Goście gospodarzy nie są gośćmi domowników – raz jeszcze

Problem ten poruszyła Pani podpisująca się jako „taka sobie Zuzia”: To ja powiem szczerze, że inaczej byłam uczona. Nie zależnie od tego, czy gość przychodził do 5letniej siostry czy 70letniej babci, zawsze wypadało się przywitać i pożegnać; wymienić kilka grzecznościowych zdań. W ten sposób gość jest niejako uprzedzony o liczbie i stanie domowników; wie, że ktoś może za czymś wejść do pokoju i przeszkodzić, wie, że ma do kogo zwrócić się o pomoc, wie, że ktoś może usłyszeć rozmowę, jej urywki. Zupełnie inaczej rozmawia się w cztery oczy, a zupełnie inaczej wiedząc, że ktoś jest za ścianą. Nie ma nic bardziej poniżającego dla gościa, który jest pewny, że swobodnie porusza pewne tematy i nagle się orientuje, że każde jego słowo było odbierane przez osobę niepożądaną. Nie ma czegoś takiego, jak ukrywanie się przez gościem domownika, bo to czysty afront – nie jesteś tu mile widziany, nie mam ochoty oglądać cię w moim domu. Goście domowników są dla nich tak samo ważni, jak moi goście są ważni dla mnie. Wszyscy mają się dobrze czuć w domu gospodarza i z przyjemnością, a nie zażenowaniem, do niego wracać.

Pani „Taka sobie Zuzia” pisze o małym domu, w którym jest mało domowników i mało gości. W takim domu można realizować takie zasady.

Savoir vivre stanowi, przypomnijmy, inaczej. Są tu dwie zasady.

Goście innej osoby mieszkającej w tym samym domu nie są moimi gośćmi.

Efekt tego odczuwa się w precedencji.
I tak np. ktoś mieszka z zoną w domu swoich rodziców. Jego gość, np. młody mężczyzna jest jako gość osobą najważniejszą. Dlatego swoja żonę przedstawia mu (bo on jest ważniejszy). Gdyby ten sam człowiek był gościem brata, który również mieszka w tym domu, to w takim wypadku przedstawiałby go swojej żonie (bo ona jest ważniejsza).

Sam znam rodzinę, która mieszka w dużym domu. Na dole mieszkają rodzice, na pierwszym piętrze syn z żoną i dwojgiem dzieci, na drugim piętrze córka z mężem i trójką dzieci. Gości tam co nie miara. Gdy są to goście rodziców dzieci nawet o tym nie wiedzą. Gdy są to goście córki idą na górę i rodzice nawet nie wiedzą, że córka ma gości. Jeśli to są wspólni znajomi spotkanie jest u rodziców (a potem ewentualnie np. u syna).

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Precedencja, Przyjmowanie gości. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Goście gospodarzy nie są gośćmi domowników – raz jeszcze

  1. LadyM. pisze:

    W opisanym przez Pana przypadku – zgoda. Bo tam każda rodzina mieszka niejako osobno – wspólną maja być może tylko klatkę schodowa, albo i niekoniecznie.
    Natomiast w przypadku mieszkania w bloku lub w małym, jednopoziomowym domu ze wspólnym wejściem dla wszystkich,wspólna kuchnią (zwłaszcza otwartą) uważam tak jak Pani Zuza.

  2. Róża pisze:

    Mam pytanie odnośnie marynarki dla mężczyzny. Jaka marynarka będzie odpowiednia na mniej formalne wyjście np wyjście do kościoła, urodziny, niedzielny spacer? Chodzi mi o coś co pasowałoby również do dżinsów. Jak skrojona powinna być taka marynarka? Ile guzików? Jaki kolor powinna mieć aby pasowała mniej więcej do różnych pór roku? Czy granatowa czy bardziej beżowa? Pozdrawiam i z góry dziękuję za informacje.

  3. Róża pisze:

    Dodam, że chodzi o marynarkę najlepiej niewzorzystą.

  4. LinguaLatinaSuperbaEst pisze:

    >Sam znam rodzinę, która mieszka w dużym domu. Na dole mieszkają rodzice, na pierwszym piętrze syn z żoną i dwojgiem dzieci, na drugim piętrze córka z mężem i trójką dzieci. Gości tam co nie miara. Gdy są to goście rodziców dzieci nawet o tym nie wiedzą. Gdy są to goście córki idą na górę i rodzice nawet nie wiedzą, że córka ma gości. Jeśli to są wspólni znajomi spotkanie jest u rodziców (a potem ewentualnie np. u syna).

    Mieszkaja w duzym domu, czy w duzym domu podzielonym na 3 mieszkania?

  5. Ten dom nie ma podziału na mieszkania.

  6. taka sobie zuzia pisze:

    Szanowny Panie Doktorze,
    dziękując za wyróżnienie chcę zwrócić uwagę, że chyba doszło do nieporozumienia.
    Jeszcze raz uważnie przeczytałam swoją wypowiedź. Nigdzie nie twierdzę, że goście gospodarzy są gośćmi domowników. Mało tego, wyraźnie ich rozgraniczam. Piszę, że wypadało się pokazać, przywitać, pożegnać, zamienić kilka grzecznościowych słów. Wypadało, a nie że był to obowiązek, za przeproszeniem, spędem przy drzwiach na każdy sygnał dzwonka. Ponadto mały dom, mało domowników, mało gości, są pojęciami względnymi. Dom moich dziadków, a potem ich dzieci, w którym się wychowywałam, był zawsze tzw domem otwartym. I nie oszukujmy się – kiedy to my jesteśmy gośćmi, cieszy nas, gdy jesteśmy podejmowani z życzliwością, że ktoś dostrzega naszą obecność.
    Bardzo źle się czułam w niektórych domach moich nastoletnich koleżanek, kiedy ich rodzice nawet nie pofatygowali się odpowiedzieć dzień dobry na moje wejście, zamykali drzwi do pomieszczeń w których się aktualnie znajdowali, wyglądali za korytarz czy mogą spokojnie przejść, nie zajrzeli do pokoju córki, kogoż to ona im do domu przyprowadziła. Naprawdę, nie jest to miłe.
    Z poważaniem
    taka sobie zuzia

  7. W zasadzie zgadzam się z Panią Zuzią. Z jednym zastrzeżeniem: nie należy odbierać braku reakcji na naszą wizytę gospodarzy (gdy odwiedzamy ich dzieci) negatywnie. Przywitanie się przez nich z nami należy traktować jako coś wyjątkowego (co zresztą nie powinno się za często zdarzać). To są w istocie daw domy. Takie wkraczanie jednego życie drugiego może też być krępujące dla gości dzieci.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s