Kto kogo powinien przeprosić?

Pani Wanda napisała: Otrzymałam zaproszenie na wesele bratanka, na którym widnieją niepoprawnie napisane nazwiska moje i mojego syna. Ja zachowałam swoje panieńskie nazwisko, syn ma podwójne, a mąż swoje. Rodzina uogólniła nas do jednego nazwiska zapraszając X, Y, Z np. Kowalskich. Nie jest to pierwszy raz, kiedy moja najbliższa rodzina robi ten błąd, poprosiłam więc o korektę i prawidłowo napisane zaproszenie, ponieważ chciałam je zachować na pamiątkę. Pierwsza odpowiedź była odmowna, bratowa napisała, że nie dostanę, bo nie ma już zaproszeń. Poprosiłam zatem, żeby jednak się postarali i napisali mi jakiekolwiek zaproszenie na jakimkolwiek innym druku, bo mi na tym zależy. Odpowiedź przyszła następująca:
Wydaje nam się, że szukasz problemu. Wygląda nam na to, że masz za dużo wolnego czasu. My w odróżnieniu od ciebie jesteśmy bardzo zajęci…Komunia, organizacja wesela oraz wszystkie inne zajęcia służbowe i prywatne wyjazdy. Brat odpisał na Twojego sms-a, ale zapewne nie doszedł, mogę zacytować „że nie jesteś rozpoznawalną aktorką i że to jakaś masakra. Aż wstyd że tak to przyjęłaś, poprzestawiało ci się zupełnie. Zapraszamy rodzinę X i to chyba jasne”. Jeżeli nie jest to masz problem, zapewne innych nie masz. A urodziny X były rok temu i wybacz, ale nikt nie pamięta o tym co wtedy mówiłaś. Jeżeli czujecie się jak rodzina gorszego sortu to chyba na własne życzenie. Kontakt jest jaki jest, wiec szukanie odpowiedzialnych za tę sytuację jest nie na miejscu. Nie zamierzamy nic prostować i poświęcać więcej czasu na zaproszenia. Przykre jest to że z tak bliską rodziną bój toczy się o nazwiska.”
Czy miałam prawo prosić o korektę? Czy przesadziłam? Już kilka razy informowałam w różnej formie jakie mamy nazwiska, a oni to zwyczajnie ignorują. Nie chciałam konfliktu. Liczyłam na to, że jednak dostanę skorygowane zaproszenie, a już na pewno nie taką odpowiedź.
Dodam, że zaproszenie nie zostało wysłane pocztą, jest u moich rodziców do odebrania, nie fatygowałabym nikogo, gdyby to było drogą pocztową.
Pod wpływem lektury forum internetowego zdecydowałam się przeprosić bratową i brata za swoją prośbę dotyczącą zaproszenia, ale nie za ich nietakt.

Bratowa Pani Wandy popełniła, wysyłając zaproszenie z błędnymi nazwiskami błąd, który najlepiej nazwać niewybaczalnym (oczywiście wybaczyć trzeba), błąd, który jest znakiem lekceważenia rodziny Pani Wandy, braku szacunku, braku klasy wysyłających zaproszenia.

Gdyby Pani Wanda przypomniała tylko jakie nazwiska mają. poszczególni członkowie jej rodziny powinna natychmiast otrzymać telefon z gorącymi przeprosinami, wyjaśnieniem typu „To X pomylił, wybacz mu, mamy tyle zajęć” oraz zapewnieniem, że zaproszenia dostarczy sam bratanek z narzeczoną (tak powinien postąpić od razu jeżeli mieszka mniej niż 50 km od Pani Wandy).

List, który Pani Wanda otrzymała był niestosowny, obraźliwy, niegrzeczny. Dla mnie to jest zdumiewające i przerażające, że w takiej sytuacji ktoś mógł napisać taki list.

Pani Wanda nie miała za co przepraszać bratowej.

Ja jednak w tej sytuacji postąpiłbym wspaniałomyślnie (bo savoir vivre i klasa zawsze nakazują wspaniałomyślność) i zapomniał o całej sprawie, ale stosunki sprowadziłbym do chłodnych i dyplomatycznych.

Opublikowano Zachowania niewłaściwe, Zdziczenie obyczajów, Ślub i wesele | 6 komentarzy

Co zrobić z prezentami, które się nam nie podobają?

Pani podpisująca się jako Początkująca Dama napisała: Co w takim razie ma zrobić obdarowany z prezentem który nie trafia w jego gust (podarowanym w dobrej wierze przez bliska osobę)? Jedyne wyjście chyba to schować do szafy a na pytanie „dlaczego tego nie nosisz?” (okropnej różowej przykrótkiej spódniczki z poliestru) albo „dlaczego tego obrazu nie zawiesiłeś?” (jeleni na rykowisku ) wymyślić jakąś szlachetna blagę?

Jeszcze lepiej robić uniki typu: „Jak znajdę odpowiednią bluzkę, buty i torebkę do tej spódnicy to ją założę” lub „Wciąż się zastanawiam, gdzie go powiesić, by pasował do reszty”.

Opublikowano Prezenty | 6 komentarzy

Wakacyjna przygoda: złodziej i savoir vivre

Pojechaliśmy dziś na rowerach do Nałęczowa na kiermasz wyrobów regionalnych. Po drodze zrobiliśmy zakupy na niedzielę (dla nas i dla syna z zona – odwiedzili nas na krótko). Było tego sporo. Zakupy zapakowałem do bagażników, a część umieściłem w torbie, która zawisła na kierownicy. Torba była ciężka, bo znalazł się tam cukier, maka, wiele kefirów, masło, chleb itd.

Jako człowiek pełen wiary w człowieka postawiłem rowery pod płotem nawet ich nie przypinając i weszliśmy na kiermasz.

Gdy już wychodziliśmy z kiermaszu zobaczyłem, że jakiś osobnik (nazwijmy go dla uproszczenia „Dziadkiem”, bo tak na oko zbliżał się już do dziewięćdziesiątki) kręci się w sposób podejrzany przy rowerach. Gdy byliśmy jakieś 20 metrów od rowerów „Dziadek” zdjął torbę z kierownicy i zaczął uciekać kierując się w boczna uliczkę.

Z tego powodu, że „Dziadek” młody już nie był i wyraźnie , na dodatek lubił mocne trunki (a te bardzo obniżają kondycję) a torba była ciężka rozwinął prędkość gdzieś tak ok. 2 km na godzinę (choć wyraźnie bardzo się spieszył).

Łatwo go więc przegoniłem, zagrodziłem mu drogę i zagaiłem: „Zaszło jakieś nieporozumienie. To moja torba”.

„Dziadek” skromnie spuścił oczy i wyjąkał: „Tak? Nie wiedziałem”. Oddał mi torbę i szybko uciekł. Musiał być bardzo zawstydzony, bo rozwinął zawrotna prędkość (ok. 2,5 km na godzinę) i szybko zginał za rogiem.

Gdy parę godzin potem siedzieliśmy wszyscy w ogrodzie i piliśmy kawę opowiedziałem synowi i jego żonie to wydarzenie. Synowa była oburzona. Stwierdziła, że trzeba było dać „Dziadkowi” nauczkę i wezwać policję zamiast „bawić się” w savoir vivre.

Moja żona zwróciła uwagę na to, że człowieka w tym wieku to już się niczego nie nauczy.

Ja zwróciłem uwagę na to, że wezwanie policji jeszcze by utwierdziło „Dziadka” w bezkarności bo nic by mu nie zrobili (kradzież przedmiotów o wartości 32 zł w zasadzie w praktyce nie podlega karze).

W końcu żona tak to podsumowała: „Słaby z ciebie katolik, bo Chrystus mówi jak zabierze ci szatę to oddaj mu i płaszcz. Było – mówi żona – oddać mu i rower, a nie zabierać torbę”.

No i jak powinienem postąpić?

Opublikowano Savoir vivre na co dzień | 8 komentarzy

Czy możemy zwracać się w obcym domu bezpośrednio do służby czy przez gospodarza?

Pan Kamil Segment napisał: Czy gość może (zgodnie z etykietą) zwrócić się bezpośrednio do kogoś ze służby w innej sytuacji (a jeśli tak, to w jaki sposób), czy swoją prośbę powinien skierować do gospodarza, który z kolei wyda polecenie służbie.

Swoje prośby kierujemy do gospodarza, a on wydaje dyspozycje służbie.

Służba może realizować jakieś ważne polecenia gospodarzy, a my będziemy to zakłócać zlecając im coś od siebie, a poza tym to nie jest nasza służba tylko gospodarzy

Zwracamy się bezpośrednio do służby, gdy gospodarz powie nam: „Jeśli będzie pan miał jakieś życzenia proszę zwracać się bezpośrednio do służby”.

Opublikowano Służba | Dodaj komentarz

Czy można siedzieć w kurtce w Kościele?

Pan Jurek napisał: Chciałem zauważyć, że powszechne jest siedzenie w kościele w kurtce (tak w przed- jak i posoborowym). Czy to jest błąd?

To jest błąd tylko z punktu widzenia savoir vivre. Nie ma obowiązku stosowania się do etykiety. Taki obowiązek ma ten kto przyjmuje savoir vivre jako swoją sztukę życia. Katolik jako katolik powinien ubrać się na spotkanie z Panem Bogiem w sposób jak najbardziej uroczysty. Jest to przecież spotkanie z samym Panem Bogiem ( a nie np. spotkanie tylko z papieżem). Jeśli jednak jego najbardziej uroczystym okryciem wierzchnim jest kurtka ubiera się w kurtkę.

Opublikowano W Kościele | 4 komentarze

Nadrabiam zaległości

Przez to, że byłem zapracowany przez ostatnie miesiące pojawiło się 250 komentarzy, które czekały na wpuszczenie i, część z nich, na odpowiedź. Wpuszczam je teraz i odpowiadam sukcesywnie. Jeśli komentarz jest starszy odpowiedź wysyłam też mailem. Pozostało już 187 takich komentarzy. Proszę o cierpliwość. Na wszystkie odpowiem.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Savoir vivre, klasa średnia i praca kobiet (i nie tylko)

Pani Katarzyna napisała swój „manifest” i rozszerzyła go (zamieściła swoją druga wypowiedź) w komentarzach do tekstu „Epatowanie zwierzęcością”.

Ten manifest niewiele ma wspólnego z savoir vivre, ale zamieściłem go, bo zawiera pewne bardzo dziś powszechne idee sprzeczne z tym, co wyrastając z filozofii savoir vivre wyznacza credo klasy średniej.

Na początek jedna uwaga na marginesie. Nikt nie zamierza wracać do przeszłości. To oczywiście niemożliwe. W przeszłości były jednak pewne wartości, wartości podstawowe, które dziś zgubiono, a które mogłyby (i powinny) wyznaczać nasz świat i dziś.
Te fundamentalne wartości związane są ze szlachetnością.
Człowiek powinien zmierzać do szlachetności. Bez niej karłowacieje.

I tu zaskoczę zapewne Panią Katarzynę zaczynając od tego, co kiedyś dla w zasadzie wszystkich było oczywiste (i było oczywistą wartością) i co stanowi jeden z fundamentów każdej klasy średniej.

Pani Katarzyna napisała: „Dzisiaj kobiety mogą … zarabiać”, ” dziękujmy Bogu czy też losowi, że żyjemy w najlepszych jak dotąd czasach, w których możemy… pracować”, „Cieszę się, że mogę… pracować”.

Co Pani Katarzyna miała na myśli, gdy używała słów „zarabiać” i „pracować”.

Czy przypadkiem nie miała na myśli pracy najemnej (za pensję)?
Czy przypadkiem nie miała na myśli pracy przymusowej (muszę pracować, bo inaczej nie miałabym/miałbym się z czego utrzymać czy spłacić kredytów)?

Czy przypadkiem nie miała na myśli pracy, która człowiek podejmuje wyłącznie lub przede wszystkim dla pieniędzy?

Wynajmowanie się za pieniądze było zawsze uznawane w całej Europie za nieszczęście dla człowieka. Sprzedawanie na drodze wynajmu swojego czasu, sił fizycznych, zdolności, swojej kreatywności, wykonywanie poleceń obcego człowieka uznawane było za upokarzające i za jakieś zniewolenie.

Oczywiście były typy aktywności, które stanowiły wyjątki. Należały do nich np. praca profesora uniwersytetu czy lekarza w szpitalu.

Takie podejście do tej kwestii miały wszystkie warstwy społeczne i wszyscy zabiegali o to, by to ich nie dotykało lub dotykało w najmniejszym możliwym stopniu i jak najkrócej. Stąd każdy zabiegał o to, by mieć własne, mówiąc dzisiejszym językiem, przedsiębiorstwo.

Jako dziecko jeździłem do swojej przyszywanej ciotki, która była kierowniczką fermy kurze w Państwowym Gospodarstwie Rolnym (PGR). Prasownicy tego PGR zarabiali duże pieniądze. Jeśli pracowało oboje małżonków za premię roczną kupowali sobie samochód. Jednak rolnicy z najbliższej wsi (którzy mieli mniejsze dochody) z nimi się nie zadawali bo mówili: „My jesteśmy wolni ludzi a oni to parobcy”.

Pracujący na wsi mieli własne gospodarstwa, rzemieślnicy własne. Kobiety pracowały w tych rodzinnych firmach i były ich współwłaścicielami (wnosiły posag). Prze długie wieki najemnych pracowników było mało (mniej niż dzisiaj) i często był to stan przejściowy.

Wańkowicz opisuje działania swojej matki, która zmierzając do podniesienie stanu kultury na wsi zatrudniała jako służące młode dziewczyny ze wsi, ale tylko na rok. Przez ten rok wszystkiego je uczyła. Potem każdy wiejski kawaler chciał mieć za żonę taką wykształconą pannę i wychodziły one dobrze za mąż wybierając tego, który im się najbardziej podobał.

Pani Katarzyna pisze o jakiś hrabiankach. W Polsce nigdy nie było tytułów arystokratycznych. Pojawiały się z zagranicy (za zasługi lub kupione za pieniądze). Były rody magnackie, ale magnatem był się tak długo jak długo spełniało się szereg warunków. W tych rodzinach bywały przymusowe małżeństwa (wbrew jej woli i upodobaniom), małżeństwa tylko z rodowego obowiązku, ale wcale nie tak często. Takie małżeństwa są i dziś. I tak np. książę Karol ożenił się przymusowo z Dianę Spencer (choć miał swoją wybrankę, z która ożenił się po śmierci księżnej Diany).

Kobiety ziemianki i z wielkich rodów pracowały prowadząc wielkie przedsiębiorstwa (lub ich część). To było zarządzanie służbą i pracownikami. Majątkom ziemskim towarzyszyły przedsiębiorstwa przetwórstwa (np. gorzelnie, olejarnie) lub wprost przemysłowe (tartak, cegielnia, itp.). Polskie panie były od dziecka przygotowywane do zarządzania całym przedsiębiorstwem i często to robiły, gdy mąż umarł, zginął na wojnie lub został (później) uwięziony przez zaborcę.

Dziś w Polsce w przemyśle pracuje ponad 5 mln osób ( w tym kilka milionów to kobiety-robotnice). Ciekawe czy Pani Katarzyna była np. w zakładzie przetwórstwa owoców i widziała jaka to ciężka praca stać na trzy zmiany przy taśmie w zimnie i pozbawiać truskawki szypułek. W rolnictwie pracuje dziś w Polsce 1,6 mln ludzi z czego znaczna część to pracownicy najemni – parobcy (np. na wielkich fermach), z czego znaczna część to kobiety.

W Polsce ponad milion osób zarabia 1400 na rękę. Większość to kobiety wykonujące pracę robotnic i parobków.

Czy można o nich powiedzieć, że są tak szczęśliwe jak mówi o tym Pani Katarzyna?

Ideał klasy średniej: kobieta pracuje tylko dlatego, bo chce i tylko wtedy kiedy chce robiąc coś co lubi i niekoniecznie za pieniądze.

Jest to ogólny ideał wolności klasy średniej: praca, którą wykonuję wykonywałbym nawet wtedy, gdybym miał w majątku np. 100 mln złotych i nie wykonuje tej pracy w wymiarze 8 godzin dziennie przez 5 dni w tygodniu (podstawowym istotowym elementem prawdziwego dobrobytu jest posiadanie czasu wolnego – jestem panem swojego czasu).

Mnie, jak już o tym pisałem, ten ideał udawało się realizować przez całe życie (miałem go już w liceum) i nigdy nie pracowałem na etacie 5 dni w tygodniu po 8 godzin dziennie.

Opublikowano Filozofia savoir vivre | 4 komentarze