Jak tytułować małe dzieci?

Ten problem zgłosił Pan Dominik F:. Czy jeśli zobaczę w tramwaju małą dziewczynkę i chcę jej ustąpić miejsca lub jakoś się do niej odezwać to jak mam ją tytułować? „Tykać” czy może używać słowa „panienko” w przypadku chłopczyka „młody panie”?

Druga sprawa. Czy może Pan podać do wiadomości czym różni się „lub” od „albo”. S-v chyba zakłada precyzję języka?

Dziś do dzieci mówimy tylko „ty”.

„Lub” używamy wtedy, gdy do wyboru są dwie bardzo podobne rzeczy, np. jabłko czerwone lub jabłko żółte.

„Albo” używamy wtedy, gdy proponujemy dwie różne rzeczy, np. jabłko albo ananas.

Opublikowano Komunikacja, Tytułowanie | 27 komentarzy

Czy savoir vivre pozwala się opalać?

Ten problem zgłosił Pan Dude: Panie Doktorze, ponieważ nadchodzi lato chciałbym poruszyć temat opalania się. Jak savoir vivre zapatruje się na tę kwestię obecnie? Kiedyś opalony chodził proletariat, a kto mógł to unikał opalenizny. A dzisiaj? Czy coś się zmieniło tu? Czy bladość nadal jest bardziej szlachetna?

Nikt już od nikogo nie wymaga bladości. Obowiązuję jednak estetyka. Nie każdemu opalenizna pasuje. Nie każda opalenizna jest do przyjęcia. Sama twarz spalona słońcem przy bladym ciele, nierównomierna opalenizna, zaczerwieniona skóra, ślady po koszulkach, ramiączkach itp. nie przystoją czlowiekowi savoir vivre.

Opublikowano Wygląd | 4 komentarzy

Posiłek w plastikowych naczyniach

Ten problem zgłosił Pan Gleiw: Zastanawia mnie co pan doktor sądzi o sytuacji wynikłej podczas obchodów wyzwolenia obozu koncentracyjnego w Ravensbrück, które odbyły się kilka dni temu.
W uroczystościach uczestniczyło około tysiąca osób, w tym 90 byłych więźniarek, a także goście honorowi, w tym pierwsze damy Niemiec i Polski, a także przewodnicząca Międzynarodowego Komitetu Ravensbrück. Poza uroczystą wieczorną kolacją, która podobno obyła się (zapewne w węższym gronie) bez zgrzytów, zorganizowano też południowy lunch (w namiocie na terenie obozu), który wypadł dużo gorzej.
Goście honorowi zjedli go w cywilizowanych warunkach, obsługiwani przy zastawionym porcelaną stole przez kelnerów. Równolegle reszta gości (w tym większość byłych więźniarek!) jadła poczęstunek z plastikowych talerzy i serwetek przy nieprzykrytych nawet obrusem stołach. Załączam poniżej link do artykułu, którego tytułowe zdjęcie eksponuje ten kontrast.
http://www.spiegel.de/panorama/gesellschaft/kz-ravensbrueck-kritik-an-organisatoren-der-gedenkfeier-a-1030583.html
Organizator (Fundacja Brandenburskie Miejsca Pamięci) broni się mówiąc, że był to jedynie lekki poczęstunek, a specjalne potraktowanie nielicznych gości honorowych wynikło z protokołu. Możliwe, że Fundacja nie miała funduszy by objąć takowym (wieczorną uroczystą kolację organizowały już władze Brandenburgii) wszystkie więźniarki.

To jest skandal. To było barbarzyńskie, lekceważące i obraźliwe, szczególnie w stosunku do więźniarek. Zawsze taki problem można rozwiązać z klasą,

Opublikowano Zachowania niewłaściwe, Żenujące | Dodaj komentarz

Czy dżentelmen powinien się tłumaczyć?

Ten problem zgłosił Pan Bartosz: Przeglądając strony internetowe, natknąłem się na pewien tekst w którym autor przekonywał iż gentleman w znacznej większości przypadków nie powinien się tłumaczyć (cały tekst tutaj: http://czasgentlemanow.pl/2014/03/gentleman-sie-tlumaczy/)
Czy mógłby Pan potwierdzić/zaprzeczyć poglądom autora?

Generalnie rzecz biorąc dżentelmen się nie tłumaczy, ale dżentelmen się również nie spóźnia. Jeśli spóźniłby się na spotkanie z damą i to np. 30 minut musi podać i to bardzo ważny powód swojego spóźnienie.

Opublikowano Komunikacja, Zachowania niewłaściwe | 1 komentarz

Kto ma płacić za nocleg weselnych gości?

Te problemy zgłosił Pan Michał: W wielkim skrócie jestem Panem Młodym i w raz z narzeczoną organizujemy wesele ( w zwyczaju u Pani Młodej) jest to odległość ok. 350 km od zamieszkania młodego. Wesele będzie organizowane na ok. 180 os. z czego przyjezdnych będzie ok. 60 os.
I tu rodzi się pytanie, kto płaci za nocleg dla gości przyjezdnych? (całkowity koszt ok 7 000 tys. zł)
Wiadomo, jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze.
Wraz z moją drugą połówką jesteśmy w rozkroku, i bierzemy pod uwagę różne warianty i zastanawiamy się jak to było kiedyś (jednak chyba nie ma to sensu bo teraz jest teraz, a nie kiedyś).
Kiedyś to wszyscy spali po ciotkach kuzynkach i wujkach teraz każdy oczekuje wygody.
Ja sam nie wyobrażam sobie „położyć” spać moich znajomych do 90 letniej babci młodej, której też notabene należy się chwila wypoczynku w tym równie stresującym dniu, a tu jeszcze goście chcąc nie chcąc na głowie.
Nie ma co się oszukiwać wesele to są koszta i albo na nie jedziemy i się decydujemy ponieść owe koszta albo zostajemy w domu i dziękujemy za wesele.
Nikt nie chce zarabiać na weselu to jest nie ładne, nie grzeczne, a już najprościej mówiąc nie przyzwoite jednak. A kierowanie się zasadą zastaw się, a ….. (proszę sobie dopowiedzieć). To chyba też nie o to chodzi żeby wszystkie ciężko zarobione pieniądze wydać na ten jeden wieczór gdzie i tak się wszystkim nie dogodzi, a i tak znajdą się malkontenci którym coś nie przypasuje i powiedzą swoje co mają powiedzieć.
Czyż na zaproszeniu weselnym nie jest napisane zapraszamy wraz z rodzicami na
ŚLUB I PRZYJĘCIE WESELNE CZY pobyt w hotelu z jedzeniem, piciem i zabawą do białego rano.
Może młodzi winni jeszcze za paliwo oddać?
Niestety nie nazywam się Richie Rich i na ten wspaniały gest najzwyczajniej mnie nie stać.
Z drugiej strony to jest wesele, a w myśl „tradycji”, bo nie zawsze tak było, a w tym wspaniałym i pięknym kraju jakim jest Polska co region to obyczaj i nocleg trzeba zapewnić.
Choć właśnie nasunęła mi się myśl, że jest to super materiał na kolejną książkę.
Może do wesela ją wydam zarobię miliony i będę miał problem z głowy.

Kto płaci za nocleg dla gości przyjezdnych?

To jest kwestia umowy pomiędzy rodzinami. Najczęściej (i najsprawiedliwiej) rozwiązanie jest takie, że każda rodzina płaci za noclegi swoich gości.

Jeśli wesele finansują sami młodzi i ich nie stać na sfinansowanie gości mogą do każdego zaproszenia wystosowanego do tych, którzy będą nocować dołączyć oddzielny, odręczny, serdeczny list o mniej takiej treści: Zaprosiliśmy Was bo jesteście nam drodzy i bliscy. Niestety koszty wesela wyczerpały nasze możliwości finansowe i nie jesteśmy już w stanie zapłacić na noclegi gości. Jeżeli odpowiecie na nasze zaproszenie i zechcenie zapłacić za swój nocleg będziemy się cieszyli z Waszej obecności na weselu”.

Opublikowano Ślub i wesele | 2 komentarzy

Jednostronne przejście a ty

Ten problem opisała Pani Alicja J. Zwracam się do Pana z prośbą o pomoc w kwestii, która wydaje się dosyć błaha, ale jest dla mnie źródłem pewnego dyskomfortu. Kilka miesięcy zaczęłam brać udział w kursie językowym, w którym – jak to zwykle bywa – uczestniczą osoby w różnym wieku (od kilkunastu do ponad pięćdziesięciu lat). Jako 32-latka jestem więc w grupie „pośredniej”. Na tego rodzaju zajęciach relacje pomiędzy uczestnikami są zazwyczaj nieoficjalne, więc członkowie grupy w sposób naturalny zaczynają mówić sobie po imieniu (wyłączam osoby wyraźnie starsze, ale dotychczas nigdy mi się nie zdarzyło, aby życzyły sobie oficjalnej formy zwracania się do siebie).
Mój problem dotyczy koleżanki, z którą siedzę w jednej ławce i najczęściej razem wykonujemy różne ćwiczenia. Koleżanka studiuje na uczelni wyższej i jest ode mnie dokładnie o dziewięć lat młodsza. Od samego początku zwracałam się do niej po imieniu, zakładając oczywiście wzajemność. Zważywszy specyfikę naszego kontaktu i bądź co bądź niezbyt dużą różnicę wieku, nie pomyślałam nawet, że może jej to sprawiać trudność. Okazuje się jednak, że koleżanka, która jest osobą dość nieśmiałą, nie może się do tego przekonać i wciąż tytułuje mnie albo „proszę pani”, albo „pani Alu”, mimo że już dwu- lub trzykrotnie w żartobliwy sposób prosiłam ją, żeby zwracała się do mnie po prostu na „ty”. Jednocześnie nie mam wrażenia, jakoby czuła się urażona lub dotknięta moim sposobem zwracania się do niej. Dobrze nam się razem pracuje, dogadujemy się bez trudu, żartujemy ze sobą, a czasem i z siebie nawzajem. Barierę stwarza tylko to nieszczęsne „pani”.
Zastanawiam się, jak się w tej sytuacji zachować.
Również zacząć mówić do niej „pani”? Nie wydaje mi się, aby sobie tego życzyła, i boję się, że potraktuje to jako ochłodzenie naszego przyjaznego kontaktu.
Przekonywać ją w dalszym ciągu, żeby nie tytułowała mnie oficjalnie? Pytać, dlaczego ma z tym problem? Obawiam się, że jeśli u podłoża całej sytuacji leży jej nieśmiałość, to takie indagowanie jeszcze bardziej ją skrępuje i „usztywni”.
Najmniej kłopotliwe wydaje mi się utrzymanie dotychczasowej sytuacji – czyli pozwolenie, żeby nadal mówiła do mnie per „pani”, podczas gdy ja będę zwracać się do niej na „ty”. Nie wiem jednak, czy savoir vivre taką sytuację dopuszcza. Czy nie jest to jednak objaw braku szacunku? Jak wybrnąć z tej sytuacji tak, aby zachować formy, a jednocześnie nie narazić nieśmiałej osoby na krępującą sytuację?
Chciałabym zaznaczyć, że nie mam zwyczaju zwracania się do wszystkich per „ty”. Należę wprawdzie do osób łatwo nawiązujących kontakty i preferuję koleżeńskie relacje, ale dotychczas zawsze udawało mi się odróżnić sytuację oficjalną od nieoficjalnej (np. do mojej lektorki zaczęłam zwracać się po imieniu dopiero wtedy, gdy ona to zaproponowała, mimo że jesteśmy rówieśniczkami i od samego początku znajomości traktowałyśmy się bardziej jak koleżanki niż jako nauczycielka i uczennica). W tej sytuacji nie do końca umiem się odnaleźć.

Pani Alicja J. nie popełniła żadnego błędu. Jej koleżanka nie dostosowała się do środowiskowego obyczaju. Zasady savoir vivre typu „nie sprawiać drugiemu przykrości”, „nie tworzyć sytuacji nieprzyjemnych” itp. podpowiadają by zaakceptować stan rzeczy i więcej do tego tematu nie wracać.

Opublikowano Komunikacja, Tytułowanie | Dodaj komentarz

Savoir vivre, śmiecenie i kot na smyczy (prezent dla Pana „Czytelnika”)

Zacznę od kota na smyczy. Zamieszczam zdjęcia, bo o to prosił (dwukrotnie) Pan „Czytelnik”, a to stały, dociekliwy i aktywny czytelnik bloga, który często mnie wspomaga wyjaśniając coś innym czytelnikom.
Kot na smyczy jest dobrym pretekstem do powtórnego zwrócenia uwagi na to jak możemy rozpoznać ludzi, którzy z savoir vivre nie maja nic wspólnego.
Człowiek savoir vivre nigdy, ale to przenigdy, nie śmieci. Człowiek savoir vivre nigdy, przenigdy, nie wyrzuca śmieci przez balkon. Palacz savoir vivre nigdy nie rzuca niedopałków gdzie bądź i zawsze, w związku z tym, nosi ze sobą przenośną kieszonkową popielniczkę.

Na moim osiedlu, na którym mieszkają sami jakby się wydawało kulturalni ludzie wiele osób wyrzuca różne przedmioty przez okna, co, jak już pisałem, rejestruję spacerując pod ścianami domów (tam są trasy kota, a kot, jak wiadomo chodzi swoimi ścieżkami) – patrz zdjęcie.

Ostatnio zamieniłem się w śmieciarza i sprzątam w ulubionych miejscach kota, bo nie mogę tego wytrzymać. Kwiaty zaczynają kwitnąc, trawa się zieleni i te śmieci psują obraz wiosny.

Ci, którzy śmiecą to już nie tylko ludzie spoza świata savoir vivre, to skrajni egocentrycy, którzy innych mają dosłownie „gdzieś” – to także barbarzyńcy.

IV 2015 007IV 2015 010IV 2015 011IV 2015 014IV 2015 015

Opublikowano Savoir vivre na co dzień | 13 komentarzy