Jak pozbyć się teściowej?

Pani Magdalena napisała: Panie Doktorze, a co Pan radzi w sytuacji gdy bliska rodzina (teściowa) przychodzi zaproszona na poranną kawę ok 11 rano i siedzi w gościach do 21. Sytuacja powtarza się nagminnie, kilka razy w tygodniu. Mieszka blisko, nie czeka na zaproszenie, tylko sms-owo informuje że się wybiera (lub zaproszona na poranna kawę zostaje do wieczora i nie reaguje na teksty że mamy inne plany, że z kimś jesteśmy omówieni – zostaje podczas wizyt innych zaproszonych osób ). Kiedy odpisuję, że nie mogę akurat dziś, i zapraszam na następny dzień, robi awanturę rodzinną bo ona przecież w dobrej wierze (np kupiła jajka ekologiczne i akurat dziś musi je przekazać). Do tej pory podejmowaliśmy grzeczne próby dania do zrozumienia, że takie sytuacje są dla nas trudne. Nie poskutkowało. Druga strona medalu jest taka, że teściowa pomaga nam czasem w opiece nad dziećmi i w każdej sytuacji możemy liczyć na pomoc w tej kwestii. Jaka jest granica grzeczności gdy ktoś nam bliski rażąco przekracza przyjęte normy?

To bardo trudna sytuacja. Wiem coś o tym z własnego doświadczenia.
Oczywiście mamy prawo zastosować wszelkie środki, by tę sytuację zmienić.

Jak to zrobić, by nie doprowadzić do konfliktu, obrazy, zerwania stosunków?

Pierwszy środek, poprosić osobę trzecią, by przeprowadziła „poważną rozmowę” z teściową.

Jeśli to nie da rezultatu (z moją teściową by nie dało rezultatu) należy zastosować jakaś skomplikowana procedurę.

Ta zależy już od naszej wiedzy o danej osobie. Ja takiej wiedzy nie mam, a więc trudno mi rozstrzygać.
Oto przykład takiej specjalnej procedury.

Planujemy kilka wyjść w jakichś sprawach, które musimy załatwić. Czekamy z tym sprawami do momentu, gdy teściowa przysyła nam sms-sa, że zaraz przyjdzie. Odpowiadamy sms-em, że niedługo wychodzimy. Jeśli się zjawia wychodzimy i przedłużamy nasz pobyt poza domem, jeśli nie możemy zrezygnować z wyjścia.

Wciąż proponujemy teściowej, by umawiała się z nami telefonicznie na wizytę u nas kilka dni wcześniej.

Opublikowano Savoir vivre na co dzień | Dodaj komentarz

Ślub – zaproszenie francuski czy polskie

Pani Maria M. napisała: Mój problem wygląda następująco:
mój przyszły mąż pochodzi ze starej francuskiej rodziny, w której zasad savoir vivre przestrzega się bardzo rygorystycznie. Jesteśmy na etapie planowania zaproszeń i moja teściowa nalega, aby zaproszenia zostały napisane według starego francuskiego (arystokratycznego) wzoru. Takie zaproszenie wytłoczone jest na kartce rozmiaru A4, zgięte, na jednej stronie znajduje się zaproszenie od jednej rodziny (po francusku), na drugiej stronie znajduje się identyczne zaproszenie od drugiej rodziny (w naszym wypadku, po polsku).
Ponieważ moja rodzina nie szczyci się takimi długoletnimi tradycjami, wspólnie z rodzicami postanowiliśmy przystać na prośbę moich przyszłych teściów.
Jednak okazuje się, ze zaproszenie wymaga z naszej strony napisania takiego tekstu:

Państwo Stanisław i Maria Piotrowscy oraz Państwo Ryszard i Olga Piotrowscy mają zaszczyt zaprosić W.P. na ślub swojej córki i wnuczki, Marii Piotrowskiej z Waldemarem du Mantenon…. (imiona i nazwiska zostały zmienione).

Wspólnie z rodzicami obawiamy się jednak, że zaproszenie może zostać złe przyjęte przez moich drugich dziadków, ponieważ ewidentnie faworyzujemy w zaproszeniu rodziców mojego ojca, a nie uwzględniamy rodziców mojej mamy. Co we Francji przystoi, w Polsce się ewidentnie nie sprawdza.

Jakie jest Pana zdanie na ten temat. Czy uważa Pan, że wypada napisać zaproszenie w taki właśnie sposób? Czy powinniśmy uwzględnić również drugich dziadków, czy może w ogóle nie powinniśmy uwzględniać dziadków?
Muszę jednak zaznaczyć, ze mama mojego przyszłego męża nalega, aby znalazły się imiona dziadków, ponieważ mimo że francuska rodzina nie zrozumie tekstu po polsku, zaproszenie powinno „wyglądać prawidłowo”, abyśmy wspólnie z mężem w przyszłości nie zostali wykluczeni z pewnych kręgów, ponieważ nie przestrzegamy rodzinnych zasad etykiety.

Osobiście nie zależy mi wyglądzie zaproszeń i jeśli jest to coś, na czym zależy moim przyszłym teściom, chciałabym sprawić im przyjemność i zrobić to wedle ich preferencji. Tym bardziej że rodzice męża zawiadamiają ponad 300 członków rodziny, a moi rodzice jedynie 50. Jednak nie wiem jak rozwiązać ten problem wedle obowiązujących zasad savoir vivre w Polsce.

Mam również dodatkowe pytanie, czy wypada napisać Państwo Stanisław i Maria Piotrowscy…. czy jednak kobieta powinna być wymieniona pierwsza, czyli Państwo Maria i Stanisław Piotrowscy?

Szkoda, że Pani Maria M. Nie napisała, gdzie będzie ślub.

Zasada jest bowiem taka: obowiązują zasady kraju (lub środowiska) w którym ma miejsce wydarzenie. Jeśli zatem ślub jest we Francji wszystko w porządku przy jednym „ale”.

Jeśli ona pochodzi z innego kraju a on z innego kwestie zaproszeń należałoby tak rozwiązać, by było to w zgodzie z etykietą i obyczajem obu krajów.

Tak więc prawidłowo byłoby wysłanie do Polaków innych zaproszeń spełniających polskie „normy” (to zresztą są normy ogólnoeuropejskie; na skub zapraszają rodzice i młodzi; dziadków się nie wymienia w zaproszeniu).

Ten problem można też rozwiązać w ten sposób, że do Polaków wysłać to francuskie zaproszenie oraz polskie.

Można oczywiście wysłać tylko to francuskie jako gest wobec Francuzów, ale wtedy należałoby dołączyć odręcznie pisanym (piórem) list wyjaśniający.

Odgórna zasada, która tu obowiązuje jest następująca: nikt po otrzymaniu zaproszenia nie może poczuć się dotknięty i ją należy wypełnić.

Opublikowano Ślub i wesele | 4 komentarzy

Wobec niepełnosprawnych umysłowo

Pani Początkująca Dama napisała: Jak powinniśmy traktować osoby, nazwijmy je, niepełnosprawne umysłowo? Już wyjaśniam. Pracuje w biurze usługowym, wejście jest bezpośrednio z ulicy. W okolicy mieszka starsza pani nie do końca sprawna umysłowo. Często przychodzi do biura, siada na miejscu dla interesantów i przekonana o naszej intymniej przyjaźni (podejrzewam, że myli mnie z jakąś przyjaciółką z okresu młodości) zwierza się z problemów, prosi o przysługi (niemożliwe do spełnienia), albo po prostu opowiada niestworzone historie które jej się przydarzyły (opowieści są bez ładu i składu). Uniemożliwia mi prace często przez godzinę lub dłużej. Zwykle zaciskam zęby, jestem grzeczna ale staram się nie wdawać w dyskusje, czekając aż sama zdecyduje, że skończyła i pójdzie – myślę, że z perspektywy savoir vivre postępuję poprawnie (skutek jest taki, że starsza pani przychodzi częściej, prawdopodobnie jest przeze mnie traktowana dużo przychylniej niż przez innych, wiem, że odwiedza w ten sposób wszystkie okoliczne sklepy i urzędy). Tu pojawia się jednak problem – ja jestem w pracy i nie mogę dwa, trzy razy w tygodniu oddawać się „prywatnym” dyskusjom przez ponad godzinę. Koledzy z pracy, a przede wszystkim przełożony, uważają, ze powinnam ta panią po prostu wypraszać, ale wydaje mi się to bardzo niegrzeczne. Co zrobić w takiej sytuacji?

Savoir vivre nie jest czymś co prowadzi do utrudnienia nam życia. Pozwala również na ucięcie pewnych spotkań czy rozmów jednak w takiej formie, ze to nikogo nie może boleć.

Zachowanie Pani Początkującej Damy jest szlachetne, ale zarazem pociąga za sobą pewne wyrzeczenia, cierpienia i problemy w pracy.

Są dwa sposoby rozwiązania tego problemu.

Pierwszy, definitywne rozwiązanie sprawy: za każdym razem oznajmia: „Przepraszam bardzo, nie mogę z panią rozmawiać. Jestem w pracy i szef zabronił mi takich rozmów. Nakazał mi skupić się na pracy”.

Drugie, delikatniejsze z darem miłości bliźniego. To samo co w pierwszym, ale np. cztery razy na pięć odwiedzin tej pani ( w piąte: wysłuchać).

Opublikowano Savoir vivre na co dzień | 3 komentarzy

Kolejny raz o przyjęciu typu herbata

Pani Maria napisała: Rozmowa „o pogodzie” to była taka przenośnia, rzeczywiście – nie pozbawione sarkazmu nazwanie tego, co Pan określił jako „small talk, rozmowa towarzyska”. Wydaje mi się, że 60 minutowe spotkania przy herbacie raczej nie spowodują zbliżenia, tworzenia „wspólnoty”, środowiska. Żeby zaprosić kogoś ciekawego to również trzeba w to włożyć trochę wysiłku, pomysłów. Nie sądzę, żeby na takie spotkania zachcieli przychodzi „ciekawi ludzie”, po to by prowadzić small talk przez niecałe 60 min. Rozmowy towarzyskiej, takiej jak w XIX wiecznych salonach, dziś już nikt nie potrafi prowadzić, nie ma też gdzie się tego nauczyć. Myślę, że dziś należałoby zaproponować ciekawy temat, umieć wzbudzić dyskusję, która raczej trwałaby dłużej niż 60 min. Wówczas goście mieliby cel w uczęszczaniu na takie przyjęcia. Proszę wybaczyć sarkazm, ale przy swoim zdaniu pozostanę.

Ta wypowiedź jest dowodem na to jak daleko dziś jesteśmy od prawdziwego świata savoir vivre. Przyjecie typu herbata to przecież tylko jedno z wielu typów przyjęć, które powinniśmy organizować. Herbata jest przyjęciem na kilka osób i krótko. Spełnia określone cele, pozwala na częstsze spotkania (to tylko godzina), systematyczną wymianę zdań. W dyplomacji w takich przyjęciach uczestniczy się kilka razy w tygodniu.

Kiedyś w życiu prywatnych też każdy ze świata savoir vivre uczestniczył kilka razy w tygodniu. Ten czas dziś ludzie poświęcają na oglądanie telewizji lub serfowanie w internecie.

Opublikowano Przyjęcia | 2 komentarzy

Od którego momentu mówimy do teściowej „mamo”?

Pan Przemysław napisał: Mam pytanie dotyczące zwracania się do przyszłych teściów. Kto powinien zaproponować zwracanie się „mamo” i „tato” czy przyszli teściowie czy przyszły zięć lub synowa? Kiedy wypada wystąpić z taką propozycją? Czy teściowie powinni sami wybrać odpowiadającą im formę – zwracanie się jw. lub inną?

Pisałem już o tym. Normalnie powinno być tak, że do teściów zaczynamy mówić „mamo” i „tato” bezpośrednio po oficjalnych zaręczynach z udziałem rodziców jej i jego.

Jeśli to nie miało miejsca zaczynamy tak mówić do nich bezpośrednio po ślubie. Nikt tu niczego nie musi proponować.

Teściowie mogą to zaproponować wcześniej.

Opublikowano Tytułowanie | Dodaj komentarz

Jeszcze raz o przyjęciu typu herbata

Pani, podpisująca się jako Małgosia odniosła się do poprzedniego mojego wpisu w sposób następujący: Ja tam nigdy ze swoimi znajomymi herbatki nie pijam (więcej niż jednej). Wolę poznawać ludzi, niż otaczać się rzeczami.

No i właśnie. Herbatka i i inne typu przyjęć są najlepszym, wypracowanym prze stulecia narzędziem poznawania ludzi. Dopóki przyjęcia były na porządku dziennym życie towarzyskie (a co za tym i społeczne) kwitło, a ci, którzy te przyjęcia organizowali i w uczestniczyli w przyjęciach organizowanych przez innych znali wielu ludzi i poznawali wciąż nowych.
Zycie towarzyskie żeby rozwijało się prawidłowo musi spełnić kilka warunków.
Po pierwsze, potrzebuje systematyczności. Taką systematyczności daje między innymi przyjęcie typu herbatka, które niewiele kosztuje (pieniędzy, czasu i pracy) i trwa krótko (od 1 do 2 godzin). Ludzie dziś nie organizują przyjęć, bo to kosztuje pieniądze, czas i pracę, a poza tym gości nie chcą wyjść i zabiera to cały wieczór (np. 6 godzin),

Po drugie, życie towarzyskie wymaga oprawy, ceremoniału, szlachetności. Człowiek to „ktoś” i trzeba go traktować z szacunkiem, szlachetnie, jako kogoś kto jest bardzo ważny. Spotkanie towarzyskie poza tym powinno być „wydarzeniem” – czymś ważnym, ciekawym, zawsze uroczystym.

Po trzecie, życie towarzyskie powinno być zorganizowane, przemyślane, przygotowywane, by było czymś ciekawym, ubogacającym, by bawiło naprawdę i uczyło, zbliżało i integrowało. Nie może być nudne, pozostawiające po sobie odczucie straconego czasu i tylko irytację z związku z tymi, którzy „troją”, tylko paplaj, opowiadają tylko o swoich dolegliwościach, psach i dzieciach.
Trzeba „profesjonalnie” poprowadzić spotkanie i rozmowy, odpowiednio dobrać towarzystwo, podsunąć tematy i zorganizować różne towarzyskie wydarzenia.

Opublikowano Przyjęcia | Dodaj komentarz

Czy herbatka nas znudzi?

Pani Maria napisała: „Możemy zrobić wiele rzeczy” – i jedyna wskazana propozycja, to taka, aby urządzać 60- minutowe herbatki dla zmieniających się gości, na których jedyną atrakcją będzie ta herbata i rozmowa o pogodzie… Nie wróżę temu projektowi powodzenia. Goście po 2-3 herbatkach się znudzą… Nie ma racji bytu coś tylko dlatego, że poza zgodnością z savior-vivre, nie ma żadnego innego celu. Savior-vivre to nie sztuka dla sztuki, co sam Pan podkreśla. Zawiodła mnie Pana odpowiedź, bo pytanie było ciekawe i konkretne.

Złośliwość (czy sarkazm, w którym ciepła nie ma), Pani Mario, mnie razi. Gdzie to ja napisałem, że rozmowa będzie dotyczyć pogody? I nigdzie nie sugerowałem, że tylko herbatki. One miały być na początek.

Po pierwsze, zapraszamy ciekawych ludzi. Po drugie, każdy (lub prawie każdy) może być ciekawy. Trzeba tylko umieć to wydobyć. Od tego jest gospodyni (i gospodarz). Spotkanie towarzyskie z prawdziwego zdarzenia to prawdziwe „wydarzenie”. Rozmowa towarzyska może być „dziełem sztuki”. Trzeba tylko nauczyć się zasad i ćwiczyć. Herbatka to nie tylko rozmowa to zbliżenie, tworzenie „wspólnoty”, środowiska. Co tam miałoby się dziać? Przecież (poza Bogiem) najciekawsi są ludzie, a kontakt z nimi to dopiero przygoda i przeżycie.

Opublikowano Uncategorized | 6 komentarzy