O czereśniach, kawiorze i snobiźmie

To zagadnienie poruszył Pan bpaweł: Chciałbym jeszcze nawiązać do wpisu o czereśniach, po przeczytaniu którego zadzwonił do mnie mój brat (jakiś czas temu namówiłem go do czytania Pańskiego bloga). Był zaniepokojony, że wymienił Pan różne zalety czereśni (głównie ich „prestiż”, wytworność, unikalność), ale zupełnie nie odniósł się Pan do tego, jak one smakują, a przecież po to one są – żeby smakowały! Mój brat odniósł wrażenie, że świat s-v to świat snobizmu. Zapytał nawet, czy jeśli kawior z bieługi stanie się pospolity, to przestanie Pan go jeść (kawior przestanie być wytwory i unikalny).
Podjąłem próbę polemiki, ale mam wrażenie, że nie udało mi się tego właściwie wyjaśnić.
Chciałbym poprosić o odniesienie się do tej kwestii. Myślę, że chodzi tutaj o kwestie zasadnicze.

Brat Pana bpawła wyraźnie czegoś chyba nie rozumie. Tekst, w którym była mowa o czereśniach był tekstem o uroczystych przyjęciach.

Nie pisałem o smaku czereśni, bo zakładem, ze każdy go zna i każdy zdaje sobie sprawę z tego, ze na przyjęciu wszystko musi być szlachetne – najwyższej jakość, a zatem też najszlachetniejsze i bardzo dojrzałe czereśnie.

Takie przyjęcie wydajemy na czyjąś część lub z okazji jakiegoś ważnego wydarzenia. Chcemy nim podkreślić wyjątkowość chwili i szczególny szacunek dla gościa honorowego.

Na takich przyjęciach, ale i na wszystkich przyjęciach, podajemy coś wyjątkowego, rzadkiego, coś czego nie jemy każdego dnia.

Czereśnię same w sobie nie są jakimś wyjątkowym owocem. Zależy zresztą co kto lubi – kwestia gustu. Należy jednak przyznać, że tak jak np. maliny, truskawki, poziomki itp. należą do owoców szlachetnych, szczególnie gdy chodzi o najszlachetniejsze i dojrzałe ich odmiany. Czereśnie w sezonie mogą być owocem, którego mamy już dość. W zimie jednak możemy tęsknić za czereśniami. Poza sezonem stają się czymś rzadkim, unikatowym, czymś co trudno zdobyć, a jeśli je zdobędziemy to dużym nakładem sił i kosztów. I to właśnie podkreśla uroczystość chwili, fakt jak bardzo zależy nam na danej osobie, jak bardzo ją szanujemy i chcemy jej sprawić przyjemność i radość, jak ważnym wydarzeniem jest to przyjęcie.

Podanie czereśni na przyjęciu poza sezonem na nie to również fakt kulturowy, silny sygnał w ramach tzw. komunikacji społecznej, bo odwołanie się do tego faktu jakim było jedno z najsłynniejszych przyjęć Lukullusa.

Nie można porównywać czereśni z kawiorem z bieługi. Czereśnie to taki rozrywkowy przebój kulinarny w stylu piosenki Maryli Rodowicz, kawior z bieługi to obiektywnie Bach, Mozart, Chopin w dziedzinie kulinarnej, coś co jest na czele światowej, biorącej pod uwagę obiektywne kryteria, listy najwspanialszych rzeczy do jedzenia.

Kawior można jeść co dzień bez znudzenia. Oczywiście ktoś może nie lubić kawioru. To kwestia jego gustu. Ja bym jednak takiego człowieka żałował, że nie może mieć tej wielkiej radości jaka towarzyszy spożywaniu kawioru.

Oczywiste też spożywam kawior bardzo rzadko (z przyczyn finansowych), ale ciułałem grosz do grosza do mojej skarbonki na kawior (nie odczuwając tego finansowo) i na wakacje do Nałęczowa (2 miesiące) zabieram pół kilograma kawioru z kiety (tylko 240 zł; niestety z bieługi to by wyniosłoby jakieś 12 000 zł i na to zdecydować się nie mogę).

Wychodzę tu z tego samego założenia jak pewna Rosjanka, którą zapytałem: „Jak często jada Pani kawior z bieługi?” Powiedziała ona: „Odrobinę i raz na 10 lat”. Zapytałem „Dlaczego?” Odpowiedziała: „Bo gdybym jadła częściej to bym się rozsmakowała i uzależniła. Kupowałabym ten kawior, a to by mnie zrujnowało. Gdybym nie kupowała ciągle bym za nim tęskniła i byłabym w związku z tym smutna”.
Termin snob, przypomnijmy, powstał n skutek wpisywania dawno temu do indeksów angielskich renomowanych uczelni słów przy nazwisku sine nobilitate (bez szlachectwa – bez szlachetności), w skrócie s.nob. Pojęcie powstało z takiego zjawiska, że ci ludzie na tych uczelniach starali się nabyć szlachetność, naśladowali zatem szlachciców. I to jest bardzo dobre, godne pochwały zjawisko: wzrastać.
Oczywiście byli też tacy, którzy albo robili to bardzo nieudolnie albo wcale nie chcieli być szlachetni, a tylko chcieli za takich uchodzić i naśladowali tylko ubiór, gesty, sposoby zachowania, co w konsekwencji dawało raczej efekt negatywny.

Jeśli brat Pana bpawła sprowadzi w styczniu czereśnie na przyjęcie na cześć Pana bPawła, bo tylko chce zaimponować swojemu szefowi, który będzie na nim obecny będzie snobem w tym negatywnym znaczeniu.

Jesli jednak sprowadzi je po to, by okazać Panu bpawłowi szczególny szacunek i pokazać wszystkim jak bardzo kocha i ceni brata będzie snobem w tym dobrym znaczeniu – zachowa się jak człowiek szlachetny.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Filozofia savoir vivre, Przyjęcia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „O czereśniach, kawiorze i snobiźmie

  1. bpawel pisze:

    Panie Doktorze! Bardzo dziękuję za tak rzeczową reakcję. Już zatelefonowałem do brata i powiadomiłem go o Pana odpowiedzi!

  2. Chris pisze:

    Owoce szlachetne… To sugeruje, że są owoce nieszlachetne. Jak je rozróżniać? Na podstawie rzadkości występowania (owoce sezonowe kontra całoroczne)? Może jakoś inaczej?

  3. Oczarowana pisze:

    Rozczuliła mnie skarbonka na kawior 🙂 Pozdrowienia od wiernej czytelniczki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s