I znowu o rocznicy – savoir vivre, nowa klasa średnia i wzorcowe zachowania

Po przemyśleniu doszedłem do wniosku, że te wszystkie negatywne komentarze dotyczące naszej rocznicy ślubu wiele mi dały, bo skłoniły mnie do przemyśleniu kilku spraw.
Pani Telimena: Ten blog nie jest Pana osobistym pamiętnikiem, lecz szkołą. Podawane przykłady powinny być chyba jakoś wzorcowe – takie Pan często opisuje np. omawiając kwestie menu w hotelach czy restauracjach. Stąd zdziwienie takim modelem przyjęcia. Pytałam też o Pana strój – nie złośliwie, lecz żeby zrozumieć. Skoro niespodzianka i takie stroje nieformalne inni mieli, czy Pan też nie mógł inaczej się ubrać? Proszę o skorygowanie, jeśli błędnie myślę na temat ducha s-v.

W kwestii ubrania wypowiem się w następnym wpisie.
Teraz skupię się na czymś innym.

Odniosłem wrażenie, że Czytelnicy bloga – autorzy negatywnych komentarzy są jakoś oderwani od rzeczywistości.

Jak jest ta rzeczywistość?

Zgrzebna, proletariacka, biedna, bardzo podobna do tej, którą kreowała komuna.
To, co dzisiaj jest nazywane demokracją, filozofia i praktyka tego czegoś prowadzą do swoistej „urawniłowki”. Wszystko jest sprowadzane do „parteru” i warunków „kołchozowych” (napiszę o tym obszerniej w materiale pt. „ Bajka i koszmar. Liberalizm i savoir vivre”.
Nie jest to zjawisko tylko polskie. Proletaryzacja i „demokratyzacja” objęły cała Europę, USA i Kanadę. Swoją role spełniły tu szkoły, media, nowy ustrój finansowy i gospodarczy (pojawienie się pieniądza fiducjarnego opartego na długach i lichwie i wdarcie się wielkich koncernów we wszystkie praktycznie sektory gospodarki).

Pieniądz fiducjarny i nowy ustrój pojawiły się w początkach lat siedemdziesiątych XX w., co spowodowało miedzy innymi likwidację (prawie całkowitą klasy średniej). Społeczeństwa Zachodu stały się już w latach dziewięćdziesiątych społeczeństwami najemnych pracowników (najczęściej słabo opłacanych).

Polskie społeczeństwo wchodząc do grona państw Zachodu nie miało szansy w takiej sytuacji wyjść z „dołka”, odrodzić się, odbudować klasy średniej. Pozostało skomunizowane, proletariackie.

Ilu ludzi w Polsce ma fraki, smokingi, jada kawior i pija szampana, organizuje przyjęcia z prawdziwego zdarzenia, koncerty na żywo muzyki poważnej w swoim ogrodzie itp., itd.? Ilu ludzi szyje na miarę ubrania, dekoruje swój dom autentycznymi dziełami sztuki itp., itd.

Zorganizowałem kilkadziesiąt przyjęć dla weilkeigo biznesu w renomowanych cztero lub pięciogwiazdkowych hotelach. Wymagało to wielkiego wysiłku, pracy nad personelem (przeszkolenie personelu i potem pilnowanie kelnerów w roli „szefa sali”) i nad gośćmi (przeszkolenie gości wcześniej oraz korygowanie ich zachowań w trakcie przyjęcia).

Nigdy praktycznie nie udało mi się osiągnąć ideału (za mało kelnerów, nie takie jak trzeba menu, nie takie jak trzeba ubrania gości itp.).
To jest nasza rzeczywistość.

Czytałem w pracy krawca Turbasy o modelowym weselu. Jego organizatorzy zamówili (na swój koszt)u tego renomowanego (i oczywiście bardzo drogiego) krawca ubrania, dla młodych, świadków, rodziców i…. wszystkich gości. Inaczej nie osiągnęliby efektu przynajmniej w perspektywie ubrań.

Napisałem o naszej rocznicy (jak o tym już mówiłem), by pokazać jak można próbować w tych warunkach realizować ducha savoir vivre.

Do klasy średniej należę duchem. Nie spełniam jednak wielu warunków, które musza spełniać jej reprezentanci.

Kogoś można zaliczyć 100% do klasy średniej w warunkach polskich jeśli spełnia, obok wielu innych następujące warunki: ma przynajmniej dwa duże domy (w mieście i na wsi), stabilny i niezależny (przedsiębiorca lub wolny zawód) dochód co najmniej 500 tys. rocznie oraz brak kredytów konsumpcyjnych i długoterminowych, a wreszcie wolny czas.

Znam osoby, które spełniają wszystkie warunki oprócz ostatniego. Cały swój (dosłownie cały) czas poświęcają „pilnowaniu” interesu.

Komentarz Pani Telimeny i komentarze innych osób skłoniły mnie do zastanowienia się nad tym czy nie popełniłem jakiś błędów i do tego bym pomyślał o tym jak zorganizowałbym tę rocznicę, gdybym miał duży dom w Nałęczowie i budżet np. nieograniczony przeznaczony na to wydarzeniae.

Co podpowiadałyby podręczniki i tradycja?

Skłonienie gości (100- 200 osób do eleganckiego ubrania (trzeba by w zasadzie takie ubrania im sprawić).
Uroczysta Mszę Św. w specjalnej oprawie muzycznej.
Przejazd powozami do domu.

Aperitif (przyjęcie 15 minutowe w salonie, ewentualnie w ogrodzie).

Przyjęcie zasiadane z kelnerami i 20 potrawami (w jadalni lub na tarasie czy w namiocie), do którego odpowiednio dobrany repertuar grałby np. kwartet smyczkowy.

Kawa w ogrodzie, w którym grałaby duża klasyczna orkiestra i byłby (dla chętnych) krąg taneczny.

Mini recital np. Tadeusza Woźniaka, który dziś wykonuje nowe utwory, moim zdaniem z wielką klasą.

Na zakończenie szampan i profesjonalny pokaz sztucznych ogni „jakiego świat nie widział”.

Zadałem sobie pytanie: gdyby mnie było na to stać to czy bym to zrobił na 35 rocznicę ślubu.

Robiłbym takie przyjęcia, ale jednak na 35 rocznicę zrobiłby to, co zrobiłem (w tym przyjęcie bufetowe na tarasie z kawiorem, ośmiornicami, zupą z frutti di Mare, winem musujcym, grappą i włoskim oraz niemieckim winem) i tylko pewnie banerów (i to plastikowych) byłoby więcej, gości byłoby dziesięć razy tyle, byłaby druga orkiestra (symfoniczna) i może np. Woźniak, i byłby większy pokaz sztucznych ogni (była tylko inscenizacja pt. „Dwa serca” – dwie trzyminutowe, ośmiometrowe fontanny ognia).

Dlaczego?

O tym może innym razem.

Opublikowano Filozofia savoir vivre, Przyjęcia, Rocznica ślubu Krajskiego, Savoir vivre w Polsce | Dodaj komentarz

I znowu o rocznicy – savoir vivre i przestrzeń publiczna

Jedną sprawę wyjaśnię na początek – mój wpis dotyczący robienia przykrości nie był żaden sposób związany z wypowiedziami niektórych Czytelników na temat rocznicy. Przyznaje, zę czas i miejsce tego wpisu były niefortunne i nieprzemyślane, ponieważ mogło to sugerować, że odnoszę się do tych komentarzy.

Te komentarze mnie jedynie zadziwiły, a niekiedy zbulwersowały swoja autorytarnością , nieodpowiednia z punktu widzenia savoir vivre formą i sposobem wyrażania poglądów, negowaniem tego co inne, nie pasujące do własnych wyobrażeń.

Savoir vivre podpowiada w wypadku negowania czegoś sformułowania typu „to nie w moim guście” czy „mnie się nie podobało”, „to jest sprzeczne z moimi preferencjami estetycznymi” czy to jest sprzeczne z moimi wyobrażeniami o …”

W historii mojego bloga było niewiele tematów, które wywoływały podobną burzę i moim wpisom towarzyszyło tak wielka liczba komentarzy. Te tematy to: stosunek do homoseksualistów, zachowanie ateistów w kościele, kwestie wegetarianizmu i palenia papierosów.

Po przemyśleniu sprawy nadal nie mam pojęcia dlaczego, skąd tyle negatywnych emocji, które niekiedy doprowadzały do czegos co nazwałbym delikatnie groteską i surrealizmem.

Oto przykładowy wpis, wpis Pani Joanny: Nie potrafię zrozumieć jakim cudem s-v dopuszcza zagarniecie przestrzeni publicznej na tak długi czas. Czy był pan łaskaw pomyśleć o urlopowiczach, którym to bardzo przeszkadzało? Nie uwierzę, że wszystkim się podobało i każdy rwał się do robienia sobie fotografii z Żabcią. Czy pomyślał pan ilu wczasowiczów pouciekało z Nałęczowa z postanowię: – Nigdy więcej! 7 dni to nie wieczność, ale niektórym popsuł pan cały pobyt w Nałęczowie.

To ostanie zdanie mnie najpierw ubawiło, potem przeraziło. Ile bowiem jeszcze jest osób, które wiedzą co inni myślą i czują i w związku z tym chcą decydować i sprawach wspólnych, np. przestrzeni publicznej? Ile jest osób, które uważają, że jeśli coś kogoś irytuje w przestrzeni publicznej to należy to zlikwidować? Czy nie do tej kategorii osób zaliczają się np. te, które domagają się usunięcia krzyży z przestrzeni publicznej? Ile w takim podejściu jest umiłowania wolności i poszanowania innych?

W planach miałem wpis pt. „Savoir vivre i przestrzeń publiczna” (po przykrych przeżyciach nad polskim morzem w sierpniu tego roku). Zamieszczę go na pewno za jakiś czas. Tutaj tylko kilka słów na ten temat.

Problem kształtowania przestrzeni publicznej, granic swobody w tej dziedzinie to trudny problem, na który składa się wiele problemów.

Jednym z nich jest pojęcie przestrzeni publicznej. Jeżeli za przestrzeń publiczną uznamy każdy fragment przestrzeni, który może zobaczyć „publiczność” (osoby postronne) i uznamy, że mamy prawo zabraniać pojawiania się w nim czegoś znajdziemy się w centrum totalitaryzmu. Uznamy bowiem wtedy, ze będziemy decydować o tym jakie ludzie mają mieć domy, ogrody, płoty i co w nich może być a co nie.

Oczywiście trudno się zgodzić na domy koszmarki i manifestacji, które w istotny sposób (bezdyskusyjny) ranią innych. W jakim zakresie jednak można tego zabronić czy to prawnie czy w ramach presji psychicznej (choćby typu – czy to jest zgodne z savoir vivre)?
Na pewno, takie jest przynajmniej moje zdanie, należy podejść rygorystycznie do tej przestrzeni publicznej, która występuje w centrach miast i którą zapełniają budowle zabytkowe.
A co do moich banerów.

Zostały umieszczone przy ulicy Kombatantów w Nałęczowie. Każdy może sobie obejrzeć ją na mapie i zorientować się, że jest to właściwie szosa na obrzeżu Nałęczowa, którą poruszają się w zasadzie tylko mieszkańcy okolicznych domów. Trafiają tam nieliczni turyści i kuracjusze (0,5%? Myślę, że mniej), tacy, którzy lubią włóczyć się po okolicy, którzy przyszli tu po maliny do ogrodnika i zamiast wrócić od niego do Nałęczowa najkrótszą drogą wybrali dłuższą by dłużej być w ciszy i drzewach a nie w mieście.

Zamieszczają banery na plotach zapytałem oczywiście o zgodę ich właścicieli i ją otrzymałem. Większość pozostały mieszkańców ulicy wyraziło aprobatę dla ich obecności (poznałem dzięki tym banerom wielu ludzi). Byli nawet tacy, którzy sami z siebie ich pilnowali, by nikt przed przyjazdem żony ich nie uszkodził.

Wszyscy wiedzieli, kto te banery zawiesił, ponieważ prowadziły one do jednego domu, na którym było ich najwięcej. Nikt nie zgłosił się z protestem.

Co bym zrobił, gdyby ktoś się zgłosił?
Jeśli przyszłaby np. Pani Joanna i przedstawiła swoje racje zaproponowałbym jej, by omijała ul. Kombatantów. Tyle jest pięknych miejsc w Nałęczowie, że ludzie przyjeżdżają latami do tego uzdrowiska i nigdy przy tej ulicy nie byli.

A gdyby przyszło więcej osób z pretensjami?

Zapewne bym je zdjął i umieścił w ogrodzie domu, w który mieszkaliśmy w taki sposób, by nie były widoczne zewnątrz.

Wnioski:

Kierując się savoir vivre należy podejmować wysiłki, ale oczywiście w granicach zdrowego rozsądku by nie sprawiać przykrości innym.

Kierując się savoir vivre należy postępować tak, oczywiście w granicach zdrowego rozsądku, by inni mogli żyć i zachowywać się tak jak tego chcą nawet w taki sposób, który przez nas jest negowany czy sprawia nam przykrość.

Dwa przykłady.

Pierwszy.

Jeżeli nasz sąsiad obstawił swój ogród koszmarnymi, według nas, gipsowymi krasnalami nie idziemy do niego z żądaniem, by je usunął tylko przy granicznym płocie zapuszczamy gęsty żywopłot lub stawiamy drewniane zasłony.

Drugi przykład ((specjalnie trochę prowokacyjny)
W ramach naszego pobytu w Nałęczowie odwiedziliśmy ze znajomymi Wojciechów. Tam obok średniowiecznej wieży jest urokliwa gospoda z dużym ogródkiem. W ogródku nie było nikogo. Usiedliśmy w jednym jego końcu. Zapaliłem papierosa (w ogródku wolno było palić). Do ogródka wkroczyło młode małżeństwo z niemowlęciem w wózku. Zajęli stół obok nas. Mężczyzna podszedł do mnie i powiedział: „Niech pan zgasi papierosa, bo to szkodzi naszemu dziecku”. Zgasiłem natychmiast papierosa i zapaliłem następnego, gdy opuścili restaurację.

Czy nie mogli usiąść w drugim, takim samym pod każdym względem (ta sama odległość od wejścia do ogródka i od wejścia do restauracji, taka sama zieleń i widok) końcu ogródka?

Opublikowano Rocznica ślubu Krajskiego, Savoir vivre na co dzień | Otagowano | 2 komentarzy

Jak potraktować niespodziewanego gościa

Pan Łukasz napisał: Chciałbym się zapytać, czy jeśli zaprosiło się rodziców do siebie na gościnę, a potem dzwoni znajomy i mówi, że akurat będzie w moim mieście i nie będzie mieć, co robić kilka godzin, to powinno się zaprosić go również czy powiedzieć, że akurat w tym czasie będzie się miało innych gości?

To co nazywamy staropolską gościnnością jest zachowaniem podyktowanym przez savoir vivre.

Gdy zatem ktoś dzwoni do nas z taką informacją zapraszamy go serdecznie do siebie, a rodzicom sytuacje tłumaczymy.

Opublikowano Przyjmowanie gości, Uncategorized | Dodaj komentarz

Jeszcze kilka słów na temat naszej 35-tej rocznicy

Bardzo zaskoczyło mnie tak wiele negatywnych komentarzy i to w oparciu o tak skąpy materiał informacyjny (syn montuje powoli film z uroczystości, który pokażę, a ja chciałem tutaj jeszcze dużo spraw wyjaśnić).

Napisałem w pierwszym wpisie na ten temat, że chciałem realizować ducha savoir vivre i nie chciałem robić uroczystości na „wielkim fa” i na bardzo poważnie (miały być uśmiechy, przymrużenie oka, żarty itp.)

Cel podstawowy był, co wydawało mi się oczywiste jeden: sprawić żonie radość i dać jej dowody na to, że nadal jest dla mnie kimś najważniejszym na świecie, kimś kogo kocham wciąż tak jak w okresie narzeczeńskim, ale i jeszcze bardziej, ponad życie.

Najlepszą formą udowodnienia tego wydało mi się zgodne z pewną tradycją (patrz choćby Zbyszko z Bogdańca i Jagna) publiczne zamanifestowanie tego.

Swój cel osiągnąłem. Żona uznała to za ważne i oceniła bardzo pozytywnie. Dodatkowym elementem były dla niej reakcje „społeczne” – fakt, że tak wielu mieszkańców Nałęczowa i turystów zareagowało bardo ciepło (o czym wspominałem) składając nam życzenia i okazując wiele serdeczności.

Nie spotkaliśmy się z żadnymi negatywnymi reakcjami, choć przecież mogły one wystąpić – ktoś mógł mieć jakieś pretensje czy wyśmiewać, np. banery.

Dla mnie był tu duch savoir vivre, był cały czas, bo było to nadprzeciętne i jakoś wielkie i tak to wielu ludzi widziało i komentowało. Szczególnie pozytywnie zareagowało wiele kobiet i to było również traktowane przez moją żonę jako coś bardzo pozytywnego.

Centrum uroczystości była Mszą Trydencka odprawiana przez ks. Jochemczyka, który przyjechał by ją odprawić specjalnie z Włoch, ze Złotej Doliny i to było już bardzo poważne.

Do krytyków banerów i orkiestry. A co Państwo myślą skąd miałem brać banery artystyczne na wysokim poziomie, nie na plastiku? Za jakie pieniądze? Nie jestem krezusem. Czy myślą Państwo, że łatwo jest zorganizować orkiestrę na pół godziny? Jak Państwo myślicie – ile jest takich orkiestr i ile kosztują? Kapelmistrz tej orkiestry powiedział mi w pewnym momencie: „Nigdy nie zgodziłbym się za takie pieniądze zagrać, a nie mógłbym, to wiem, zażądać takich pieniędzy, które by mnie i moich ludzi usatysfakcjonowały ( dop. S. K. – przecież to było kilkanaście osób, które przyjechały z daleka kilkoma samochodami). Ale zgodziłem się z ciekawości, bo nigdy nie miałem takiej propozycji”.
Ktoś mógłby powiedzieć: „To nie trzeba było tego robić. Można było w inny sposób obchodzić tą rocznicę”. Nie. Bo tu ważna była ta manifestacja publiczna przez banery i ważny fakt obecności orkiestry. Chodziło o pewną wymowę, pewien urok, pewne zaskoczenie, pewną niecodzienną i niepowtarzalną odświętność – raz się obchodzi 35 lat małżeństwa.

Ja wypowiedziałem się przez te banery i przez orkiestrę w sposób, który żona i wielu ludzi zrozumiało i nie doszukiwało się jakiś wad, niedociągnięć, braków czy słabości.

Ja złożyłem w ten sposób publicznie pewne oświadczenie, które zostało odebrane jako oświadczenie szczere i z głębi serca, oświadczenie wyjątkowe, coś co nie było małe, sztampowe, tylko formalne. I o to mi chodziło.

Chodziło mi o to, by moja żona, rodzina, różni znani mi i lubiani przez mnie ludzie zapamiętali ten dzień jako wyjątkowy i tak go zapamiętali.

I chodziło mi, jeszcze raz to powtórzę i podkreślę, żeby to było radosne, żeby było pełne uśmiechów i śmiechu.

I różnych żartów i przymrużeń oka było w tym dniu wiele. Jeden przykład: gdy tylko wkroczyliśmy (po tym oglądaniu banerów) do domu, zapukał listonosz i wręczył żonie dwie przesyłki. W jednej były życzenia od … premiera, w drugiej od… prezydenta. Żona oglądała je ze zdziwieniem aż zaczęła się śmiać (i inni z nią), bo rozpoznała mój charakter pisma.

Opublikowano Rocznica ślubu Krajskiego | 3 komentarzy

Jak reagować na niegodziwość

Pan Gaston de Maistre napisał: Czy w świetle zasad SV można nie podać komuś ręki (nie odwzajemnić wyciągniętej ręki) na gruncie zawodowym/biznesowym wiedząc, że ów osoba dopuściła się, świadomie i z rozmysłem, olbrzymiej niegodziwości i obrzydliwości w życiu prywatnym? Czy przez brak akceptacji dla takiego czynu i z szacunku dla ofiar powinno się zaprzestać prowadzenia jakichkolwiek interesów z taką osobą? A może SV nie zajmuje się takimi sprawami i pozostawia to osądowi moralnemu jednostki?

Jeśli pierwszą zasadą savoir vivre jest zasada szlachetności to z tego należałoby wyciągnąć wniosek, że wszystko i w każdym porządku powinno być w naszym życiu szlachetne. I że na nieszlachetność powinniśmy zawsze reagować jej odrzuceniem i potępieniem.

Kiedyś pewnych rzeczy ludzie nie robili bo skazywało by ich to na śmierć towarzyska i w konsekwencji w wielu innych porządkach.

Taka zdecydowana reakcja może być jednak uznana za heroiczną i nie jest przez savoir vivre (ani etykę) bezwzględnie wymagana 3 każdym przypadku,(jeśli miałaby doprowadzić do znacznych strat w naszej działalności gospodarczej).
Zresztą, tak naprawdę każdy przypadek jest inny i trzeba każdy rozważać oddzielnie.

Może się zdarzyć, że zło będzie tak wielkie, że jako ludzie szlachetni nie możemy w żaden sposób z taką osobą robić interesów.

W niektórych wypadkach można nasze kontakty ograniczyć tylko do czysto biznesowych i nadal je podtrzymywać przy założeniu jednak, że nie będziemy w ten sposób w żaden sposób wspierać zła, które dana osoba czyni i w nim w jakimkolwiek stopniu partycypować.

Jeśli jednak nie musimy z taką osobą utrzymywać kontaktów „służbowych” to oczywiście lepiej je zerwać i prowadzić interesy tylko z tymi, którym podłości nie można zarzucić.

Opublikowano Zachowania niewłaściwe | Dodaj komentarz

Jak reagować na osoby, które sprawiły nam przykrość?

Pani podpisująca się jako Xakit napisała: A co w przypadku osoby której przykrość została wyrządzona. Czy taka osoba może później na przykład nie podać ręki osobie, która ją obraziła. Sytuacja dotyczy grupy znajomych osoba obrażona chcąc nie chcąc będzie musiała spotykać tę drugą osobę.

Tutaj mam za mało danych.

Mogę zatem jedynie napisać tak:

Jeśli przykrość była jednorazowa i niezamierzona lub zamierzona, ale jako skutek pewnego negatywnego, przejściowego stanu emocjonalnego bądźmy wielkoduszni i zapomnijmy.

Jeśli była bardzo bolesna, z premedytacją, ale nie było to „paskudne kłamstwo” na nasz temat okażmy wielkoduszność.

Jeśli nie chcemy czy nie możemy wybaczyć zachowujmy się wobec tej osoby grzecznie, ale chłodno i ze znacznym dystansem jak wobec obcej nieznanej nam osoby.

Odmawianie podania ręki to nasza osobista decyzja, którą zawsze możemy podjąć i jest ona zgodna z savoir vivre. Oznacza, ze zrywamy wszelkie kontakty towarzyskie z daną osobą. Nie musimy się z tego tłumaczyć. Jest to jednak sygnał dla świata , że o coś bardzo złego taką osobę oskarżamy. Podejmujmy zatem takie decyzje raczej wtedy, gdy z taką przykrością wiąże się obraza, której wybaczyć nie można, bo przekroczone zostały granice tego, co zawsze nazywano honorem.

Opublikowano Zachowania niewłaściwe | 1 komentarz

Nigdy nie sprawiajmy nikomu przykrości

Myślę teraz, że za mało poświęcam jednak na tym blogu miejsca filozofii savoir vivre, rozwinięciu podstawowych jej zasad.

Zauważmy, ze zasada „Nigdy nie sprawiajmy nikomu przykrości” jest uszczegółowieniem, w równym stopniu, zasady szlachetności i zasady miłości.
Szlachetny człowiek nie sprawia innym przykrości.

Człowiek, który kieruje się miłością nie sprawia innym przykrości.

Ktoś może powiedzieć, że są sytuacje, w których sprawienie przykrości jest nieuniknione.

Oczywiście. Zadajmy sobie jednak pytanie: czy, gdy sprawialiśmy innym przykrość, zawsze to naprawdę było konieczne i uprawnione?
Dodajmy jeśli musimy, naprawdę, innemu sprawiać przykrość róbmy to wyłącznie w cztery oczy, by jej nie pomnażać upokorzeniem tego kogoś (bo w obecności innych).
Jedna z największych naszych klęsk ma miejsce w tej perspektywie, gdy:
nie zauważyliśmy nawet, że komuś sprawiliśmy przykrość;
sprawiliśmy komuś przykrość, bo byliśmy w złym humorze;
bo ktoś inny nam sprawił przykrość;
bo ta osoba nam sprawiła przykrość i my się faktycznie mścimy;
bo ta osoba nas irytuje;
bo nam przeszkadza;
bo sprawiła przykrość komuś kogo lubimy;
bo zrobiła coś co nam się nie podoba (np. z punktu widzenia naszego światopoglądu);
bo ma po prostu inny światopogląd lub reprezentuje inna hierarchię wartości;
bo byliśmy gruboskórni;
bo lekceważymy jej takie czy inne jej świętości i świętości”.
Ważna sprawą jest odnotowywanie w pamięci przykrości, które komuś sprawiliśmy i wyciąganie z tego wniosków na przyszłość, by już takich i w taki sposób przykrości nie sprawiać.

Opublikowano Filozofia savoir vivre | 6 komentarzy