Róże i bycie… uczniem Chrystusa – prezent dla Pani Aleksandry za miły komentarz

Człowiek savoir vivre to nie jest jakiś człowiek idealny, który błędów nie popełnia, który nigdy nie wychodzi „poza ramy”. Człowiek savoir vivre analizuje swoje czyny, słowa, zachowania, reakcje szukając w nich błędów i jeśli je znajdzie jak najszybciej je naprawia i stara się ich nie popełnić w przyszłości (co nie zawsze mu oczywiście wychodzi).

Kilka dni temu wracaliśmy z żoną z Nałęczowa do domu (ok. 2 km) i w trakcie tej wędrówki doszło między nami do sprzeczki. Efekt był taki, że żona przestała się do mnie odzywać.

Przemierzaliśmy kolejne etapy naszej wędrówki w milczeniu. Gdy dotarliśmy do domu już się sam przed sobą wyspowiadałem identyfikując i uznając swoje grzechy, żałowałem za grzechy, obiecałem sobie poprawę i opracowałem metodę zadośćuczynienia.

Poszedłem do Gospodarza na konsultacje podając mu powody zaspokojenia nagłej potrzeby posiadania róż. Okazało się, że znany mu plantator róż ma plantacje w odległości ok. 20 km i może przywieźć róże za kilka dni. Zaproponowałem, że kupię róż za 100 zł jako „ekspres”. Gospodarz poinformował telefonicznie plantatora. Plantator pojechał po róże i po pół godzinie Gospodarz przedarł się przez krzaki do naszego ogrodu (to jedyna droga) i wręczył mi pięknie ułożony, obwiązany złotą wstążką bukiet 40 róż.

Żona siedziała na fotelu wśród drzew i czytała książkę. W obecności Gospodarza upadłem na kolana i wyznałem swoje grzechy oraz obiecałem poprawę.

Żona natychmiast mi wybaczyła.

Następnego dnia poszliśmy na Mszę Św. Były misje. Misjonarz mówił o tym, jak uczeń Chrystusa podchodzi do własnego grzechu. W pewnym momencie zadał retoryczne (jego zdaniem) pytanie: „Która z pań przeżyła takie wydarzenie, że po kłótni z mężem, pojechał on do kwiaciarni, kupił wielki bukiet róż, upadł przed żoną na kolna i poprosił o wybaczenie?”.
Moja żona podniosła rękę i powtórzyła kilkakrotnie: „ja”. Po kościele poszedł szmer: „zgłosiła się”.
Misjonarz się zawiesił. Chwilę milczał potem kontynuował nauki zaczynając je od słów : „Żadna”.

Potem śmieliśmy się kilkakrotnie opowiadając te wydarzenia sąsiadom.

Nie wyszło mi to na dobre. Sąsiedzi teraz „patrzą mi na ręce” i gdy tylko wychodzę z roli „rycerza” mówią: „Pan uważa, bo róże podrożały”.`

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Savoir vivre na co dzień. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Róże i bycie… uczniem Chrystusa – prezent dla Pani Aleksandry za miły komentarz

  1. taka sobie zuzia pisze:

    A ja myślę, że wyszło to na dobre nie tylko Panu, ale także innym mężczyznom, którzy bezpośrednio spotkali się lub zapoznali z tą sytuacją. A im róże droższe, tym wszyscy w okolicy jacyś tacy „grzeczniejsi” i wszystkim żyje się lepiej.

  2. Aleksandra pisze:

    Dziękuję Panie Doktorze! Na wstępie napiszę, że Pana Żona musi być wyjątkową osobą. Ten wpis to naprawdę niezwykły i niespodziewany prezent dla mnie, tym bardziej, że nieraz błądzę w gąszczu reguł savoir vivre jak dziecko we mgle, a dodatkowo mam dosyć porywczy charakter i niesamowitą pomysłowość. Nawet jeśli nie popełniam dwa razy tego samego błędu, to nagle wpadam na jakiś zupełnie nowy nietypowy błąd (który w danej chwili wydaje się wspaniałym rozwiązaniem). Jestem ciężkim przypadkiem, ale głęboko wierzę w to, że rzetelna praca nad sobą musi przynieść dobre owoce.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s