Opuszczam Nałęczów do 21 sierpnia

Będę kilka dni w Warszawie, a pozostałe na Mazurach. Komputer zostawiam w Nałęczowie i nie wiem czy uda mi się dokonać jakiegoś wpisu do 21 sierpnia. Tego dnia znajdziemy się z powrotem w Nałęczowie.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Trzecia przygoda w Nałęczowie – „Różana”

Jednym z naszych ulubionych lokali w Nałęczowie jest „Różana”. Składa się ona z dużego, starego parku, małej willi z XIX w. (bodajże 8 apartamentów), niewielkiej kawiarenki-restauracyjki, dużej willi włoskiej, w której jest między innymi apartament księżniczki Maroka (zwiedzałem go; ma kilkaset metrów kwadratowych, dwa tarasy, salon, dwie sypialnie, łazienki, antyki) oraz basenu krytego w stylu włoskim.

Można tam usiąść w kawiarni, w ogródku kawiarni, przy stolikach pod małą willą, w namiocie, na leżakach pod drzewami lub przy fontannie. Z reguły siadamy przy fontannie zamawiamy coś do jedzenia (lekką przekąskę), ciasta (wyborne), herbatę, niekiedy kawę. Zawsze przez lata obsługiwał nas młody (profesjonalny) kelner. Ostatnio go nie było i zastępowała go młoda (nieprofesjonalna) dziewczyna. Wpadek miała co niemiara. Jedna z nich: przyniosła nam dwie herbaty zamiast jedną i po zwróceniu na to uwagi stwierdziła zostawiając drugą herbatę : „herbata nie jest droga”. Raz podała herbatę w wysokiej szklance z krótką łyżeczką, która nie sposób było ją wymieszać (w tej kawiarni jeśli podają herbatę w wysokiej szklance dają długą łyżeczkę). Najlepsza jednak przygoda z nią była taka. Zapytałem ją co oznaczają gwiazdki przy niektórych potrawach. Powiedziała, że nie pamięta, ale zapyta się w kuchni. Po chwili wróciła i poinformowała nas, że w kuchni też nie pamiętają. Gdy wreszcie po wielu dniach nieobecności pojawił się „nasz” kelner przygody w „Różanej” się skończyły, dowiedzieliśmy się też od niego, że gwiazdki oznaczają potrawy bezglutenowe.

Opublikowano Przygody w Nałęczowie | Dodaj komentarz

W jaki sposób kobieta powinna wsiadać do samochodu i wysiadać z niego?

Ten problem postawiła Pani Lucyna: Szanowny Panie, przypadkiem trafiłam na ilustrację jak dama powinna i nie powinna wsiadać do auta i z niego wysiadać.
Jak należy, Agata Duda https://www.youtube.com/watch?v=hq6t4HRvo2U (0:33)
Jak nie należy, księżna Cambridge https://www.youtube.com/watch?v=hhk46LmCbvA (0:07)

Obie panie nie dokonały tego właściwie. Błąd księżnej był większy.
W pełni właściwe jest tu:

przy wsiadaniu – umieszczenie siedzenia w samochodzie, dociągniecie kolana do kolana i przemieszczenie obu nóg równocześnie do środka;

przy wysiadaniu – wysunięcie obu nóg, w pozycji kolano dotyka kolana, na zewnątrz i podniesienie się (najlepiej korzystając z pomocnej ręki mężczyzny otwierającego drzwi).

Opublikowano Mowa ciała i zmiana miejsca, Uncategorized | 9 komentarzy

Czy można jednak kogoś z rodziny nie zaprosić na wesele?

Pani Anika napisała: A co jeśli wiemy, że gość może sprawić problemy w czasie uroczystości?
Czy takie osoby powinniśmy zapraszać (załóżmy, że nie odmówią zaproszenia).
Przykładowe sytuacje:
– Wiemy, że gość jest alkoholikiem i na poprzedniej uroczystości rodzinnej pod wpływem alkoholu wywołał awanturę i np. kogoś okradł?
– Ktoś z rodziny zachował się nie w porządku wobec kogoś kogo bardziej cenimy (np. wujek bardzo obraził czy skrzywdził babcię, wolałabym aby na ślubie i weselu była babcia, a obecność wujka to uniemożliwi).

Obowiązki rodzinne i towarzyskie nakazują zaprosić określone osoby.

Możemy jednak oczywiście podjąć decyzję, że kogoś konkretnego nie zaprosimy.

Z reguły konsekwencje takiego czynu są poważne (zerwanie stosunków, niesnaski, oczernianie) i to nie tylko ze strony danej osoby, ale również jej „stronników” oraz tych, którzy uznają ten brak zaproszenia za skandal.

Najbezpieczniej więc w takich sytuacjach jak opisane ograniczyć listę osób zaproszonych na oficjalne wesele do najbliższej rodziny ( w ten sposób będzie to skromny obiad weselny) i, ewentualnie, zorganizować jakieś większe przyjęcie, już nieoficjalne, później.

Opublikowano Ślub i wesele | 1 komentarz

Czy rodzice mogą nie przyjść na wesele?

Pani Kamila napisała: Córka wychodzi za mąż. Z racji, iż jedna z jej koleżanek okazała nam werbalnie brak szacunku poprosiliśmy z mężem aby nie była gościem weselnym. Jednak córka nie przychyliła się do naszej prośby. Rozwiązała ten problem dzieląc wesele na 2 części . W pierwszej będzie tylko rodzina. I po obiedzie mamy się rozejść. A na nasze miejsce maja przyjść znajomi w tym owa koleżanka. Jak mamy się zachować?? Traktujemy to z mężem jako obrazę i po ceremonii ślubnej nie zamierzamy uczestniczyć w weselu.

Córka zachowała się niewłaściwie i dziwacznie.

Powinna przychylić się do prośby rodziców. Rodzice są na weselu najważniejsi. Podręczniki savoir vivre nakazują np., by na zaproszeniach ślubnych była formuła wskazująca na to to, że to rodzice z młodymi zapraszają na ślub. Rodzice mają siedzieć na weselu obok młodych. To im maja na weselu głośno dziękować młodzi. Młody rodzicom młodej za córkę. Młoda rodzicom młodego za syna.

Córka mogłaby zaproponować, że na weselu będzie sama rodzina, ale zrobić np. następnego dnia przyjęcie dla przyjaciół ( w tym tej koleżanki) nie nazywając jednak tego przyjęcia II częścią wesela.

Niewłaściwe zachowanie córki nie może jednak powodować bojkotu wesela. Trzeba zacisnąć zęby, iść na nie i zachowywać się dyplomatycznie tak jakby nic się nie stało i próbować potem zapomnieć i wybaczyć.

Rodzice muszą być na weselu. Zawsze na nim byli jak świat światem. To ich obowiązek.

Ponadto ich nieobecność byłaby bardzo negatywnie komentowana i odbiłoby się to zapewne bardzo negatywnie na dalszych stosunkach z córką, a w konsekwencji z wnukami, które zapewne się pojawią.

Opublikowano Ślub i wesele | Dodaj komentarz

Trzeci raz o kawie

Pani Hime napisała: Zaginął gdzieś w odmętach pamięci i internetu wcześniejszy mój komentarz z pytaniem na temat kawy, więc pomyślnie złożyło się, że wrócił Pan do tego tematu.
Nieodmiennie zastanawiam się, jak zapatruje się Pan na kwestie fundamentalne związane z przygotowywaniem boskiego naparu, a mianowicie pochodzenie ziaren i jakość wody.
Podobnie jak Pan mieszkam w Stolicy i jesteśmy absolutnie rozpieszczeni ilością palarni w których znakomitą kawę można tu nabyć prosto z pieca (no, nie dosłownie, bo musi ostygnąć i odpocząć, ale to tylko taki skrót myślowy). Dlatego z wielkim zaskoczeniem czytam kolejny wpis, gdzie skupia się Pan na metodzie, pomijając komentarz na temat surowca. Również woda, krytycznie istotna dla jakości i smaku, pozostaje przez pana niezauważona.
Jesteśmy smakoszami i ludźmi zwracającymi uwagę na najwyższą jakość, zatem ten dysonans nie daje mi spokoju.
Jednocześnie, chciałabym przypomnieć o dwóch sposobach przyrządzania kawy których nie wymienia Pan, a są one proste do opanowania oraz niesamowicie przyjemne i estetyczne. I nie wymagają użycia „elektronicznych” ekspresów (notabene, elektroniczne w nich jest dozowanie ziaren i strumienia pary, zasada działania jest identyczna jak w „analogowych” maszynach do espresso. Chyba, że miał Pan na myśli ekspresy na kapsułki i inne podobne „gotowce”). Chodzi mi o zaparzanie w tzw. „francuskiej prasce” oraz robienie kawy przelewowej „z ręki” w odpowiednich do tego naczyniach. Nie ma nic piękniejszego niż świeżo zmielone ziarna, które „rozkwitają” pod pierwszymi kroplami gorącej wody, puchnąc i pęczniejąc od uwalnianego dwutlenku węgla. Smak takiej kawy jest zupełnie inny od mokki, ale niezaprzeczalnie nadal wyrafinowany.

Oczywiście Pani Hime ma racje i mają wiele racji autorzy innych komentarzy do mojego tekstu o kawie.

Uprościłem i skróciłem problem. Pamiętajmy, że najważniejsze na tym blogu są problemy savoir vivre. I na tym się skupiałem: dać gościom kawę wysokiej jakości przygotowanej w sposób powszechnie akceptowany w świecie savoir vivre. Gdybym zaczął się rozpisywać o wodzie, gatunkach kawy, jej paleniu musiałbym temu poświęcić przynajmniej kilka dni, a tego nie chciałem (chciałem napisać krótki tekst).

Poruszyłem problem ekspresu jako pierwszorzędny.

Oczywiste wydaje się, że ważna jest tu i woda, gatunek kawy, sposób jej palenia, rozdrabniania (kiedy i jak) i jeszcze inne czynniki. O samej wodzie można by napisać kilka stron. Oczywiste jest, że „normalne” ekspresy elektryczne też dają dobre kawy (wspomniałem o tym). Oczywiste jest, że tak naprawdę jest dziesiątki innych sposobów robienia kawy (wiele ich mają Arabowie), które dla jej szczególnych miłośników są ważne.

Chciałem pokazać najtańszy, najprostszy sposób uzyskania dobrej kawy (ale i, moim zdaniem, najskuteczniejszy).

Osobiście jestem przeciwko ekspresom elektrycznym (na przyjęciach, gdy jest wiele osób są nieodzowne). Jestem przekonany, że tak przy potrawach i napojach ważny jest „żywy” ogień. Już we wczesnej młodości nauczyłem się od Węgrów, że mały ekspres należy brać, gdy jedzie się pod namiot i przygotowywać w nim kawę na ognisku (dwa kamienie i kilka gałęzi). Kawa z ogniska (liczy się tu i gatunek palonego drewna) nie ma, moim zdaniem, sobie równych i gdy mogę robię ją w ten sposób.

Odkryłem też, że ważne jest jak stary jest ekspres. Z nowych kawa mi nie smakuje. Muszą być „przepalone”.

Opublikowano Kawa | 6 komentarzy

Jeszcze raz o kawie

Pan Ru, odnosząc się do mojego wpisu dotyczącego kawy, w którym wskazałem jako dobrą kawę tylko kawę z ekspresów na gaz napisał:
A co z całą Skandynawią, USA i wieloma innymi krajami świata gdzie królują kawy z ekspresów przelewowych (a nie ciśnieniowych)?
W najlepszych 5* hotelach do śniadania jest wybór: domyślnie kawa przelewowa, na życzenie ciśnieniowa.
Ja osobiście dużo bardziej wolę kawę z ekspresu przelewowego.
Co ze mną i mi podobnymi?
Czy stawiam się poza S-V?

O gustach się nie dyskutuje. Przez dwadzieścia lat przyjaźniłem się z bułgarską arystokratką zamieszkałą na stałe w Polsce od czasów PRL-u. Za komuny, i aż do swojej śmierci kilka lat temu, piła kawę zalewaną. Tylko taka była na co dzień w PRL i się przyzwyczaiła.

Skandynawowie, Niemcy i większość Amerykanów nie znają się na kawie, piją jako kawę napoje, które z kawą niewiele mają wspólnego. Czytałem wspomnienia amerykańskiego (jednego z najlepszych) restauratora. Gdy kupił pewną restaurację zauważył, że jej obsługa stosuje taką procedurę przy przygotowaniu kawy z ekspresu: wyjmowali tylko połowę fusów z poprzedniej kawy i dokładali świeżej kawy. Nakrzyczał na nich i nakazał wyrzucanie wszystkich fusów ze starej kawy. Od tego momentu goście zaczęli się skarżyć, że kiedyś kawa była dobra, a teraz jest gorzka i za mocna. Musiał powrócić do uprzednio stosowanych procedur.

Zdecydowana większość mieszkańców Rosji, USA, Skandynawii, a szczególnie Wielkiej Brytanii nie zna się na winach i ich mało (i nieprofesjonalnie) pije. Podobnie jest z Czechami z rejonów „piwnych”.

Na przyjęciach „savoirvivrowych”, dyplomatycznych, będąc we Włoszech czy np. na Węgrzech lepiej nie domagajmy się kawy z ekspresu przelewowego.

W dobrych hotelach stosuje się zasadę „klient nasz pan” ( i tak być powinno). Jeśli będzie dużo klientów domagających się hamburgerów, hot dogów, kaszanki czy pasztetowej wprowadzą je na śniadanie (pozostali będą nadal jedli dziczyznę i homary.

Opublikowano Kawa | 4 komentarze