Być damą według „Jaśnie Panienki” – popieram ten komentarz

Teraz dziewuchy traktują savoir vivre tak arbitralnie (pod siebie, jak im jest wygodnie), np. savoir vivre mówi „nie pracuj zarobkowo”, „tytuł przysługuje po mężu”, „nie należy nosić dżinsów”, a obecnie w internetach obserwuje się u młodych dziewczyn taki trend, że mówią „jestem damą, bo „coś tam” – wszystko arbitralnie, jakby to one mogły decydować o tym, co znaczy być damą według savoir vivre. „Chcą być damami”, a z drugiej strony mówią „ja pracuję, bo chcę być samodzielna”, „nie noszę futer, bo to nieetyczne”, „noszę spodnie, bo liczy się dla mnie wygoda”. O tym należy mówić, że zasady savoir-vivre zostały jasno ustalone i nie można nazywać się damą/gentlemanem według swojego widzimisię.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Być damą. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Być damą według „Jaśnie Panienki” – popieram ten komentarz

  1. Aldona pisze:

    „Dziewuchy”? Popiera Pan Doktor takie określenie, naprawdę? Czy jest to zgodne z savoir vivre?
    I czy kobieta pracująca zawodowo nie może być „damą”?

  2. Jaśnie Panienka pisze:

    Nie, „kobieta pracująca zawodowo nie może być damą”, normy savoir-vivre zostały jasno określone.
    P.S. A „dziewuchy” to regionalizm z moich stron.

  3. Małgorzata pisze:

    Dziwne to. Pani profesor medycyny nie może być damą bo pracuje zawodowo a jej siostrzenica co nie skończyła szkół, na spotkaniach siedzi cicho i grzecznie i tylko się uśmiecha (bo w głowie przeciąg) ale wyszła za kolegę ciotki – profesora tej samej uczelni zasługuje na to miano z tej tylko racji, że mąż to szanowany człowiek a ona jest grzeczna? Jeśli będziemy tak ściśle trzymać się książek to savoir – vivre skończy na śmietniku historii jak wszystko, co sztywno i bezrefleksyjnie trzyma się kiedyś spisanych zasad. Pamiętajmy, że zasady nie spisały się same. Spisali je ludzie po części aby uregulować stosunki społeczne, po części w wyniku ich obserwacji, zaś to, co obserwowali z czasem się zmienia i, pamiętajmy o tym, nie zawsze w złym kierunku.

  4. Miłego dnia pisze:

    W moich stronach określenie dziewuchy uznawane jest za niegrzeczne (pomorskie).

    Za damy uważają się także np. wulgarnie wyglądające (bardzo mocny makijaż, kusy strój) dziewczyny. Uczą na YouTube, blogach bycia elegancką (według nich) oraz dobrych manier. Obawiam się, że siła ich wpływu na młodzież może być niestety znaczna (wyglądem przyciągają uwagę, korzystają z popularnych mediów społecznościowych).

  5. Telima pisze:

    A Jaśnie Panienka jest dziewuchą czy damą? Bo słownictwo wskazuje na to pierwsze.
    Hm, to królowa Wiktoria nie była damą, bo przecież rządy nad takim imperium to praca i to ciężka.

  6. LadyM. pisze:

    Małgorzato, jestem z Tobą w poglądach. Przy okazji przychodzi mi na myśl brzydki dowcip o różnicy pomiędzy panią doktor, a panią doktorową (ew. panią profesor, a panią profesorową). Niestety ta różnica sprawia, że najczęściej to właśnie pani profesor jest damą w prawie każdym calu (z wyj, tego jednego – pracy zawodowej), natomiast pani profesorowa jest nawyżej nowodamą (jak cała nowa klasa średnia – jest zadęcie, jest dąs , foch, wystawa, ale podstaw brak, tych co to „czym skorupka za młodu nasiąknie..”)

  7. Małgorzata pisze:

    Teraz ja z LadyM nie do końca się zgodzę. Z pewnością nie raz się zdarzy, że pani profesorowa jest ową „nowodamą”, jak to Pani określiła, ale mnie chodziło o coś troszkę innego. O kurczowe trzymanie się nie podejmowania pracy zawodowej jako jednego z wyznaczników w byciu damą. Pragnę zwrócić uwagę, iż obecnie kobiety wykonują wiele wspaniałych zawodów, piastują odpowiedzialne stanowiska i pełnią ważne role społeczne a to wszystko w ramach pracy zawodowej bo tak jest skonstruowany nasz system społeczny. Nie można na siłę przykładać kryteriów sprzed 100 lat do współczesności, zapominając o kontekście historycznym i obyczajowym. Niejedna dama z tamtych czasów oddałaby wiele aby móc pracować, choćby zarobkowo, jako naukowiec, lekarz, polityk, a nie być tylko ładnym kwiatkiem przy kożuchu męża. Ważniejsze jest dzisiaj chyba to, że dama pracuje bo chce a nie dlatego, że musi. I faktycznie, między bajki możemy włożyć stwierdzenia młodych kobiet „pracuję bo chcę być niezależna”, zwykle nie jest to prawdą. Dziewczyny pracują, bo muszą. Bo mąż będzie krzywo patrzył. Bo nie mają alternatywy. Koleżanki wszakże albo pracują albo „dziadzieją” w domu. Tak to jest odbierane. Coś jest w tym naszym systemie, jakaś nagonka, że niby praca zawodowa równa się rozwój. Z jednej strony – świetnie, praca uszlachetnia, daje pole do popisu, wiele uczy. Z drugiej zaś strony nie raz myślę, że Hitler wygrał wojnę. Zwłaszcza z nas, Polaków, zrobił pariasów Europy. Siłę roboczą. Z każdej strony mamy propagandę sukcesu zawodowego. Koniecznie zawodowego. Zarobkowego. Idź do pracy bo tylko tak się rozwiniesz, tyleś wart ile zarobisz. To w sumie trochę przykre. I prowadzi do tego, że nie doceniamy kobiet i mężczyzn którzy pracują głównie na sukces partnera / partnerki. Mnie się podoba idea bycia li i jedynie żoną swojego męża, niech każdy robi w życiu to, do czego jest powołany. Nie podoba mi się tylko nacisk na owo „nie pracuj zawodowo”, na absurdy do jakich może doprowadzić trzymanie się tego kryterium. Pani profesor wszakże może nie pobierać pensji za swoją pracę, ale niby dlaczego ona ma pracować pro bono a jej kolega, który wykonuje taką samą pracę może dostawać za nią pieniądze? Dlaczego jemu pecunia non olet a w jej rękach już owszem? Jest demokracja, wyciągnijmy z niej to, co najlepsze i zniwelujmy to, co najgorsze. Niech już oboje dostają pieniądze, tego domaga się sprawiedliwość, ale nie odbierajmy kobiecie prawa do tytułu damy z tej tylko przyczyny, że otrzymuje wynagrodzenie za swoją pracę.

    Zgadzam się z Jaśnie Panienką, nie można nazywać się damą / gentlemanem według swojego widzimisię. Pójdę dalej. W ogóle nie można nazywać się dmą lub gentlemanem. Na te miana należy zasłużyć w oczach bliźnich i tylko oni mogą orzec „oto prawdziwa dama”, „oto prawdziwy gentleman”. Jeśli mówię „jestem damą” to najczęściej damą nie jestem. Bo dama aspiruje jak najwyżej i wie, że ciągle daleko jej do ideału.

  8. Małgorzata pisze:

    Odnośnie zaś samych zasad i podręczników sprzed 100 lat to mam jeszcze taką refleksję (jeśli się mylę, proszę o sprostowanie):
    Tytuł damy i gentlemana przysługiwał z racji urodzenia. Tak określano ludzi „z towarzystwa”. Obracasz się w tym kręgu, znaczy, że jesteś damą lub gentlemanem i obowiązuje cię niepisany kodeks honorowy. Koniec i kropka. Złamiesz zasady – odpadasz. W czasach rewolucji przemysłowej powstało jednakże sporo majątków, nagłych fortun nie wiadomo skąd, namnożyło się Moryców i Dyzmów. Pieniądze zaś mają swój magiczny czar i przyciągały tęskne spojrzenia zubożałych a szlachetnie urodzonych ojców. Bogate zamążpójście córki mogło znacznie poprawić los całej rodziny to i na nuworyszów zaczęto patrzeć jakby mniej pogardliwie, jednakże zostało owo nieuchwytne coś, skaza, plama, trąd – maniery. Tytuł można kupić, ale jak tu nauczyć jeszcze parweniusza a już kandydata na zięcia obycia w dość hermetycznym środowisku? Wziąć go do siebie na nauki? No, nie wypada. Z pomocą przyszły podręczniki dobrych manier w których co bardziej obrotne damy lub panowie opisywali co wypada a czego nie wypada robić „w towarzystwie” aby nie zostać z niego wykluczonym. Miarę siły tych zasad stanowiła ich elitarność, można je było poznać tylko od dziecka nasiąkając specyficzną atmosferą. Spisanie ich dla mas to było trochę jakby wysypać wieprzom perły, ale cóż skoro mogło chodzić o bardzo majętne wieprze. I nie mogło się obyć bez umorusania pereł. Wykradziono bogom ambrozję, ale samo picie ambrozji z człowieka boga nie zrobi. Potem przyszły obie okropne wojny, dobrodziejstwo komunizmu i razem zmiotły „towarzystwo” z powierzchni ziemi niemal doszczętnie,a przynajmniej polskie towarzystwo. Podręczniki jednakże przetrwały i chęć należenia do elity również. I tak mamy obecnie podręczniki trochę spisane na podstawie nie wiadomo czego i nie wiadomo dla kogo. I nie piszę tego pogardliwie, raczej z głębokim smutkiem. Pan Doktor nie raz posiłkuje się określeniem „etykiety biznesu”, bo „biznes” to jest właśnie takie nasze współczesne „towarzystwo”. Mamy zatem dziwaczną sytuację – elitę towarzyską muszą teraz niemal od podstaw tworzyć ci, których dawniej wciągano do niej na zasadzie przymrużenia oka, tylko z racji posiadanej przez nich fortuny i zawsze z poczuciem wyższości. A ci stojący niżej i tak patrzą na ich heroizm z lekką wzgardą, że niby słoma z butów zawsze wyjdzie, i że hehe i tak jesteś nasz Wacek, i zawsze nim będziesz panie prezes. Na każdym kroku odwołujemy się do tego, co było sto lat temu, bo do czego niby mamy się odnosić? Wyrwano nam sto lat kształtowania dobrych obyczajów, dziury ewolucyjnej niczym zapełnić się nie da, ale próbować warto. Usiłujemy zatem pić tę skwaśniałą ambrozję i się krzywimy, że jak to, że to tak miało smakować? Trudno jest znaleźć dobry przepis i uwarzyć własną, ale mimo, że własną, to prawdziwą ambrozję, zwłaszcza w dobie kryzysu autorytetów. Sytuacja jest wygodna – dawnych dam i gentlemanów brak, nikt nikogo nie słucha, każdy zatem warzy pod siebie, a że wychodzi z tego Cola?

  9. Ana pisze:

    Swiat idzie do przodu i bardzo dobrze. Czytam reguly savoir vivre i rzeczywiscie czesc jest przestarzala. Dzis liczy sie praktycznosc, ktora bardzo popieram, oczywiscie przy zachowaniu zasady ,,nie rob komus tego co niemile,,. Slowo ,,dziewuchy,, jest obrazliwe, dlatego go nie uzywamy. Pewne rzeczy powinny byc neutralne, jak np
    . To czy ktos kroi nozem czy nie. Liczy sie w takich sytuacjach wygods i bezsensowne jest ustalanie sztywnych, uciazliwych regul. Bardzo sie ciesze, ze rozerwano te sztywne zasady. Jedyny problem, ze niektorzy zapomnieli o szacunku dla drugiej osoby.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s