Damy i dżentelmeni: czy jesteśmy w stanie się odrodzić?

Ten problem wprowadziła Pani Małgorzata: Odnośnie zaś samych zasad i podręczników sprzed 100 lat to mam jeszcze taką refleksję (jeśli się mylę, proszę o sprostowanie):
Tytuł damy i gentlemana przysługiwał z racji urodzenia. Tak określano ludzi „z towarzystwa”. Obracasz się w tym kręgu, znaczy, że jesteś damą lub gentlemanem i obowiązuje cię niepisany kodeks honorowy. Koniec i kropka. Złamiesz zasady – odpadasz. W czasach rewolucji przemysłowej powstało jednakże sporo majątków, nagłych fortun nie wiadomo skąd, namnożyło się Moryców i Dyzmów. Pieniądze zaś mają swój magiczny czar i przyciągały tęskne spojrzenia zubożałych a szlachetnie urodzonych ojców. Bogate zamążpójście córki mogło znacznie poprawić los całej rodziny to i na nuworyszów zaczęto patrzeć jakby mniej pogardliwie, jednakże zostało owo nieuchwytne coś, skaza, plama, trąd – maniery. Tytuł można kupić, ale jak tu nauczyć jeszcze parweniusza a już kandydata na zięcia obycia w dość hermetycznym środowisku? Wziąć go do siebie na nauki? No, nie wypada. Z pomocą przyszły podręczniki dobrych manier w których co bardziej obrotne damy lub panowie opisywali co wypada a czego nie wypada robić „w towarzystwie” aby nie zostać z niego wykluczonym. Miarę siły tych zasad stanowiła ich elitarność, można je było poznać tylko od dziecka nasiąkając specyficzną atmosferą. Spisanie ich dla mas to było trochę jakby wysypać wieprzom perły, ale cóż skoro mogło chodzić o bardzo majętne wieprze. I nie mogło się obyć bez umorusania pereł. Wykradziono bogom ambrozję, ale samo picie ambrozji z człowieka boga nie zrobi. Potem przyszły obie okropne wojny, dobrodziejstwo komunizmu i razem zmiotły „towarzystwo” z powierzchni ziemi niemal doszczętnie,a przynajmniej polskie towarzystwo. Podręczniki jednakże przetrwały i chęć należenia do elity również. I tak mamy obecnie podręczniki trochę spisane na podstawie nie wiadomo czego i nie wiadomo dla kogo. I nie piszę tego pogardliwie, raczej z głębokim smutkiem. Pan Doktor nie raz posiłkuje się określeniem „etykiety biznesu”, bo „biznes” to jest właśnie takie nasze współczesne „towarzystwo”. Mamy zatem dziwaczną sytuację – elitę towarzyską muszą teraz niemal od podstaw tworzyć ci, których dawniej wciągano do niej na zasadzie przymrużenia oka, tylko z racji posiadanej przez nich fortuny i zawsze z poczuciem wyższości. A ci stojący niżej i tak patrzą na ich heroizm z lekką wzgardą, że niby słoma z butów zawsze wyjdzie, i że hehe i tak jesteś nasz Wacek, i zawsze nim będziesz panie prezes. Na każdym kroku odwołujemy się do tego, co było sto lat temu, bo do czego niby mamy się odnosić? Wyrwano nam sto lat kształtowania dobrych obyczajów, dziury ewolucyjnej niczym zapełnić się nie da, ale próbować warto. Usiłujemy zatem pić tę skwaśniałą ambrozję i się krzywimy, że jak to, że to tak miało smakować? Trudno jest znaleźć dobry przepis i uwarzyć własną, ale mimo, że własną, to prawdziwą ambrozję, zwłaszcza w dobie kryzysu autorytetów. Sytuacja jest wygodna – dawnych dam i gentlemanów brak, nikt nikogo nie słucha, każdy zatem warzy pod siebie, a że wychodzi z tego Cola?

W zasadzie zgadzam się z Panią Małgorzatą.

Zgadzam się ponieważ w zasadzie nie ma dziś warunków dla dam i dżentelmenów i prawie niemożliwe jest życie według pewnych standardów i zasad.

Moim zdaniem sytuacja jednak, w której żyjemy jest patologiczna i przejściowa. Jesteśmy pokoleniem (kilkoma, w istocie, pokoleniami), na których spoczywa historyczny obowiązek zachowania i przeniesienia w przyszłość pewnych wartości. Nam może się nie udać wiele rzeczy, ale jeśli zaszczepimy pewien etos, jakoś go zachowamy, zasiejemy pewne ziarna, w normalnych warunkach, które muszą się pojawić, wzrosną piękne rośliny i znowu świat będzie należał do dam i dżentelmenów.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Być damą, Filozofia savoir vivre. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Damy i dżentelmeni: czy jesteśmy w stanie się odrodzić?

  1. W zasadzie też bym się z tym tekstem zgodził, jest jednak kilka detali, które nie dają mi spokoju. Po pierwsze w tekście jakby umknęło, na czym polega bycie elitą. Fundamentem bycia elitą jest posiadanie realnego wpływu na bieg rzeczy. Czy to poprzez formalny, bezpośredni wpływ, czy to poprzez budowanie narracji i i inspirowania innych. Zubożała szlachta nie była już elitą. Była byłą elitą.
    Po drugie, chyba najważniejsze. Wojny nie przyszły, ot tak sobie. Były one konsekwencją działań, wartości i celów elit rządzących wtedy Europą – państw zaborczych, ale i Wielkiej Brytanii. Zauważmy, że Pierwsza Woja Światowa została poprzedzona ponad dekadą ostentacyjnego militaryzmu. Pięcioletnie dzieci, z dobrych rodzin, były fotografowane w mundurkach marynarki wojennej. To nie wojny przyszły, i zniszczyły elity – to ówczesne elity wywołały wojny, które je zmiotły, razem z milionami niewinnych ludzi.

  2. LadyM. pisze:

    Zgadzam się w całej rozciągłości z Panią Małgorzatą. Wielokrotnie dotykałam istoty tego, że damą i dżentelmenem nie można się stać studiując podręczniki. Pani Małgorzata moją myśl rozwinęła i pięknie wyraziła.
    Zgadzam się tez, że „niemożliwe jest życie według pewnych standardów i zasad” jeżeli mamy na myśli standardy i zasady sprzed 100 lat, bo świat jest dziś inny i po prostu wiele tamtych standardów do dzisiaj nie pasuje.
    „Jesteśmy pokoleniem (kilkoma, w istocie, pokoleniami), na których spoczywa historyczny obowiązek zachowania i przeniesienia w przyszłość pewnych wartości.” Tak, tyle, że „całowanie rączek”, podawanie palta damie, zakładanie odpowiedniego garnituru do miejsca i sytuacji itp, to niekoniecznie są wartości.Wartości to np. szacunek dla KAŻDEGO człowieka, szacunek dla ludzkiej pracy i jej wytworów, szacunek do otaczającej nas przyrody itp. Choćby, w katolickim społeczeństwie, wynikający z traktowania przyrody jako dzieła Boga, a każdego człowieka, jako bliźniego swego, dokładnie takiego samego jak my, bo „Bóg stworzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje”. Jeżeli ten szacunek wpoimy, to już połowa treści podręczników savoir-vivre nie będzie potrzebna, bo pewne zachowania (choćby „ustąpić miejsca starcowi lub kobiecie”, „prowadzić kobietę idąc od strony jezdni”, „nie przerywać interlokutorowi wypowiedzi” itp) z samego tego wpojonego szacunku wynikną.
    I nie ma, że jedni są do czegoś „predystynowani” ani inni nie. Zwłaszcza „nowa klasa średnia” nie ma takich podstaw w żadnym wypadku, zważywszy jej pochodzenie. (Zresztą, i tak, pochodzenie nikogo do niczego nie predystynuje. Nawet zasługi przodków nas samych nie nobilitują w żaden sposób, bo to ICH zasługi. Ta dzieweczka paląca papierosy z własnym inicjałem, o co dbali jej RODZICE……

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s