikcie, a do tego przez telefon głośnomówiący Pańscy rodzice i tak będą mogli, jeśli zechcą, urządzić skandal.
Jedynym dla Pana wyjściem jest, niestety, zarzucenie romantycznych koncepcji i oświadczyny sam na sam z Pańską wybranką, a następnie uroczyste złożenie wizyty rodzicom w kolejności wybranej choćby rzutami kostki i zawiadomienie ich o zaręczynach.

Absolutnie w żaden sposób i żadnym punkcie nie mogę się zgodzić z Panem „PPawłem”.

Nie bardzo rozumiem o co uchodzi, gdy pisze o „grubiańskim ignorowaniu decyzji dwojga dorosłych osób”. Pan Konrad nie psiał o żadnej decyzji swoich rodziców i nie wiemy jak zareagują, gdy oboje zostaną zaproszeni na oświadczyny/zaręczyny. Być może oboje staną na wysokości zadania, okażą radość, pokażą klasę, a nawet się pojednają przy tej okazji.

Zaręczyny to bardzo ważne wydarzenie i to nie tylko z punktu widzenia savoir vivre, ale obyczajowe, cywilizacyjne, kulturowe. To również najbardziej racjonalne i mądre rozwiązanie pewnych problemów, które powstają, gdy para planuje małżeństwo.

Są pewne obowiązki społeczne i rodzinne, od których nikt nie ma prawa się uchylać z takiego powodu, że to mu sprawi przykrość.

Dorośli ludzie, kulturalni, poważni powinni umieć zapanować nad swoimi emocjami w takich sytuacjach. Rodzice jako rodzice mają pewne obowiązki wobec dzieci i obecność na zaręczynach do nich należy.

Brak zaręczyn przeprowadzonych zgodnie z procedurami często negatywnie rzutuje na relacje rodzinne przez lata. Fakt, że często dziś zaręczyny się pomija niczego nie zmienia, mnoży tylko rodzinne problemy i konflikty, patologie w stosunkach.

Rozwiązanie, by matka nie była obecna na zaręczynach samo się w takiej sytuacji narzuca jako rozwiązanie, które można brać pod uwagę, analizując i oceniając emocje i ewentualne możliwe reakcje rodziców. Jest ono naturalne z tego względu, że matka przebywa za granicą i jej przyjazd wiązałby się z wieloma kosztami, problemami, wyrzeczeniami.

Jej obecność przez telefon głośnomówiący byłaby pewną naturalną i pozytywną namiastką obecności fizycznej, a takie rozwiązanie sytuacji gwarantowałoby uniknięcie wszelkich przykrych sytuacji.

Uczestniczyłem w pogrzebach, gdzie przemówienia przez telefon i aparaturę nagłaśniającą wygłaszały osoby, które były tysiące kilometrów od miejsca pogrzebu i nie mogły na ten pogrzeb przybyć, a były ważne w życiu zmarłego. Nikt w tym nie widział nic niestosownego. Przyjmowano to bardzo pozytywnie.

O zaręczynach, ich szczegółowym przebiegu i ich wadze pisałem na blogu. Nie będę się zatem tu powtarzał.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ślub i wesele. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Jeszcze raz problem obecności rozwiedzionych rodziców na zaręczynach

  1. Aleksandra P. pisze:

    Panu PPawłowi zapewne chodzi o decyzję o rozwodzie rodziców.

    „a takie rozwiązanie sytuacji gwarantowałoby uniknięcie wszelkich przykrych sytuacji” – skąd u Pana taka pewność? Kontakt werbalny może przerodzić się w pyskówkę w każdej chwili kiedy dwie osoby nie znoszą się nawzajem i naprawdę niewiele trzeba aby wybuchła afera.

  2. PPaweł pisze:

    Widzę, że mojemu stanowisku przyda się jeszcze nieco wyjaśnień. Otóż decyzją rodziców, której niewątpliwie stara się nie przyjmować do wiadomości pan Konrad, jest oczywiście decyzja o rozwodzie. Wzniosłe stwierdzenie iż „rodzice pozostają w związku ze sobą połączeniu ślubem przed Bogiem” jest, niestety, jako cymbał brzmiący i miedź brzęcząca. To prawda wyłącznie na gruncie prawa kanonicznego, a stan faktyczny jest taki, że rodzice pana Konrada małżeństwem nie są i już nie będą, zwłaszcza że przynajmniej jedna strona kolejne małżeństwo już zawarła. To, że ślub jest cywilny, nie zmienia w niczym istoty sprawy (skądinąd lekceważące traktowanie ślubów cywilnych przeciwstawianych „prawdziwym” ślubom kościelnym także jest dalekie od savoir vivre’u).

    Reasumując, świadome ignorowanie stanu faktycznego i zamykanie oczu na realną sytuację rodzinną kogokolwiek, w szczególności rozwodników, w szczególności własnych rodziców jest grubiaństwem. Na ratowanie małżeństwa rodziców czas (być może) był kiedyś, teraz należy zaakceptować istnienie status quo. A w tym status quo mieści się także wzajemna niechęć byłych małżonków, która jest przykra, ale która jest faktem. I tę niechęć człowiek kulturalny musi wziąć pod uwagę planując wydarzenia rodzinne. Absolutnym nietaktem jest ryzykowanie, że osoby postronne (przyszli teściowie i narzeczona) będą narażone niechby nawet nie na jawny skandal, ale nawet na kilka godzin niezręcznej, pseudouroczystej kolacji. Co więcej, takie ryzykowanie byłoby to bardzo złym prognostykiem na małżeńską przyszłość, jakże bowiem ma być harmonijne małżeństwo, w którym mąż przeprowadza swoje plany nie oglądając się na przykrość innych ludzi, w tym własnej żony? To jednak już problem głównie psychologiczno-socjologiczny.

    Pan Konrad po prostu nie ma możliwości godnego zrealizowania tego akurat swojego pomysłu i pozostaje mu się z tym pogodzić. Powinno to być o tyle łatwe, że co jak co, ale uroczysta kolacja zaręczynowa nie ma żadnego praktycznego znaczenia dla przyszłego małżeństwa. Przedślubne uzgodnienia, dogłębne poznanie się wzajemnie, wzajemne dopasowanie – to rzecz jasna sprawy niezbędne, ale teatralna uroczystość zaręczyn to co najwyżej miłe wspomnienie. Przy czym, jak widać, w tej sytuacji na miłe wspomnienia raczej nie ma co liczyć.

    Nawiązując natomiast jeszcze do kwestii telefonu, to oczywiście komunikacja w ten sposób nie jest sama w sobie niewłaściwa, tym niemniej osoba „zdalna” jest na takiej telekonferencji zawsze w nieco upośledzonej sytuacji. Toteż arbitralne założenie, kto będzie na spotkaniu obecny bezpośrednio, a kto telefonicznie nosi cechy dalekiej od zasad savoir vivre’u dyskryminacji. Przy czym wybór na podstawie miejsca zamieszkania „w Polsce” lub „za granicą” jest jak najbardziej arbitralny, a nie oparty na obiektywnych faktach. Zwłaszcza gdy, przykładowo, „z zagranicy” z Berlina czy Londynu można się dostać do Wrocławia w tylko trzy godziny, a z „krajowego” Lublina przynajmniej w sześć.

  3. Sandra pisze:

    Zastanawiają mnie plany wzięcia wyłącznie ślubu kościelnego, o ile się nie mylę, ślub cywilny – nie mówię o konkordatowym – jest również wymagany w kościele, trzeba go wziąć albo przed ślubem, albo zadeklarować gotowość wzięcia go po ślubie – wtedy ksiądz stara się o pozwolenie od biskupa na ślub wyłącznie kościelny.
    Wg mnie ślub wyłącznie kościelny jest nieuczciwy względem narzeczonej, przecież wtedy nie jest żoną wg państwa, nie ma w sumie żadnych cywilnych praw do „kościelnego” męża. Chyba, że w planach jest intercyza która będzie miała takie same skutki jak ślub cywilny.

  4. Konrad pisze:

    Pani Sandro. W Polsce takich ślubów nie było do czasu zaboru Pruskiego.

  5. Adams pisze:

    Zgadzam się z panem PPawłem.
    Zanim zaprosi się rozwiedzionych rodziców, jeżeli w ogóle uważamy, że może mieć to sens, to najlepiej zapytać ich samych o opinię na ten temat.
    W przeciwnym razie, możemy narazić ich oraz ich partnerów, na niepotrzebny stres i trudne chwile. Osobiście uważam, iż każda sytuacja ma swoje plusy i minusy. I tylko egoizm nie pozwala się cieszyć z tego co i jak jest. Bardzo mozliwe, że o wiele więcej radości przysporzyłaby młoda para, spotykając się osobno z jednym rodzicem i jego partnerem oraz z drugim rodzicem.
    A przecież o radość tutaj chodzi, a nie o realizowanie SWOICH widzimiesię.
    Zdecydowanie polecam popracować nad soba samym zanim zaczniemy narzekać na rozwiedzionych rodziców!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s