Dlaczego świat savoir vivre się tak bardzo skurczył?

To pytanie wciąż sobie stawiam próbując zidentyfikować wszystkie przyczyny.

Wiele z nich zidentyfikowałem, ale wciąż poznaję nowe.

W maju miałem krótkie przypadkowe spotkanie, które pozwoliło mi na nabycie nowych rozumień.

Gdy podpisywałem na Targach Książki swoje książki o savoir vivre podeszła do mnie Dama, która dawno skończyła, jak to powiedziała, osiemdziesiąt lat, elegancka, wyprostowana i zaczęliśmy rozmowę.
Stwierdziła, że dziś w środowiskach ziemiańskich, które parę razy do roku się spotykają, w tym między innymi na balach, coraz gorzej jest z savoir vivre.

Pokiwałem głową ze zrozumieniem i dodałem: „No tak, PRL się wciąż za nami ciągnie”.

Na to Dama: „To nie PRL. Powodem są mezalianse”.

Przemyślałem tę kwestię. Taka oczywista rzecz. Faktycznie.

Cóż to są mezalianse?

Dlaczego dziś jest ich tak wiele?

Dlaczego powodują, że świat savoir vivre się kurczy?

O tym też będę pisał.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Filozofia savoir vivre. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Dlaczego świat savoir vivre się tak bardzo skurczył?

  1. Ciocia Klocia pisze:

    Pytanie, skąd wzięły się mezalianse na tak ogromną skalę? Otóż są skutkiem demokracji, najgłupszego ustroju w historii ludzkości.

  2. Lucyna pisze:

    O sławnym mezaliańsie i jego smutnych skutkach (a także o kawiorze!):

    W opowieściach o rodzinie Wyspiańskiego przewijają się określenia nieprzyjazne, niepochlebne, wręcz potępiające Teodorę. Jej zachowanie, rubaszność, prostactwo, prymitywizm czy gburowatość raziło wielu składającym im wizyty gości i znajomych. Jan Skotnicki w swojej książce „Wspomnienia. Przy sztalugach i przy biurku”, relacjonując atmosferę panującą w domu artysty, wspominał: „Odwiedziłem go w tym czasie na Krowoderskiej. Otworzyła mi drzwi żona, straszna baba. Dusił mnie zapach lekarstw i jodoformu pomieszany z zapachem kiszonej kapusty i pranej bielizny. Pokój wprawdzie był spory i widny, ale niedostatek i nieład panował wszędzie. Uciekłem po paru słowach zamienionych z Wyspiańskim. […] Położenie materialne tego wielkiego twórcy było ciężkie, zebraliśmy więc między sobą trochę groszy, by mu kawioru kupić i dać na leki. Po paru dniach doszła nas wiadomość, że żona kilo przesłanego przez nas kawioru podobno sama na jednym posiedzeniu pożarła, a za pieniądze nasze, przeznaczone na leczenie, futro dla siebie kupiła. Lekarze zabronili mu używania alkoholu, ale ponieważ ona go lubiła, wiec kupowała wina i likiery, część wlewała mężowi do gardła, a resztę sama wypijała. Trzeba było go odebrać spod opieki tej baby i oddać do lecznicy doktora Gwiazdomorskiego. Tak też zrobiono. Zajął się tym Wilhelm Feldman. Było jednak za późno, bo nadeszły ostatnie dni jego męczeńskiego żywota”.
    http://blog.mnk.pl/czy-wyspianski-mogl-ja-kochac/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s