Epatowanie zwierzęcością

Kilka osób oburzyło się na mnie, gdy użyłem słowa zwierzęcość odnosząc je do ludzi.

To mnie zaskakuje.

Jesteśmy zwierzętami.

Klasyczna definicja człowieka autorstwa Arystotelesa, podjęta przez wielkiego Doktora Kościoła św. Tomasza z Akwinu, brzmi przecież: człowiek to zwierzę rozumne. Abstrahując od dyskusji na temat czy człowiek ma nieśmiertelną duszę czy nie (ja wiem, że ma) i tak musimy przyjąć, że jest w nas zwierzęcość i rozumność i że z tą rozumnością wiąże się to, co nazywane jest duchowością.

Człowiek może zatem epatować swoją zwierzęcością lub ją tonować czy nawet ukrywać przed innymi (np. zachowania seksualne czy sygnały o charakterze seksualnym) eksponując rozumność i duchowość.

Savoir vivre prowadził zawsze do minimalizowania zwierzęcości do takiego stopnia jaki jest tylko możliwy i rozsądny.

Nagość całkowita lub częściowa jest epatowaniem zwierzęcością.

Kiedyś ograniczano ją zatem, w wypadku kobiet, tylko do ramion, części pleców i dekoltu i to tylko wieczorem w określonych sytuacjach. Znaczną rolę odgrywały tu względy estetyczne. Mężczyznom nagość była zakazana, nawet częściowa.

Dziś mówi o tym wiele etykieta biznesu nakazując bezwzględnie noszenie rajstop, zakazując odsłaniania czegokolwiek, zakazując strojów prześwitujących i opiętych, zakazując rozpuszczonych długich włosów, ukazywania pięt i palców u nóg.

Gołe nogi to element (może z dzisiejszego punktu widzenia drobny) nagości – epatowania zwierzęcością.

W sposób szczególny epatują swoją zwierzęcością prostytutki, bo one żerują na zwierzęcości mężczyzn.

Jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości niech wpisze w wyszukiwarkę „prostytutki photo” i zobaczy jak się ubierają, by osiągnąć swój cel i jak najwięcej zarobić. Porównajmy to następnie z ubiorami kobiet, które widujemy na ulicach. Epatowanie zwierzęcością staje się normą. Taka norma jest charakterystyczna dla społeczeństw barbarzyńskich.

Jedno najmniej drastyczne zdjęcie jako ilustracja. Podpis pod nim jest taki: „Wyglądasz jak prostytutka”.

http://www.kozaczek.pl/plotka/fani-do-miley-wygladasz-jak-prostytutka-foto-59662

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Filozofia savoir vivre. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Epatowanie zwierzęcością

  1. Marcin Szeremeta pisze:

    Pańska praca jest nieoceniona. Może w końcu uda się wyplenić to zbydlęcenie 2 poł. XX w..

  2. LadyM. pisze:

    Podpis pod zdjęciem równie dobrze mógłby brzmieć „Czesia pozdrawia z wakacji ”
    Tak sie ta prostytutka bardzo nie rózni ubiorem od wielu bardzo kobiet spotykanych na ulicy.

  3. Lady M. : I oto chodziło.

  4. Go pisze:

    Czy może Pan wskazać co dokładnie na tym zdjęciu świadczy o tym, że jest to prostytutka?

  5. Katarzyna pisze:

    Dzień dobry,
    na wstępie chciałam wyrazić uznanie dla Pańskiego bloga. Jestem stałą czytelniczką i pomimo, że nie zgadzam się z bardzo wieloma Pańskimi poglądami, to jestem pod wrażeniem ilości i jakości prezentowanej tu wiedzy i bardzo dużo się uczę. Dziękuję za to.

    Zgadzam się, że należy dbać, żeby nasz ubiór był adekwatny do sytuacji, nie odbierał kobiecie godności sprowadzając ją tylko do ciała i nie zniesmaczał innych. Jednak nie mogę się zgodzić z Pańską tęsknotą, wyrażaną w wielu innych wpisach, za czasami słusznie minionymi. Wtedy kobiety niewątpliwie ubierały się lepiej, jednak w rzeczywistości to im było bliżej do prostytutek niż kobietom dzisiejszym. Dzisiaj kobiety mogą się kształcić, zarabiać na siebie, decydować o sobie i w efekcie żyć z mężczyzną, którego kochają. W przeszłości kobiety nie miały tej możliwości, więc najczęściej wychodziły za mąż głównie dla pieniędzy i pozycji społecznej. Czy w istocie rzeczy wychodzenie za mąż z takich powodów tak bardzo różni się od prostytucji? Oczywiście, nie winię tych kobiet – one po prostu nie miały innego wyjścia, ale apeluję aby nie tęsknić za czasami, kiedy kobieta była prostytutką w sukni księżniczki. Z dwojga złego wolę być ubrana jak prostytutka, ale żyć z mężczyzną, bo go kocham, niż żyć z mężczyzną dla pieniędzy, ale za to w sukni księżniczki 🙂 Oczywiście, zgadzam się – wprowadzajmy SV do naszego WSPÓŁCZESNEGO życia, ale jednocześnie dziękujmy Bogu czy też losowi, że żyjemy w najlepszych jak dotąd czasach, w których możemy się kształcić, pracować i decydować o własnym życiu, nawet jak jesteśmy gorzej ubrane niż te hrabianki, a w praktyce podludzie, 200 lat temu.

  6. LadyM. pisze:

    A tak na marginesie, a propos zdjęcia: teraz dopiero zauważyłam, że jest to zdjęcie z 123rf. Jest to baza zdjęć dla grafików i one są płatne. Zdjęć stamtąd nie wolno publikować dowolnie, na co wskazują również znaki wodne umieszczone na zdjęciu. Sugeruję zdjęcie usunąć, żeby nie mieć problemów, zwłaszcza, że nie bardzo ono ilustruje specyfikę stroju prostytutek. Jak wcześniej zaznaczyłam, tak samo ubrane Czesie możemy spotkać w ilości znacznej idąc ulicą. I one wcale nie są prostytutkami. tak jak ta dziewczyna ubiera się mnóstwo młodych dziewczyn. Zresztą nie tylko młodych dziewczyn. letnia porą zdarza się spotykać w biurach panie całkiem niestosownie ubrane – bluzeczki na szeleczkach, duże dekolty itp , czasem nawet strój zupełnie przypominający tę Czesię. Ciekawe, że nie zwracają na to uwagi pracodawcy w urzędach. Bo w bankach np. nie do pomyślenia

  7. Lucyna pisze:

    Trudno byłoby się odnosić do każdego zdania komentarza pani Katarzyny, ale czytając go mam poczucie, że niemal każde jest fałszywe i niesprawiedliwe. Nie wiem na czym Autorka opiera swoje wnioski i twierdzenia (podejrzewam, że na podstawie popularnej literatury i filmów kostiumowych, które zakłamują przeszłość), ale są one kuriozalne.

    Skąd informacja, że kobiety „najczęściej i głównie” wychodziły za mąż dla pieniędzy i pozycji społecznej? Dla pieniędzy i pozycji społecznej kobiety „najczęściej i głównie” zostawały kochankami, a nie małżonkami. I takie kobiety możnaby pewnie nazwać prostytutkami. Natomiast za mąż kobiety wychodziły często z wpojonego poczucia obowiązku, który kazał im szczęście osobiste odsuwać na ostatnie miejsce w hierarchii obwiązków (najpierw, względem Boga i Kościoła, potem względem ojczyzny, potem względem społeczeństwa, potem względem rodziny, potem względem siebie – to zaszczepiał swoim dzieciom polski magnat Tytus Działyński). Podobnie zresztą robili mężczyźni, ale ich Pani nie nazwała prostytutkami, nie wiem dlaczego. Na poczuciu obowiązku tamtych kobiet i tamtych mężczyzn oparła się nasza cywilizacja i życie społeczne. Dziś widać, że bez tego wszystko jakoś się kolebie, ale tylko siłą rozpędu.

    Nawet jeśli w takim małżeństwie nie było sentymentalnie pojętej szczenięcej miłości, to była miłość innego rodzaju, przyjaźń, wspólnota życia. Kraszewski pisze „gdzie indziej niewiasta jest ozdobą życia, u nas podporą, gdzie indziej przyjaciółką, u nas przyjacielem!” Piękne słowa, choć pozbawione romantyzmu. Dziś „miłość” ocieka romantyzmem i sentymentalizmem, ale starcza jej średnio na 5 lat życia w wolnym związku, wystarczająco, żeby nasycić własny egoizm, ale za krótko żeby choć jedno dziecko wspólnie wychować.

    Czy to, że współczesne kobiety żyją w wolnych związkach z mężczyznami, których „kochają” przez kilka lat, to jakiś wyższy stopień rozwoju cywilizacji i powód do pogardy dla czasów „słusznie minionych”? Mi się wydaje, że nigdy nie byliśmy bliżej czasów barbarzyńskich niż dziś. I jeśli miałabym porównywać jakiekolwiek kobiety do prostytutek, to współczesne kobiety, które kierują się wyłącznie własnym egoizmem i swoiście pojętym szczęściem osobistym mają o wiele więcej wspólnych rysów z prostytutkami niż dawne kobiety.

  8. Pani LadyM. : zamieściłem tylko link. Zdjęcie samo wyskoczyło. Wybór zdjęcia był prowokacją mającą coś nam wszystkim uświadomić. S;próbuję zmienić zdjęcie na inne.

  9. Katarzyna pisze:

    Dzień dobry, Pani Lucyno,
    ma Pani rację – może mam mam w pewien sposób spaczone spojrzenie przez książki i filmy fabularne, ale po przeczytaniu każdej książki i obejrzeniu każdego filmu siedzę jeszcze po kilka godzin na wikipedii czytając o bohaterach i ich rodzinach. No i najczęściej rzeczywiście nie byli suwerenni w wyborze partnera życiowego, a potem specjalnie szczęśliwi w miłości, zwłaszcza kobiety.

    W żadnym wypadku nie jestem zwolenniczką wolnych, krótkich związków, ale głęboko wierzę, że można dziś budować trwałą miłość, małżeństwo i rodzinę opartą na przyjaźni i odpowiedzialności, ale w przeciwieństwie do czasów, tak – słusznie minionych – możemy to robić z osobą, którą kochamy, a nie która ma odpowiedni majątek i drzewo genealogiczne.

    Cieszę się, że żyję w tych czasach. Cieszę się, że mogę się uczyć, pracować, chodzić na wybory, mieć swoje pasje i konto w banku, Cieszę się, że medycyna jest na wysokim poziomie i że żyjemy dużo dłużej. Cieszę się, że ludzie są tak różni i mają do tego prawo, nie bojąc się kary za swoją religię, orientację seksualną ani rasę. Cieszę się, że jesteśmy wolni i mamy wybór jak chcemy żyć. I bardzo, bardzo cieszę się, że nie mamy w kraju wojny i że żyjemy z sąsiadami we względnej przyjaźni, przynajmniej w porównaniu do czasów minionych. To wszystko zapewniają nam dzisiejsze „barbarzyńskie” czasy.

    Nie przeczę, że być może pewnych aspektów przeszłości brakuje – i warto nad sobą pracować, aby je wprowadzić – ale jeśli zrobimy bilans zysków i strat, to nie wierzę, że ktokolwiek postawiony przed wyborem cofnąłby się do przeszłości.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s