Czy naukowcy powinni jeść posiłek z młodzieżą?

Pani Aldona napisała: Mam do Pana pilne pytanie w związku ze zbliżającym się wyjazdem. Otóż pracuję jako opiekun tzw. wakacyjnych obozów naukowych dla młodzieży w wieku 12-15 lat. Zajęcia i warsztaty prowadzą naukowcy z uczelni (profesorowie i doktorzy), będzie z nami także dwóch pedagogów. Pytanie jest następujące. Organizator zaplanował coś w rodzaju „naukowych lunczy” – młodzież podczas posiłków oglądałaby filmy naukowe, komentowane na bieżąco przez naukowców. Tym samym prowadzący zjedliby posiłek dopiero po zakończeniu „seansu” i zajęć, a więc dopiero gdzieś ok. 16:00-17:00, w osobnym pomieszczeniu. No i tu jest kolejny problem, bo to „pomieszczenie” to taka kanciapa za kuchnią, jest tam pełno jakichś gratów. Oczywiście właściciele pensjonatu zapewniali, że to częściowo usuną, a stół nakryją białym obrusem. Generalnie chodzi o to, żeby zapewnić swobodną atmosferę przy posiłku i jednej, i drugiej stronie. Ja nie jestem jednak do tego przekonana. Moim zdaniem ci naukowcy powinni zjeść posiłek razem z dziećmi, opiekunami i pedagogami, czyli ok. 13:00, nie wiem też, czy osobne pomieszczenie za kuchnią to taki dobry pomysł. Ale jak twierdzi organizator pracownicy naukowi muszą się dostosować bo on im za to płaci, i że te „naukowe luncze” zawsze cieszyły się dużym powodzeniem.

Demokracja to jest ustrój polityczny, którego dzisiaj zresztą nie ma. Dziś jest ewidentnie ustrój nazywany już przez Arystotelesa oligarchicznym (który jest, według tego filozofa, patologią ustroju arystokratycznego), w którym rządzi wąska grupa (posłowie, ministrowie, prezydent itd. są z tej grupy, bo tylko z niej można ich w praktyce wybrać; bywały monarchie, np. w Polsce, gdzie króla też wybierano). Dominuje natomiast ideologia demokratyzmu, w ramach której równa się wszystkich ze wszystkimi we wszystkich porządkach, miesza wszystkie warstwy społeczne, neguje autorytety, likwiduje lub zaciemnia hierarchię społeczną.

Tak w savoir vivre jak i w etykiecie biznesu (w istocie etykiecie instytucji) podkreśla się wagę hierarchii i określa wskazania, które ją uwypuklają, podtrzymują i powodują, że jest manifestowana.

Wskazania te dotyczą, między innymi, ubioru, stołu, tytułowania, dystansu.

Gdy studiowałem w Akademii Teologii Katolickiej jadalnia była na uczelni wspólna dla wszystkich (były problemy lokalowe), ale profesorzy mieli oddzielny stół w strefie, w którą studenci nie wchodzili. Studenci odbierali obiady z okienka, a profesorom podawano do stołu, zupę w wazach, dania na półmiskach. Podobnie powinno być na obozach opisanych przez Panią Aldonę

W podręcznikach etykiety biznesu podkreśla się, że praktyka biznesowa potwierdza, że takie „drobiazgi” maja znaczy wpływ na funkcjonowanie instytucji i przynoszą wiele pozytywnych owoców. Najgorsze co może się zdarzyć to rozprężenie dyscypliny spowodowane spoufalaniem się. Szczególne dotyczy to nastolatków.

Opublikowano Etykieta biznesu (nstytucji) | 2 komentarze

W jakim języku rozmawiać, gdy w naszym towarzystwie są cudzoziemcy?

Pan DK napisał: Moja żona poznała na siłowni koleżankę z Iranu, która jak się okazało, mieszka w tym samym budynku co my. Panie często się widują (głównie właśnie na siłowni) i zawsze zamieniają kilka ciepłych słów w języku angielskim. Ostatnio wracając do domu spotkałem na ulicy swoją żonę w towarzystwie owej koleżanki. Przywitaliśmy się, żona nas przedstawiła i tutaj dochodzę do mojego pytania. Jak powinienem się w tym momencie zachować? Odruchowo po powitaniu chciałem zapytać żonę (oczywiście w języku polskim) jak udały się zajęcia. Jednak szybko zreflektowałem się, że porozumiewanie w ojczystym języku w momencie gdy stoimy z obcokrajowcem może być niezręczne (?) Z drugiej strony nienaturalne wydaje mi się rozmawianie z żoną w obcym języku skoro jesteśmy w swoim kraju. Czy zasady savoir-vivre mają do powiedzenia coś w tej kwestii?

Jest wiele podręczników, które poruszają tę kwestię. Rozwiązanie problemu jest zawsze takie samo: albo mówimy w języku dla wszystkich zrozumiałym (w takim wypadku Pan DK mówi do żony po angielsku), albo ktoś tłumaczy nasze wypowiedzi, aby ci, którzy nie znają naszego języka wiedzieli o czym się mówi (w takim wypadku pan DK mówi po polsku, a jego żona tłumaczy te wypowiedzi na angielski).

Opublikowano Komunikacja | 1 komentarz

Telefoniczna niegrzeczność

Pani Karolina S. napisała: Ostatnio zadzwonili do mnie z banku, w którym utrzymuję konto. Gdy odebrałam połączenie usłyszałam muzyczkę i informację, że łączą mnie z konsultantem. Uważam za niegrzeczne czekanie na połączenie, gdy to ktoś do mnie dzwoni i nie jest to osoba znaczna rangą (np. Prezydent, Premier, biskup). Natychmiast się rozłączyłam. Jak pan ocenia taką sytuację?

I słusznie. Jest to niegrzeczne i lekceważące. Prawdopodobnie ktoś z banku łączył się z kilkoma klientami naraz ułatwiając sobie w ten sposób pracę i podnosząc swoją „wydajność” kosztem klientów.

Bankowcy są coraz bardziej aroganccy i coraz mniej w bankach profesjonalizmu i etykiety oraz tej przysłowiowej kiedyś bankierskiej solidności.

Warto zadzwonić do kierownictwa banku i wyrazić swoją dezaprobatę.

Opublikowano Etykieta biznesu (nstytucji) | 3 komentarze

Jak się ma zachować dżentelmen napastowany przez kobietę?

Ten problem poruszył Pan Aluś. Napisał: Jak zatem powinien zareagować mężczyzna, gdy zostanie chwycony przez kobietę za pierś, tyłek albo krocze a sobie tego z różnych względów nie życzy?

Na początek ważna uwaga.

W języku savoir vivre, w świecie savoir vivre nie ma słowa tyłek. To słowo nie występuje w polskim języku literackim, którym powinniśmy się posługiwać.

Kiedyś prowadziłem TWU (Tajny Uniwersytet Wędrujący) i wyjeżdżałem ze studentami w słowackie góry, gdzie na szczytach ponad chmurami, w kanionach, jaskiniach prowadziłem wykłady z filozofii. Pewnego razu, gdy wchodziliśmy na na szczyt (prawie 2000 m) jedna ze studentek się przewróciła, wstała i oznajmiła głośno całej grupie: „Och, jak boli mnie tyłek”.

Powiedziałem: „Damy nie używają słowa tyłek”.

Popatrzyła na mnie zdziwiona: „To jak mam mówić?”.

W pierwszym, spontanicznym, odruchu doradziłem jej formułę Kornela Makuszyńskiego: „tam gdzie plecy są szlachetna nazwę tracą”.

Zaraz jednak dodałem: „Damy nigdy nie mówią o tej części swojego ciała”.

Ta przy okazji dama nigdy nie mówi o swoim biuście, miesiączce, dolegliwościach związanych z wydalaniem.

Powracając do problemu Pana Alusia.

Od wielu już lat w niektórych krajach Zachodu (np. Niemczech i Belgii) kobiety nie tylko napastują mężczyzn, ale również posuwają się dalej. Niektóre przewodniki po Berlinie ostrzegają turystów-mężczyzn, by samotnie w nocy nie poruszali się po ulicy, bo mogą zostać zgwałceni przez kobiety (jedna silna lub kilka słabych). Sam widziałem w środku nocy cztery damy, które w berlińskim barze piły już ente piwo i napastowały przechodzących mężczyzn (tak na marginesie: widziałem też „damę” idącą w centrum Berlina, która zrobiła krok w bok na trawnik, zadarła spódnicę i oddała mocz). Kilku znajomych mieszkających w Belgii opowiadało mi jak byli na różnych imprezach tanecznych proszeni do tańca przez kobiety, a a następnie obmacywani.

To bardzo trudny problem.

Kobieta może dać w twarz, wezwać pomocy mężczyzny, z którym jest, wzywać pomocy oczekując, że inni mężczyźni staną w jej obronie, wezwać policję.
A co ma zrobić np. napastowany Pan Aluś.

Nie będzie przecież nakłaniał żony, by stoczyła walkę z napastniczką.

Ni wezwie policji (czy policja w ogóle pojawiłaby się na takie wezwanie?).

Nie uderzy w twarz kobiety.

Jeśli jest silniejszy powinien się wyrwać i powiedzieć „przepraszam na chwilę” i szybko się oddalić.

A co ma zrobić, gdy to jest np. instruktorka kiks boxingu?

Można by sobie wyobrazić co by się stało, gdyby np. użył w obronie gazu pieprzowego.

Jedyne co pozostaje to być „pod opieką” kobiety, która ma przy sobie gaz pieprzowy.

Kultura jest taka, i jest to pewien fakt, że gdy kobieta złamie podstawowe normy w tej perspektywie mężczyzna i świat są w znacznej mierze bezradni.

Opublikowano Być damą, Zdziczenie obyczajów | 3 komentarze

Czy dama może wchodzić do teatru na wejściówki?

Pani Grażyna napisała: Czy chodzenie do teatru na wejściówki przystoi dzisiejszej damie? – skoro czasami można tylko siedzieć na schodach .I drugie pytanie czy dama może wyjechać na wakacje pod namiot?Czy można wtedy używać np. plastikowych talerzy?

Bardzo młodej damie (około dwudziestki) to przystoi. Dojrzałej damie (już około trzydziestki) tylko w wyjątkowych i rzadkich wypadkach (gdy np. przyjedzie do jej miasta wielki pianista i bilety już są wyprzedane).

Dama może wyjechać pod namiot i jeść z plastikowych talerzy (ale tylko wtedy).

Prawdziwe damy mogą zdobywać nowe lądy, dokonywać poszukiwań archeologicznych na pustyni, uczestniczyć w wielotygodniowych spływach kajakowych przez dzikie tereny. Muszą tylko w tych wypadkach umieć nie zagubić tego, co powoduje, ze w kobiecie od razu rozpoznaje się damę.

Opublikowano Być damą | Dodaj komentarz

Być damą: czesanie, makijaż

Dama nigdy nie czesze się przy innych ludziach, nie maluje się (nawet nie poprawia ust) i nie przegląda się w lusterku.

Opublikowano Być damą | 1 komentarz

Kawior, proletaryzacja i savoir vivre

Kawior to jeden z najszlachetniejszych pokarmów. Jego obecność na stole to znak świata savoir vivre, klasy średniej, „najwyższej półki”. Ludzie się od niego uzależniają. Gdy wczujemy się w jego smak nie potrafimy się, po pewnym czasie, bez niego obyć.

Jedna Rosjanka opowiedziała mi jak nieopatrznie dała swojemu dziecko 4-letniemu kawior do jedzenia. Dziecko ma już 12 lat, a ona musi mu dawać codziennie kawior.

Inna Rosjanka, znawczyni kawioru, zapytana przeze mnie, który kawior najbardziej ceni powiedziała, że kety. Zapytałem ją, a co z kawiorem z bieługi?. Odpowiedziała: „Nawet nie chciałam spróbować. Potem żal i tęsknota byłyby wielkie” (w Polsce kawior z bieługi jest prawie tak tani jak w Rosji, kosztuje tylko 24 000 zł za kg, ale jest to cena dla większości populacji zaporowa).

W Polsce, która sproletaryzowała się przerażająco (w Europie Zachodniej nie jest dziś wcale lepiej) kawior wyparował ze świadomości społecznej i świadomości znacznej części klasy średniej. Nikomu prawie nie jest potrzebny i większość Polakowi nie ma nawet podstawowej wiedzy o nim. Nie ma go praktycznie w sklepach i w restauracjach (nawet tych najlepszych). Czasami trafia się tam w postaci blinów z kawiorem, ale z reguły to nie jest prawdziwy kawior (kolorowane podróbki z ikry ryb podbiegunowych), albo jest to kawior kanadyjski z hodowlanego zwykłego łososia.

Kawior to może być ikra z ryb jesiotrowatych (jesiotr rosyjski, amerykański jesiotr biały, bieługa, siewruga, sterlet, szczególnie ceniony z z bieługi i ryb jesiotrowatych z Syberii). Jest on czarny lub żółty.

Najbardziej ceniony kawior czarny to kawior o dużych ziarnach.

Kawior to również ikra z ryb łososiowatych: łososia atlantyckiego, kety, kiżucza, nerki, gorbuszy.

Najbardziej ceniony jest z gorbuszy. Im mniejsze ziarna tym bardziej cenione.

Kawior serwuje się praktycznie tylko na kilka sposobów: na pieczywie tostowym z masłem (lub bułce paryskiej) i wtedy można kromkę brać do ręki i odgryzać, z blinami, na połówce jajka ugotowanego an twardo, i jako swoisty posiłek: jemy go, bez pieczywa, łyżką z głębokiego talerza popijając obficie szampanem (sposób arystokratyczny).

Moja droga przez świat, zanurzenie w nędzy PRL-u i biedzie początku lat dziewięćdziesiątych spowodowały znaczną moją proletaryzację. Kontakt z kawiorem miałem w liceum (kolega był synem dyplomaty). Potem o nim zapomniałem. Znałem teorię, ale w praktyce kawior nie funkcjonował w moim życiu (stracone, w pewnej perspektywie, lata).

Przypomniałem sobie o kawiorze w zeszłym roku z okazji 35 rocznicy ślubu i zdobyłem, z trudem, kawior z gorbuszy (mały słoik; najlepszy jest kawior w szkle) i kawior z kety (duży słój). Większość z niego (cały z gorbuszy) zjedliśmy z żoną przed rocznicą i zakochaliśmy się w kawiorze. Zauroczył nas jednak szczególnie kawior z kety. Wielkie ziarna (wielkości prawie zielonego groszku) pękające w ustach. Smak każdego z nich czuje się mocno. Dwie małe kanapeczki to wielkie przeżycie.

To lato jest dla nas również latem kawioru. Niestety z głupoty nabyłem tylko pół kg i połowę już zjedliśmy (kawior jest tym tańszy im większa jest jego sprzedawana porcja; kawior z kety można w Polsce nabyć w słoikach typu weck – 250 gram). Kawior ten można nabyć wyjątkowo tanio w cenie 560 zł za kg.

Powyższy tekst powstał z inspiracji Pani Oczarowanej, dla której przygotowałem zdjęcia związane z kawiorem i specjalny tekst (o tym za jakiś czas).

Opublikowano Filozofia savoir vivre, Stół | 6 komentarzy