Kto powinien otwierać bramę?


Ten problem zgłosiła Pani M. T.: Mój mąż wymaga ode mnie, abym wysiadała z samochodu i otwierała mu bramę/drzwi garażu, kiedy on prowadzi samochód. Uważa to za partnerstwo, dokładnie tak robią jego rodzice, a ja odbieram to jako duży nietakt. Kłóci się o to ze mną przy dzieciach, a ja nie chce, żeby nasz syn w przyszłości tak się zachowywał. Kto ma rację?

Bezwzględnie rację ma Pani M. T.

Savoir vivre (i cała kultura europejska) traktuje kobietę jako VIP-a. Szczególnym VIP-em jest żona.

Mąż ma zatem bezwzględny obowiązek traktować publicznie żonę jako damę, wręcz jak księżniczkę.

Sam zatem powinien otwierać bramę.

Gdy robi to żona to jest anty świadectwo traktowania przez męża żony (sąsiedzi widzą) jako „przynieś, wynieś, pozamiataj”.

Opublikowano Savoir vivre na co dzień | Dodaj komentarz

Wieczór kawalerski

Związane z nim problemy poruszył Pan B.T.: Posiadam dwie pańskie książki, tj. „Savoir Vivre jako sztuka życia. Filozofia savoir vivre” oraz „Savoir vivre: podręcznik w pilnych potrzebach”, jednak nie znalazłem w nich ani na pańskim blogu odpowiedzi na trapiące mnie pytania.

Co prawda, rozmaite internetowe źródła wiedzy na temat zasad postępowania podają jakieś odpowiedzi, jednak wydawane przez nie opinie są sprzeczne, a same źródła niepewne, dlatego zwracam się z pytaniami bezpośrednio do pana.

Czy organizacja wieczoru kawalerskiego jest obowiązkiem? Jeśli tak, to na kim spoczywa ten obowiązek — na panu młodym czy na świadku?
Czy zasady co do kosztów pobytu i organizacji są analogiczne do tych obowiązujących w przypadku organizacji wesela?

W europejskiej tradycji i etykiecie nie ma czegoś takiego jak wieczór kawalerski (pojawił się pod koniec XIX w. w Wielkiej Brytami, upowszechnił się najbardziej w USA). W związku z tym nie ma jego etykiety (wskazań go dotyczących). Wszystko jest więc kwestią konkretnych uwarunkowań i umowy. Jeżeli przyszły pan młody nie jest bardzo bogaty robi się go składkowo (dziś obyczaj jest w Polsce najczęściej taki, że finansują go goście). Jeśli ma na niego jakieś pomysły, które są drogie nie może „zmuszać” zaproszonych panów do partycypowania w kosztach.
Nie musi go robić.
Jeśli chcemy go robić możemy realizować przeróżne pomyły. Najprostszy udać się z kolegami do lokalu na wino i pogadać czy zrobić męskiego grilla lub pojechać razem na ryby.

Opublikowano Ślub i wesele | Dodaj komentarz

Jak szybko trzeba oddzwonić?

Takie pytanie postawił Pan M. P.: Wczoraj po g. 18 miałem nieodebrane połączenie od profesora, który co prawda nie jest moim przełożonym, ale pracujemy na jednej uczelni. Nie odebrałem na czas i nie oddzwoniłem. Zapomniałem jednak następnego dnia po g. 10 oddzwonić. Czy to wielkie wykroczenie? Tak się składa, że następnego dnia o g. 18 był na uczelni wspólny bankiet, na którym tenże profesor na moje „dzień dobry” odpowiedział (przy innych osobach!), że gdybym był człowiekiem kulturalnym, to bym oddzwaniał, po czym wątek jeszcze rozwinął traktując mnie całkowicie jak sztubaka. Mnie ta sytuacja tak zdezorientowała, że tylko rzekłem, że byłem w teatrze i nie mogłem oddzwonić. Ponawiam więc pytanie – czy to tak wielkie przestępstwo zapomnieć oddzwonić? Proszę może nie publikować tego pytania, albo je zmodyfikować, bo to wyjątkowo dla mnie kłopotliwa sytuacja.

Pan M. P. nie złamał wskazań etykiety, ale jednak się podłożył. Profesor przesadził i zabrakło mu wyrozumiałości. Pan M. P. mógł przecież z jakiś powodów nie zaglądać w ogóle do telefonu.
Dlaczego napisałem zatem, że Pan M. P. się podłożył?

Jeżeli w naszym życiu są jakieś ważne osoby (służbowo, a nawet prywatnie) musimy by czujni, zaglądać do komórki i gdy zadzwonią natychmiast oddzwaniać. Takie natychmiastowe oddzwonienie jest bowiem znakiem, ze te osoby traktujemy z szacunkiem i jako bardzo ważne.

Jeśli nie oddzwaniamy musimy liczyć się z tym, że te osoby nastawią się do nas negatywnie.

Opublikowano Komunikacja | Otagowano | Dodaj komentarz

Podpisuje się pod poniższą wypowiedzią Pana BPawła

Panie Doktorze, ale proszę zrozumieć „mentalność” tych hoteli. Oni i tak będą mieć klientów, więc nie muszą dbać o standardy i się starać. Przeciętny gość i tak tego wszystkiego nie zauważy, a jak zauważy to pominie milczeniem. Wydaje mi się, że przez przeciętnego Polaka pańskie uwagi zostałby odczytane jako „wielkopańskie fochy”. Zresztą standardy stoją teraz na marny poziomie dosłownie w każdej branży, poczynając od żywności, a kończąc na remontach. Skoro klienci nie wymagają, to nie trzeba się starać. A ci, którzy się domagają, są traktowani jako „roszczeniowe książęta”.

Opublikowano Hotel | 2 Komentarze

Jak zatytułować e-maila skierowanego do parafii rzymskokatolickiej?

To pytanie zadał Pan Franciszek K.

Takiego maila kierujemy do proboszcza i zaczynamy go „Przewielebny Księże Proboszczu,”

Opublikowano Korespondencja | Otagowano | Dodaj komentarz

Czy będziemy jeszcze gośćmi hotelu „Las Woda”? Część II

Czy będziemy jeszcze gośćmi hotelu „Las Woda”? Część II

Co się stało w hotelu „Las Woda”?

Można postawić następującą hipotezę.

Do właścicieli zgłosił się młody człowiek i zaproponował jej, ze drastycznie obniży koszty, a zatem zwiększy zyski.
Być może, że zaproponował też, iż zwiększy liczbę klientów obniżając dla grup i osób indywidualnych ceny.

Następnie zwolnił cały personel.

Następnie zatrudnił o połowę mniej osób i dał im dużo mniejsze pensje (bo nowi, bo nieprofesjonalni, bo nie wiedzieli ile zarabiali ich poprzednicy.

We wszystkich pokojach pojawiły się wagi.
Wchodzi kobieta do pokoju, widzi wagę, waży się i natychmiast postanawia, że będzie mniej jeść (zysk dla hotelu).

Do palarni mnie nie wpuszczono (bo cała część konferencyjna zamknięta (czysty zysk: nie trzeba sprzątać i oszczędza się energię używaną na oczyszczanie pomieszczenia z dymu). Palarnie zapewne (albo tylko jedna) uruchamia się, gdy są duże grupy w części konferencyjnej (a może w ogóle się ich nie otwiera?).
Gdy interweniowałem zaproponowano mi zapalenie papierosa na świeżym powietrzu. Na moją uwagę, że jest zimno było wzruszenie ramion.

Manipulacje przy śniadaniu.

Zamiast kilku kelnerek i bufetowej, jak w każdym hotelu, w pracy jest tylko bufetowa. Sprząta ze stołów dopiero jak goście przestana jeść (zysk dla hotelu taki: goście nie mają co zrobić z brudnymi talerzami używają zatem mniej talerzy).

Zamiast trzech typów talerzy (obiadowego, deserowego i do ciast) wprowadzono w „Las Woda” tylko jeden talerz deserowy (zysk na talerzach, ale i na jedzeniu, bo wielu gości na duży talerz nakładało dużo jedzenia i potem to jedzenie zostawało, a na deserowy dużo mniejszy talerz nałożyć można dużo mniej).

A, że robi się „sowiecko”? A kogo to obchodzi.

We wszystkich hotelach na śniadanie stoły bufetowe rozstawione są pod ścianami. Dlaczego? Można by na ten temat napisać pracę licencjacką. Tu krótko: bo to jest najbardziej optymalne i europejskie.
W hotelu „Las Woda” stoły te postawiono w prostokąt, w którym bok prostokąta stanowią boki dwóch stołów na środku.

Dla gości ma to dwa minusy. Muszą się nabiegać dookoła tego stołu i znaczna część stolików to stoliki, koło których przechodzą goście z jedzeniem (nie dość, że chodzą człowiekowi nad głową to jeszcze mogą wywalić mu na nią jedzenie).

Dla hotelu wiele plusów.

Łatwo donosić i sprzątać (robi to ta jedna bufetowa).

Daje się mniej jedzenia, a wygląda jakby go było dużo.

Nie donosi się nowych potraw bo nie ma gdzie ich postawić.

W hotelu „Las woda” na śniadanie było kiedyś kilka smakowitych sałatek. Goście jedli je bo były, a niektórzy z łakomstwa. Sałatki zostawały i trzeba je było wyrzucić.

Teraz nie ma sałatek. Są tylko pokrojone pomidory, ogórki, papryka, sałata i różne „liście” oraz oliwy smakowe i octy smakowe. Każdy ma sobie sam (na małym talerzyku deserowym) zrobić sałatkę. (dla hotelu czysty zysk: mniej roboty i gdy zostaną te cząstki warzyw można je przechowywać w lodówce; ludzie mniej zjedzą).

Jedni nie mają czasu, innym się nie chce. Sałatka ta nieprofesjonalnie zrobiona przez gościa nie będzie smakowita i gość je nie zje dużo (czysty zysk hotelu).

W pojemnikach z gorącymi potrawami tych potraw tyle co kot napłakał. W pojemniku z naleśnikami dla prawie 10 gości obecnych w tym momencie na sali dwa miniaturowe naleśniczki. W pojemniku z jajecznicą dwie, w istocie, porcje jajecznicy (nic się nie zmarnuje, goście mniej zjedzą).
W części z pieczywem trzy małe bułeczki.

Zlikwidowano filiżanki do kawy o różnych kształtach. Do dużej filiżanki biorę z automatu espresso. Ledwo je na dnie widać i błyskawicznie kawa się robi zimna. Żona bierze cappuccino. Automat wypełnia filiżankę dokładnie po brzegi. Doniesienie tej kawy do stolika i picie jej na początku to horror. (dla hotelu zysk: mniej zakupów filiżanek, łatwiejsze mycie w zmywarce – więcej się zmieści).

Dla nas było oczywiste, że zmieniła się polityka hotelu z zasady „wszystko dla gościa” na zasadę „wszystko dla hotelu (i dla personelu)”.

Nowy personel jest arogancki, niegrzeczny (oprócz pokojówek) i gość to nie jest dla nich „pan”, ale co najwyżej jakiś potencjalny oszust czy zawalidroga.

Żona oburzona stwierdziła, ze nigdy więcej do tego hotelu nie przyjedzie.
Mam Nadzieję, że jej przejdzie, bo lubię sam hotel, jego otocznie, ten apartament i okolicę.

Do wiosny, jak ją znam jej na pewno nie przejdzie (nie będzie więc zimowych odwiedzin tego hotelu – żona biega na biegówkach). Może wiosną się uda?

Recepcjonistka tłumacząc nam, że musimy zapłacić im za apartament całość sumy, choć wcześniej już przelaliśmy połowę (o choć mieli potwierdzenie przelewu to ich procedury nie zostały tu zakończone): powiedziała zamiast słowa przepraszam: „mamy nowe czasy”.

Faktycznie dla hotelu „Las Woda” to są nowe czasy. Utwierdziła mnie w tym przeświadczeniu lustracja sklepiku w recepcji. Wśród batoniku dla dzieci leżały tam pudełeczka z prezerwatywami i z dużą kartką z dużym napisem „prezerwatywy”.

Opublikowano Recenzje i opisy hoteli | Dodaj komentarz

Czy będziemy jeszcze gośćmi hotelu „Las Woda”? Część I

Nasza przygoda z tym hotelem zaczęła się w maju 2012 r. Wtedy znalazł się tam dla nas tylko pokój i wtedy wykryliśmy, że naszym lokum będzie apartament dla nowożeńców, jedyny z tarasem. Już tego roku spędziliśmy w nim kilka dni jesienią. Każdego prawie (chyba bez 2018) roku bywaliśmy w tym apartamencie. Gdy był zajęty przekładaliśmy przyjazd do hotelu tak, by trafić do niego.
Na tym tarasie wygrzewaliśmy się w słońcu wiosną i jesienią, jedliśmy, niekiedy, śniadania zamawiane do pokoju. Na nim wieczorami patrzyłem w rozgwieżdżone niebo i paliłem papierosy.

Hotel zaczął się rozbudowywać, zbudowano domek sześcioosobowy, nowy basen odkryty, obszerną część konferencyjną, w której, ku mojej radości, były dwie luksusowe palarnia. Zacząłem z nich korzystać w zimne poranki i wieczory. Menu restauracyjne nie było nigdy zachwycające (dobre były obiady serwowane na sposób bufetowy), ale wybór był spory i zawsze coś dla siebie można było znaleźć.

Rezerwacji dokonywałem zawsze w ten sposób, ze dzwoniłem kilka dni przed i rezerwowano mi apartament bez żadnych warunków, w trakcie tej rozmowy, jako stałemu gościowi.

Obsługa zawsze była profesjonalna, sympatyczna, życzliwa, grzeczna, a nawet serdeczna i uchylała nam nieba.

W tym roku po negatywnych przeżyciach z dwoma czterogwiazdkowymi hotelami w wakacje (opisałem to na blogu) pojechaliśmy (wczoraj) na 24 godziny do hotelu „Las Woda”.

I tu zaczął się nasz horror.

Najpierw zadzwoniłem do recepcji. Długo pertraktowałem, bo „nasz” apartament był zajęty (początkowo chcieliśmy w nim zanocować z czwartku na piątek) powtarzając, że chodzi o apartament z tarasem.
W końcu stanęło na nocy z poniedziałku na wtorek.
Tego samego dnia otrzymałem niejasnego maila z prośba o zaliczkę. Zadzwoniłem do recepcji, wyjaśniliśmy sprawę (dostałem 100 zł rabatu i nie wiem dlaczego). Mail, którego dostałem miał przycisk, który poprzez przelewy24 przekierował mnie na moje konto. Zapłaciłem. Następnego dnia dostałem maila od hotelu, ze nie zapłaciłem. Zadzwoniłem i po kilku minutach pertraktacji przekonałem recepcję, ze najlepiej będzie, gdy prześlę im mailem potwierdzenie wpłaty z mojego banku. Wysłałem im to potwierdzenie. Następnego dnia moja skrzynka wypełniła się jednobrzmiącym mailem w 5-9 egzemplarzach, że nie zapłaciłem zaliczki. Zadzwoniłem do recepcji, a oni powiedzieli, że to automat i że wszystko jest w porządku. Dostałem maila od Przelewów 24, że w dniu 15 października hotel dostał swojej pieniądze. Dostałem maila od hotelu, że przedpłata została dokonana.

Gdy już opuszczałem hotel dziś, czyli 22 października kazali mi zapłacić całą sumę. Powiedziałem, ze mają moje potwierdzenie, ze połowę już wpłaciłem. Kazali mi czekać i po jakimś czasie powiedzieli, że oni nie mają żadnych tego śladów na swoim koncie, a zatem muszę zapłacić całą sumę, a jak przyjdzie przelew ode mnie to mi zwrócą te pieniądze. Zapłaciłem dla świętego spokoju i tylko wyraziłem zdziwienie. Na to usłyszałem : „Takie są czasy” (ani słowa przeprosin).

To jednak nie wszystko.

Reszta będzie w kolejnym wpisie. Zapowiadając go powiem tylko, że bez słowa przeprosin otrzymaliśmy inny apartament bez tarasu i słońca oraz widoku. Moją uwagę, że zamawiałem apartament z tarasem pomięto milczeniem stwierdzając jedynie, ze nie mogę go zając, bo na tarasie kładzie się kafelki.

Cdn.

Opublikowano Recenzje i opisy hoteli | 3 Komentarze