Kłótnia w sklepie

Ten problem zasygnalizował Pan „bpaweł”: Mam pytanie dotyczące dość nietypowej sytuacji w sklepie odzieżowym, której byłem świadkiem. Wszystko działo się przy kasie w tym sklepie. Pewna pani znalazła sweter, na którym widniała pewna, dość niska cena. Sprzedawczyni oznajmiła, że na metce jest błąd i cena powinna być wyższa, za co przeprosiła i wyjaśniła, że jest to wynik błędu. Doszło do kłótni, w której klienta w bardzo stanowczy sposób zażądała sprzedaży produktu w cenie z metki. Zagroziła swoim mężem-prawnikiem, powiedziała, że zna swoje prawa. Nie chciała ustąpić. Wszystko trwało z 10 minut – łącznie z telefonem do kierownika sklepu. W końcu kierowniczka sklepu ustąpiła. Czy klientka zachowała się właściwie? Zgodnie z prawem sklep powinien był sprzedać sweter w cenie widocznej na metce, ale całe to wykłócanie się i awantura wyglądała bardzo niegodnie. Jak powinien zachować się klient z klasą? Ustąpić? Kłócić się?

Jeśli sprzedawczyni mówi, że to błąd należy to przyjąć do wiadomości i albo dokonać zakupu po wyższej cenie albo zrezygnować z zakupu.

Możemy, grzecznie i krótko, upominać się o swoje, gdy jest już po np. zakupie. Wszelka „pyskówka” i straszenie adwokatem to poziom Bazaru Różyckiego (stary bazar na Pradze w Warszawie).

Klientka z klasa wysłuchuje co sprzedawczyni ma jej do powiedzenia, przyjmuje to do wiadomości i podejmuje decyzję kupić albo decyzję nie kopić.
Ta kobieta jako dziecko przyzwyczai się do myśli, że kupi to za tę cenę i, jak dziecko, nie potrafiła już zaakceptować zmienionej sytuacji i jak dziecko robiła awanturę. Poziom przedszkola i zachowanie typowe dla nowobogackiej (straszenie mężem).

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kultura osobista, Zachowania niewłaściwe. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „Kłótnia w sklepie

  1. Arcik pisze:

    Panie doktorze, to z tego wynika, że człowiek SV jest osobą, która ma się dać naciągać, godzić na karygodne pomyłki kogoś innego? W moim odczuciu takie ustąpienie, że tak brzydko się wyrażę to frajerstwo. Dlaczego ja mam się godzić na pomyłki sklepu, usługodawcy, itp. zwłaszcza jak prawo jest po mojej stronie, to oni powinni zapłacić za swoje błędy. Oczywiście się zgadzam, że przytoczony zachowanie jest dziecinadą, ale uważam, że w jakiś profesjonalny sposób powinno się dochodzić swoich praw i być w tym stanowczym, nawet jeśli ma to prowadzić to niesympatycznej sytuacji. Pytanie właśnie jak to zrobić.

  2. Elżbieta pisze:

    Sprzedawca ma obowiązek sprzedać towar w cenie wskazanej na metce, niezależnie od tego, co o tym myśli. Takie jest prawo. Błędna cena może pojawić się przypadkowo, a może być podana świadomie (ludzie idealni nie są, a niektórzy świadomie mogą np. zmieniać ceny, żeby zainteresować klienta towarem, a potem próbować sprzedać naiwnym w wyższej cenie). Dlatego ta pani miała prawo zażądać sprzedaży towaru w cenie widocznej na metce. Takie jest prawo.

    Jej zachowanie – to jest inna sprawa. W każdym razie nie warto było się awanturować, tylko spokojnie i stanowczo wyegzekwować prawo. Czy klasa średnia ma obowiązek w takiej sytuacji odpuścić? Nie jestem pewna.

  3. bpawel pisze:

    Bardzo Panu dziękuję za komentarz w tej sprawie. Niestety wiele osób nauczyło się, że chamstwem dopną swego. To też wina sprzedawców – grzeczny klient zazwyczaj odsyłany jest z kwitkiem, zaś agresywnemu lepiej ustąpić, żeby nie było awantury.

  4. Tomasz pisze:

    Abstrachując od formy, która niewątpliwie była niewłaściwa, to co niestosownego jest w egzekwowaniu prawa? Odsyłam do art. 543, 66 i 70 kc. Czy raczej nie ma tutaj miejsca brak klasy i profesjonalizmu ze strony sklepu?

  5. LadyM. pisze:

    Zdecydowanie winna tej kłótni jest ekspedientka. Bowiem prawo stanowi, że sprzedawca ma obowiązek sprzedać towar po cenie jaka figuruje na metce. I klienta to absolutnie nie obchodzi, czy cena na metce jest wynikiem pomyłki.
    Ekspedientka nie powinna była się słowem odezwać, skasować cenę z metki, a potem ew. poinformować kierownika. Hasła , którym hołdowali wielcy kupcy, a które doprowadziły ich do wielkich fortun „Klient-nasz pan” i „Klient ma zawsze rację” oraz to, że sklep jest dla klienta, a nie klient dla sklepu ostatnimi czasy naszego dziwnego kapitalizmu uległy zapomnieniu.
    Niestety, nagminnie się zdarza, że inne ceny są uwidoczniane na metkach, a co innego okazuje się w kasie. W związku z tym stanowisko zajmowali prawnicy a także zrzeszenia konsumentów i UOKiK. Prawo przewiduje nawet wykorzystanie drogi sądowej. Nie można nad taką praktyką przechodzić do porządku dziennego, zatem ani odstąpienie od zakupu, ani zgoda na wyższą cenę nie jest dobrym rozwiązaniem. Dochodzenie swoich praw to nie jest żadne pieniactwo. Nie możemy się godzić na to by ktokolwiek, w jakikolwiek sposób ograniczał nasze prawa zapisane ustawami, bo to prowadzi do złego…

  6. jdas pisze:

    Robienie „pyskówki” jest jak najbardziej nie na miejscu, ale pracownica sklepu również zachowała się wysoce nieprofesjonalnie. Sklep z klasą poznajemy również po tym, że wszelkie pomyłki bierze na siebie. Tak że zawsze towar powinien być sprzedany za cenę widoczną na metce nawet jeżeli cena ta pojawiła się tam omyłkowo. Pamiętam jeszcze za PRL-u opowieść osoby z zagranicy, która mówiła że sklep, który omyłkowo wydrukował błędną (mocno zaniżoną) cenę dość kosztownego produktu w folderze reklamowym, był zobowiązany do sprzedawania tego produktu po tej cenie przez cały okres obowiązywania oferty (około pół roku). Zrobiło to na mnie wtedy duże wrażenie, zwłaszcza gdy „normalne” było u nas kupowanie spod lady, po znajomościach i za łapówki, a sprzedawcy robili łaskę, że raczyli obsłużyć klienta.

  7. Realista pisze:

    Nie zgadzam się. Za dużo tu machania ręką na takie zachowania a sklepy to wykorzystują. Wykorzystują bo takie promocje mają przyciągnąć klientów szeroko reklamowane często namolnie wszelki kanałami komunikacyjnymi a potem okazuje się że im się pozmieniało, nie wyszło. To zwykłe oszustwo i powinniśmy egzekwować swoje prawa i nie ma to nic wspólnego z savoir vivre. Niestety polski handel nie jest jeszcze tak cywilizowany jakbyśmy chcieli i dotyczy to wszystkich tych dużych i małych tzw „polskie sklepiki”. Ci drudzy często próbują sprytnie podsunąć przeterminowane produkty nie mówiąc o absurdalnie zawyżonych cenach

  8. Alfa i Omega pisze:

    Szanowny Panie Doktorze,
    czy jest Pan pewny tego co Pan napisał? W świetle obowiązującego w Polsce prawa, klientka miała absolutną rację, obowiązuje ją cena z metki (zakładam, że klientka jest uczciwa i nie podmieniła metki), a Pani Sprzedawczyni nie ma tutaj prawa do dyskusji. Koszt ewentualnej pomyłki jest kosztem sklepu lub sprzedawców (zależy od tego jak to jest ustalone wewnętrznie).
    Moim zdaniem (a także w świetle prawa i dobrych obyczajów) to ona (Pani Sprzedawczyni) zachowała się niestosownie, ponieważ:
    1) zakwestionowała cenę z metki, pomimo obowiązującego prawa, że dla klienta jest to cena wiążąca
    2) nie postąpiła zgodnie z zasadą „nasz klient nasz Pan”
    3) to ona odpowiada za ewentualne błędy i przerzucanie ich kosztów na klienta jest niedopuszczalne
    4) podjęła dyskusję z klientem.
    Prowadzi Pan Doktor, kursy dla obsługi hotelowej (wnioskuję to z Pana wpisów), czy uczy Pan na nich, aby dyskutować z gościem wtedy kiedy jest on „na prawie”, a obsługa coś zawaliła… chyba nie, a właśnie taka sytuacja zaistniała w sklepie (to obsługa sklepu przykleja metki!).
    Inna analogia: przychodzi Pan do restauracji (też często opisywana przez Pana sytuacja), zamawia posiłek wg cen z karty, przychodzi do płacenia rachunku i jest on dwukrotnie wyższy niż wynikałoby to z cen z karty. Pyta Pan o ten fakt kelnera, a on na to – W karcie był błąd w cenach, a na rachunku ceny są prawidłowe.
    Czy bez szemrania zapłaciłby Pan rachunek? Czy raczej grzecznie poprosi Pan o rozmowę z szefem sali (kierownikiem) w celu wyjaśnienia sytuacji.
    W reasumpcji, prawo obowiązuje każdego i jego przestrzeganie nie jest sprzeczne z zasadami savoir vivre. Aczkolwiek należy to robić z klasą i możliwie grzecznie.
    Z poważaniem
    Alfa i Omega

  9. Tu nie chodzi o prawo tylko o savoir vivre i sposób zachowania.

    Sytuacja w restauracji jest zupełnie inna, bo jest po a nie przed.

  10. bpawel pisze:

    Panie Doktorze, dlaczego nie publikuje Pan niektórych moich komentarzy? Czy jest z nimi coś nie tak?

  11. Nie szanowny Panie,

    Mam nieprzeczytanym w tej chwili 318 komentarzy. Uwijam się jak mogę, a le to trochę potrwa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s