Ach te polskie restauracje

Niestety, taka jest prawda, natrafienie w Polsce na dobrą polską restaurację graniczy z cudem. A może ja mam pecha? Jeżdżę po Polsce i albo natykam się na standardy kuchni chłopskiej albo na efekty kreatywności kucharzy. Kreatywność jest dzisiaj w modzie, kreatywność, która jest przeciwieństwem pokory i siostrą ignorancji. Sam od lat gotuję. Widzę zatem w restauracjach, jak na dłoni, tendencję do serwowania takich potraw, które można przyrządzić z bliskim zera nakładem sił i to w pięć minut.

Porównajmy kucharza do muzyka. Kucharz wykonuje potrawy, muzyk utwory muzyczne. Co by było, gdyby muzycy przestali wykonywać Chopina, Mozarta, Bacha, Liszta, Paganiniego czy Telemanna, a grali wyłącznie utwory swojej kompozycji, albo muzykę ludową?

Poza tym w restauracjach polskich króluje kurczak fermowy i fermowa świnia. Wołowiny mało, czasami kaczka, niekiedy gęś. Kurczęcia ptaszek wielkości pięści) nigdy w polskiej restauracji nie wdziałem tak jak i kapłona czy choćby koguta. Na przepiórki natrafiałem tylko w restauracji „Przepióreczka” w Nałęczowie. Perliczkę spotkałem raz pod Bielskiem Białym. Jagnięcinę (jedna potrawa) spotykam w „Różanej” w Nałęczowie. Baraniny latami nie widziałem. Ośmiornice (a nie ośmiorniczki) i kałamarnice spotykałem w Berlinie i na północy Włoch. A gdzie koźlina, dzikie ptactwo, w tym bażanty, dziczyzna (choćby zając, sarnina, dzik, mięso z łosia)? Mięso strusia widziałem ostatnio kilka lat temu na… Helu. Z rybami jeszcze gorzej (poza Mazurami). Karczochów na oczy nie widziałem w polskich restauracjach. Rydze 10 lat temu w Zakopanem. Polskie raki? Jadłem je, gdy sam je łapałem.

We wtorek, pierwszy dzień pogody, ale jeszcze nie gorący pojechaliśmy do Lublina. Wymarzyłem sobie, że zjemy na obiad „coś innego”. Pomyślałem o kuchni kaukaskiej. W Polsce jest sporo restauracji prowadzonych przez Gruzinów czy Ormian. Od lat przechwalam się, że mam siódmy zmysł „restauracyjny”. Popisałem się nim w szczególny sposób np. w San Remo. Wysiedliśmy tam w większym towarzystwie z samochodu w centrum miasta, ja jak po sznurku poprowadziłem gromadę (a byłem tam pierwszy raz) jedna z ulic, skręciłem w boczna uliczkę, a po kilkuset metrach skręciłem w jakiś zaułek i tam zatrzymałem się przed restauracja, która okazała się rewelacyjna (i stosunkowo tania). Teraz w Lublinie weszliśmy z żona w Stare Miasto od strony zamku, doszliśmy do rynku, a tam skręciłem w lewo i wszedłem w bramę chyba trzeciej kamieniczki (Rynek 7). Znajdowała się tam restauracja „Armenia” prowadzona przez Ormian.

Obsługiwało nas dwóch młodych Ormian w białych koszulach i czarnych spodniach. Obsługa była bardzo profesjonalna, konsultacje fachowe. Po tych konsultacjach zamówiliśmy sok z granatu i białe wino o bogatym bukiecie kwiatowo-owocowym, przystawki – ADŻIB SANDAL (Duszone warzywa: bakłażan, cukinia, cebula, ziemniaki, zioła ormiańskie, podawane z lawaszem) i TOLMA (Gołąbki w liściach winogron nadziewane wołowiną, ryżem, ziołami ormiańskimi, z dodatkiem macunu, podawane z lawaszem) oraz danie HASZLAMA JAGNIĘCA (Duszone mięso jagnięce w esencjonalnym bulionie z dodatkiem papryki, pomidorów i świeżych ziół, podawane z ziemniakami i lawaszem), kawę (gęsta i mocna przyrządzona w tygielku) i czarna herbatę (parzona z dużych liści). W sumie zamówiliśmy trzy potrawy. W trakcie zamawiania ustaliśmy z żoną, że popróbujemy wszystkich potraw. Kelner przyniósł nam bez słowa dwa talerze i dwa półmiski (z pierwszymi dwoma potrawami), a potem dwa półmiski z trzecią potrawą. Nie uprzedził nas jednak, że porcje będą monstrualne. Gdy usłyszał jednak nasze narzekania sprzątając stół do kawy przyniósł nam po chwili to, co zostawiliśmy w trzech pojemnikach (następnego dnia zjedliśmy z nich obiad w Nałęczowie i obiad ten był obfity).

W sumie zapłaciliśmy 120 zł.

Obiad był rewelacyjny. Od lat nie jadłem czegoś tak i smacznego i oryginalnego.

Następnym razem udamy się do tej restauracji ze znajomymi zamawiając wielodaniowy obiad (menu jest obszerne), a zatem np. dla 8 osób 6 różnych dań dla każdej osoby zamawiając 12 porcji 6 różnych dań.

Reklamy
Opublikowano Restauracja | 2 Komentarze

Jeszcze raz o sms-ach

Pani Lady M. napisała: A sytuacja, w której nie mamy ochoty na rozmowę z kimś, a chcemy uzyskać lub przekazać informację?
Zwłaszcza w sytuacji, gdy od dawna nie miało się żadnego kontaktu?
Wydaje mi się, że sms dzisiaj pełni taką funkcje jak dawniej telegram. A przecież wysyłanie telegramów nie było ani lekceważące, ani obraźliwe.

No, właśnie. Pani Lady M. potwierdziła to co napisałem o sms-ach. Albo kryje się za nimi negatywna intencja albo podświadomie są znakiem lekceważenia lub niechęci. Odbiorca sms-a najpewniej odczyta intencję.

Telegramy zwykłe wysyłano wtedy, gdy nie było możliwości kontaktu telefonicznego.

Były i są też telegramy ozdobne, które stanowią specjalną, elegancką formą wyrażania gorących uczuć, składania życzeń ślubnych, imieninowych, urodzinowych czy kondolencji.

Dobrze, że Pani Lady M. o nich wspomniała. Warto ich używać.

Znajdziemy ich propozycje pod adresem: https://www.poczta-polska.pl/paczki-i-listy/wysylka/listy/telegram-pocztowy/

Dzięki Pani Lady M., powiem to państwu w tajemnicy, w dniu 25 lipca, w nasza 37 rocznicę ślubu wyślę żonie plik telegramów dla zakochanych, takich jakie wysyłałem codziennie, gdy narzeczona była w domu rodzinnym w Olsztynie (jeździła tam jako studentka na kilka dni, od czasu do czasu).

Opublikowano Komunikacja, Korespondencja | Otagowano | Dodaj komentarz

Kiedy można zmienić nazwisko?

Takie pytanie zadał Pan podpisujący się jako Winyl. Ponadto napisał: Jak to oznajmić innym? Czy da się to zrobić z klasą?

Zmiana nazwiska to sprawa prywatna. Może być wiele powodów, np. ten, że ktoś to nazwisko skompromitował. Trzeba pamiętać o tym, że później, niekiedy po latach różni ludzie, szczególnie gdy zmieniający nazwisko stanie się kimś znanym czy wpływowym, będą snuć różne obraźliwe przypuszczenia (ludzie o tzw. „przeszłości” zmieniają nazwiska by się od niej odciąć lub „zmylić tropy”) i trzeba będzie sobie z tym radzić.

Znajomym oznajmiamy po prostu, że zmieniliśmy nazwisko. Powinniśmy mieć przygotowane jakieś przekonywujące lub przynajmniej żartobliwe przypuszczenie (będą się dopytywać z ciekawości).
Człowiek z klasa zachowa się tu tak, by nikt nie potraktował tego negatywnie.

Najlepiej oficjalnie poinformować wszystkich, którzy znają nasze nazwisko, by ktoś nie poczuł się dotknięty tym, że nie został o tym poinformowany brak jego wiedzy o zmianie nazwiska mógłby spowodować różne sytuacje negatywne, np. „Znam Kowalskiego od lat”, „On nie nazywa się Kowalski”)
Z punktu widzenia savoir vivre to kwestia neutralna chyba, że nowe nazwisko niesie za sobą jakieś negatywne podteksty (np. zmiana polskiego nazwiska na niemieckie w trakcie okupacji hitlerowskiej).

Opublikowano Komunikacja | Otagowano | Dodaj komentarz

SMS-y i savoir vivre

Ten problem podjęła Pani Ami: Dostałam właśnie SMSa od dawno niewidzianej osoby, z zapytaniem o coś, co właśnie sprzedałam (było to auto kiedyś należące do tej osoby). Chętnie porozmawiałbym z tą osobą, gdyby do mnie zadzwoniła, zapytała co słychać itd. Ale SMS wydaje mi się wręcz niegrzecznością w tej sytuacji, a w każdym razie nie pasuje formą do sprawy. Czy może Pan powiedzieć coś więcej na ten temat? Jak się zachować w podobnej sytuacji, gdy ktoś próbuje się skontaktować z nami SMSem, podczas gdy może zadzwonić?

W jaki sposób używają sms-ów ludzie ze świata savoir vivre?

Jest kilka sytuacji, w których sms jest dopuszczalny.

Ustalamy w trakcie rozmowy telefonicznej, że prześlemy jakaś informację sms-em (np. numer telefonu).

Nie możemy się do kogoś dodzwonić, a mamy dla niego pilna informację.
Wiemy, że ktoś nie może odebrać telefonu, bo jest np. na długim spotkaniu służbowym, a chcemy mu przekazać pewną informację.

Nie możemy zadzwonić (bo np. jesteśmy na konferencji), a musimy komuś dostarczyć pilną informację.

Jedziemy samochodem na umówione spotkanie i wiemy już,że się spóźnimy, bo stoimy w korku. Informujemy o tym sms-em w chwili, gdy samochód stoi.

Umówiliśmy się z kimś zapracowanym np. na wywiad i przypominamy mu o spotkaniu sms-em.

Mało kogoś znamy a chcielibyśmy porozmawiać przez telefon. Pytamy o taka możliwość sms-em.

I tym podobne przypadki.

We wszystkich pozostałych wypadkach telefonujemy, a wysłanie sms-a jest objawem lekceważenia danej osoby – czymś niestosownym.

Na takie sms-y mamy prawo nie zareagować. Reagujemy zatem, gdy chcemy i w takim wypadku jesteśmy wspaniałomyślni – udajemy, że nic się nie stało.

Opublikowano Komunikacja | Otagowano | 2 Komentarze

Jeszcze o letnich marynarkach – głos Luigi Saladini (znaleziony w komentarzach)

Zauważyłem, że wielu ludzi nie wie, że istnieją letnie marynarki, ponieważ nie interesują się klasyczną modą, lecz modą masową, która ma niewiele wspólnego z elegancją i odpowiednim dress code`em. Kolejny powód, kto wie czy nie najważniejszy, to wielu – być może nawet większość – szuka pretekstu, by porzucić garnitur i jemu podobne kostiumy i ubierać się jak najbardziej „po domowemu”. Ten drugi pretekst uważam, za bardziej istotny. Proszę zauważyć, kim są dzisiejsze „autorytety” modowe serwowane z telewizora: wszystko na luzie, „róbta co chceta”, tatuaże, kolczyki u mężczyzn, koszule wypuszczone na zewnątrz, podarte jeansy, dresy oraz inne dziwactwa. To wszystko zniechęca przeciętnego odbiorcę do tradycji i jednocześnie utwierdza, że antykulturowe wzorce odzieżowe są domeną ludzi sukcesu.
Przy okazji polecam swój wpis na temat letnich marynarek: https://luigisaladini.fashion.blog/2018/05/02/marynarka-lato/

Opublikowano Ubiór | 1 komentarz

Owoce szlachetne i nieszlachetne i savoir vivre

Pan Chris napisał: Owoce szlachetne (to określenie pojawiło się w jednym z moich wpisów – dop. S. K.). To sugeruje, że są owoce nieszlachetne. Jak je rozróżniać? Na podstawie rzadkości występowania (owoce sezonowe kontra całoroczne)? Może jakoś inaczej?

Savoir vivre to sztuka życia, polegająca między innymi na tym, że staramy się o to, by wszystko w naszym życiu było szlachetne.

Pamiętajmy, że termin szlachetny w pierwszym jego znaczeniu oznacza to, co najwyższej jakości.

Na szlachetność i nieszlachetność owoców możemy spojrzeć w czterech perspektywach.

Owoc tego samego gatunku może być niedojrzały lub przejrzały lub dojrzały, uszkodzony lub nie.
Szlachetne będą te, które są dojrzałe i nieuszkodzone.

Owoce tego samego gatunku mogą pochodzić z masowej „produkcji”. Mogą być „pędzone” jak kurczaki na fermach. To będą nieszlachetne owoce. Ten sam gatunek może być pielęgnowany w sposób tradycyjny przez ogrodnika i wtedy będzie szlachetny, najwyższej (w tym smakowej) jakości.

Owoce tego samego gatunku, np. jabłka mają różne odmiany, szlachetne i nieszlachetne.
Szlachetna jest czarna porzeczka, a nieszlachetne czerwona i biała. Szlachetne są śliwki węgierki i renklody, a nieszlachetne są np. mirabelki.

Szlachetne są te owoce, które obiektywnie mają wyjątkowy smak (z nich robi się soki, dżemy, konfitury).

Opublikowano Filozofia savoir vivre, Stół | Dodaj komentarz

Dla tych, którzy twierdzą, że nie da się nosić marynarki w upał – uwaga Macieja K.

Mniej istotne jest, czy marynarka jest lniana, czy wełniana. Musi natomiast być uszyta na lato, czyli – przede wszystkim – być bez podszewki. I to naprawdę robi różnicę. Ostatnio musiałem występować oficjalnie przy 40C upale w granatowej letniej marynarce z wełny o otwartym splocie. Pełen komfort.

Opublikowano Ubiór | 3 Komentarze