Savoir vivre i muzyka

To zagadnienie zgłosił Pan podpisujący się jako Słuchacz: Moje pytanie dotyczy muzyki, której powinien słuchać człowiek żyjący zgodnie z zasadami savoir vivre. Czy poza muzyką klasyczną są jeszcze jakieś gatunki niekolidujące z etykietą sv? Wielu współczesnych artystów cechuje się niską kulturą osobistą, a ich twórczość jest nachalna i hałaśliwa. Jak Pan Doktor się na to zapatruje?

To jest pytanie na które trudno w sposób precyzyjny odpowiedzieć.

Najpierw ujmijmy to tak: muzyka musi być „z klasą”, jakoś pogłębiona, związana z wyższa kulturą z pięknem.
Nie każda muzyka tzw. poważna spełnia te kryteria. Czasami spełnia je np. muzyka ludowa, choć, przynajmniej teoretycznie, nie jest związana z wyższą kulturą.

Szopen czerpał garściami z muzyki ludowej i nie byłoby go bez niej. Słyszał w niej to, do czego docierają tylko najwyższej klasy utworzy muzyki poważnej.

Zawsze największą wartość ma muzyka żywa (a więc nie z jakiegoś aparatu i nie przez głośniki).

Bardzo ważne jest również to co stanowi oprawę muzyki

Polecam trzy stacje radiowe: Swiss classic (jedyna stacja, która nadaje perły polskiej muzyki klasycznej, perły, których nie usłyszy się w polskich stacjach), Swiss jazz oraz Swiss pop (w tej stacji w dzień nie zawsze jest to muzyka „z klasą”).

Przy okazji opowiem kilka swoich przygód muzycznych, które mogą stanowić tu ilustrację.

Dawno, dawno temu poznałem bardzo wiekową i bardzo bogatą damę z Londynu (Polka z pochodzenia). Zaopiekowałem się nią w filharmonii (miała kłopoty ze wzrokiem. Chodziłem z nią na wiele koncertów. Nauczyła mnie o muzyce bardzo dużo. Kiedyś opowiedziała mi o jednym ze swoich największych przeżyć muzycznych. Wykupiła bilet (wraz z dojazdem i noclegami) na nietypowy koncert. Najpierw leciała samolotem, potem jechała autokarem, potem dżipem. Fortepian stał na skraju Wielkiego Kanionu w USA, krzesła dla publiczność wprost na trawie z widokiem na Wielki Kanion. Koncert trwał dwie godziny. Zakończył się utworem (nie pamiętam czyjego autorstwa) pt. „Zachód słońca”. Pianista zagrał go gdy słońce zachodziło. Ostatnie takty publiczność wysłuchała w absolutnej ciemności.

Gdy prowadziłem na Słowacji Tajny Wędrujący Uniwersytet (kilkudniowe wyjazdy z polskim studentami różnych kierunków humanistycznych) na jeden z wieczorów wynająłem na godzinę (cena 50 zł za godzinę) góralską czteroosobową kapelę. Grali w specyficznej słowackiej scenerii pensjonatu trzy godziny. Wyczarowali niesamowity nastrój. Pierwsza godzina to był taki standard dla turystów (niezły), druga to była gra bez przerwy – wielka improwizacja (świetne), trzecia to była improwizowana muzyka i improwizowane przyśpiewki, śpiewali o górach, o swojej filozofii życiowej, o wyglądzie i reakcjach studentów (fenomenalne).

Kiedyś wyjechałem na kilka dni z dziećmi (mieli wtedy od 10 do 14 lat) na Słowację. Trafiliśmy przypadkiem do Turciańskich Teplic. Jednego wieczory wracaliśmy do hotelu przez park zdrojowy. Usłyszeliśmy muzykę. Ktoś sprzedawał po 2 zł bilety. Kupiłem trzy. Był to koncert tzw. czeskiego country. Odbywał się w nietypowej restauracji. Był to kawałem wydzielonego płotem parku. Stał w nim niewielki domek, z którego kelnerzy wynosili gorące i zimne napoje (głównie wino). Obok była niewielka scena z drewna i miejsca dla publiczności pod drewniany zadaszeniem. Pomiędzy sceną i publicznością był spory wolny obszar, na którym kelnerzy rozpalili ognisko o dużej powierzchni, a nad nim zawiesili stalowa kratę. Publiczność (około 50 osób od 15 do 100 lat) przyniosła surowce (mięsa i warzywa) i piekła je na żywym ogniu (kulinarna samoobsługa). Grały różne zespoły (były świetne). Ludzie od początku tańczyli w pobliżu ogniska. Widziałem stulatka (tak na oko miał tyle lat) tańczące z nastolatka i starsza panią, która tańczyła z nieznanym sobie wyraźnie dwudziestolatkiem. Koncert zakończył się po dwóch godzinach i… zaczął się drugi koncert. Ludzie z publiczności wchodzili na scenę i grali na swoich instrumentach (gitarach, akordeonach, harmonijkach ustnych itd.). Niektórzy śpiewali. Wszyscy ruszyli w tany. Wino lało się strumieniami, kelnerzy nie mogli nadążyć z jego donoszeniem. Nikt nie był pijany.

Kilka lat temu spędzając urlop w Nałęczowie poszliśmy na późną kolację do jednej z restauracji. Usiedliśmy na świeżym powietrzu. W restauracji była tylko jakaś grupa, która siedziała przy jednym, długim stole. Nagle ktoś z nich zaczął śpiewać. Potem zaśpiewał inny. Potem śpiewały różne dwu, trzy i czteroosobowe chórki, potem śpiewali wszyscy na głosy i wszyscy jednym głosem. Świecił księżyc. My już zjedliśmy swoją kolację, ale słuchaliśmy zaczarowani i klaskaliśmy. To było kilku profesorów z jakiejś Wyższej Szkoły Muzycznej, którzy przyjechali ze swoimi studentami na festiwal muzyki poważnej.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Savoir vivre na co dzień i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Savoir vivre i muzyka

  1. LinguaLatinaSuperbaEst pisze:

    „na jeden z wieczorów wynająłem na godzinę (cena 50 zł za godzinę) góralską czteroosobową kapelę. Grali w specyficznej słowackiej scenerii pensjonatu trzy godziny.”
    Szanowny panie dokorze, po pierwsze to chyba pan najął a nie wynajął a po drugie to najął pan na godzinę czy trzy?

  2. jdas pisze:

    Z tym, że zawsze największą wartość ma muzyka żywa bym polemizował. Zgadzam się, że oprawa „żywego” koncertu jest z reguły niepowtarzalna, ale jeżeli mam wybór i mogę wysłuchać marnej interpretacji przeciętnego muzyka na żywo, a wybitnej kreacji muzycznej z płyty, to często wybieram to drugie.

  3. Niech będzie najął, choć moja żona-polonistka twierdzi, że może być wynajął. Chciałem by grali godzinę i za tyle im zapłaciłem. Grali trzy, bo taka była ich miłość do muzyki i radość z grania.

  4. jdas pisze:

    Wg prof. Miodka wynajem i najem to synonimy

    http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/408375,jan-miodek-najem-wynajem-podnajem,id,t.html

    A co do muzyki to dodam jeszcze, że dostępny repertuar muzyki żywej, stanowi znikomy ułamek promila repertuaru dostępnego na płytach, tak że jak chcemy się rozwijać muzycznie to ograniczenie się wyłącznie do koncertów na żywo będzie dużym błędem.

  5. Małgorzata pisze:

    O, proszę. Serdecznie pozdrawiam słuchaczy Swiss Jazz i Classic. Poczułam się jak u rodziców.

  6. Nikt nie mówił tu o ograniczaniu się oraz o słuchaniu na żywo kiepskich wykonań.

    Ja osobiście wolę poprawne wykonanie na żywo niż genialne z płyty.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s