I znowu o rocznicy – savoir vivre, nowa klasa średnia i wzorcowe zachowania

Po przemyśleniu doszedłem do wniosku, że te wszystkie negatywne komentarze dotyczące naszej rocznicy ślubu wiele mi dały, bo skłoniły mnie do przemyśleniu kilku spraw.
Pani Telimena: Ten blog nie jest Pana osobistym pamiętnikiem, lecz szkołą. Podawane przykłady powinny być chyba jakoś wzorcowe – takie Pan często opisuje np. omawiając kwestie menu w hotelach czy restauracjach. Stąd zdziwienie takim modelem przyjęcia. Pytałam też o Pana strój – nie złośliwie, lecz żeby zrozumieć. Skoro niespodzianka i takie stroje nieformalne inni mieli, czy Pan też nie mógł inaczej się ubrać? Proszę o skorygowanie, jeśli błędnie myślę na temat ducha s-v.

W kwestii ubrania wypowiem się w następnym wpisie.
Teraz skupię się na czymś innym.

Odniosłem wrażenie, że Czytelnicy bloga – autorzy negatywnych komentarzy są jakoś oderwani od rzeczywistości.

Jak jest ta rzeczywistość?

Zgrzebna, proletariacka, biedna, bardzo podobna do tej, którą kreowała komuna.
To, co dzisiaj jest nazywane demokracją, filozofia i praktyka tego czegoś prowadzą do swoistej „urawniłowki”. Wszystko jest sprowadzane do „parteru” i warunków „kołchozowych” (napiszę o tym obszerniej w materiale pt. „ Bajka i koszmar. Liberalizm i savoir vivre”.
Nie jest to zjawisko tylko polskie. Proletaryzacja i „demokratyzacja” objęły cała Europę, USA i Kanadę. Swoją role spełniły tu szkoły, media, nowy ustrój finansowy i gospodarczy (pojawienie się pieniądza fiducjarnego opartego na długach i lichwie i wdarcie się wielkich koncernów we wszystkie praktycznie sektory gospodarki).

Pieniądz fiducjarny i nowy ustrój pojawiły się w początkach lat siedemdziesiątych XX w., co spowodowało między innymi likwidację (prawie całkowitą klasy średniej). Społeczeństwa Zachodu stały się już w latach dziewięćdziesiątych społeczeństwami najemnych pracowników (najczęściej słabo opłacanych).

Polskie społeczeństwo wchodząc do grona państw Zachodu nie miało szansy w takiej sytuacji wyjść z „dołka”, odrodzić się, odbudować klasy średniej. Pozostało skomunizowane, proletariackie.

Ilu ludzi w Polsce ma fraki, smokingi, jada kawior i pija szampana, organizuje przyjęcia z prawdziwego zdarzenia, koncerty na żywo muzyki poważnej w swoim ogrodzie itp., itd.? Ilu ludzi szyje na miarę ubrania, dekoruje swój dom autentycznymi dziełami sztuki itp., itd.

Zorganizowałem kilkadziesiąt przyjęć dla wielkiego biznesu w renomowanych cztero lub pięciogwiazdkowych hotelach. Wymagało to wielkiego wysiłku, pracy nad personelem (przeszkolenie personelu i potem pilnowanie kelnerów w roli „szefa sali”) i nad gośćmi (przeszkolenie gości wcześniej oraz korygowanie ich zachowań w trakcie przyjęcia).

Nigdy praktycznie nie udało mi się osiągnąć ideału (za mało kelnerów, nie takie jak trzeba menu, nie takie jak trzeba ubrania gości itp.).
To jest nasza rzeczywistość.

Czytałem w pracy krawca Turbasy o modelowym weselu. Jego organizatorzy zamówili (na swój koszt)u tego renomowanego (i oczywiście bardzo drogiego) krawca ubrania, dla młodych, świadków, rodziców i…. wszystkich gości. Inaczej nie osiągnęliby efektu przynajmniej w perspektywie ubrań.

Napisałem o naszej rocznicy (jak o tym już mówiłem), by pokazać jak można próbować w tych warunkach realizować ducha savoir vivre.

Do klasy średniej należę duchem. Nie spełniam jednak wielu warunków, które muszą spełniać jej reprezentanci.

Kogoś można zaliczyć 100% do klasy średniej w warunkach polskich jeśli spełnia, obok wielu innych następujące warunki: ma przynajmniej dwa duże domy (w mieście i na wsi), stabilny i niezależny (przedsiębiorca lub wolny zawód) dochód co najmniej 500 tys. rocznie oraz brak kredytów konsumpcyjnych i długoterminowych, a wreszcie wolny czas.

Znam osoby, które spełniają wszystkie warunki oprócz ostatniego. Cały swój (dosłownie cały) czas poświęcają „pilnowaniu” interesu.

Komentarz Pani Telimeny i komentarze innych osób skłoniły mnie do zastanowienia się nad tym czy nie popełniłem jakiś błędów i do tego bym pomyślał o tym jak zorganizowałbym tę rocznicę, gdybym miał duży dom w Nałęczowie i budżet np. nieograniczony przeznaczony na to wydarzenie.

Co podpowiadałyby podręczniki i tradycja?

Skłonienie gości (100- 200 osób do eleganckiego ubrania (trzeba by w zasadzie takie ubrania im sprawić).
Uroczysta Mszę Św. w specjalnej oprawie muzycznej.
Przejazd powozami do domu.

Aperitif (przyjęcie 15 minutowe w salonie, ewentualnie w ogrodzie).

Przyjęcie zasiadane z kelnerami i 20 potrawami (w jadalni lub na tarasie czy w namiocie), do którego odpowiednio dobrany repertuar grałby np. kwartet smyczkowy.

Kawa w ogrodzie, w którym grałaby duża klasyczna orkiestra i byłby (dla chętnych) krąg taneczny.

Mini recital np. Tadeusza Woźniaka, który dziś wykonuje nowe utwory, moim zdaniem z wielką klasą.

Na zakończenie szampan i profesjonalny pokaz sztucznych ogni „jakiego świat nie widział”.

Zadałem sobie pytanie: gdyby mnie było na to stać to czy bym to zrobił na 35 rocznicę ślubu.

Robiłbym takie przyjęcia, ale jednak na 35 rocznicę zrobiłby to, co zrobiłem (w tym przyjęcie bufetowe na tarasie z kawiorem, ośmiornicami, zupą z frutti di Mare, winem musującym, grappą i włoskim oraz niemieckim winem) i tylko pewnie banerów (i to plastikowych) byłoby więcej, gości byłoby dziesięć razy tyle, byłaby druga orkiestra (symfoniczna) i może np. Woźniak, i byłby większy pokaz sztucznych ogni (była tylko inscenizacja pt. „Dwa serca” – dwie trzyminutowe, ośmiometrowe fontanny ognia).

Dlaczego?

O tym może innym razem.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Filozofia savoir vivre, Przyjęcia, Rocznica ślubu Krajskiego, Savoir vivre w Polsce. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „I znowu o rocznicy – savoir vivre, nowa klasa średnia i wzorcowe zachowania

  1. Go pisze:

    Nie zrozumiałam dlaczego piszący negatywne komentarze są oderwani od rzeczywistości. Większość z tych osób pisze o podążaniu za zasadami, o których wielokrotnie Pan pisał.

  2. EdytaW. pisze:

    Szanowny Panie. Nie chodzi tu tylko o pieniądze. Uparcie będę powtarzać, że chodzi o najwyższą jakość i szlachetność możliwą w danych warunkach. Może zna Pan książkę Eustachego Sapiehy pt. „Tak było… Niedemokratyczne wspomnienia Eustachego Sapiehy”. Autor opowiada w niej m.in. o niezwykle trudnych warunkach, w jakich znalazł się wraz z rodziną podczas emigracji w Nairobi. Nie było tam wprost niczego, co mogłoby przypominać przedwojenne życie arystokracji. Żona Eustachego, nie mogąc nabyć zastawy stołowej, która byłaby po prostu gustowna, zrobiła ją sama! Nauczyła się wyrabiać z gliny, zdobić i wypalać naczynia, bo nie chciała otaczać się kiczem. Odnosząc się do Państwa rocznicy: nawet wobec ogólnego zubożenia społeczeństwa, nie ma żadnego porównania do warunków istniejących w PRL-u. Możliwości są całkiem spore. Stosunkowo łatwo byłoby namówić gości, by w sposób uporządkowany i godny szli za orkiestrą i jubilatami w pochodzie, aby choćby do dżinsów ubrali koszule, a nie t-shirty. Dopilnować stroje orkiestry. O ileż piękniej wyglądałby dom, czy nawet cała ulica, przystrojone w świeże kwiaty, zieleń, a nie tandetne banery (nie mówiąc już o „Żabci”). To nie jest oderwanie od rzeczywistości! Przypominają mi się procesje Bożego Ciała 40 lat temu i obecnie: o ileż piękniej one kiedyś wyglądały pomimo braków w sklepach! Jak skrupulatnie były zorganizowane! Jakże dzisiaj są tandetne ze sztucznymi kwiatami, okropnymi dekoracjami, byle jakimi sukienkami dla dziewczynek itd. To NIE jest kwestia pieniędzy. Dziś ludziom podoba się kicz, a ponadto żałują grosza na uświetnienie uroczystości religijnej.
    Nie wiem, czemu tak trudno przyjąć Panu krytyczne słowa odnoszące się przecież nie do Pana intencji, lecz tylko i wyłącznie do niewielkiego fragmentu (który udostępnił Pan na blogu) swojej uroczystości. Być może w całej uroczystości te niedociągnięcia wcale nie miały znaczenia, ale tu, na blogu właśnie one rzucały się w oczy. NAPRAWDĘ nie chodzi o pieniądze, zawiść, zazdrość, małostkowość i co tam jeszcze krytykom jest zarzucane. Po prostu, właśnie STYL tej uroczystości (a konkretnie upublicznionego fragmentu) był zgrzebny i proletariacki. Niestety, nawet wśród osób zainteresowanych sv i odwiedzających ten blog, są osoby o guście proletariackim. A ponieważ dziś wmawia się ludziom, że każda racja jest równie ważna i poprawna, to uważają, że krytycy kierują się zazdrością. O gustach się nie dyskutuje – jakież to prawdziwe przysłowie! Doprawdy, dobry gust albo się ma albo trzeba sobie wyrobić.

  3. Gaston de Maistre pisze:

    Szanowny Panie Stanisławie,

    na wstępie pragnę podziękować za odpowiedź nt niegodziwości. Przejdźmy jednak do sedna. Zgadzam się z Panem liberalizm i demokratyzm (a zwłaszcza lewiatan zwany demokracją liberalną) niszczą cywilizację (nie mieszać ze Spenglerowskim rozumieniem tego terminu), zwyczaje, obyczaje i tradycję. Żyjemy niestety w świecie dyktatury ciemniaków (nawiązując do Kisiela) oraz w świecie emocjonalnej, moralnej, intelektualnej awangardy o rodowodzie proletariackim i z proletariackimi resentymentami, co paradoksalne, zaciekle zwalczanymi przez ową awangardę. Jak sądzę w samej istocie ta awangarda jest proletariacka do szpiku kości, a awangardowa tylko przez pozy i puder, ale nienawiść i poczucie niższości przymusza do zaciekłej walki z „proletariactwem”. Mój ś.p. Dziadek nazywał takich ludzi homo novus i mówił, że chcą być lepsi niż ich rodzice i dziadowie, ale nigdy nie dorównają monarchom toteż zaprzestali prób i stworzyli swą własną kulturę, którą uznali za najlepszą i najdoskonalszą, dzięki swej przewadze i znaczeniu ekonomicznemu narzucili gwałtem i podstępem swój porządek innym wypalając wszelki dawny ład.

    Jeśli mogę wtrącić. Przodkowie uczyli mnie, że SV to rodzaj arystokratyzmu ducha czyli coś co dotyczy naszych dusz, serc i umysłów w szczególności. Wszelka forma zaś jest elementem wtórnym (swoistą nadbudową), wydaje mi się, że niektórzy z czytelników zapomnieli o tym istotnym fakcie. Postępowanie zgodnie z SV nie musi koniecznie polegać na pedantycznym przestrzeganiu wymogów formy jak np. odpowiednio cienkiej porcelany do herbaty (jeśli cię nie stać daj gościom porcelit lub fajans) czy stroju (nie masz fraka czy smokingu bo cię nie stać to załóż czarny garnitur jeśli ktoś będzie się z ciebie śmiał i wytykał ci ten fakt to właśnie on jest niekulturalny i nie zna zasad SV, a nie ty). Co prawda ta cała nadbudowa materialna wynika ze wspomnianych zasad, jest to najbliższe doskonałości przekucie ducha w materię, ale pamiętajmy o jednym nic co ziemskie nie jest doskonałe. Przykład Pana Stanisława z idealnym przyjęciem mógłby być jeszcze lepszy bo znalazł by się, ktoś kto ma więcej pieniedzy i lepsze wyczucie smaku i zrozumienie zasad SV (oczywiście Panie Stanisławie nic Panu nie zarzucam). Z faktu nie idealności świata materialnego wypływa dość ponura konstatacja, że nigdy nie uda się dokładnie odwzorować abstrakcyjnych zasad SV na materii codzienności. Starożytni mieli piękną sentencję, która będzie, jak mniemam, pomocna i nam, a mianowicie: „Impossibilium nulla obligatio est.” (Nikt nie jest zobowiązany do niemożliwego) tak samo w naszym przypadku, mamy znać, rozumieć, propagować i miłować zasady SV; wcielać je w życie najlepiej jak tylko umiemy (i możemy), a nie wedle wzorca dla nas nieosiągalnego. Jedna z Pań życzyła sobie aby Pan Stanisław przedstawiał wzorce, ale to byłoby pozbawiona sensu sztuka dla sztuki ponieważ a) wiele źródeł przedstawia takie wzorce b) wcielanie w życie zasad SV najlepiej pokazywać na różnych przypadkach i możliwościach (finansowych, logistycznych i etc.), a nie na wzorcu dziewiętnastowiecznego brytyjskiego arystokraty(jak Christopher Tietjens), polskiego ziemianina (np. Jana Onufrego Gombrowicza czy ziemianina z Rodzinnej Europy Miłosza) czy niemieckiego członka burżuazji (jak głowy rodu Buddenbrooków) czy nawet współczesnego członka międzynarodówki bankierskiej czy przedsiębiorcy bo nie oszukujmy się większość nie doskoczy do poziomu Gatesa czy tego prawnika/lekarza zarabiającego 500 tys rocznie. Jeśli chcielibyście poczytać o tym jak wyżej wspomniani ludzie sobie świętowali to napiszcie mi, a dam wam przykłady powieści lub zapytajcie Pana Krajskiego myślę, że też będzie mógł coś polecić. Nie myślcie, że jesteście gorsi z powodu braku tych pieniędzy czy koneksji rodzinnych. Nie jest ważne, że nie dane nam będzie idealnie odwzorować pewnych form, jak pisałem wyżej nie to jest ważne. Oczywiście to nie znaczy, że mamy zadowalać się bylejakością i tkwić na tym samym poziomie trzeba iść ku lepszemu, ale z rozwagą. Zamiast kupować buty firmy Yanko z podeszwą skórzaną szyte metodą Goodyear Welted kupcie ładne czarne klasyczne oksfordy z gumową podeszwą i ze skóry II gatunku. Czy zamiast wesela na 300 osób z 20 potrawami orkiestrami symfonicznymi, drogim koniakiem i innymi luksusami urządźcie coś mniejszego, ale ze smakiem i zachowajcie wszystkie normy, które może cie spełnić jak np. liczba gości, usadowienie ich etc.

    I jeszcze mała anegdotka związana z tematem. Stalin i PRL ostro się obeszli z moimi przodkami, ziemiaństwo, adwokaci, lekarze kolejarze słowem elita klasy średniej II RP i uboższa szlachta. Jednym z niewielu artefaktów jakie przetrwały wojnę był serwis Rosenthala (który służy mi nawet dziś). Dziadek kochał zapraszać(i chodzić) swoich kolegów – także synów ziemiaństwa – na herbatę i mimo, że salon mieli mały i nie zawsze można było ugościć towarzyszy tak jak na to zasługiwali czy pozwolić sobie na rewizyty to na tych spotkaniach (i poza nimi) przestrzegano zasad SV z największą pieczołowitością nawet w nowych warunkach: M3, braku gospodyni i służki i wielu innych niedogodności. Kiedyś na jedno z takich spotkań został zaproszony pewien lokalny partyjny dygnitarz, kreatura obrzydliwa, ubrany w garnitur od Turbasy z pięknymi butami i nienaganną fryzurą przyszedł na spotkanie i jak to proletariusz wyniesiony niezasłużenie na szczyty siorbał, zaczął politykować, był nieuprzejmy, nie potrafił rozmawiać o sztuce i literaturze i dobrze wysławiać się w ojczystym języku; Dziadek opowiadał, że po paru chwilach zrobił się malutki. Okazało się, że forma nie wystarcza aby dorównać duchowi jaki został wpojony za młodu memu Dziadkowi i jego kolegom. Kilka dni później Dziadek został zaproszony na „rewanż” do owego pana (dostał piękną poniemiecką willę) było tam kilku innych partyjnych rónież oderwanych od pługa, ubranych w drogie garnitury. Dziadek powiedział, że po 10 minutach już nie wytrzymał nagromadzenia prostactwa i chamstwa w tak pięknej scenerii, przeprosił gospodarza i grzecznie wyszedł i do końca swych dni unikał tego człowieka (co mu się udało).

    Panu Stanisławowi chwiałbym pogratulować udanej uroczystości i powiedzieć, że cieszę się, iż zrealizował zasady SV w swym przyjęciu. Proszę przyjąć ode mnie spóźnione, ale najserdeczniejsze życzenia z okazji tak pięknej rocznicy, co oczywiste składam je również pańskiej żonie. I pragnąłbym życzyć kolejnych 35 wspaniałych lat.

    Na koniec chciałbym przeprosić jeśli komuś moje wypowiedzi wydały się zbyt paternalistyczne, a ton komentarza apodyktyczny, nie było to wcale mym zamiarem.

    Pozdrawiam
    T M O

  4. Joanna B pisze:

    Pisze Pan: Odniosłem wrażenie, że Czytelnicy bloga – autorzy negatywnych komentarzy są jakoś oderwani od rzeczywistości.

    Odnioslam odwrotne wrazenie – to Pan jest oderwany od rzeczywistosci. Zyje Pan mrzonkami z przed 100 lat conajmniej i do tego propaguje swoje fantazje tak jakby byly osiagalne w XXI wieku.
    Pozowanie na kogos innego niz sie jest nie jest zgodne ze szlachetnoscia, ani dobrymi manierami, ani z s-v.
    Zycie oparte na mrzonkach jest moze stosowne dla nastolatkow, da sie zrozumiec, ale czlowiek dorosly, w kwiecie drugiej mlodosci w Pana przypadku, powinien zejsc z oblokow na ziemie.
    Nie umie sie Pan odnalesc we wspolczesnosci – jest to przykre, bardzo bolesne, ale calkiem powszechne wsrod pokolenia PRL-u.

  5. Konrad pisze:

    Dzień dobry.
    Jestem pełen podziwu za to, że podjął się Pan dyskusji z krytyką, która na Pana została zrzucona. Według mnie jest Pan godnym podziwu reprezentantem swojego pokolenia, które powinno stanowić na wszelkie możliwe sposoby kulturowy autorytet dla młodych. Pan się podjął właśnie jednego z tych wszelkich możliwych sposobów, co według mnie jest o wiele lepsze aniżeli idealistyczne podejście, które kończy się często kiwaniem palcem w bucie.
    Z poważaniem,
    Konrad Janduła.

  6. Marcin pisze:

    Panie Doktorze,
    poruszenia wśród komentatorów nie wywołała relacja z rocznicy ślubu. A w każdym razie nie sama w sobie. Poruszenie spowodował kontrast. Na co dzień pisze Pan o savoir-vivre z pozycji skrajnie ortodoksyjnych, nie dopuszczając właściwie żadnych ustępstw. Odwołuje się Pan do do bardzo restrykcyjnych zasad. Niestety, obrazki z Pana życia, które Pan tu niekiedy umieszcza, są od tych zasad odległe, szczególnie w kwestii ubioru, również Pańskiego. Właśnie ten kontrast powoduje poruszenie.
    Poza tym, owszem, komentowanie czyjegoś ubioru, rodziny etc. jest niegrzeczne. Tylko że Pan nie wrzuca tych zdjęć na portal społecznościowy albo prywatny blog, nie pokazuje znajomym. Pan je umieszcza na blogu poświęconym s-v, tym samym, na którym odwołuje się do restrykcyjnych zasad. Jeszcze raz – kontrast.
    A oprócz kontrastu – konsternacja. Tym, jak Pan reaguje na krytyczne głosy. Pan, który sam jest tu dalece bardziej krytyczny wobec ludzi zachowujących się i ubierających – Pańskim zdaniem – wbrew zasadom savoir-vivre.

  7. Joanna pisze:

    Szanowny Panie
    Zmuszona jestem z Panem się nie zgodzić w kwestii definicji klasy średniej jaką Pan raczył podać.
    Po pierwsze kryterium dochodów, jest całkowicie chybione
    Tu nie można powiedzieć,że 500 000 zł i już się człowiek kwalifikuje, a np. 485 000 zł już nie. Podobnie jest z posiadaniem dwóch dużych domów. To absolutnie nie ma znaczenia!
    Jeśli chodzi o dochody, to człowieka klasy średniej po prostu stać na życie na takim poziomie na jakim sobie założył i nie oznacza to wcale, że musi być krezusem. Po prostu żyje godnie, choć może czasami skromnie.
    Można żyć na bardzo wysokim poziomie kulturalnym (uczestniczyć w ważnych wydarzeniach kulturalnych, być oczytanym, mieć atrakcyjne wakacje) nie zarabiając pół miliona.
    A wręcz przeciwnie, znam wielu ludzi kwalifikujących się wg Pana do klasy średniej, którzy nie znają Dostojewskiego i nie odróżniają Beethovena od Czajkowskiego, a pretendują do bycia elitą.
    Przede wszystkim człowiek z klasą:
    1) Zawsze wie jak się zachować i ma tzw. kręgosłup moralny
    2) Jest oczytany (i nie ma znaczenia, czy książki kupuje, czy też korzysta z biblioteki)
    3) Ma tzw. kindersztubę
    4) Dba o własny rozwój intelektualny i kulturalny.
    I to właśnie spełnienie 4 powyższych punktów bardziej tworzy człowieka klasy średniej niż setki tysięcy na koncie, owszem do powyższemu należy poświęcić nieco czasu, ale jest to całkowicie wykonalne.
    Z uszanowaniem
    Asia

  8. EdytaW. pisze:

    Po wielokroć wracam do Pańskich wpisów dotyczących rocznicy ślubu i jako osoba mająca krytyczne zdanie co do sposobu organizacji imprezy (a raczej tych fragmentów, które widzieliśmy na blogu) czuję ogromne zakłopotanie, a nawet pewną gorycz. Pan nie spodziewał się krytycznych głosów, ja natomiast nie spodziewałam się takiej riposty. Ciekawi mnie, jak łączy Pan kategoryczne stwierdzenia odnoszące się np. do noszenia futer przez „ludzi savior-vivre”, czy innych rzeczy (cygar, papierosów, używek, alkoholi…) najlepszego gatunku, bywania w kawiarniach, restauracjach, choćby przy skromnej konsumpcji itp. gdy tymczasem krytykom zarzuca Pan oderwanie od rzeczywistości. Zrobiłam mały reaserch w internecie – okazało się, że wynajęcie orkiestry dętej 20 osobowej to koszt ok. 2 tys. zł. No to chyba nie jest to jakaś horrendalna suma przy takim rozmachu, jaki pokazał Pan w Nałęczowie, chyba można było mieć wobec orkiestry jakieś wymagania! Odnoszę też wcale nie miłe wrażenie jeśli chodzi o styl Pana wypowiedzi. Proszę je przeczytać jeszcze raz, na spokojnie. To, że są autorytarne, to nie szkodzi, w końcu to Pana blog, ale dlaczego aroganckie („zrobiłbym to co zrobiłem, tylko sztucznych banerów byłoby więcej”, cały wykład o pieniądzu, chociaż ciekawy, to chyba nie na miejscu), a na pewno nie są delikatne. Pisane pod wpływem emocji, bez sprawdzenia, bez korekty, jak to wygląda? Czy to nie świadczy o braku szacunku dla czytelników? Moim zdaniem, problem przede wszystkim polega na tym, że niniejszy blog jest miejscem służącym również m.in. krytyce i okazywanie niezadowolenia z tego powodu jest chyba trochę małostkowe. Mam również żal, że krytykując krytyków, ani jednym słowem nie odniósł się Pan do wstrętnych komentarzy, że kieruje nami zawiść i zazdrość. Myślę, że od Mistrza oczekuje się więcej.

  9. Pani Edycie. Poszedłem za Pani radą i przeczytałem ten wpis jeszcze raz. Dalej go podtrzymuję i nie widzę w nim arogonacji czy emocji.
    Literówki poprawiłem (mam andzieję). One często mi sie zdarzają i wielokrotnie wyjaśniałem dlaczego sie pojawiają.

    Dlaczego miałbym odnosić się do wszystkich komentarzy?

  10. Chris pisze:

    Obiecałem skomentować pana rocznicę ślubu i to zrobię, mam jednak zaległości w czytaniu tego bloga, które właśnie zacząłem nadrabiać. Pytanie na szybko: z jakiego względu te dwa domy? Czy duży apartament np. 200-300 m2 mógłby zastąpić pana zdaniem dom w mieście?

  11. Jeden dom całoroczny, drugi letni. Domy po to, by można było prowadzić „ptrofesjonalne” zycie towarzyskie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s