Pies, który lubi czereśnie

Kupowałem dziś truskawki w ulicznym stoisku. Podeszła do niego kobieta z małym buldogiem. Rzucił się on naglę na skrzynkę z czereśniami i wyłuskał sobie z niej jedna. Cofnął się i zaczął ją przeżuwać, a na jego pysku pojawiły się oznaki rozkoszy. „Wie co dobre” – pomyślałem. Po chwili wypluł pestkę z głośnym cmoknięciem na znaczną odległość. „Ale dobrze wychowany to on nie jest” – pomyślałem. Buldog spojrzał wyczekująco na sprzedawcę. „Bezczelny” – m pomyślałem. Sprzedawca dał buldogowi drugą czereśnie. Gdy opuszczałem już stoisko buldog był po konsumpcji jakiejś 6-7 czereśni.
Ten pies skierował moją uwagę na czereśnie.
Chyba już o nich pisałem, ale warto i jeszcze raz.

Czereśnie uchodzą za najbardziej wytworne owoce i serwuje się je w trakcie najbardziej wystawnych przyjęć.

Dlaczego?

Są dwa tego powody.

Po pierwsze, pojawiły się one jako absolutna nowość na najsłynniejszym w dziejach przyjęciu – uczcie Lukullusa, które miało miejsce kilkadziesiąt lat przed narodzeniem Chrystusa. Lukullus sprowadził je z najdalszej części Turcji. Czereśnie kojarzą się zatem z Lukullusem.

Po drugie, wiele owoców jest dostępnych przez całe rok. Czereśnie dostępne są przez jakiś miesiąc. Na wykwintnych przyjęciach serwuje się je zaś jesienią, zimą lub wczesną wiosną.

Czereśnie jemy chwytając je za ogonek i wkładając do ust. Podręczniki savoir vivre nie są zgodne co do procedury pozbywania się pestek.

Zgodne są co do ogólnej zasady: należy się ich pozbyć w sposób jak najbardziej dyskretny i tak, by nie powodować reakcji negatywnych innych biesiadników.

W niektórych podręcznikach znakuje się wypluwać je na łyżeczkę.

Inne radzą by zacisnąć rękę w pięść i otworek znajdujący się pomiędzy kciukiem a palcem wskazującym potraktować jako naczynko na pestki. Ten sposób wydaje się być najbardziej dyskretny.
Na koniec jedna ciekawostka: „Słynny wódz rzymski Lukullus – ten sam, który do Europy sprowadził czereśnie – świętował tak intensywnie, że dziś jeszcze hasło „lukullusowa uczta” znane jest w najdalszych zakątkach globu. Aby dogodzić swym zachciankom, ten niezrównany smakosz uciekał się do przedsięwzięć zgoła inżynieryjnych. Kiedy rozsmakował się w morskich rybach, nie tylko wybudował przed swoim domem basen, ale kazał jeszcze wykopać kanał doprowadzający doń wodę wprost z morza. Rzecz o tyle niezwykła, że pomiędzy wybrzeżem a posiadłościami Lukullusa były góry” (za: \ http://magazyn-kuchnia.pl/magazyn-kuchnia/1,139801,13763062,Szalone_uczty_antycznego_Rzymu.html )

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia savoir vivre, Stół. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Pies, który lubi czereśnie

  1. Chris pisze:

    Czy wiśnie są na tym samym poziomie wykwintności co czereśnie? W Polsce rozróżniamy te dwa rodzaje owoców, ale w innych krajach już niekoniecznie.

  2. taka sobie zuzia pisze:

    „Rzucił się on naglę na skrzynkę z czereśniami i wyłuskał sobie z niej jedna. /…/. „Wie co dobre” – pomyślałem.” – a ja bym pomyślała, że już nigdy na tym stoisku czereśni nie kupię !!! jak w ogóle zachowała się właścicielka tego psiaka? czy sprzedawca wrzucił skrzynkę czereśni w straty czy np sprzedał je takie obślinione jakiemuś dziecku, co to bez mycia i płukania je zjadło zanim do domu wróciło? fuj !

  3. To jest pytanie do sprzedawcy.

  4. Panu Chrisowi: wiśnie już nie (chodzi o to kulturowe odniesienie do Lukullusa).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s