Zaproszenie na ślub osoby, której nie chcieliśmy zaprosić

Ten problem poruszyła Pani Julia: Bierzemy z moim narzeczonym ślub i w ostatnich dniach zajmowaliśmy się wręczaniem zaproszeń. Zdecydowaliśmy się zaprosić brata babci (wraz z małżonką), natomiast ich córki – z którą nie utrzymujemy kontaktu – już nie. Jednakże podczas wizyty u zapraszanego małżeństwa doszło do krępującej sytuacji: gospodarze, kiedy tylko się pojawiliśmy, natychmiast poinformowali telefonicznie swoją córkę, że może się nas wkrótce spodziewać, ponieważ założyli z góry, że ją zapraszamy. Jak powinniśmy (zgodnie z zasadami savoir-vivre’u) zachować się w tej sytuacji?

W takim wypadku trzeba niestety zagryź zęby i zaprosić również córkę. Jęli tego nie zrobimy zrobi się, najprawdopodobniej nie tylko niemiła sytuacja, ale będą również dalsze konsekwencje: kwasy, obrazy, poczucie krzywdy itd.

Reklamy
Opublikowano Ślub i wesele | 2 Komentarze

Obsługa zagranicznej delegacji

Te problemy poruszył Pan Jan: Mam dwa pytania związane z obsługą zagranicznej delegacji:
1) Czy przy powitaniu kilkuosobowej delegacji jako osoba witająca powinienem uścisnąć dłoń jedynie głowie delegacji czy również osobom mu towarzyszącym. Pragnę nadmienić ze powitanie odbywa się na zewnątrz tuż po przyjeździe wspomnianej delegacji. Potem razem wchodzimy do budynku.
Co w sytuacji gdy taka delegacja składa się z 2-3 gości honorowych a pozostałe 2 osoby to osoby towarzyszące?
2) Po której stronie powinienem prowadzić gościa honorowego (np. ministra), biorąc pod uwagę, że prawą ręką wskazuję mu drogę, którą ma iść, a idziemy równolegle obok siebie?

Taką delegację witamy albo na lotnisku czy dworcu kolejowym albo w gabinecie szefa naszej instytucji. W tym ostatnim wypadku czeka przed budynkiem jedna osoba, którą się z delegacja nie wita tylko prowadzi ją do gabinetu szefa. Tam następuje powitanie z szefem i jeśli szef chce, by delegację powitali inni reprezentanci instytucji prowadzi ja do np. sali konferencyjnej, gdzie oni czekają i gdzie następuje powitanie.

Gościa honorowego prowadzimy po naszej prawej stronie wyprzedzając go za każdym razem, gdy należy otworzyć drzwi lub skręcić. Jeśli droga jest skomplikowana prowadzimy gościa wyprzedzając go gdzieś o metr.

Opublikowano Etykieta biznesu (nstytucji), Protokół dypolomatyczny | Dodaj komentarz

Chłopak odwiedza dziewczynę – o honorze i czci niewieściej

Leżę zmożony zapaleniem płuc i przynajmniej jeszcze kilka dni bym się nie odezwał, ale zadzwoniła jedna Pani i złożyłem jej obietnicę, że wypowiem się na wskazany przez nią temat.
Pani ta ma wnuka, a wnuk dziewczynę, którą traktuje, jak to się mówi, poważnie. Dziewczyna mieszka w pokoju z trzema koleżankami. Chłopak odwiedzą ją, gdy nie ma koleżanek. Dziewczyna odwiedza go, gdy jest sam w domu.
Pani ta zwraca mu wciąż uwagę na to, ze to niestosowne. On tego nie rozumie.

Są tu dwie kwestie.

Jedna formalna.

Savoir vivre, etykieta, obyczaj zabraniały zawsze powodowania takich sytuacji, w których młody mężczyzna i młoda kobieta pozostawaliby ze sobą sam na sam.
Jedynym wyjątkiem, w świecie ziemiańskim, były przyjęcia typu grzybobranie, przed którymi młodych dzielono na pary i wysyłano ich na grzyby (przyjęcie odbywało się na leśnej polanie). W świecie włościańskim jedynym wyjątkiem były sianokosy (stąd przeświadczenie, że to bocian przynosi dzieci – pojawiał się on 9 miesięcy po sianokosach).

Nikt, nigdy tego zakazu nie usunął z savoir vivre czy etykiety. Trudno go jednak znaleźć we współczesnych podręcznikach, również w moich. Może dlatego, że autorzy tych podręczników wiedzą, że w społecznej świadomości jest on martwy.

Druga kwestia jest merytoryczna.

Dlaczego był taki zakaz. Miał on przynajmniej kilka racjonalnych przesłanek.
Skupie swoja uwagę, i to skrótowo, tylko na jednej z nich (powód: zapalenie płuc).

W świecie szlachty (dzisiaj powiedzielibyśmy klasy średniej) obowiązywały dwie podstawowe wartości: honor i cześć kobieca.
Jednym z czynów niehonorowych było narażenie czci kobiecej

Cześć kobieca to nie była tylko kwestia „dobrego prowadzenia się”. Część kobieca miała w sobie podobne składniki jak honor. Kwestia „dobrego prowadzenia się” była ważna, bo to miało olbrzymi wpływ (i tak awangardę nadal ma) na szacunek jaki należał się kobiecie. Szacunek ten traciła kobieta „swobodnych obyczajów”.

Kobieta-dama, kobieta, która posiada cześć to kobieta, której nikt nie może zarzucać, że jest łatwa. W związku z tym unika ona sytuacji „sam na sam”, a mężczyzna, który ją szanuje i kocha również takich sytuacji unika.

Dziś honor i część kobieca to wartości rzadko wyznawane, ale jednak obecne.

Zanikają, są ignorowane w wyniku powszechnej proletaryzacji.

Opublikowano Być damą, Filozofia savoir vivre, Savoir vivre na co dzień | 3 Komentarze

Nie mów do mnie Rybko

Ten problem zasygnalizowała Pani Trykotka: Jak należy grzecznie, lecz stanowczo powiedzieć komuś, że nie lubię cmokania w policzek na powitanie? I nie znoszę maniery mówienia do mnie per „kochanie, rybko, robaczku”. Jedna z koleżanek ma taką manierę.

No cóż. Trzeba by tu wiedzieć jaki charakter ma ta osoba. Jeśli bardzo łatwo się obraża musimy się zastanowić czy warto w ten sposób doprowadzić do zerwania kontaktu. Ważne jest również jak blisko Pani Trykotka jest z tą osobą. Przy oficjalnych stosunkach trudniej jest takie sprawy zasygnalizować.

Najlepiej sformułować to w postaci prośby, której towarzyszyć będzie wyrażona przynajmniej słowami serdeczność.

Wolno nam jednak oczywiście grzecznie i chłodno wyrazić nasz sprzeciw wobec takiego zachowania.

Opublikowano Komunikacja | Dodaj komentarz

Prawdziwy dżentelmen

Znowu byłem w długiej podróżny i znowu w pociągu przeczytałem amerykański kryminał, tym raz, z roku 1953. Jeden z jego bohaterów był tajnym agentem FBI, który wykonywał ważną misję w małym domku w górach. Przypadkowo zabłądziła tam sekretarka pisarki podejrzanej o udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Agent przypuszczał, że sekretarka nie trafiła tam przypadkiem i że jest to prowokacja. Sekretarka przemarznięta i zmoknięta oznajmiła, ze weźmie gorący prysznic. I tu zaczyna się historia, jak dla ludzi z XXI w., nie z tej ziemi.

Potem w obecności sędziego, szefa miejscowej prokuratury i szefa FBI odbyło się przesłuchanie. Tajny agent zeznał, że wyszedł z domku, by się zorientować czy sekretarka faktycznie się kąpie. Szukał też kogoś, kto mógł kryć się w lesie i zagrażać jego życiu. W tym momencie sekretarka się oburzyła i stwierdziła, że jak agent chciał sprawdzić czy się kapie to musiał podglądać ją nagą w kąpieli. To się stało dla niej kwestią fundamentalna i jej wagę uznali wszyscy obecni. Tajna operacja i życie agenta były zagrożone i miał on prawo podglądać sekretarkę przez okno. Jednak tego nie zrobił. Stracił sporo czasu, by dostać się do pomieszczenia z bojlerem i sprawdzał czy z niego ubywa wody. Był dżentelmenem i nawet w sytuacji zagrożenia życia nie zdecydowałby się podglądać kąpiącej się kobiety.

Opublikowano dżentelmen | 4 Komentarze

Damy i dżentelmeni: czy jesteśmy w stanie się odrodzić?

Ten problem wprowadziła Pani Małgorzata: Odnośnie zaś samych zasad i podręczników sprzed 100 lat to mam jeszcze taką refleksję (jeśli się mylę, proszę o sprostowanie):
Tytuł damy i gentlemana przysługiwał z racji urodzenia. Tak określano ludzi „z towarzystwa”. Obracasz się w tym kręgu, znaczy, że jesteś damą lub gentlemanem i obowiązuje cię niepisany kodeks honorowy. Koniec i kropka. Złamiesz zasady – odpadasz. W czasach rewolucji przemysłowej powstało jednakże sporo majątków, nagłych fortun nie wiadomo skąd, namnożyło się Moryców i Dyzmów. Pieniądze zaś mają swój magiczny czar i przyciągały tęskne spojrzenia zubożałych a szlachetnie urodzonych ojców. Bogate zamążpójście córki mogło znacznie poprawić los całej rodziny to i na nuworyszów zaczęto patrzeć jakby mniej pogardliwie, jednakże zostało owo nieuchwytne coś, skaza, plama, trąd – maniery. Tytuł można kupić, ale jak tu nauczyć jeszcze parweniusza a już kandydata na zięcia obycia w dość hermetycznym środowisku? Wziąć go do siebie na nauki? No, nie wypada. Z pomocą przyszły podręczniki dobrych manier w których co bardziej obrotne damy lub panowie opisywali co wypada a czego nie wypada robić „w towarzystwie” aby nie zostać z niego wykluczonym. Miarę siły tych zasad stanowiła ich elitarność, można je było poznać tylko od dziecka nasiąkając specyficzną atmosferą. Spisanie ich dla mas to było trochę jakby wysypać wieprzom perły, ale cóż skoro mogło chodzić o bardzo majętne wieprze. I nie mogło się obyć bez umorusania pereł. Wykradziono bogom ambrozję, ale samo picie ambrozji z człowieka boga nie zrobi. Potem przyszły obie okropne wojny, dobrodziejstwo komunizmu i razem zmiotły „towarzystwo” z powierzchni ziemi niemal doszczętnie,a przynajmniej polskie towarzystwo. Podręczniki jednakże przetrwały i chęć należenia do elity również. I tak mamy obecnie podręczniki trochę spisane na podstawie nie wiadomo czego i nie wiadomo dla kogo. I nie piszę tego pogardliwie, raczej z głębokim smutkiem. Pan Doktor nie raz posiłkuje się określeniem „etykiety biznesu”, bo „biznes” to jest właśnie takie nasze współczesne „towarzystwo”. Mamy zatem dziwaczną sytuację – elitę towarzyską muszą teraz niemal od podstaw tworzyć ci, których dawniej wciągano do niej na zasadzie przymrużenia oka, tylko z racji posiadanej przez nich fortuny i zawsze z poczuciem wyższości. A ci stojący niżej i tak patrzą na ich heroizm z lekką wzgardą, że niby słoma z butów zawsze wyjdzie, i że hehe i tak jesteś nasz Wacek, i zawsze nim będziesz panie prezes. Na każdym kroku odwołujemy się do tego, co było sto lat temu, bo do czego niby mamy się odnosić? Wyrwano nam sto lat kształtowania dobrych obyczajów, dziury ewolucyjnej niczym zapełnić się nie da, ale próbować warto. Usiłujemy zatem pić tę skwaśniałą ambrozję i się krzywimy, że jak to, że to tak miało smakować? Trudno jest znaleźć dobry przepis i uwarzyć własną, ale mimo, że własną, to prawdziwą ambrozję, zwłaszcza w dobie kryzysu autorytetów. Sytuacja jest wygodna – dawnych dam i gentlemanów brak, nikt nikogo nie słucha, każdy zatem warzy pod siebie, a że wychodzi z tego Cola?

W zasadzie zgadzam się z Panią Małgorzatą.

Zgadzam się ponieważ w zasadzie nie ma dziś warunków dla dam i dżentelmenów i prawie niemożliwe jest życie według pewnych standardów i zasad.

Moim zdaniem sytuacja jednak, w której żyjemy jest patologiczna i przejściowa. Jesteśmy pokoleniem (kilkoma, w istocie, pokoleniami), na których spoczywa historyczny obowiązek zachowania i przeniesienia w przyszłość pewnych wartości. Nam może się nie udać wiele rzeczy, ale jeśli zaszczepimy pewien etos, jakoś go zachowamy, zasiejemy pewne ziarna, w normalnych warunkach, które muszą się pojawić, wzrosną piękne rośliny i znowu świat będzie należał do dam i dżentelmenów.

Opublikowano Być damą, Filozofia savoir vivre | 2 Komentarze

Demokracja i służba

Ten problem wywołam Pan Chris zadając pytanie: Czy mógłby pan rozwinąć myśl, że demokracja oznacza drogą służbę?

Ustrój gospodarczy i relacje cenowe były zawsze (i są ) dostosowane do ustroju politycznego. Ustrój zwany demokracją pojawił się już dawno, ale długo po jego pojawieniu się traktowano go wyłącznie jako formę polityczną, a nie pewną ideologię. Stąd nie miał on wpływu na kształtowanie się klas społecznych i relacji cenowych. Rozwarstwienie społeczne było zatem nadal znaczne i różnice w dochodach były często olbrzymie. Jednym ze skutków tego był taki fakt społeczny: klasa średnia miała służbę (często był to rozbudowany system domowy – lokaj, kamerdyner, pokojówki, sprzątaczki, obsługa kuchni.
Pozwalało to klasie średniej na skupienie się na tym, do czego byli predysponowani i życie codzienne według najwyższych standardów. Pisałem już o tym, że gdyby Agata Christi nie miała służącej nie byłoby jej książek.

Demokracja w pewnym momencie stała się de facto wrogiem klasy średniej – zrównywała bowiem ludzi we wszystkich porządkach, mnożyła osobników z tzw. średnim czy wyższym wykształceniem, rodziła ambicje, które powodowały, że ktoś wolał być bezrobotnym niż być służącym.

Wielu ludziom demokracja wiele dała, wielu jednak też, przede wszystkim klasie średniej zabrała, unicestwiła też pradawną strukturę społeczeństwa niszcząc w znacznej klasę średnią, obniżając jej poziom życia a co zatem idzie niszcząc demokrację (bo zasadzała się ona na klasie średniej), przekształcając ją w praktyce w ustrój oligarchiczny posługujący się jednak nadal językiem demokracji i głoszący wartości tej ideologii.

Napisałem „wielu zyskało”. Mam tu pewne wątpliwości dotyczące tego jak wielu i czy w istocie.

Jeden przykład. Posada służącego była niezłą posadą. Można było bowiem zaoszczędzić (przez wiele lat) na niej (i to „jak w banku”) na własny dom czy firmę (np. kawiarnię czy restaurację). Dostawało się pensję a koszty życia były zerowe (jedzenie, ubranie, mieszkanie było dodatkowym bonusem). Stąd ci, którzy potrafili się zdyscyplinować odkładali przez wiele lat wszystkie pensje.

Dziś klasy średniej nie stać na pensje dla służby (tak się dochody wyrównały), a ludzie, którzy stanowiliby dobrych służących nie chcą nimi (z powodu „demokracji”) być.

Opublikowano Historia savoir vivre | 4 Komentarze