Wakacyjna przygoda: złodziej i savoir vivre

Pojechaliśmy dziś na rowerach do Nałęczowa na kiermasz wyrobów regionalnych. Po drodze zrobiliśmy zakupy na niedzielę (dla nas i dla syna z zona – odwiedzili nas na krótko). Było tego sporo. Zakupy zapakowałem do bagażników, a część umieściłem w torbie, która zawisła na kierownicy. Torba była ciężka, bo znalazł się tam cukier, maka, wiele kefirów, masło, chleb itd.

Jako człowiek pełen wiary w człowieka postawiłem rowery pod płotem nawet ich nie przypinając i weszliśmy na kiermasz.

Gdy już wychodziliśmy z kiermaszu zobaczyłem, że jakiś osobnik (nazwijmy go dla uproszczenia „Dziadkiem”, bo tak na oko zbliżał się już do dziewięćdziesiątki) kręci się w sposób podejrzany przy rowerach. Gdy byliśmy jakieś 20 metrów od rowerów „Dziadek” zdjął torbę z kierownicy i zaczął uciekać kierując się w boczna uliczkę.

Z tego powodu, że „Dziadek” młody już nie był i wyraźnie , na dodatek lubił mocne trunki (a te bardzo obniżają kondycję) a torba była ciężka rozwinął prędkość gdzieś tak ok. 2 km na godzinę (choć wyraźnie bardzo się spieszył).

Łatwo go więc przegoniłem, zagrodziłem mu drogę i zagaiłem: „Zaszło jakieś nieporozumienie. To moja torba”.

„Dziadek” skromnie spuścił oczy i wyjąkał: „Tak? Nie wiedziałem”. Oddał mi torbę i szybko uciekł. Musiał być bardzo zawstydzony, bo rozwinął zawrotna prędkość (ok. 2,5 km na godzinę) i szybko zginał za rogiem.

Gdy parę godzin potem siedzieliśmy wszyscy w ogrodzie i piliśmy kawę opowiedziałem synowi i jego żonie to wydarzenie. Synowa była oburzona. Stwierdziła, że trzeba było dać „Dziadkowi” nauczkę i wezwać policję zamiast „bawić się” w savoir vivre.

Moja żona zwróciła uwagę na to, że człowieka w tym wieku to już się niczego nie nauczy.

Ja zwróciłem uwagę na to, że wezwanie policji jeszcze by utwierdziło „Dziadka” w bezkarności bo nic by mu nie zrobili (kradzież przedmiotów o wartości 32 zł w zasadzie w praktyce nie podlega karze).

W końcu żona tak to podsumowała: „Słaby z ciebie katolik, bo Chrystus mówi jak zabierze ci szatę to oddaj mu i płaszcz. Było – mówi żona – oddać mu i rower, a nie zabierać torbę”.

No i jak powinienem postąpić?

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Savoir vivre na co dzień. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Wakacyjna przygoda: złodziej i savoir vivre

  1. Marzena pisze:

    Zgadzam się z Pańską żoną. Gdyby chodziło o młodszego typa, pewnie postąpiłabym tak jak Pan.

  2. AleksandraP pisze:

    Ponieważ ludzie lubią radzić to spodziewam się tutaj morza komentarzy.
    Takie sytuacje wywołują i we mnie niejaki dysonans podczas tak zwanej drugiej refleksji. Emocjonalnie postąpiłabym zapewne tak jak Pan. Nie jestem pewna czy w aż tak kulturalny sposób zwróciłabym temu Panu uwagę na sposób w jaki się zachował. Policji bym pewnie nie wzywała, bo szkoda by mi było własnego czasu.
    Jak chciałabym się zachować? Chciałabym na tyle trzeźwo podejść do sytuacji żeby zobaczyć człowieka. Nie ukradł roweru, tylko siatkę z zakupami. Może był głodny? Chciałabym zapytać go czy jest głodny, czy czegoś potrzebuje i mu to dać, a samej wrócić po to do sklepu. Wiem jednak, sama mieszkając w turystycznej miejscowości, jak bezczelni potrafią się zachowywać tacy ludzie. Nie dalej jak przedwczoraj jeden próbował mnie naciągnąć żebyśmy mu z mężem zafundowali loda włoskiego, a kiedy nie udało mu się z nami, upolował kolejną rodzinę i tu wygrał. Z nieśmiałego „kupi mi pani małego loda?” zrobiło się w okienku budki „małego loga, dwusmakowego, śmietankowego i truskawkowego” – doskonale wiedział jaki asortyment ma lodziarnia i widać (po zachowaniu ekspedientki), że to nie był jego pierwszy raz. Wracając.
    Co do komentarza Pańskiej żony, to nie zgadzam się z nim. Moim zdaniem obrazuje on nie naukę skrajnej naiwności, ale gotowość do wychodzenia ze swojej strefy komfortu czyli czynię więcej niż muszę (a nie muszę pozwalać się okradać; muszę podchodzić z miłością do każdego człowieka – a w zależności od zachowania ta miłość inaczej się wyraża) i nie pozwalam aby emocje kierowały moim postępowaniem. Spodobał mi się komentarz o.Jacka Salija OP do tego fragmentu:
    „<>.Ks. Beaudouin, założyciel przytułku dla ubogich w XVIII-wiecznej Warszawie, kwestował kiedyś na swoich ubogich i podszedł do stolika, przy którym kilku mężczyzn grało w karty. Jednego z graczy bardzo to zdenerwowało i spoliczkował księdza. Na to ksiądz Beaudouin: „To dla mnie, a teraz proszę o coś dla moich ubogich”. Nerwowy gracz się wtedy opamiętał i złożył znaczny datek na rzecz ubogich.Co znaczą te słowa: „Jeśli cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi”? Pamiętamy, że kiedy sam Pan Jezus został spoliczkowany, nie nadstawiał drugiego policzka – to byłoby niesmacznie teatralne – ale z całą godnością zapytał: „Za co mnie bijesz?”Jeden z moich znajomych lekarzy powiedział mi, że ewangeliczne słowa o nadstawieniu drugiego policzka w przekładzie na język medycyny mogłyby brzmieć: „Niech adrenalina nie rządzi twoim postępowaniem”. Chodzi o to, że na zagrożenie organizm nasz reaguje albo agresją albo ucieczką – w jednym i drugim przypadku następuje wzmożone wydzielanie adrenaliny.Otóż Pan Jezus powiada: Nie tak się zachowujcie. Jeśli cię spotyka krzywda, nie oddawaj, gdyby to się miało wiązać z utratą kontroli nad sobą albo z nienawiścią do twego krzywdziciela. Ale też nie uciekaj, gdyby to się miało wiązać ze zdradą dobra, bądź raczej gotów drugie tyle wycierpieć, jeśli tego wymaga wierność dobru.Pan Jezus, kiedy został spoliczkowany, nie nadstawił drugiego policzka, ale był gotów nie tylko drugie tyle wycierpieć – był gotów pójść nawet na mękę krzyżową. Co więcej, umiał nawet modlić się za swoich morderców i zauważyć, że są to nieszczęśnicy, którzy nie wiedzą, co czynią.Natomiast jeśli trzymamy się przykazań Bożych, jeśli staramy się pamiętać o miłości bliźniego, w tym również o miłości nieprzyjaciół, wolno nam i karać przestępców, i chronić się przed krzywdą. Pan Jezus nie chce z nas czynić ludzi naiwnych, którzy dają się pożerać różnym cwaniakom. On chce, abyśmy odeszli od zasad tzw. realizmu i zaczęli postępować według zasad realizmu autentycznego – takiego realizmu, dla którego najwyższą zasadą jest przykazanie miłości.
    o. Jacek Salij „

  3. Monika pisze:

    Widzę, że chamstwo wkradło się i do Nałęczowa!

  4. Pani Aleksandrze P.: Moja Żona żartowała. Może powinien to zaznaczyć. Dziękuję jednak Pani za tę refleksję i ją podzielam.

  5. AleksandraP pisze:

    Ależ ja doskonale rozpoznałam żart 🙂 Jednak ponieważ po nim zadał Pan pytanie, to uznałam, że jednak otwiera Pan dyskusję, a komentarz małżonki jest tylko pretekstem 🙂

  6. Pani AleksandrzeP. Cieszę się.

  7. Aro pisze:

    Odebrać torbę, postraszyć policją, generalnie nie być przypadkiem miłym, darować sobie „Pana” z pewnością. Złodziej to złodziej, w dodatku pijak więc zero tolerancji dla takich. Zawsze chcą pieniędzy niby na jedzenie a czuć od nich alkohol i papierosy.

  8. Małgorzata pisze:

    Roweru nie ma co oddawać bo by się miłośnik mocnych trunków stoczył jeszcze bardziej. Do rowu, rzecz jasna. Jednakże siatkę z jedzeniem bym podarowała. Najedzony jedzenia nie kradnie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s