Jak traktować rozwiedzionych

Ten problem zgłosiła Pani Urmila: Od pewnego czasu z dużym zaciekawieniem czytam Pana bloga i na wstępie chciałabym za niego bardzo podziękować – jest to dla mnie kopalnią wiedzy.
Chciałabym poruszyć temat w jaki sposób człowiek savoir-vivre podchodzi do kwestii stosunku osób po rozwodach cywilnych, które są w ponownych nieformalnych i formalnych związkach.
Sytuacja o którą chciałabym zapytać wygląda następująco. Rok temu mój szwagier rozwiódł się z żoną (żona zdradzała go z innym mężczyzną). Rozwód był za porozumieniem stron, bez orzekania o winie. Od pewnego czasu szwagier spotyka się się z kimś i jak mniemam za jakiś czas będę zmuszona poznać nową „wybrankę” brata mojego męża. Dodam, że szwagier z żoną ma dziewięcioletniego syna, który bardzo przeżywa zaistniałą sytuację.

W związku z tym, że jestem konserwatywną katoliczką w moim światopoglądzie nie ma czegoś takiego jak rozwód. Dla mnie zawsze jedyną i prawowitą żoną będzie A. Rodzina męża oraz mój mąż jest zadowolona, że szwagier sobie kogoś znalazł. Dla mnie osobiście jest to sytuacja nie do przyjęcia. Kilka razy rozmawiałam na ten temat moim mężem, powiedziałam mu, że w żadnym razie nie życzę sobie odwiedzin w naszym domu szwagra z nową partnerką, ale jednocześnie zawsze może przyjechać sam lub z bratankiem. Nie za bardzo też wiem w jaki sposób zachować się podczas spotkań na tzw. neutralnym gruncie.
Proszę o kilka wskazówek jak zachować się z klasą w tej sytuacji, żeby jednocześnie twardo bronić wiary katolickiej i świętości jakim jest związek małżeński.

Kiedyś oboje spotkaliby się z bojkotem towarzyskim i to nie tylko przez katolików.

Po II wojnie Światowej funkcjonuje zasada, że jeśli znamy jakieś małżeństwo, które się rozwiodło i jedno z nich ponownie weszło w związek, a my ich przyjmujemy u siebie, nigdy nie przyjmujemy, przez solidarność, partnerki/ partnera/nowego współmałżonka.

Jeśli ci rozwiedzeni nie pozostali przyjaciółmi nigdy nie zapraszamy ich do nas w taki sposób by się spotkali.

Są tacy, którzy i dziś stosują bojkot, ale jest to możliwe, gdy wszyscy w rodzinie podjęli taką decyzję.

Jeśli rodzina jest w tej kwestii podzielona i w domu (np. naszych krewnych) pojawia się jedno z rozwiedzionych z nowym partnerem/partnerką/współmałżonkiem należy to przyjąć i nie reagować manifestacyjnie trzymając dystans i podejmując rozmowę tylko wtedy, gdy inaczej już nie można.
Katolik powinien oczywiście przynajmniej raz zamanifestować swoje stanowisko. W wypadku Pani Urmili byłoby to poinformowanie o tym stanowisku szwagra.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Rozwodnicy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Jak traktować rozwiedzionych

  1. LadyM. pisze:

    Po pierwsze: Ortodoksja w wierze nie zwalnia nikogo ze stosowania poprawnej polszczyzny.
    Po drugie: Wcale nie jestem przekonana, że Pani Urmila powinna jakieś kroki w stosunku do szwagra podejmować. Szwagier jest dorosły i sam za siebie odpowiada przed Bogiem i ludźmi
    Po trzecie: Czy stanie Pani między mężem a jego bratem? Braterstwo to więzy krwi, znacznie mocniejsze niż nawet małżeństwo.
    Po czwarte: Czymże gorsza jest od Pani druga wybrania szwagra, żeby miała ja Pani lekceważyć?
    Po piąte: Życie niesie z sobą trudne do przewidzenia sytuacje. Ciekawe, jak by się Pani zachowała będąc zdradzaną?

  2. Paweł pisze:

    Panie Doktorze, nie rozumiem, dlaczego wspomnianego mężczyznę miałby spotkać bojkot towarzyski. Przecież został zdradzony przez żonę. Ciężko wyobrazić sobie w takiej sytuacji kontynuowanie związku małżeńskiego.

  3. Jakby tak działała wierchuszka, że nie zaprasza się partnerów z drugiego związku, to czerwone dywany i ogólnie salony, na które współczesny SV się powołuje jako jedyne światełko w tunelu, byłyby puste. Np. taka Carla Bruni, Angelina Jolie albo Melania Trump byłyby niewpuszczane na salony. To jest absurd.

  4. Alternatywny Maurycy pisze:

    Podłość pani Urmili jest odrażająca i nie ma nic wspólnego z dobrym wychowaniem.

  5. Panu Maurycemu. Człowiek uczy się całe życie. Dziś dowiedziałem się, ze są ludzie, którzy wszystkich ortodoksyjnych katolików uznają dlatego, ze są wierni swojej wierze, za podłych.

  6. Pani Equalize Entropy: Czy Pani mogłaby to wyjaśnić? Dlaczego to ma być absurd?

  7. Panu Pawłowi: w starym świecie byłby bojkot, bo co innego jest separacja, a co innego powtórny związek.

  8. Lady M: Odpowiem we wpisie.

  9. Telima pisze:

    Moim zdaniem nie można tylko wyrazić swojego stanowiska co do powtórnego związku. Nie wypada katolikowi tylko jednostronnie działać (grzesznych upominać), a zapominać o innych obowiązkach (strapionych pocieszać, nieumiejętnych pouczać). Jeśli najpierw nie powiedziało się, że nam przykro z powodu rozwodu, jeśli się nie modliło o ocalenie małżeństwa lub nie podało się namiarów na osoby mogące pomóc, to wypada milczeć. Łatwo się oburzać, trudniej pomóc. Po drugie, jak już się wtrącać i napominać, to brata brata, a nie bratowa. Po trzecie, są jeszcze inne grzechy niż przeciw szóstemu przykazaniu. Osobę z rodziny, która np. oszukuje w pracy wpuścimy chyba do domu? A kogoś, kto kłamie? Zdradza współmałżonka? To nie jest takie oczywiste – dodam, że jestem katoliczką, która uznaje nierozerwalność sakramentalnego ważnie zawartego małżeństwa.

  10. Urmila pisze:

    Do Lady M:
    1. Muszę przyznać rację – nigdy nie miałam tzw. „lekkiego pióra”, chodź nie ukrywam bardzo bym chciała.
    2. Stanowisko wobec szwagra muszę zająć, to mój obowiązek wobec mojej najbiższej i dalszej rodziny oraz całej społeczności w której przyszło mi żyć. Ja również odpowiem przed Bogiem za to, gdybym nie dała świadectwa wiary i tym samym dopomogła części rodziny znaleźć się w piekle.
    3. Związek małżeński jest sakramentem. Proszę zauważyć, że sakramentem nie jest rodzicielstwo czy więzy krwi między rodzeństwem, zatem małżeński związek sakramentalny jest ustanowiony ponad wszystkie relację między ludzmi – jest najważniejszy. Relacja małżeńska czyni w oczach Boga kobietę i mężczyznę jednym ciałem ! Czyli to co obciąża męża obciąża i mnie i na odwrót. Mój mąż na szczęście ma dobrze poukładne priorytety w życiu.
    4. Gdyby partnerka szwagra prawdziwie „kochała”, zostawiłaby go w spokoju.
    5. Gdyby mnie zdradzono zostałabym sama – to prostę, chodź po ludzku byłoby mi z pewnością bardzo trudno.

    Do Pana Pawła. Znam osoby, które do siebie wróciły po mimo zdrady i małżeństwo trwa, ma się dobrze i nawet jest w rozkwicie.

    Do Pani Telimy. Skąd pomysł, że za to małeństwo się nie modliłam lub nie próbowałam pomóc? Cudzołożne związki pomiędzy ludźmi są trudne do odkręcenia i nie przez przypadek jest to 6 przykazanie, bo rozbicie związku małeńskiego sprawadza się do „zabijania” duszy, oddalenia od Boga jednej i drugiej strony, jak prawowitej żony, dzieci ze związku małżeńskiego, rodziny, całej społeczności. To jest jak rak, który powoli zrzera i zabija wszystko co ma najwyższą wartość w życiu, co jest piękne i uświęcone.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s