Kto pierwszy powinien podać rękę, mężczyzna obecny w pokoju czy wchodząca kobieta?

Ten problem zasygnalizował Pan Adrian: Chciałbym poprosić o pomoc w rozstrzygnięciu następującej kwestii. Kobieta i mężczyzna pracują w różnych oddziałach tej samej firmy. Kobieta zajmuje wyższe stanowisko, lecz nie bezpośrednio zwierzchnie nad tym mężczyzną. Kilka miesięcy wcześniej byli nieco skonfliktowani na polu zawodowym (sytuacja została przynajmniej pozornie załagodzona). Przy okazji wigilii firmowej pracownicy wszystkich placówek przyjechali do centrali, gdzie na co dzień pracuje owa kobieta i przed uroczystością pracowali w niej kilka godzin. Mężczyzna zajął doraźne miejsce nieopodal stanowiska tej kobiety, lecz nie było jej w tym czasie przy stanowisku. Przywitał się ze wszystkimi, którzy tam wówczas siedzieli. Po dłuższym czasie kobieta wróciła ze spotkania, weszła do sali i zajęła swoje miejsce. Oboje się widzieli, nikt nie zareagował. Kto powinien w takiej sytuacji pierwszy się przywitać? Mężczyzna z szacunku do kobiety oraz do osoby wyżej postawionej, czy kobieta jako osoba wchodząca do pomieszczenia oraz z szacunku do gościa (i czy w ogóle w sferze placówek firmowych obowiązuje zasada gospodarz-gość?

Z tego co zrozumiałem w tym pomieszczeniu było wiele osób. W takiej sytuacji nikomu nie podaje się ręki., a tylko wszystkim mówi „dzień dobry”.

Opublikowano Precedencja | Dodaj komentarz

Precedencja, gdy kobieta prowadzi?

Ten problem poruszyła Pani Sylwia: Jak taka sytuacja wygląda jeśli zamiast narzeczonej jest żona kierowca? Czy w takim przypadku również matka/ojciec kierowcy/jego żony jest najważniejsza/y i siada z przodu? A co w przypadku gdy małżonkowie jadą z babcią/dziadkiem?

Oto problem. Świat stanął na głowie i dama zamiast pozwolić, jak Pan Bóg przykazał, na to, by jej jako damie służyli, sama mężczyzna, jak ten służący, służy.

Rozwiązanie wydaje się jednak proste. Wtedy gospodarzem jest ta kobieta, a jej mąż traktowany jest jako gospodyni. Ma to miejsce w wypadku prezydentów kobiet. One spotykają się na szczycie, a ich mężowie spędzają czas z zonami pozostałych dygnitarzy na herbatce dla kobiet.

Babcia i dziadek to goście. Sadzamy więc babcię obok kierowcy a za nią dziadka.

Opublikowano Precedencja | Dodaj komentarz

Czy można chodzić w samej kamizelce?

To pytanie postawiła Pani Anna pisząc: czy mógłby Pan wyjaśnić z czego wynika zakaz występowania w samej kamizelce? Czy chodzi tu o względu estetyczne czy może są jakieś inne przyczyny?

Kamizelka męska została wymyślona do tego, by nosić ją pod marynarkę. Dlatego z założenia nikt nie miał oglądać jej tyłu i ten tył uszyty jest już tak byle jak z kiepskiego materiału.
Z kamizelką jest trochę tak jak z halka, której nikt nie ma oglądać. Zakłada się ją pod sukienkę

Opublikowano Ubiór | Dodaj komentarz

Savoir vivre i chrześcijaństwo – perspektywa bogactwa

Ten problem postawił Pan Wezywer: Jak się ma savoir-vivre do chrześcijaństwa? Patrząc na Łk 16,19-31, czyli przypowieść o bogaczu i ubogim Łazarzu, krytykowane jest bogactwo i dostatnie życie oraz patrzenie na ubogich z wyższością. Natomiast w Mt 6,24-34 Jezus gani ludzi za to, że za bardzo troszczą się o życie doczesne, o jedzenie, picie i odzienie. Ponadto Jezus często pościł, a także ubierał się skromnie, tak jak każdy (Judasz pocałunkiem wskazał Jezusa, gdyż nie wyróżniał się on wyglądem od pozostałych). Natomiast Jan Chrzciciel był odziany w sierść wielbłądzią i nie pił wina i sycery, a jego pokarmem był miód polny i szarańcza. Jako chrześcijanie nie możemy też pogardzać ubogimi, a ich wspierać. Tak samo bogactwo było wielokrotnie przez Jezusa ganione.

To problem trochę z pogranicza, ale odpowiem, bo zdarza się, ze spotykam katolików, którzy tak mówią i którzy stwierdzają, że Chrystus nic nie mówił o savoir vivre, a zatem to nie jest ważne.

Chrystus nigdy nie potępił bogactwa jako takiego, potępiał przywiązanie do bogactwa. To przywiązanie bogatym się zdarza. Wydaje się jednak, że przywiązanie do bogactwa jest jednak bardziej powszechnym zjawiskiem wśród biednych niż wśród bogatych.

Ludzie biedni rzadko są biedni z wyboru. Częściej chcieliby być bogaci, ale z jakiś powodów nie mogą, a pieniądze kochają ponad wszystko (patrz dzisiejsze rozpanoszenie się konsumpcjonizmu).

Człowiek savoir vivre to taki, który nie jest skąpcem i człowiekiem zakochanym w posiadaniu i konsumpcji – ma cnoty wielmożności, hojności i szczodrości.

Kościół wiedział zawsze, że postulat ubóstwo i rozdania bogactw odnosi się do wybranych. Odnosi się również do wielu innych, ale tylko w określonych sytuacjach (gdy np. inni dookoła umierają z głodu lub gdy bogactwo czyni człowieka niewolnikiem, bo jest przez coś czy kogoś zagrożone i ten człowiek staje się, gdy chce je utrzymać zakładnikiem jakiegoś zła).

Śluby ubóstwa składa się tylko w zakonach (i to nie wszystkich).

Kapłan diecezjalny czy biskup nie musi żyć w ubóstwie. Żyje w nim, gdy jest misjonarzem lub jest kapłanem czy biskupem w takim np. kraju jak Kazachstan i to w okresie Rosji Sowieckiej i kilka dobrych lat później.

Podział społeczeństwa na klasy jest czymś co Kościół zawsze akceptował i zawsze wiedział, że społeczeństwo bezklasowe jest chore i zdemoralizowane. I on również mówił o potrzebach stanowych, które są inne dla robotnika a inne dla klasy średniej.

Pamiętajmy, że kultura wina (i samo wino oraz szampan, likiery, nalewki itp.) powstała w zakonach, że to w cywilizacji chrześcijańskiej jako jej owoc rodziło się dojrzałe savoir vivre, rodziły się sztuki, nauka, uniwersytety.

W tych sferach bieda była drastyczną przeszkodą. Nie ma ich bez bogatych będących ludźmi savoir vivre.

Opublikowano Filozofia savoir vivre | 4 Komentarze

Grawerowanie na piórze wiecznym

Ten problem poruszyła Pani Jagoda: Szanowny Panie Doktorze, chciałabym zapytać o aspekt grawerowania. Czy eleganckie jest wygrawerowanie napisu na piórze wiecznym czy też lepiej pióro wieczne pozostawić bez graweru? Jeśli już, to czy lepiej wygrawerować imię i nazwisko tego, kto będzie tym piórem pisał – załóżmy, przysłowiowy Jan Kowalski czy też lepiej wygrawerować cytat/sentencję z dzieła jakiegoś filozofa czy pisarza/poety? Jeśli miałby to być grawer z cytatem z utworu literackiego – czy w takim razie grawerować samo zdanie np. „Miej serce i patrzaj w serce” czy też toż samo zdanie ale opatrzone dopiskiem z czyjego dzieła ono zaczerpnięte – czyli np.: „Miej serce i patrzaj w serce” A. Mickiewicz … ?

Oznaczanie inicjałami różnych przedmiotów i części garderoby przez wieki było stałym elementem savoir vivre. Pióro, na którym wygrawerowane jest nazwisko właściciela czy jakaś sentencja nabiera szczególnego, indywidualnego charakteru. Warto. Reguł tu nie ma.

Pamiętajmy, tak przy okazji, o tym, że pióro zalicza się do biżuterii (powinno być piękne i, wypadku kobiet, ozdobne).

Opublikowano Biżuteria | Dodaj komentarz

Życzenia Świąteczne

To są święta Narodzenia Bożego, święta chrześcijańskie, a więc życzyć trzeba by Chrystus pociągnął nas za sobą, wprowadził na swoja drogę pomógł nam zakochać się w Nim bez pamięci.

Savoirvivrowe życzenia byłyby zaś takie:

Życzę Państwu jak najwięcej Szlachetności, Wspaniałomyślności, Wielkoduszności, Wielmożności i Rycerskości, a także Elegancji, Kurtuazji, Szczodrości i Hojności i żeby savoir vivre jako recepta na zycie prowadził nas do szczęścia i dawał nam wiele głębi i radości.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Rozmowa przez telefon z zakonnicą

Ten problem zgłosił Pan Chris: Ostatnio zdarzyła mi się taka sytuacja, że otrzymałem telefon. Rozmówczyni nie przedstawiła się (powiedziała tylko skąd dzwoniła), ale miałem uzasadnione podejrzenia, że może być siostrą zakonną. Zwracałem się do niej per „Proszę pani”. Czy postąpiłem słusznie? Może powinienem był się zwracać jakoś inaczej? Tylko jak „Proszę siostry?” Jak w ogóle należy zwracać się do sióstr zakonnych, zakonników itp.?

Dopóki ktoś nam się nie przedstawi mówimy „proszę pana” czy „proszę pani”.

Do mnie niekiedy też dzwonią zakonnice czy kapłani. Gdy zaczynam to podejrzewać (bo się nie przedstawili) wprost pytań: „czy rozmawiam z kapłanem czy ze świeckim” lub „czy rozmawiam z siostrą zakonna czy ze świecką”.

Zawsze w Kościele do zwykłej siostry zwracano się „proszę siostry” „czy siostra..” itp., a do przełożonej „Proszę matki” „Czy matka…”

Po Soborze Watykańskim II tytuł „matka” przestawał powoli być stosowany, ale ja staram się go trzymać.
Zakonnika, który nie jest kapłanem (takich jest już bardzo mało) tytułujemy „brat”, a gdy jest kapłanem mówimy „Ojcze”.

Opublikowano Tytułowanie, W Kościele | Dodaj komentarz

Jak zwrócić uwagę studentom, że ubrani są niestosownie?

To pytanie postawił Pan podpisujący się jako „DoktorIncognito”: Będąc młodym doktorem na jednej z technicznych uczelni w Krakowie, spotyka mnie następująca sytuacja: około 1/5 studentów pierwszego roku – prawie sami panowie – przychodzi na zajęcia (w sali komputerowej) ubrana w dresy, chociaż bardziej wygląda to na kalesony. Nie wymagam oczywiście jakiegoś formalnego stroju (koszula i jeansy by wystarczyły), moje pytanie jest jednak następujące, jak zakomunikować studentom, że ich strój jest niewłaściwy, a zarazem nie narazić się na śmieszność, że się czepiam ich ubioru. Dodam, że dzisiejsi studenci to efekt bezstresowego wychowania, ciągle upominają się o swoje prawa, mało pamiętając o własnych obowiązkach.

Ja bym zrobił w trakcie wykładu wtręt na temat etykiety biznesu, o tym, że ona w coraz większym stopniu i zakresie obowiązuje i stopień jej przestrzegania ma wpływ na zatrudnienie i karierę. „Dla waszego więc dobra chciałbym powiedzieć kilka słów o stroju…..”. Do odpowiedniego stroju się zatem przyzwyczajajcie. Pamiętajcie, że typ stroju wpływa na ocenę was przez przełożonych (ale i wykładowców na uczelni). Właściwy strój jest odbierany jako efekt profesjonalizmu i jako przejaw szacunku dla przełożonego/wykładowcy. Niewłaściwy jest odbierany jako lekceważenie osób i przedmiotu i brak szacunku. Znam takiego profesora, który stawiał pozytywna ocenę dopiero wtedy, gdy student przychodził na egzamin w garniturze i pod krawatem. Znam profesorów, którzy nastawiają się negatywnie do studentów (co owocuje na egzaminie) nieodpowiednio ubranych (faktycznie znam takie profesora i takich profesorów).

Opublikowano Etykieta biznesu (nstytucji) | 2 Komentarze

O perfumach L’Heure Bleue

O ich charakterystykę poprosiła Pani Sylwia: Panie doktorze, to pytanie zadawałam już wcześniej, ale nie otrzymałam na nie odpowiedzi, ponawiam więc prośbę o przybliżenie charakterystyki perfum L’Heure Bleue. Dla kogo i na jakie okazje są przeznaczone? Jaka jest ich wymowa ideowa?

Te perfumy z 1912 r. to klasyka, a zatem dla kobiet savoir vivre, ale oczywiście tylko na wieczór i stosowną okazję: bal, kolacja przy świecach z mężczyzną itp.

One mają po prostu podkreślać kobiecość i wprowadzać aurę erotyzmu, są dla sytuacji, w których spotkanie jest z natury męsko-damskie.

Decydują o tym takie składniki tych perfum jak: piżmo, tuberoza (biały kwiat, typowa narkoza dla mężczyzn), heliotrop (zapach pudrowy, słodki), wanilia.

Opublikowano Perfumy | 2 Komentarze

Czy można pomóc kelnerce?

Takie pytanie zadał Pan podpisujący się „Na krechę”: Panie Doktorze, mam pytanie dot. pomocy kelnerce. Nie chodzi mi rzecz jasna o podawanie jej talerzy, albo składanie talerzy jeden na drugi w restauracji itp. – to należy do obowiązków kelnera/kelnerki i jest dla mnie jasne. Chodzi mi o sytuację gdy przechodzimy akurat np. do szatni lub toalety, mija nas kelnerka z pełną tacą brudnych naczyń i spada jej widelec na podłogę. Jest jej bardzo trudno się schylić (taca z talerzami jest ciężka). Moim pierwszym odruchem jest schylenie się po widelec i położenie go jej na tacy w odruchu pomocy drugiemu człowiekowi (w szczególności kobiecie). Domyślam się, że zapewne na obiedzie dyplomatycznym, lub w towarzystwie rodziny królewskiej nikt by tego nie zrobił – zakładam (domyślam się?), że wyższe sfery traktują służbę „przeźroczyście”. Ale czy ja popełniam wielkie faux-pas robiąc ten drobny gest? Proszę o komentarz.

Intuicja Pana „Na krechę” była prawidłowa tym bardziej, że pomógł kobiecie, która go nie obsługiwała w tym momencie.

Opublikowano Restauracja | Dodaj komentarz

Wino podczas wieczerzy wigilijnej

O ten problem zapytała Pani Anna: Czy podczas wieczerzy wigilijnej można pić wino? Sądziłabym, że oczywiście tak – przecież wieczerza jest uroczysta, a okazja radosna jak mało która. Tymczasem dla wielu osób jest równie oczywiste, że wina się nie podaje (post!). Co na ten temat mówi savoir vivre?

W świetle savoir vivre wino podaje się w trakcie każdego posiłku (tylko w trakcie śniadania nie podaje się wina białego ani czerwonego, ale można podać kieliszek szampana).
W trakcie wieczerzy wigilijne podaje się raczej lekkie wina białe i czerwone oraz deserowe.

Ilości są oczywiście symboliczne (po kieliszku każdego wina na głowę).

Przeświadczenie, że w trakcie wieczerzy wigilijnej nie podaje się wina bierze się z tradycji polskiego Kościoła, który walcząc z pijaństwem i alkoholizmem (tym zainteresowani byli zaborcy i okupanci) używał pojęcia „alkohol”, zaliczał do niego wszystkie trunki i zakazywał go w okresach postu oraz w sierpniu. Ten apel Kościoła był skierowany w istocie do tych, którzy pijaństwem czy alkoholizmem byli zagrożeni, czyli przede wszystkim do niższych warstw społecznych.

Opublikowano Święta | Dodaj komentarz

Jak usadzić rodzinę w samochodzie?

Ten problem zasygnalizował Pan Jan: Szanowny Panie Doktorze,
proszę o Pana komentarz do następującej sytuacji.
Młoda kobieta była gościem w domu narzeczonego i jego rodziny (mieszka z matką i dzieckiem). Wybierali się do lekarza wszyscy. Matka narzeczonego oczekiwała przy samochodzie, by młoda kobieta usiadła z tyłu (z uwagi na liczbę drzwi, jeśli jest większa liczba pasażerów, to aby ktoś usiadł z przodu, musi wpuścić osoby do tyłu). Młoda kobieta chciała usiąść obok narzeczonego. Sytuację, w której siedziałaby z tyłu z dzieckiem, a obok narzeczonego miałaby siedzieć jego matka, traktowała jako ujmę dla siebie, jako zrównanie jej pozycji z dzieckiem, poniżej matki, jakby była w kulturze islamskiej, a przecież nie była. Matka narzeczonego usiadła zatem z przodu, nie czekając dłużej, więc młoda kobieta poinformowała narzeczonego, że w obecnej sytuacji pozostanie w domu. Nadmieniam, że stosunek matki narzeczonego do młodej kobiety był już uprzednio negatywny.

Występuje tu sytuacja, w której kierowca nie jest wynajęty, lecz jest gospodarzem.

Najważniejsze zatem miejsce to miejsce obok kierowcy. Drugie co do ważności to miejsce za pasażerem obok kierowcy.

W świetle precedencji najważniejszą osobą jest matka, bo jest matką i jest starsza od narzeczonej.

Tak więc matka powinna usiąść obok kierowcy, a narzeczona na miejscu z tyłu za nią.

Opublikowano Precedencja | 2 Komentarze

Kto powinien otwierać bramę?


Ten problem zgłosiła Pani M. T.: Mój mąż wymaga ode mnie, abym wysiadała z samochodu i otwierała mu bramę/drzwi garażu, kiedy on prowadzi samochód. Uważa to za partnerstwo, dokładnie tak robią jego rodzice, a ja odbieram to jako duży nietakt. Kłóci się o to ze mną przy dzieciach, a ja nie chce, żeby nasz syn w przyszłości tak się zachowywał. Kto ma rację?

Bezwzględnie rację ma Pani M. T.

Savoir vivre (i cała kultura europejska) traktuje kobietę jako VIP-a. Szczególnym VIP-em jest żona.

Mąż ma zatem bezwzględny obowiązek traktować publicznie żonę jako damę, wręcz jak księżniczkę.

Sam zatem powinien otwierać bramę.

Gdy robi to żona to jest anty świadectwo traktowania przez męża żony (sąsiedzi widzą) jako „przynieś, wynieś, pozamiataj”.

Opublikowano Savoir vivre na co dzień | 4 Komentarze

Wieczór kawalerski

Związane z nim problemy poruszył Pan B.T.: Posiadam dwie pańskie książki, tj. „Savoir Vivre jako sztuka życia. Filozofia savoir vivre” oraz „Savoir vivre: podręcznik w pilnych potrzebach”, jednak nie znalazłem w nich ani na pańskim blogu odpowiedzi na trapiące mnie pytania.

Co prawda, rozmaite internetowe źródła wiedzy na temat zasad postępowania podają jakieś odpowiedzi, jednak wydawane przez nie opinie są sprzeczne, a same źródła niepewne, dlatego zwracam się z pytaniami bezpośrednio do pana.

Czy organizacja wieczoru kawalerskiego jest obowiązkiem? Jeśli tak, to na kim spoczywa ten obowiązek — na panu młodym czy na świadku?
Czy zasady co do kosztów pobytu i organizacji są analogiczne do tych obowiązujących w przypadku organizacji wesela?

W europejskiej tradycji i etykiecie nie ma czegoś takiego jak wieczór kawalerski (pojawił się pod koniec XIX w. w Wielkiej Brytami, upowszechnił się najbardziej w USA). W związku z tym nie ma jego etykiety (wskazań go dotyczących). Wszystko jest więc kwestią konkretnych uwarunkowań i umowy. Jeżeli przyszły pan młody nie jest bardzo bogaty robi się go składkowo (dziś obyczaj jest w Polsce najczęściej taki, że finansują go goście). Jeśli ma na niego jakieś pomysły, które są drogie nie może „zmuszać” zaproszonych panów do partycypowania w kosztach.
Nie musi go robić.
Jeśli chcemy go robić możemy realizować przeróżne pomyły. Najprostszy udać się z kolegami do lokalu na wino i pogadać czy zrobić męskiego grilla lub pojechać razem na ryby.

Opublikowano Ślub i wesele | 1 komentarz

Jak szybko trzeba oddzwonić?

Takie pytanie postawił Pan M. P.: Wczoraj po g. 18 miałem nieodebrane połączenie od profesora, który co prawda nie jest moim przełożonym, ale pracujemy na jednej uczelni. Nie odebrałem na czas i nie oddzwoniłem. Zapomniałem jednak następnego dnia po g. 10 oddzwonić. Czy to wielkie wykroczenie? Tak się składa, że następnego dnia o g. 18 był na uczelni wspólny bankiet, na którym tenże profesor na moje „dzień dobry” odpowiedział (przy innych osobach!), że gdybym był człowiekiem kulturalnym, to bym oddzwaniał, po czym wątek jeszcze rozwinął traktując mnie całkowicie jak sztubaka. Mnie ta sytuacja tak zdezorientowała, że tylko rzekłem, że byłem w teatrze i nie mogłem oddzwonić. Ponawiam więc pytanie – czy to tak wielkie przestępstwo zapomnieć oddzwonić? Proszę może nie publikować tego pytania, albo je zmodyfikować, bo to wyjątkowo dla mnie kłopotliwa sytuacja.

Pan M. P. nie złamał wskazań etykiety, ale jednak się podłożył. Profesor przesadził i zabrakło mu wyrozumiałości. Pan M. P. mógł przecież z jakiś powodów nie zaglądać w ogóle do telefonu.
Dlaczego napisałem zatem, że Pan M. P. się podłożył?

Jeżeli w naszym życiu są jakieś ważne osoby (służbowo, a nawet prywatnie) musimy by czujni, zaglądać do komórki i gdy zadzwonią natychmiast oddzwaniać. Takie natychmiastowe oddzwonienie jest bowiem znakiem, ze te osoby traktujemy z szacunkiem i jako bardzo ważne.

Jeśli nie oddzwaniamy musimy liczyć się z tym, że te osoby nastawią się do nas negatywnie.

Opublikowano Komunikacja | Otagowano | 2 Komentarze

Podpisuje się pod poniższą wypowiedzią Pana BPawła

Panie Doktorze, ale proszę zrozumieć „mentalność” tych hoteli. Oni i tak będą mieć klientów, więc nie muszą dbać o standardy i się starać. Przeciętny gość i tak tego wszystkiego nie zauważy, a jak zauważy to pominie milczeniem. Wydaje mi się, że przez przeciętnego Polaka pańskie uwagi zostałby odczytane jako „wielkopańskie fochy”. Zresztą standardy stoją teraz na marny poziomie dosłownie w każdej branży, poczynając od żywności, a kończąc na remontach. Skoro klienci nie wymagają, to nie trzeba się starać. A ci, którzy się domagają, są traktowani jako „roszczeniowe książęta”.

Opublikowano Hotel | 8 Komentarzy

Jak zatytułować e-maila skierowanego do parafii rzymskokatolickiej?

To pytanie zadał Pan Franciszek K.

Takiego maila kierujemy do proboszcza i zaczynamy go „Przewielebny Księże Proboszczu,”

Opublikowano Korespondencja | Otagowano | Dodaj komentarz

Czy będziemy jeszcze gośćmi hotelu „Las Woda”? Część II

Czy będziemy jeszcze gośćmi hotelu „Las Woda”? Część II

Co się stało w hotelu „Las Woda”?

Można postawić następującą hipotezę.

Do właścicieli zgłosił się młody człowiek i zaproponował jej, ze drastycznie obniży koszty, a zatem zwiększy zyski.
Być może, że zaproponował też, iż zwiększy liczbę klientów obniżając dla grup i osób indywidualnych ceny.

Następnie zwolnił cały personel.

Następnie zatrudnił o połowę mniej osób i dał im dużo mniejsze pensje (bo nowi, bo nieprofesjonalni, bo nie wiedzieli ile zarabiali ich poprzednicy.

We wszystkich pokojach pojawiły się wagi.
Wchodzi kobieta do pokoju, widzi wagę, waży się i natychmiast postanawia, że będzie mniej jeść (zysk dla hotelu).

Do palarni mnie nie wpuszczono (bo cała część konferencyjna zamknięta (czysty zysk: nie trzeba sprzątać i oszczędza się energię używaną na oczyszczanie pomieszczenia z dymu). Palarnie zapewne (albo tylko jedna) uruchamia się, gdy są duże grupy w części konferencyjnej (a może w ogóle się ich nie otwiera?).
Gdy interweniowałem zaproponowano mi zapalenie papierosa na świeżym powietrzu. Na moją uwagę, że jest zimno było wzruszenie ramion.

Manipulacje przy śniadaniu.

Zamiast kilku kelnerek i bufetowej, jak w każdym hotelu, w pracy jest tylko bufetowa. Sprząta ze stołów dopiero jak goście przestana jeść (zysk dla hotelu taki: goście nie mają co zrobić z brudnymi talerzami używają zatem mniej talerzy).

Zamiast trzech typów talerzy (obiadowego, deserowego i do ciast) wprowadzono w „Las Woda” tylko jeden talerz deserowy (zysk na talerzach, ale i na jedzeniu, bo wielu gości na duży talerz nakładało dużo jedzenia i potem to jedzenie zostawało, a na deserowy dużo mniejszy talerz nałożyć można dużo mniej).

A, że robi się „sowiecko”? A kogo to obchodzi.

We wszystkich hotelach na śniadanie stoły bufetowe rozstawione są pod ścianami. Dlaczego? Można by na ten temat napisać pracę licencjacką. Tu krótko: bo to jest najbardziej optymalne i europejskie.
W hotelu „Las Woda” stoły te postawiono w prostokąt, w którym bok prostokąta stanowią boki dwóch stołów na środku.

Dla gości ma to dwa minusy. Muszą się nabiegać dookoła tego stołu i znaczna część stolików to stoliki, koło których przechodzą goście z jedzeniem (nie dość, że chodzą człowiekowi nad głową to jeszcze mogą wywalić mu na nią jedzenie).

Dla hotelu wiele plusów.

Łatwo donosić i sprzątać (robi to ta jedna bufetowa).

Daje się mniej jedzenia, a wygląda jakby go było dużo.

Nie donosi się nowych potraw bo nie ma gdzie ich postawić.

W hotelu „Las woda” na śniadanie było kiedyś kilka smakowitych sałatek. Goście jedli je bo były, a niektórzy z łakomstwa. Sałatki zostawały i trzeba je było wyrzucić.

Teraz nie ma sałatek. Są tylko pokrojone pomidory, ogórki, papryka, sałata i różne „liście” oraz oliwy smakowe i octy smakowe. Każdy ma sobie sam (na małym talerzyku deserowym) zrobić sałatkę. (dla hotelu czysty zysk: mniej roboty i gdy zostaną te cząstki warzyw można je przechowywać w lodówce; ludzie mniej zjedzą).

Jedni nie mają czasu, innym się nie chce. Sałatka ta nieprofesjonalnie zrobiona przez gościa nie będzie smakowita i gość je nie zje dużo (czysty zysk hotelu).

W pojemnikach z gorącymi potrawami tych potraw tyle co kot napłakał. W pojemniku z naleśnikami dla prawie 10 gości obecnych w tym momencie na sali dwa miniaturowe naleśniczki. W pojemniku z jajecznicą dwie, w istocie, porcje jajecznicy (nic się nie zmarnuje, goście mniej zjedzą).
W części z pieczywem trzy małe bułeczki.

Zlikwidowano filiżanki do kawy o różnych kształtach. Do dużej filiżanki biorę z automatu espresso. Ledwo je na dnie widać i błyskawicznie kawa się robi zimna. Żona bierze cappuccino. Automat wypełnia filiżankę dokładnie po brzegi. Doniesienie tej kawy do stolika i picie jej na początku to horror. (dla hotelu zysk: mniej zakupów filiżanek, łatwiejsze mycie w zmywarce – więcej się zmieści).

Dla nas było oczywiste, że zmieniła się polityka hotelu z zasady „wszystko dla gościa” na zasadę „wszystko dla hotelu (i dla personelu)”.

Nowy personel jest arogancki, niegrzeczny (oprócz pokojówek) i gość to nie jest dla nich „pan”, ale co najwyżej jakiś potencjalny oszust czy zawalidroga.

Żona oburzona stwierdziła, ze nigdy więcej do tego hotelu nie przyjedzie.
Mam Nadzieję, że jej przejdzie, bo lubię sam hotel, jego otocznie, ten apartament i okolicę.

Do wiosny, jak ją znam jej na pewno nie przejdzie (nie będzie więc zimowych odwiedzin tego hotelu – żona biega na biegówkach). Może wiosną się uda?

Recepcjonistka tłumacząc nam, że musimy zapłacić im za apartament całość sumy, choć wcześniej już przelaliśmy połowę (o choć mieli potwierdzenie przelewu to ich procedury nie zostały tu zakończone): powiedziała zamiast słowa przepraszam: „mamy nowe czasy”.

Faktycznie dla hotelu „Las Woda” to są nowe czasy. Utwierdziła mnie w tym przeświadczeniu lustracja sklepiku w recepcji. Wśród batoniku dla dzieci leżały tam pudełeczka z prezerwatywami i z dużą kartką z dużym napisem „prezerwatywy”.

Opublikowano Recenzje i opisy hoteli | 2 Komentarze

Czy będziemy jeszcze gośćmi hotelu „Las Woda”? Część I

Nasza przygoda z tym hotelem zaczęła się w maju 2012 r. Wtedy znalazł się tam dla nas tylko pokój i wtedy wykryliśmy, że naszym lokum będzie apartament dla nowożeńców, jedyny z tarasem. Już tego roku spędziliśmy w nim kilka dni jesienią. Każdego prawie (chyba bez 2018) roku bywaliśmy w tym apartamencie. Gdy był zajęty przekładaliśmy przyjazd do hotelu tak, by trafić do niego.
Na tym tarasie wygrzewaliśmy się w słońcu wiosną i jesienią, jedliśmy, niekiedy, śniadania zamawiane do pokoju. Na nim wieczorami patrzyłem w rozgwieżdżone niebo i paliłem papierosy.

Hotel zaczął się rozbudowywać, zbudowano domek sześcioosobowy, nowy basen odkryty, obszerną część konferencyjną, w której, ku mojej radości, były dwie luksusowe palarnia. Zacząłem z nich korzystać w zimne poranki i wieczory. Menu restauracyjne nie było nigdy zachwycające (dobre były obiady serwowane na sposób bufetowy), ale wybór był spory i zawsze coś dla siebie można było znaleźć.

Rezerwacji dokonywałem zawsze w ten sposób, ze dzwoniłem kilka dni przed i rezerwowano mi apartament bez żadnych warunków, w trakcie tej rozmowy, jako stałemu gościowi.

Obsługa zawsze była profesjonalna, sympatyczna, życzliwa, grzeczna, a nawet serdeczna i uchylała nam nieba.

W tym roku po negatywnych przeżyciach z dwoma czterogwiazdkowymi hotelami w wakacje (opisałem to na blogu) pojechaliśmy (wczoraj) na 24 godziny do hotelu „Las Woda”.

I tu zaczął się nasz horror.

Najpierw zadzwoniłem do recepcji. Długo pertraktowałem, bo „nasz” apartament był zajęty (początkowo chcieliśmy w nim zanocować z czwartku na piątek) powtarzając, że chodzi o apartament z tarasem.
W końcu stanęło na nocy z poniedziałku na wtorek.
Tego samego dnia otrzymałem niejasnego maila z prośba o zaliczkę. Zadzwoniłem do recepcji, wyjaśniliśmy sprawę (dostałem 100 zł rabatu i nie wiem dlaczego). Mail, którego dostałem miał przycisk, który poprzez przelewy24 przekierował mnie na moje konto. Zapłaciłem. Następnego dnia dostałem maila od hotelu, ze nie zapłaciłem. Zadzwoniłem i po kilku minutach pertraktacji przekonałem recepcję, ze najlepiej będzie, gdy prześlę im mailem potwierdzenie wpłaty z mojego banku. Wysłałem im to potwierdzenie. Następnego dnia moja skrzynka wypełniła się jednobrzmiącym mailem w 5-9 egzemplarzach, że nie zapłaciłem zaliczki. Zadzwoniłem do recepcji, a oni powiedzieli, że to automat i że wszystko jest w porządku. Dostałem maila od Przelewów 24, że w dniu 15 października hotel dostał swojej pieniądze. Dostałem maila od hotelu, że przedpłata została dokonana.

Gdy już opuszczałem hotel dziś, czyli 22 października kazali mi zapłacić całą sumę. Powiedziałem, ze mają moje potwierdzenie, ze połowę już wpłaciłem. Kazali mi czekać i po jakimś czasie powiedzieli, że oni nie mają żadnych tego śladów na swoim koncie, a zatem muszę zapłacić całą sumę, a jak przyjdzie przelew ode mnie to mi zwrócą te pieniądze. Zapłaciłem dla świętego spokoju i tylko wyraziłem zdziwienie. Na to usłyszałem : „Takie są czasy” (ani słowa przeprosin).

To jednak nie wszystko.

Reszta będzie w kolejnym wpisie. Zapowiadając go powiem tylko, że bez słowa przeprosin otrzymaliśmy inny apartament bez tarasu i słońca oraz widoku. Moją uwagę, że zamawiałem apartament z tarasem pomięto milczeniem stwierdzając jedynie, ze nie mogę go zając, bo na tarasie kładzie się kafelki.

Cdn.

Opublikowano Recenzje i opisy hoteli | 3 Komentarze

Jak zdobyć w Polsce frykasy?

To jest kłopot. Nie jest to wcale łatwe.

Czasy mamy coraz bardziej sproletaryzowane.

Mieszkam w Warszawie, a zatem mam nieco ułatwioną sytuację.
Źródłem nadzwyczajnych frykasów, z których korzystam niestety od „wielkiego dzwonu”, są dla mnie trzy miejsca.

Kultowy „Bazar na Polnej”. Za komuny był to bazar dla dyplomatów. Wtedy chadzałem tam z żoną też „od wielkiego dzwonu”, by kupić prawdziwy wiejski biały ser i wędzonego łososia (który był prawdziwy, bo jeszcze nie było hodowlanego i nigdzie w Polsce nie był, poza takimi miejscami, dostępny). W latach dziewięćdziesiątych bazar zniszczono, a tym którzy na nim sprzedawali zaproponowano przeniesienie się do wybudowanego specjalnie na tę okazję budynku. Przeniosło się tam kilkunastu kupców. Coraz bardziej podupada, bo jest coraz mniej amatorów różnych frykasów. I tak np. jagnięcina, która jeszcze niedawno była w ciągłej sprzedaży teraz jest tylko na zamówienie.

Drugi kultowy bazar – „Bazar na Olkuskiej”, który istnieje od 2 lat i nawiązuje do tradycji „Bazaru na Polnej”. Powstał w starym warsztacie samochodowym i na miejscu skupu złomu. Ma nieco inne towary niż „Bazar na Polnej” i o wiele większy asortyment, Są tam, między innymi: najwyższej jakości wołowina, kurczaki i indyki zagrodowe, kaczki zagrodowe, jagnięcina, artykuły arabskie, z Francji, z Włoch, szeroki wybór nietypowych ryb słodkowodnych i morskich.

Trzeci punkt to rosyjski sklep Matrioszka, który niestety przeniósł się do Piaseczna (ale można tam kupować przez internet (może z wyjątkiem mrożonek). Sklep sprzedaje artykuły spożywcze z wszystkich prawie krajów, które wchodziły kiedyś do ZSRR, a więc z Rosji, Gruzji, Armenii itd.
Są tam więc praktycznie wszystkie gatunki kawioru, kraby i inne frutti di mare, rewelacyjne wędliny (kiełbasy typu salami), herbaty, dziesiątki gatunków po ręcznie robione z jagnięciny pielmieni i wiele innych towarów.

Opublikowano Stół | 2 Komentarze