Savoir vivre i katolicyzm

Pan Adam Smoliński napisał: Widać wyraźnie, w tym przypadku autor blogu nie kieruje się zasadami sv, lecz, jako zdeklarowany katolik, nakazami kk. To jest dla nie go święte. Z tego też powody „partnerka” jest w cudzysłowie, albowiem dla kk jest to coś obrzydliwego. Widać, że dla autora też. Wstyd.

Dlaczego wstyd?

To prawda, że jestem katolikiem, ale to nie ma wpływu na to, co piszę na tym blogu.
Tu poruszam się w ramach świata savoir vivre i myślę wyłącznie jego zasadami.
Pan Adam Smoliński popełnił tu wyraźnie dwa poważne błędy.

Pi pierwsze, założył, że savoir vivre wziął się z „sufitu”.

Po drugie, założył, że savoir vivre i katolicyzm nie mają ze sobą nic wspólnego.

Te dwa błędy wynikają, jak się wydaje z myślenia ahistorycznego.

Mamy coś takiego jak Europa. Podlega ona licznym przemianom, ale wciąż spoczywa na pewnych fundamentach, które wyznaczyła jej historia.

Podstawowym fundamentem dla Europy, czy ktoś tego chce czy nie, jest katolicyzm. Dla Pana Adama Smolińskiego ujmę to tak: chrześcijaństwo w wersji katolickiej.

Zauważyła to nawet znana ateistka i antyklerykałka Oriana Fallaci, która wypowiedziała się na temat katolicyzmu w ramach tekstu będącego elementem jej prywatnej wojny z islamem: „Od dwóch tysięcy lat nasza jedność oparta była na religii zwanej chrześcijaństwem. Na Kościele, który nazywa się Kościołem katolickim… Weź mnie na przykład. Jestem ateistką, jestem antyklerykałem, nie mam nic wspólnego z Kościołem katolickim – tak zawsze powtarzam. I jest to prawda. Ale również nieprawda. Bo czy mi się to podoba czy nie, mam bardzo dużo wspólnego z Kościołem katolickim. Niech to szlag, jak dużo! Jak mogłabym nie mieć? (…) Przy całym moim laicyzmie, antyklerykalizmie, ateizmie jestem tak zanurzona w kulturze katolickiej, że kultura katolicka tworzy część mojego pisanego i mówionego języka”

Ta część savoir vivre, która stanowi ceremonialna etykietę ma korzenie gdzieś w dalekiej głębi historii. Taka etykieta była w starożytnej Japonii, Chinach, Grecji i Rzymie, etykieta, która wyraża szacunek dla drugiego i wyjątkowość chwili. Pozostała część etykiety,, cały savoir vivre powstały w Europie jako owoc katolicyzmy.

To jest pozycja kobieta (jest ważniejsza od mężczyzny, otaczana szczególnym szacunkiem i opieką), pozycja małżeństwa (współmałżonek kogoś ważnego jest tak samo ważny; małżeństwo jest zawsze ważniejsze od pojedynczej osoby i od innej pary), pozycja matki (w hierarchii matka jest zawsze ważniejsza od każdej osoby), pozycja osób duchownych i Watykanu (osoba duchowna jest ważniejsza od świeckich; jeśli w danym kraju jest Nuncjusz Apostolski jest on automatycznie dziekanem korpusu dyplomatycznego).

Moralność katolicka przenika savoir vivre i etykietę. W każdym zresztą kręgu kulturowym etykieta wyrasta z tradycji i zawiera do niej szacunek. W Europie ta tradycja, czy ktoś tego chce czy nie jest katolicka). Pierwsze podręczniki „europejskie” savoir vivre pochodzą ze średniowiecza i to co w nich jest nadal obowiązuje.

Jeśli poczytamy sztandarowe dzieło katolicyzmu „Sumę teologiczną” św. Tomasza z Akwinu znajdziemy tam nie tylko fundament savoir vivre, ale wiele rozstrzygnięć szczegółowych.

Taka już jest Europa i trzeba to przyjąć do wiadomości czy jesteśmy buddystami czy ateistami.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Filozofia savoir vivre. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Savoir vivre i katolicyzm

  1. Ola pisze:

    Dodam, że są elementy savoir-vivre, które dość poważnie kłócą się z katolicyzmem. Jeden z tych elementów został nawet przedstawiony w powyższym poście, a mianowicie: „pozycja matki (w hierarchii matka jest zawsze ważniejsza od każdej osoby)”. Dla katolika/katoliczki najważniejszą osoba po Bogu jest współmałżonek. Za współmałżonkiem są dzieci (o czym często w naszej kulturze się zapomina- że są ZA, nie przed). Dopiero w następnej kolejności są rodzice- matka i ojciec.

  2. Jasza pisze:

    Szanowny Panie Doktorze!

    Moją uwagę również przykuło to nieco agresywne odrzucenie słowa „partner”. Zastanawiam się jakiego sformułowania używać do określenia tego typu związków? W końcu każdy miał kiedyś jakiegoś partnera/partnerkę, nim potem stał się narzeczonym/ną a w końcu małżonkiem. Nawet ludzie pobożni też nie biorą ślubu na drugi dzień po zapoznaniu. Rozumiem, że w przypadku „wielce zakochanych” nastolatków znających się miesiąc, nie ma miejsca w etykiecie i savoir-vivre, ale co z parami, które trwają kilka lat i po prostu jeszcze nie zdążyły oficjalnie scementować swojego związku? One też mają nie istnieć dla swoich rodzin i być całkowicie ignorowane przez świat s-v?

    Z wyrazami szacunku,
    Jasza

  3. Chris pisze:

    Mała korekta: nuncjusz jest dziekanem tylko w krajach, które przyznają się do katolickich korzeni. W innym przypadku dziekanem jest najstarszy stażem ambasador. Tak było np. w PRL.

  4. Ja pisałem o precedencji i tam matka jest zawsze na pierwszym miejscu – jako osoba, której okazujemy największy szacunek i tak jest w katolicyzmie.

  5. g.lo. pisze:

    Szanowny Panie Doktorze,
    Niestety myli się Pan, a Pani Ola ma rację. W katolicyzmie na pierwszym miejscu jest żona i nie może być inaczej. Świadczy o tym choćby cytat z Księgi Rodzaju: „Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem”. Szczególny nacisk kładzie się na to podczas nauk przedmałżeńskich.
    Oczywiście w przypadku savoir-vivre może być inaczej, ale na pewno nie wynika to z dogmatów katolicyzmu.

  6. Panu g.lo. : Nie mylę się. Mówię o perspektywie szacunku i związanej z nim precedencji

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s