Autorce poniższego wpisu podpisującej się jako (nie)bogata (nie)dama bardzo dziękuję

Z materialnego punktu widzenia nie jestem i prawdopodobnie przez długi jeszcze czas nie będę damą. Wydaje mi się jednak, że braki materialne są kiepskim „usprawiedliwieniem” dla braku chęci rozwoju savoir vivrowego.
Jestem młodą kobietą, pochodzę z proletariackiej rodziny, być może bez savoir-vivreowego obycia, jednak zawsze wiele uwagi poświęcającej ideałom uprzejmości, dobrego wychowania, szlachetności. Utrzymuję się samodzielnie z nisko-płatnej i nisko-poważanej posady. Nie, nie jest to nic wstydliwego. Powiedzmy, że jestem urzędnikiem, podnajmuję pokój w wielopokojowym mieszkaniu, nie posiadam własnego samochodu, nie stać mnie na wygodne wakacje i większość przyjemności, na które miałabym ochotę. Niby nie mam „warunków” do bycia damą, a jednak:
1. od dłuższego czasu buduję klasyczną garderobę, składającą się z wygodnych odzieży z naturalnych tkanin: poza wyborem ubrań biurowych mam kilka sukienek wieczorowych (w tym jedną balową, jedwabną, której co prawda nie miałam do tej pory na sobie, ale w razie czego jest i czeka), stroje spacerowe i weekendowe, kilka kaszmirowych i wełnianych sweterków, zimowe, letnie i wiosenno-jesienne płaszcze itp. Większość z tych rzeczy kupiłam „z drugiej ręki”: internetowe aukcje, sklepy z używaną odzieżą itp. Pewnie, wolałabym wybrać się do modnego butiku na zakupy, ale nawet w modnych butikach mało jest obecnie rzeczy, które odpowiadałyby mi jakością i fasonem. (np. poliestrowa spódniczka zapinana nisko na biodrach i kończąca się zdecydowanie za wysoko za kilkaset złotych, ale z znanym nazwiskiem na metce kontra jedwabna do kolan z paseczkiem w pasie za kilkanaście złotych, ale z second handu: obie nowe i nieużywane, jednak druga wykonana starannie i zdecydowanie bardziej korzystna dla sylwetki- wybór dla mnie prosty). Co najważniejsze: przekonałam się na własnej skórze, że „odzież savoir-viverowa” jest również najwygodniejsza i najpraktyczniejsza!
2. wiem, co się dzieje na świecie- w polityce i kulturze. Do wiadomości społeczno-politycznych dostęp jest łatwy- prasa, telewizja i internet wystarczają. Okazuje się, że do kultury i sztuki, chociaż w ograniczonym stopniu, również! Jest np. platforma internetowa z doskonałymi wykonaniami oper. Pewnie, że wyjście do opery jest nieporównywalnie lepsze i „pełne”, ale też opery proponują po kilka tytułów w sezonie a dzięki tej platformie mogę zobaczyć większość znanych tytułów w dowolnym momencie i potem wybrać, na co chcę pójść do teatru. Plus zdobyć pewne obycie w repertuarze i jakości by móc wypowiedzieć się na temat spektaklu. To samo tyczy się innych sztuk: darmowe dni zwiedzania muzeów i galerii może i obfitują w turystów, ale też pozwalają mi na wielokrotne obcowanie ze sztuką i wyrabianie sobie gustu, cieszenie się ulubionymi obrazami, odkrywanie za każdym razem czegoś nowego i wartościowego.
3. wykwintne jedzenie i „ćwiczenie” kubków smakowych? Da się! Prawda, najczęściej gotuję samodzielnie potrawy szybkie i proste. Ale lubię również smakować nowych i bardziej wyrafinowanych rzeczy. Jeśli nie wiem, jak je samodzielnie przyrządzić, by smakowały odpowiednio, udaję się do restauracji, również tych z górnych półki. Zwykle w tygodniu restauracje proponują tzw. lunche: posiłek w cenie niższej niż normalnie. Warto z tego skorzystać i skosztować np. owoców morza, ślimaków, podrobów, tradycyjnych dań różnych kuchni. Potem można zdecydować, co nam smakuje, co nie. Co można powtórzyć w swojej kuchni, a czego unikać. Co podać przyjaciołom, albo do której restauracji ich zaprosić, tak, żeby nie było „wpadki” (np. ostatnio odwiedziłam miejsce z cudownym jedzeniem, ale fatalną obsługą. Na tyle fatalną, że chyba była to moja pierwsza i ostatnia wizyta…).

W idealnym świecie, jako kobieta, powinnam poznać dobrze sytuowanego dżentelmena z którym połączyłoby mnie głębokie uczucie, małżeństwo, wspólnota majątkowa. Mogłabym wtedy zajmować się prowadzeniem domu i rozwojem osobistym swoim, męża i naszych dzieci. W weekendy wychodzilibyśmy do restauracji i teatru, w każdy piątek prowadzili spotkania towarzyskie w naszym salonie, w tygodniu organizowali krótkie herbatki dla bliższych znajomych. Lato spędzalibyśmy w europejskich kurortach lub śródziemnomorskich winnicach, zimą zwiedzali południowe zabytki.

Niestety, póki co radzę sobie na tyle, na ile mogę samodzielnie. Być może więc moje dążenie do savoir-viverowego życia jest nieco „żałosne”. Trudno, na lepsze mnie nie stać. Ale nie mam też zamiaru „sprzedać” siebie np. dla świetnie płatnej i wyniszczającej pracy w korporacji, po której nie będę miała siły na książkę, „operę online” czy choćby zwykłe cieszenie się spacerem i promieniami Słońca migoczącymi wśród parkowych drzew.

Opublikowano Savoir vivre na co dzień | 3 komentarze

Młodzi ludzie też chorują

Napisał o tym, w związku z wpisem o ustępowaniu miejsc w tramwaju, ktoś podpisany jako „Ja”: A co jeżeli ktoś młody jest chory/niepełnosprawny, czego nie widać na pierwszy rzut oka? Wciąż nie rozumiem, jakim prawem ktoś ocenia po pozorach osobę, którą widzi pierwszy raz w życiu i nic o niej nie wie? Zrozumcie w końcu, że młodzi ludzie też chorują.

Niestety chory/niepełnosprawny siedzący w tramwaju, którego choroby czy niepełnosprawności nie widać musi się liczyć z tym, że gdy stanie obok niego ledwo trzymająca się na nogach stulatka zostanie negatywnie oceniony przez otoczenie, że może niekiedy usłyszeć przykre słowa.

Czy może coś zrobić by tego uniknąć?

Postawa heroiczna: ustąpić.

Postawa unikania: nie zajmować miejsc z brzegu, w miarę możliwości jeździć w takich porach, gdy w autobusach są wolne miejsca.

Postawa pogodzenia się z realiami: czytać książkę i nie widzieć i nie słyszeć.

Jaką postawę tu wybrać?

Oto jest pytanie.

Opublikowano Savoir vivre na co dzień | Otagowano | 2 komentarze

Róże i bycie… uczniem Chrystusa – prezent dla Pani Aleksandry za miły komentarz

Człowiek savoir vivre to nie jest jakiś człowiek idealny, który błędów nie popełnia, który nigdy nie wychodzi „poza ramy”. Człowiek savoir vivre analizuje swoje czyny, słowa, zachowania, reakcje szukając w nich błędów i jeśli je znajdzie jak najszybciej je naprawia i stara się ich nie popełnić w przyszłości (co nie zawsze mu oczywiście wychodzi).

Kilka dni temu wracaliśmy z żoną z Nałęczowa do domu (ok. 2 km) i w trakcie tej wędrówki doszło między nami do sprzeczki. Efekt był taki, że żona przestała się do mnie odzywać.

Przemierzaliśmy kolejne etapy naszej wędrówki w milczeniu. Gdy dotarliśmy do domu już się sam przed sobą wyspowiadałem identyfikując i uznając swoje grzechy, żałowałem za grzechy, obiecałem sobie poprawę i opracowałem metodę zadośćuczynienia.

Poszedłem do Gospodarza na konsultacje podając mu powody zaspokojenia nagłej potrzeby posiadania róż. Okazało się, że znany mu plantator róż ma plantacje w odległości ok. 20 km i może przywieźć róże za kilka dni. Zaproponowałem, że kupię róż za 100 zł jako „ekspres”. Gospodarz poinformował telefonicznie plantatora. Plantator pojechał po róże i po pół godzinie Gospodarz przedarł się przez krzaki do naszego ogrodu (to jedyna droga) i wręczył mi pięknie ułożony, obwiązany złotą wstążką bukiet 40 róż.

Żona siedziała na fotelu wśród drzew i czytała książkę. W obecności Gospodarza upadłem na kolana i wyznałem swoje grzechy oraz obiecałem poprawę.

Żona natychmiast mi wybaczyła.

Następnego dnia poszliśmy na Mszę Św. Były misje. Misjonarz mówił o tym, jak uczeń Chrystusa podchodzi do własnego grzechu. W pewnym momencie zadał retoryczne (jego zdaniem) pytanie: „Która z pań przeżyła takie wydarzenie, że po kłótni z mężem, pojechał on do kwiaciarni, kupił wielki bukiet róż, upadł przed żoną na kolna i poprosił o wybaczenie?”.
Moja żona podniosła rękę i powtórzyła kilkakrotnie: „ja”. Po kościele poszedł szmer: „zgłosiła się”.
Misjonarz się zawiesił. Chwilę milczał potem kontynuował nauki zaczynając je od słów : „Żadna”.

Potem śmieliśmy się kilkakrotnie opowiadając te wydarzenia sąsiadom.

Nie wyszło mi to na dobre. Sąsiedzi teraz „patrzą mi na ręce” i gdy tylko wychodzę z roli „rycerza” mówią: „Pan uważa, bo róże podrożały”.`

Opublikowano Savoir vivre na co dzień | 2 komentarze

Walizki i savoir vivre z blogu Pani Izabelli Nowotny

Tutaj trzeba wejść

Opublikowano Savoir vivre na co dzień | 2 komentarze

Pożegnanie z „Jaśminową” – serce boli

Do Nałęczowa zaczęliśmy jeździć kilkanaście lat temu. Początkowo to były wyjazdy weekendowe. Potem pojechaliśmy w zimie, która tego roku była bardzo mroźna i śnieżna do jednej z najpiękniejszych willi uzdrowiska „Ukrainy”. Dziesięć lat temu powstało gospodarstwo agroturystyczne „Atmosfera”. Od razu je wykryłem i byliśmy jednymi z pierwszych gości. Od tego momentu jeździliśmy tam co roku na 2-3 tygodnie.

W pewnym momencie (nie pamiętam, którym, ale wiele lat temu) natrafiliśmy na kawiarnię „Jaśminową”. Od razy uznaliśmy ją za „kultową”, za coś najbardziej nałęczowskiego w Nałęczowie. Była taka, że byliśmy przekonani, że była tu zawsze (że była już w XIX w.). Jej niepowtarzalna atmosfera, stanowiąca kwintesencję tego, co nałęczowskie (biorąc pod uwagę historię tego uzdrowiska), eleganckie i z klasą zauroczyła nas i prowadzaliśmy do niej wszystkich naszych gości.
Dopiero po jakimś czasie dowiedzieliśmy się, że kawiarnię założyła w XXI w. i prowadzi Pani Izabella Nowotny. Poznaliśmy ją i przeprowadziliśmy wiele interesujących rozmów.

Oto kilka zdjęć kawiarni:

http://www.naleczow.com.pl/pic/galeria_naleczow.php?id=412

http://jasminowa.wartobyc.pl/pl_pl/

Kilka dni temu spotkałem ją u ogrodnika. Poinformowała mnie, że zamknęła kawiarnię, bo zaczęła do niej dopłacać. Teraz prowadzi blog 70latki.pl

Oto jeden z materiałów tam znalezionych, wyraźnie ściśle związany z savoir vivre:

http://www.70latki.pl/?p=148

Opublikowano Restauracja | Dodaj komentarz

Co tutaj nie zagrało?

Takie pytanie postawiła Pani Ola w odniesieniu do poniższego filmiku

Na filmiku tym widać 4 (słownie: cztery) błędy popełnione przez Agatę Dudę i jeden przez Melanię Trump.

Zacznijmy od ubioru. Kreacja polskiej Pierwszej Damy krój ma bez zarzutu, ale jej kolor jest zbyt ostry. Powinien być czarny lub biały lub pastelowy (to jest lato i kolory powinny być bardzo delikatne). Kreacja amerykańskiej Pierwszej Damy nie jest poważna jak na takie wydarzenie, zbyt kolorowa i nie powinno być odsłoniętych ramion.

Sytuacja jest służbowa (to nie jest prywatny savoir vivre, tu liczą się stanowiska; obowiązuje też hierarchia gospodarze – goście). Lista ważności jest zatem następująca: Andrzej Duda prezydent gospodarz, żona Dudy – Pierwsza Dama gospodyni, Donald Trump – prezydent gość, żona Trumpa – Pierwsza Dama gość.

Gdyby spotkali się na neutralnym gruncie hierarchia byłaby inna.
Prezydent jest ważniejszy od Pierwszej Damy. Pierwsza Dama w takich sytuacjach to stanowisko niższe niż stanowisko Prezydenta.

Kolejność powitania powinna zatem być następująca:
Andrzej Duda podaje rękę Trumpowi,
Agata Kornhauser-Duda podaje rękę Trumpowi, Andrzej Duda podaje rękę Melanii Trump. Agata Kornhauser-Duda podaje rękę Melanii Trump.

Pozostałe błędy Agaty Kornhauser-Dudy:

podała rękę najpierw Melanii Trump;
zignorowała wyciągniętą do niej rękę Trumpa (gdy ktoś wyciąga do nas rękę należy ją uścisnąć nawet wtedy, gdy wydaje nam się, że złamał wskazania precedencji);
za bardzo zbliżyła się do Melanii Trump naruszając w ten sposób jej strefę prywatną;

konsekwencją tego błędu było podanie ręki zgiętej w łokciu (powinna być wyprostowanie) i zmuszenie Melanii Trump, by też zgięła rękę w łokciu.

Opublikowano Protokół dypolomatyczny | 18 komentarzy

Savoir vivre i strój ludowy

Taki problem zgłosiła Pani Elżbieta Adamowicz: Moje wnuczęta urodziły się w Sieradzu i żyją we wsi pod Sieradzem. Ich pradziadowie i dziadowie ze strony ojca – mojego syna –  pochodzą z Łowicza. Chciałabym wnuczętom kupić łowickie wełniaki, o jakich sama marzyłam będąc dzieckiem. Mogłyby w procesji Bożego Ciała w ich niewielkiej wiosce wywoływać niewątpliwy zachwyt w tak strojnych i pięknych kreacjach. Ale.. No właśnie: stroje sieradzakie są znacznie skromniejsze, a kilkuletni sieradzanie raczej ich nie noszą.  Czy nie byłoby to nietaktem wobec środowiska?  Pozdrawiam, przesyłając zdjęcia z łowickiej procesji. A swoją drogą: to niezwykłe, że nawet dwumiesięczne maleństwo mama ubrała w łowicki wełniak. Kocham mój Łowicz! – sieradzanka z Łowicza.

Odświętny strój ludowy był w przeszłości traktowany jako odpowiednik najbardziej odświętnego stroju szlacheckiego, potem odpowiednik fraka.

I tak np. w „Protokole dyplomatycznym” II Rzeczpospolitej nakazywano, jeśli Prezydent miał się pojawić na przedstawieniu teatralnym, ubrać się do teatru: we frak albo w strój narodowy (ubiór szlachecki) albo w strój ludowy.

Warto wracać do tej tradycji.

Zdjęcie od Pani Elżbiety Adamowicz

?

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz