Dzieci przed Najświętszym Sakramentem

Pan PPaweł napisał: Napisane jest: „pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie”. Komu to przeszkadza, temu przeszkadza Bóg.

A kto zabrania dzieciom przychodzić do Chrystusa.
One jednak (a przede wszystkim ich rodzice) powinni pamiętać, że nie jest to spotkanie wyłącznie z Chrystusem, ale i z innymi osobami (czy jak kto woli jest to spotkanie w trakcie spotkania innych osób z Chrystusem).

Jeśli dzieci nie potrafią odpowiednio się zachować (czy rodzice nie potrafią nad nimi zapanować) mogą być w trakcie Mszy Świętej z tyłu, podchodzić do Chrystusa poza Mszą Święta.
Poza tym, co to za przychodzenie do Chrystusa, w trakcie którego „olewa się” ludzi. Czyż nie nakazuje kochać bliźniego?

Opublikowano W Kościele | Dodaj komentarz

Jeszcze raz: osoba niewierząca w Kościele

Pan Brunon Kawka napisał: Też mi się wydaję, że osoba niewierząca nie ma obowiązku wykonywać wszystkich gestów kultowych. Jeśli sobie spokojnie i z szacunkiem stoi gdzieś na uboczu to nie powinno być problemu. Nawet na zasadzie prostej analogii, gdybym był w meczecie, to nawet nie wiedziałbym jak dobrze wykonać wszystkie gesty – więc wydaje mi się, że po prostu ich nie wykonując ale zachowując się z szacunkiem, postępuje znacznie lepiej niż gdybym nieudolnie naśladował coś czego nie uznaje i nie rozumiem.

Propozycja Pana Brunona Kawki jest do przyjęcia z jednym zastrzeżeniem.

Osoba ta musi pamiętać o tym, że nie może spowodować żadnych negatywnych odczuć u obecnych w kościele, np. zgorszenia. W meczecie nikt nie może się tłumaczyć, że wszedł w butach, bo nie wiedział, że je należy zdjąć (zresztą pewnie nie zdąży).

Katolicy są tolerancyjni, ale jednak lepiej, by ateista znajdował się (jeśli nie chce robić tego, co wszyscy) w ostatniej ławce z boku (by nie rzucać się w oczy).

Przy okazji przypomnę jedną z podstawowych zasad: jeśli wchodzisz do jakiegoś domu i zamierzać w nim przebywać dostosuj się do poleceń gospodarza i przestrzegaj obyczajów przez niego ustalonych, albo opuść dom.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Single na weselu

Pani Kasia pisze: A jeżeli moje wesele ma formę przyjęcia bufetowego, to nie muszę zapraszać singli w wymuszonych parach (że przyprowadzą „kogo chcą”), gdyż nie będzie tańców, prawda?

To nie jest tylko kwestia tańców. Zasada jest taka: na wszystkie przyjęcia uroczyste zaprasza się pary (zaprasza się jaka osobę z osobą towarzyszącą).

Dlaczego?

Nikt tego nie uzasadnia.

Jest tu chyba jakieś założenie wynikające z wielowiekowego doświadczenia: przyjęcia, na którym liczba kobiet przeważa znacznie liczbę mężczyzn lub liczba mężczyzn przeważa znacznie liczbę kobiet nie będzie udane.

Poza tym osoby, które przyszły same mogą czuć się samotne i odrzucone – nikt się nimi nie zajmuje i nie interesuje.

Ja bym na miejscu Pani Kasi napisał na zaproszeniu do „singli” – „zależy nam na Tobie – osoba towarzysząca nie jest konieczna” (niech sami decydują).

Opublikowano Ślub i wesele | Dodaj komentarz

Mąż, żona i inna kobieta

Te problemy zasygnalizowała Pani Bożena: Proszę o radę jak powinien się zachować mężczyzna w szatni w towarzystwie dwóch kobiet: czy powinien podać okrycie najpierw żonie (bo żona jest najważniejsza), czy tej drugiej pani, jako swego rodzaju „gościowi”? Czy spacerując z żoną w towarzystwie innej kobiety (siostry, przyjaciółki) mężowi wypada obdarować żonę kwiatami (kupionymi na straganie), czy powinien również kupić kwiaty towarzyszącej kobiecie, albo w ogóle nie kupować? Intuicja mi podpowiada, że obdarowując jedną kobietę sprawia trochę przykrości tej drugiej pani. Ostatnio widzę też młode osoby, idące razem: para wraz z koleżanką. Para trzyma się za ręce, koleżanka drepta obok jak ktoś przylepiony i niepotrzebny. W dawnych czasach mężczyzna obie panie prowadził pod rękę, bez rozróżniania.

Dla gospodarza (zapraszającego, np. do kawiarni) gość jest ważniejszy niż żona.

Co do dwóch kobiet i kwiatów Pani Bożena ma w pełni rację.

Jeśli mężczyzna idzie z dwoma kobietami, (w tym z żona lub swoją dziewczyną) nie powinien trzymać żony (dziewczyny) ani za rękę ani pod rękę, żona (dziewczyna) powinna iść z jego prawej strony, a druga kobieta z jego lewej strony.

Mężczyzna bierze pod rękę tylko kobiety sobie bliskie (np. żonę, swoją dziewczynę, siostrę, mamę, bardzo bliską koleżankę). Jeżeli idzie z takimi kobietami może obie brać pod rękę.

Opublikowano Precedencja, Savoir vivre na co dzień | Dodaj komentarz

Zmiana rajstop i słowo „bzdury”

Osoba podpisująca się jako Złotko napisała, między innymi: Kobieta zmieniająca rajstopy podróżując między budynkami naraża się na śmieszność. (…) Ciągłe zmiany nie gwarantują żadnego efektu prócz próżności, bezmyślności i braku szacunku do swego czasu (…)
Czasem jest Pan odrealniony i pisze bzdury.

Słowo „bzdury” to słowo, które nie wyraża żadnej treści merytorycznej, a za to sygnalizuje negatywne emocje i chęć obrazy.
Nigdy go nie używajmy, szczególnie w dyskusjach, wymianie poglądów, ocenach.
Dlaczego kobieta zmieniająca rajstopy „podróżując” między budynkami” miałaby się narażać na śmieszność?
Co to jest śmieszności?
Na śmieszności narażałaby się kobieta, która przyszłaby do pracy latem w krótkich spodenkach w klapkach i bez rajstop, do pracy, w której wszystkie kobiety są w rajstopach i kostiumach.
Ciagłe zmiany opisywane przez osobę Złotko zawsze były dokonywane w klasie średniej. Zmieniano ubranie kilkakrotnie w ciągu dnia (do posiłków, gdy przyjmowano gości, gdy wychodzono ba spacer itd.).

Czy to raczej nie świadczy o szacunku do siebie, szacunku dla innych i trzymaniu najwyższego poziomu?

Jest taki mechanizm. Gdy człowiek traci klasę, kieruje się wygodą i lenistwem zamiast powiedzieć to sobie w oczy neguje tych, którzy utrzymali poziom.

Żyjemy w czasach, w których wszystko się brutalizuje, proletaryzuje, staje się barbarzyńskie i gminne. To rzutuje na nas i nasze zachowanie. Zarażamy się i proletaryzujemy. Albo pogódźmy się z tym i żyjąc w prawdzie mówmy: „Upadłem tak jak inni” albo zmieniajmy swoje życie podejmując wysiłki, których otoczenie może nie rozumieć i wyśmiewać, bo zastosowało mechanizmy ukrywające prawdę.

Opublikowano Filozofia savoir vivre | 1 komentarz

Małżeńskie problemy z ekslibrisem

Pan podpisujący się jako „TheArtur” napisał: Witam. Proszę o radę w odniesieniu do ekslibrisu (to będzie mój pierwszy). Chciałbym zrobić swój osobisty (ale żona twierdzi, że książki są wspólne). W związku z tym dwa pytania. Po pierwsze jakie argumenty przemawiają z indywidualnym ekslibrisem? Po drugie, jeżeli zdecyduję się na wspólny, z inicjałami moimi i żony, to komu należy oddać honor? Inaczej mówiąc kogo inicjały powinny być pierwsze na ekslibrisie? Dodam, że znaczna większość książek jest moja (była kupiona przeze mnie). Z góry dziękuję za komentarz.

Z książkami różnie bywa. Niekiedy są bardzo osobiste, prywatne i intymne. Niekiedy są czymś, co przynależy wyłącznie jednemu z małżonków (choćby z racji zainteresowań), niekiedy są dla nich wspólne. W moim domu jest to (choć nie mamy ekslibrisów – a, jak myślę teraz, szkoda, bo to piękna tradycja) oczywiste, że pewne książki są moje, inne żony, inne wspólne.

Ja na miejscu Pana „TheArtur” i jego żony zrobiłbym trzy ekslibrisy: własny, żony i wspólny, np. „Zbiory Państwa J. (inicjał żony) i K. (inicjał męża) Malinowskich” lub same inicjały I i K. M.

Opublikowano Savoir vivre na co dzień | 1 komentarz

Jeszcze raz problem obecności rozwiedzionych rodziców na zaręczynach

Pan podpisujący się jako „PPaweł” napisał: Pan Konrad, niestety, wykazuje katastrofalny brak wyczucia savoir vivre. Jakże można tak niedelikatnie narzucać innym – i to własnym rodzicom – swoją wizję „jak ma być”? Drogi panie Konradzie, rodzice się rozwiedli, więc należy z szacunku dla nich zaakceptować ten stan rzeczy, a nie grubiańsko ignorować decyzję dwojga dorosłych osób. Cóż za okropny fundamentalizm kieruje Panem, gdy przedkłada Pan własne okołoreligijne ekstrapolacje ponad rzeczywistość?
Zadziwiająca jest Pańska troska o formy savoir vivre’owe w sytuacji, gdy sam pomysł zebrania rodziców razem po to tylko, aby móc im przedstawić staromodne teatrum zaręczynowe nie ma z savoir vivre nic wspólnego, gdyż oczywistym jest, że sytuacja będzie w najwyższym stopniu niezręczna dla wszystkich, a w szczególności dla Bogu ducha winnych Pańskich teściów in spe.
Pocieszeniem dla Pana mogą być słuszne uwagi o mniejszej komplikacji ślubu i wesela, gdyż istotnie w tłumie gości Pańscy rodzice mogą się bezpiecznie omijać. Kameralne zaręczyny jednak, skoro koniecznie Panu na nich zależy, są w tym układzie nie do zrealizowania i żadne pudrowanie sytuacji telefonem głośnomówiącym i manipulacjami kalendarzowymi nic tu nie pomogą. Zresztą zakładanie z góry wykluczenia Pańskiej matki jako mieszkającej za granicą nie ma z dobrym wychowaniem wspólnego absolutnie nic, ustawia Pana w oczywisty sposób po stronie ojca w tym konflikcie, a do tego przez telefon głośnomówiący Pańscy rodzice i tak będą mogli, jeśli zechcą, urządzić skandal.
Jedynym dla Pana wyjściem jest, niestety, zarzucenie romantycznych koncepcji i oświadczyny sam na sam z Pańską wybranką, a następnie uroczyste złożenie wizyty rodzicom w kolejności wybranej choćby rzutami kostki i zawiadomienie ich o zaręczynach.

Absolutnie w żaden sposób i żadnym punkcie nie mogę się zgodzić z Panem „PPawłem”.

Nie bardzo rozumiem o co uchodzi, gdy pisze o „grubiańskim ignorowaniu decyzji dwojga dorosłych osób”. Pan Konrad nie psiał o żadnej decyzji swoich rodziców i nie wiemy jak zareagują, gdy oboje zostaną zaproszeni na oświadczyny/zaręczyny. Być może oboje staną na wysokości zadania, okażą radość, pokażą klasę, a nawet się pojednają przy tej okazji.

Zaręczyny to bardzo ważne wydarzenie i to nie tylko z punktu widzenia savoir vivre, ale obyczajowe, cywilizacyjne, kulturowe. To również najbardziej racjonalne i mądre rozwiązanie pewnych problemów, które powstają, gdy para planuje małżeństwo.

Są pewne obowiązki społeczne i rodzinne, od których nikt nie ma prawa się uchylać z takiego powodu, że to mu sprawi przykrość.

Dorośli ludzie, kulturalni, poważni powinni umieć zapanować nad swoimi emocjami w takich sytuacjach. Rodzice jako rodzice mają pewne obowiązki wobec dzieci i obecność na zaręczynach do nich należy.

Brak zaręczyn przeprowadzonych zgodnie z procedurami często negatywnie rzutuje na relacje rodzinne przez lata. Fakt, że często dziś zaręczyny się pomija niczego nie zmienia, mnoży tylko rodzinne problemy i konflikty, patologie w stosunkach.

Rozwiązanie, by matka nie była obecna na zaręczynach samo się w takiej sytuacji narzuca jako rozwiązanie, które można brać pod uwagę, analizując i oceniając emocje i ewentualne możliwe reakcje rodziców. Jest ono naturalne z tego względu, że matka przebywa za granicą i jej przyjazd wiązałby się z wieloma kosztami, problemami, wyrzeczeniami.

Jej obecność przez telefon głośnomówiący byłaby pewną naturalną i pozytywną namiastką obecności fizycznej, a takie rozwiązanie sytuacji gwarantowałoby uniknięcie wszelkich przykrych sytuacji.

Uczestniczyłem w pogrzebach, gdzie przemówienia przez telefon i aparaturę nagłaśniającą wygłaszały osoby, które były tysiące kilometrów od miejsca pogrzebu i nie mogły na ten pogrzeb przybyć, a były ważne w życiu zmarłego. Nikt w tym nie widział nic niestosownego. Przyjmowano to bardzo pozytywnie.

O zaręczynach, ich szczegółowym przebiegu i ich wadze pisałem na blogu. Nie będę się zatem tu powtarzał.

Opublikowano Ślub i wesele | 4 komentarzy