Klasa średnia i klasa inteligencji

Pani Joanna napisała: Zmuszona jestem z Panem się nie zgodzić w kwestii definicji klasy średniej jaką Pan raczył podać.
Po pierwsze kryterium dochodów, jest całkowicie chybione
Tu nie można powiedzieć, że 500 000 zł i już się człowiek kwalifikuje, a np. 485 000 zł już nie. Podobnie jest z posiadaniem dwóch dużych domów. To absolutnie nie ma znaczenia!
Jeśli chodzi o dochody, to człowieka klasy średniej po prostu stać na życie na takim poziomie na jakim sobie założył i nie oznacza to wcale, że musi być krezusem. Po prostu żyje godnie, choć może czasami skromnie.
Można żyć na bardzo wysokim poziomie kulturalnym (uczestniczyć w ważnych wydarzeniach kulturalnych, być oczytanym, mieć atrakcyjne wakacje) nie zarabiając pół miliona.
A wręcz przeciwnie, znam wielu ludzi kwalifikujących się wg Pana do klasy średniej, którzy nie znają Dostojewskiego i nie odróżniają Beethovena od Czajkowskiego, a pretendują do bycia elitą.
Przede wszystkim człowiek z klasą:
1) Zawsze wie jak się zachować i ma tzw. kręgosłup moralny
2) Jest oczytany (i nie ma znaczenia, czy książki kupuje, czy też korzysta z biblioteki)
3) Ma tzw. kindersztubę
4) Dba o własny rozwój intelektualny i kulturalny.
I to właśnie spełnienie 4 powyższych punktów bardziej tworzy człowieka klasy średniej niż setki tysięcy na koncie, owszem do powyższemu należy poświęcić nieco czasu, ale jest to całkowicie wykonalne.

Powyższa charakterystyka to nie jest charakterystyką klasy średniej tylko klasy inteligencji.

Zrozumiemy kolosalne różnice pomiędzy tymi klasami, gdy uświadomimy sobie jak rodziła się klasa inteligencji i jak to wyglądało w XIX w.

Wtedy klasa średnia to było przede wszystkim ziemiaństwo. Spełniało ono wszystkie warunki klasy średniej. Byli materialnie, intelektualnie i pod każdym innym względem niezależni i leżało im na sercu dobro całego społeczeństwa. Byli klasą opiniotwórczą i elitą narodową. Dlatego zaborcy, komuniści, inni lewacy i tym podobni zawsze ziemian chcieli zniszczyć.

Do klasy średniej wchodzili też niektórzy przemysłowcy i kupcy przyjmując jej wartości, praktykę życia i zadania. Stanowili jednak tylko jej kilka procent.

Inteligencja powstała w wyniku procesu niszczenia ziemiaństwa. Ziemianie bez ziemi trafiali do miast, zdobywali wyższe wykształcenie i podejmowali niektóre typy pracy najemnej i tzw. wolnych zawodów (urzędnik, nauczyciel, lekarz, adwokat, dziennikarz, pisarz, rzadziej aktor itp.)

Zarabiali tak sobie, mieszkali tak sobie i przyjmowali filozofię pogardy dla „dorobkiewiczów”. Oni mieli żyć duchem (kulturą, społecznikostwem). Nie zdawali sobie często sprawy z tego, że utracili niezależność w wielu poziomach, w tym materialnym, a ich zależność owocowała zależnością w kolejnych poziomach, w tym światopoglądowym i intelektualnym. W znacznej mierze się proletaryzowali i dorabiali do tego różne teorie. Wielu z nich, w związku z tym przyjęło opcję lewicową. I postawę niechęci wobec arystokracji, przemysłowców, kupców, a przede wszystkim klasy średniej (ziemiaństwa).

To oni realizowali hasła wolności, równości i braterstwa, demokratyzacji, opieki socjalnej. To oni stawali się najemnikami wszelkich rewolucji, siali propagandę (jako najemnicy wydawców prasy i książek) przez swoje utwory.

Inteligencja broniła swojej pozycji za wszelką cenę. Nie chciała degradacji. Walcząc o zachowanie status quo zmieniała poglądy jak rękawiczki. Była coraz bardziej zależna. Widać to w Polsce po 1945 i po 1989 r.

Znaczna jej część stała się, za zachowanie status quo i różne dodatkowe profity, najemnikami komuny a potem najemnikami tych, którzy upowszechniali w Polsce tzw. polityczną poprawność.

Inteligencja wierna swojemu etosowi (który w części był etosem klasy średniej) zarówno pod zaborami jak i za komuny traciła swoje źródła utrzymania, biedniała i proletaryzowała się z konieczności, często trafiała do więzień lub była zabijana – kurczyła się.

Inteligent wczoraj i dziś nie należy do klasy średniej, choć w niektórych sferach ją przypomina.

Może przekształcić się w klasę średnią i zacząć do końca realizować jej etos i jej zadania jeśli uzyska niezależność materialną ( oraz w innych porządkach) oraz osiągnie odpowiedni pułap stałych dochodów (któremu nie będzie towarzyszyła całkowita utrata wolnego czasu). Według moich wyliczeń to jest 500 tys. rocznego dochodu. Oczywiście jeśli osiągnie tylko 450 tys. dochodu nie spowoduje to, że wypadnie „z gry”.

Napisałem, że przedstawiciel klasy średniej powinien mieć dwa duże domy (w mieście i na wsi), ponieważ jest to konieczne do prawidłowego prowadzenia życia towarzyskiego (wiele typów przyjęć; prowadzenie stałego salonu, w którym bywałoby systematycznie dziesiątki, a jeszcze lepiej setki osób itp.), które potrzebne jest do realizowania wielu wartości i zadań klasy średniej.

Inteligent chodzi do pracy (z reguły codziennie) i pracuje po 8 godzin (plus dojazdy(aż do emerytury) oraz w każdej chwili może pracę stracić (i często ją traci).

Przedstawiciel klasy średniej w pierwszym pokoleniu pracuje intensywnie do czterdziestki a potem ma coraz więcej wolnego czasu i tylko „pilnuje” interesu. Jego dzieci już często tylko „pilnują” interesu i mają morze wolnego czasu.

Posiadając te same wartości co inteligent (wymienione przez Panią Joannę) ma o wiele większe możliwości ich realizowania, a poza tym idzie o wiele dalej przyjmując kolejne wartości.

Jednym z zadań tego blogu jest służenie powstaniu w Polsce takiej klasy i obrona nas wszystkich przed skrajną proletaryzacją. Jeśli nie jesteśmy klasą średnią to możemy nie tylko uczynić z niej wzór dla siebie (który będziemy naśladować na miarę swoich możliwości), ale możemy zmierzać do tego, by nasze dzieci i wnuki zachowały pewne wartości, które pozwolą im wyznaczyć nową klasę średnią, gdy pojawią się sprzyjające ku temu warunki.

Przestańmy być tylko inteligentami. Zmierzajmy ku klasie średniej na ile to tylko dla nas możliwe.

Na koniec pozwolę sobie na podzielenie się z Czytelnikami kilkoma uwagami osobistymi.

Wzrosłem w etosie inteligencji. Dało mi to wiele pozytywów, ale taże wiele hamulców.

Szczęśliwie (o to walczyłem) nigdy nie pracowałem na takim typowym pełnym etacie. Gdy wykonywałem pracę najemną były to wolne, nielimitowane w czasie zawody.

Moim ogranicznikiem poza etosem inteligenckim była komuna. Gdy się skończyła miałem już 33 lata. Dopiero jednak po 4 latach potrafiłem uwolnić się od ograniczników etosu inteligenckiego i w 1993 r. zacząłem prowadzić własną działalność gospodarczą.

Prowadziłem ją jednak na ćwierć lub pół gwizdka, ponieważ broniłem swojego wolnego czasu. Dziś zastanawiam się coraz częściej czy nie popełniłem tu „inteligenckiego” błędu nie poświęcając 10 czy 20 lat na osiągnięcie materialnego statusu klasy średniej.

Dziś bowiem stoję, przynajmniej w sensie materialnym, w rozkroku pomiędzy klasą inteligencji a klasą średnią.

Ciąży na mnie ponadto balast PRL-u. Przeżyłem w nim w ciężkich proletariackich warunkach pierwsze 33 lata swojego życia i to musiało zostawić we mnie ślady.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Filozofia savoir vivre, Klasa średnia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Klasa średnia i klasa inteligencji

  1. sylwester pisze:

    Dzień Dobry.

    Rozmawianie, czym jest klasa średnia nie ma większego sensu – każdy używa własnej definicji i w zasadzie nie ma powodu by jedną uznać lepszą od drugiej. Podobnie możemy rozważać, ile diabłów mieści się na łepku szpilki. Ziemiaństwo jest już pojęciem dobrze zdefiniowanym (oznacza ono pochodzenie szlacheckie plus minimum 50 ha ziemi, typowo 100 ha).

    Lepiej skupmy się na dyskusji, czym jest inteligencja. Częściowo zgodzę się z Panią Joanną. Widzę to jednak trochę inaczej. Inteligencję tworzą generalnie trzy grupy.

    Pierwsza grupa to ludzie wykonujący nierutynową, twórczą pracę umysłową. Ludzie, którzy teoretycznie mogą pracę stracić, ale w praktyce się to nie zdarza. Są to głównie specjaliści, architekci, programiści, architekci systemowi, naukowcy, mangement średniego szczebla.

    Druga grupa, to ludzie z reglamentowanym zawodem. Lekarze, adwokaci, wyżsi urzędnicy.

    W tych grupach, bycie oczytanym oraz stały rozwój kulturalny czy intelektualny jest oczywistością. Płynna znajomość języków obcych zresztą też. Nie da się prowadzić twórczej pracy umysłowej nie będąc oczytanym i nie rozwijając się cały czas. Dlatego te cechy, to elementy konieczne, ale nie wystarczające. Człowiek, który jest oczytany, ale nie wynika z tego zdolność do pracy twórczej umysłowej nie za bardzo się do inteligencji zalicza.

    Wreszcie trzecia grupa, stworzona trochę na siłę, to inteligenckie wanna be. Ludzie, którzy mają podstawowe cechy inteligencji – kapitał intelektualny i społeczny, kinderstubę – ale nie mają ani pracy reglamentowanej ani twórczej. Ludzie wykonujący rutynowe zadania, ale którzy mogą liczyć, że przy sprzyjających okolicznościach wskoczą do prawdziwej inteligencji. Zaliczam ich do inteligencji o ile systematycznie utrzymują inteligenckie nawyki i styl życia.

  2. sylwester pisze:

    Dzień Dobry.

    Rozmawianie, czym jest klasa średnia nie ma większego sensu – każdy używa własnej definicji i w zasadzie nie ma powodu, by jedną uznać lepszą od drugiej. Podobnie możemy rozważać, ile diabłów mieści się na łepku szpilki. Ziemiaństwo jest już pojęciem dobrze zdefiniowanym (oznacza ono pochodzenie szlacheckie plus minimum 50 ha ziemi, typowo 100 ha).

    Lepiej skupmy się na dyskusji, czym jest inteligencja. Częściowo zgodzę się z Panią Joanną. Widzę to jednak trochę inaczej. Inteligencję tworzą generalnie trzy grupy.

    Pierwsza grupa to ludzie wykonujący nierutynową, twórczą pracę umysłową. Ludzie, którzy teoretycznie mogą pracę stracić, ale w praktyce się to nie zdarza. Są to głównie specjaliści, architekci, programiści, architekci systemowi, naukowcy, mangement średniego szczebla.

    Druga grupa, to ludzie z reglamentowanym zawodem. Lekarze, adwokaci, wyżsi urzędnicy.

    W tych grupach, bycie oczytanym oraz stały rozwój kulturalny czy intelektualny jest oczywistością. Płynna znajomość języków obcych zresztą też. Nie da się prowadzić twórczej pracy umysłowej nie będąc oczytanym i nie rozwijając się cały czas. Dlatego te cechy, to elementy konieczne, ale nie wystarczające. Człowiek, który jest oczytany, ale nie wynika z tego zdolność do pracy twórczej umysłowej nie za bardzo się jednak do inteligencji zalicza.

    Wreszcie trzecia grupa, stworzona trochę na siłę, to inteligenckie wanna be. Ludzie, którzy mają podstawowe cechy inteligencji – kapitał intelektualny i społeczny, kinderstubę – ale nie mają ani pracy reglamentowanej ani twórczej. Ludzie wykonujący rutynowe zadania, ale którzy mogą liczyć, że przy sprzyjających okolicznościach wskoczą do prawdziwej inteligencji. Możemy zaliczyć ich do inteligencji o ile systematycznie utrzymują inteligenckie nawyki i styl życia.

  3. Konrad pisze:

    „Dziś zastanawiam się coraz częściej czy nie popełniłem tu „inteligenckiego” błędu nie poświęcając 10 czy 20 lat na osiągnięcie materialnego statusu klasy średniej.”

    Ma Pan rację, ale powiem z doświadczenia i obserwacji co myślę na ten temat jako mężczyzna w wieku 24 lat. W mojej rodzinie parę osób prowadziło biznesy i zaczynało w podobnych latach, bądź nieco później. Był to okres niesamowitego, stałego rozkwitu w każdym, znanym mi przypadku. Z dzisiejszej perspektywy, gdy patrzę na to ile te osoby miały wolnego czasu i mogły wydać pieniędzy, to szczerze stwierdzam, iż dziś nie jestem w stanie wskazać takich osób zbyt wiele, a tamte gwałtownie poleciały w dół z dochodem.

    Przede wszystkim osoby te nie znały, w sensie ontycznym, sposobów finansowania takich jak: leasing, kredyt obrotowy, dofinansowania z UE. Pamiętam, że w okresie największego wzrostu za wszystko płacili gotówką, potrafili kupować nowe samochody w salonie gotówką, nieruchomości tak samo, to była norma. W różny sposób zaczęli się wplatać w wszelkiego rodzaju oferty bankowe począwszy od kart kredytowych, kredytów hipotecznych, aż po wyżej wymienione. Nawet nie zauważyli, gdy nagle z pilnowania biznesu przeszli do angażowania się w biznes, a później do cięcia wydatków ze względu na postępujący równocześnie kryzys i rozwój rynkowy. To trwa i postępuje już dobrych kilka lat, a część ugrzęzła w odwiecznym debecie na koncie, który jeszcze 10 lat temu spłaciliby w jeden miesiąc, zaś druga część wpadła w totalny szał na punkcie finansowania z kredytu, brania wszystko w leasing i ciągnięcia dotacji. Wszyscy praktycznie nie mają oszczędności, niby ich biznesy funkcjonują lub rozwijają się, nowe samochody pojawiają się na podwórku, ale to tylko fasada. Mają najczęściej tak duże zobowiązania, że biegają jak chomiki w kołowrotku i nie wiadomo kiedy mieliby skończyć. W takiej sytuacji ich dzieci najczęściej brzydzą się pracy jako przedsiębiorca ze względu na to, że mają przed oczami obraz wiecznie zapracowanego taty, który ma długi tak duże, że jeszcze dwa pokolenia to musiałyby spłacać.

    Skąd Pan wie, że poświęcając się całkowicie biznesowi byłby Pan w stanie oprzeć się pokusie finansowej pułapki, którą zachłysnęli się biznesmeni lat 90′? Według mnie postąpił Pan bardzo rozsądnie i dzięki temu Pańskie dzieci będą w stanie na tym fundamencie pretendować do nowej klasy średniej. Osobiście planuję, tak jak Pan wspomniał, intensywną pracę przez następne kilkanaście lat nad stworzeniem sobie pasywnego dochodu pozwalającego mojej rodzinie realizować się jako klasa średnia. Jednocześnie unikając pomyłek, które popełnili dotychczas ludzie wzbogacający się od 1989 roku.

    Mojżesz właśnie po to prowadził Żydów po pustyni, „żeby lud na widok czekających go walk nie żałował i nie wrócił do Egiptu” (Wj 13,17).

  4. Jan pisze:

    Polska to biedny kraj, ludzie sa biedni, nie maja kapitalu. Niektorzy dorabiaja sie na zachodzie, w mysl piramidy potrzeb Maslowa swoje dochody przejadaja, stad fata otylosci. Na realizacje wyzszych potrzeb przez spoleczenstwo przyjdzie nam poczekac az sie „najemy krewetek”. Klasa polityczna jest prymitywna i nastawiona nepotycznie i karierowo. Uczelnie sa na niskim poziomie, nienotowane na swiecie. Czyste ulice, ronda i baseny samorzady maja na kredyt. Zamiast sie tytulowac proponuje z gleboka pokora wziac sie do ciezkiej pracy. Za 100 lat gdy cos osiagniemy, nasi obywatele beda wlascicielami firm cenionych na swiecie, nasi naukowcy beda odbierac Noble, nazywajmy sie jakas klasa. Obecna dyskusja to tylko szept kompleksow i pragnien siedzacych gdzies tam w nas w srodku, nie ma sensu sie nad tym rozwodzic.

  5. jdas pisze:

    Obawiam się, że obecnie nie można tak jak dawniej, zarobić – odłożyć – żyć z kapitału (oszczędności). Wyniki to ze światowej polityki finansowej, w która jest polityką proinflacyjną ze stałym spadkiem wartości pieniądza. Stąd życie z kapitału jest niemożliwe, bo odsetki są zjadane z nawiązką przez inflację. Dlatego ludzie zamożni, którzy normalnie mogliby sobie na takie życie pozwolić, miotają się bezustannie bo w przeciwnym razie kapitał zacznie szybko topnieć. W ten sposób całe życie upływa im na gonitwie i praktycznie nic z niego nie mają. Myślę więc, że lepiej się nieco ograniczyć, ale jednak wygospodarować czas by w ramach posiadanych możliwości korzystać z oferty kulturalnej czy choćby pojechać spokojnie na urlop. Oczywiście ze świadomością, że nie jest to savoir vivre pełną gębą czli jak to mówią młodzi na „full wypas”. Ale tamte czasy już nie wrócą. Ostatni okres stabilnego, mającego pokrycie w kruszcach, a nie kredytach pieniądza, skończył się wraz z pierwszą wojną światową. Usiłowano do tej formy powrócić w okresie międzywojennym, ale nie do końca się to udało, a II wojna skończyła z tym raz na zawsze. Od 1945 roku wartość pieniądza (tzw. „mocnych walut”) spadła około 10 do 20 razy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s