Jak żyje arystokracja

W Dolinie mieszka w swoim pałacu nad Molini di Prela stara arystokratka. Nie bierze ona jednak udziału w życiu Doliny.

\Ważna natomiast w Dolinie osobą jest młody arystokrata Luca, który mieszka w pobliskim mieście Imperia. Jest on rycerzem Grobu Chrystusowego i poświecił swoje życie na obronę wiary. Wspomaga on finansowo kościół w Dolnie pomaga ks. Tomaszowi. Jest mistrzem ceremonii, jak trzeba ministrantem lub kościelnym. Rodzina Luki to jedna z najstarszych rodzin arystokratycznych w na Półwyspie Apenińskim.
Po drugiej wojnie światowej rodzina ta… wymarła. Ostatni z rodu ożenił się i zaczął prowadzić rodziny koncern działający we Włoszech i Ameryce Południowej. Urodziła mu się córka i nagle umarł. Jego żona opuściła w dniu jego śmierci rodowy pałac nad morzem, zamknęła go na cztery spusty pozostawiając w nim wszystko: meble, książki, ubrania i postanowiła nigdy już do niego nie wrócić. Rodzina podjęła decyzję o sprzedaży koncernu (bo kobieta nie może go prowadzić). Postawiono sobie tylko firmę ubezpieczeniową, dwa pałace. żona arystokraty nie chcąc robić niczego, co przypominałoby jej męża rzuciła arystokratyczne Zycie i wychowała córkę „demokratycznie”. Córka wyszła za arystokratę i z tego małżeństwa urodził się Luka. Do prawie 20 roku życia był chowany tak jakby arystokrata nie był. Czterdzieści lat po śmierci męża babcia Luki podjęła ważną dla rodziny decyzję; wsadził Lukę do samochodu i zawiozła do pałacu, w którym umarł jej mąż. Wszystko tam było jak w dniu śmierci jej męża. Na stole leżała gazetą datowana na dzień jego śmierci. Babcia zaczęła w tym pałacu uczyć Lukę historii rodziny i przekazywać mu arystokratyczne zasady i wartości. W pewnym momencie Luka stał się arystokratą. Zaczął żyć tak jak żyli jego przodkowie, ubierać się w odpowiednie stroje (garnitury i buty wyłącznie szyte na miarę), przebierać się kilka razy dziennie, zmieniać kilka razy dziennie kapelusze i laski.

Rodzice Luki zbudowali kamienicę w centrum Imperii, 100 metrów od plaży i 100 metrów od centrum. Kamienica ma wielki ogród porośnięty głównie drzewami cytrynowymi i sosnami nadmorskimi. Jej pierwszy poziom stanowi wielki garaż. Z tego garażu windą można dostać się na cztery kondygnacje. Na jednej jest mieszkanie rodziców, na drugiej Luki, na trzeciej i czwartej są mieszkania, w których lokuje się gości, przede wszystkim kuzynostwo.

Mieszkanie Luki jest takie samo jak mieszkanie jego rodziców. Ma ponad 200 metrów kwadratowych, siedem pokoi, długie korytarze, dwie łazienki i kuchnię.

Luka zaprosił nas pewnego wieczoru na lody, a ks. Tomasz poprosił go, by oprowadził nas po wszystkich pokojach i powiedział coś o każdym z ważniejszych przedmiotów (w mieszkaniu tym jest dużo drogocennych i zabytkowych przedmiotów, obrazów, mebli itp.) Luka pokazał nam też, na prośbę księdza, zawartość niektórych swoich szaf (np. szafy z drogocennymi książkami czy szafy z kapeluszami).
Przyjęcie „lodowe” odbyło się pomiędzy 22,00 a północą. Były lody, ciasteczka kruche, czekoladki, soki i kawa. Ja często droczyłem się z Luką. Chciałem go zaskoczyć i zażyczyłem sobie herbatę (Liguryjczycy piją herbatę z cytryną lub herbatki owocowe jak są chorzy). Luka wyciągnął kilkanaście ozdobnych puszek z różnymi gatunkami herbat. Ksiądz powiedział, że Luka sprawdza sobie najwyższej jakości herbatę z… Paryża.

Kamienica rodzinna

Kamienica rodzinna

Luka przed Mszą św.

Luka przed Mszą św.

Ubiór 1ubió 2marynarka128
Na moją prośbę Luka pokazał nam jedną ze swoich bonżurek

Na moją prośbę Luka pokazał nam jedną ze swoich bonżurek

Gabinet

Gabinet

Gabinet

Gabinet

gabinet 3
Domowa szafa pancerna

Domowa szafa pancerna

Pokój gościnny

Pokój gościnny

Jeden z korytarzy

Jeden z korytarzy

Kaloryfer

Kaloryfer

Drugi z korytarzy

Drugi z korytarzy

Na obrazie kuzyn Luki

Na obrazie kuzyn Luki

Salon

Salon


Salon

Salon

Salon

Salon

Salon

Salon

Salon

Salon

Salon

Salon

salon 7
Salon

Salon

Salon

Salon

Sypialnia Luki

Sypialnia Luki

szafa2szafa x1szafa x2szafa x 3szafa x4w sypialni
Pałac arystokratki

Pałac arystokratki

Opublikowano Uncategorized, Złota Dolina | Dodaj komentarz

Czy można być nadubranym?

Ten problem wywołała Pani: Vivianne: Proszę wybaczyć moją ciekawość, ale interesuje mnie też, jak Pan się odnalazł w tamtej rzeczywistości jako ekspert of SV. Na przykład, czy miał Pan na sobie garnitur? I czy w ogóle wypada mieć garnitur gdy pozostali goście ubrani są „na luzie”?

Pierwsza zasada ubraniowa savoir vivre mówi, że nie można być ani nadebranym ani niedoubranym w stosunku do innych obecnych w danym miejscu osób. Typ ubrania zależy jednak również od miejsca i okoliczności. Jeżeli jestem np. w pięciogwiazdkowym, eleganckim hotelu na śniadaniu i ubrany jestem w garnitur, krawat itp., a pozostali goście są w krótkich spodenkach nie zakładam krótkich spodenek na następne śniadanie. Uznaję, że to ci pozostali goście są niedobrani (ze względu na miejsce i okoliczności).

W Złotej Dolinie miałem niewiele ubrań z przyczyn technicznych (przejechaliśmy 1800 km czterma pociągami, a miejsce w walizce zajmowały głównie prezenty). Miałem kilka par spodni białych, jedne bardziej garniturowe (ciemniejsze), jedną marynarkę i dwie pary butów, w tym ciemnobrązowe brogsy od Wittchena. Marynarkę i brogsy zakładałem do kościoła, na wieczorne spotkania w restauracjach i na przyjęcia w domach prywatnych. Przy pozostałych okazjach byłem w białych spodniach, białej (lub jasnej) koszuli oraz „gorszych”, jasnobrązowych butach „garniturowych”. Na przyjęciu w górach byłem bez marynarki.

Opublikowano Ubiór, Złota Dolina | 2 komentarzy

Jeszcze raz o etykiecie w Złotej Dolinie

Zaskoczyły mnie wpisy niektórych Czytelników zwracających uwagę na brak etykiety na opisanym przeze mnie przyjęciu w górach i na moja niekonsekwencję w ocenie zachowań różnych ludzi.

Na Boga, opisane przeze mnie przyjecie było przyjęciem parafialnym, a zatem ludowym. 95% mieszkańców Doliny to rolnicy (uprawiają drzewa oliwkowe) zakorzeniani w tej dolinie od 1000 lat, ze swoimi obyczajami, prości (większość ma 3 klasy podstawówki). Jak ci komentujący to przyjecie Czytelnicy wyobrażają sobie piknik zorganizowany przez takich rolników wysoko w górach przy temperaturze w cieniu 28 stopni, jak wyobrażają sobie ich ubrania?
Na przyjęciu był burmistrz, elity danej parafii (w liczbie 4 osoby), Niemcy, którzy maja domy na terenie tej parafii. Wpisali się oni w konwencję przyjęcia.
Dolina jest Dolina, moim zdaniem, savoir vivre, ze względu na wspaniała przyrodę, piękne krajobrazy, przepiękną architekturę i ludzi, dla których wiele podstawowych zasad savoir vivre stanowi w sposób rzucający się w oczy filozofię ich życia (wszystko to w najlepszy gatunku – szlachetne. Inaczej też wyglądają przyjęcia miejscowej elity, obiady proszone w domach artystów czy Niemców.

Jedna z Czytelniczek napisała o mojej niekonsekwencji, że w swoim czasie ostro skrytykowałem prokuratora za niestosowne zachowanie, a tu, w odniesieniu do przyjęcia, nie krytykowałem niczego. Inne są obowiązki etykietalne prokuratora w godzinach pracy, a inne liguryjskiego ludu – rolników na pikniku w górach. Czy to nie jest oczywiste?

Opublikowano Uncategorized, Złota Dolina | 3 komentarzy

Czy w Złotej Dolinie przestrzega się etykiety?

Ten problem zamierzałem poruszyć później, wywołał go jednak teraz Pan podpisujący się jako Czytelnik: Znajoma osoba zwróciła uwagę, że są butelki na stole i kubki plastykowe oraz panuje przekraczanie krawędzi stołu łokciami. Stwierdziła, że uległ Pan czarowi wakacji i trochę Pan przesadza. Ja z nią polemizowałem.
Uwaga Czytelnika dotyczy przyjęcia w Gaju Oliwnym w skrajnie trudnych warunkach i tym można tłumaczyć pewne zjawiska, np. brak karafek czy plastikowe naczynia (niech ktoś spróbuje przewieźć samochodem kamienistą drogą na przepaścią zastawę na 60 osób; oczywiście jest to możliwe, ale bardzo trudne). Poza tym na przyjęciu byli wszyscy mieszkańcy parafii, a zatem przdee wszystkim ludzie prości – rolnicy.

Pisząc o Złotej Dolinie pisałem o savoir vivre, o filozofii savoir vivre, wysokiej kulturze, duchu savoir vivre. To jednak nie oznacza w sposób konieczny, że wypełnia się wskazania etykiety. Poznani przeze mnie ludzie na co dzień ignorowali w znacznej mierze etykietę (poza arystokratą i ks. Tomaszem oraz wieloma Niemcami) również w domach prywatnych na przyjęciach (tak w odniesieniu do ubrania jak i stołu), choć jak się zorientowałem znali ją, posiadali w domach odpowiednie gadżety (np. sztućce czy inne karafki do wody, inne do wina) i stosowali w.. pomieszczeniach i w szczególnie uroczystych momentach. Nie wiem z czego wynika taka postawa – czy jest to np. jakaś cecha Doliny czy efekt oddziaływania filozofii luzu.

Opiszę przyjęcia i miejscowych elit i arystokracji.

Można przestrzegać etykiety odrzucając savoir vivre.

Można realizować savoir vivre ignorując etykietę.

Można realizować savoir vivre i stosować konsekwentnie etykietę.

To ostatnie rozwiązanie jest oczywiście najlepsze, ale wolę jednak tych, którzy realizują savoir vivre ignorując etykietę od tych, którzy traktują wskazania etykiety jak dogmaty, a łamią podstawowe wskazania savoir vire.

Poznani przeze mnie ludzie Doliny byli wyrozumiali, taktowni, delikatni, serdeczni, rycerscy, wspaniałomyślni, itp. Chętnie obdarzali innych uśmiechami, dobrym słowem, dawali sobie, nam i innym bezinteresowne prezenty. Nie wpadali w złość, nie byli złośliwi czy zimni. Ważne dla nich jest życie towarzyskie, kontakty z innymi ludźmi, uczestniczenie w życiu lokalnej wspólnoty, przyjęcia. Gdy przedstawiono mnie jako specjalistę od savoir vivre nawiązywali do klasyki włoskiej literatury na ten temat: „Il galateo”, „Il moderno Galateo”.
Ujęło mnie też ich odniesienie do piękna, o które bardzo w specyficzny sposób dbają – muszą mieć piękne widoki (dbają o to), wyposażenie domu, kwiaty, które sadzą wszędzie i rozmieszczają po domu, działa sztuki itp.

Opublikowano Filozofia savoir vivre, Złota Dolina | 6 komentarzy

Gdy teściowa się wtrąca

Ten problem zgłosiła Pani Małgorzata: Otóż, moja teściowa bardzo często nas odwiedza na dłuższy czas, mówi nam, że ” robi nam niespodziankę” dzień przed przyjazdem a maksymalnie 3 dni przed przyjazdem. Nigdy nie informuje nas na ile czasu zamierza zostać. Ostatnio zadeklarowała się, że przyjedzie z teściem oraz zwierzętami. Mieszkanie, w którym mieszkamy jest ich ” dawnym mieszkaniem” nie mamy do niego żadnych praw oprócz deklaracji rodzinnej byśmy sobie ” mieszkali”. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie to, ze ciągle mi jest wypominane co źle robimy z mężem. Albo mówienie ” u nas od zawsze robimy tak” i w ogóle nie szanowanie tego co ja wprowadzam do mojej rodziny. Okupuje kuchnie non stop coś gotując i sprząta, robi pranie i prasuje – pewnie chcąc nam pomoc. Ale ja czuję się bardzo skrępowana sytuacją gdy idę spać o 22:00 a moja teściowa jeszcze do północy coś sprząta czy gotuje i bardzo dużo rozmawia do siebie. Nie wiem co mam zrobić i jak się zachowywać. W końcu to ja jestem gospodynią w tym domu i nie mam problemu ze sprzątaniem, praniem i gotowaniem u siebie.

Sytuacja jest bardo trudna i delikatna. Wymaga szczególnej ostrożności i wyczucia oraz znajomości osobowości i charakteru teściowej.

Można tu jednak zastosować uniwersalnie i pewne, bezkonfliktowe rozwiązanie. Pani Małgorzata powinna być szczególnie miła dla teściowej i starać się sprostać jej oczekiwaniom, a jej mąż powinien podjąć skuteczne działania zmierzające do ograniczenia wizyt teściowej i jej szarogęszenia się. Nie wolno mu używać tu argumentów : „to się nie podoba mojej żonie” czy „moją żonę to denerwuje”. Powinien dawać argumenty odnoszące się tylko do niego, w stylu: „Małgorzata bardzo mamę lubi i mamy wizyty są dla niej radością, ale mnie denerwuje to i tamto.…” Matka z synem zawsze się pogodzą. Konflikt z teściową może zaś wybuchnąć w każdej chwili i trwać latami przeradzając się w wojnę.

Opublikowano Savoir vivre na co dzień | Dodaj komentarz

Przejście na „ty” ze starszą podwładną

Ten problem zgłosił Pan podpisujący się jako Aluś: Niedawno zostałem zatrudniony i podlega mi służbowo jedna z pracownic. Ta pani jest ponad dwukrotnie starsza niż ja i jak sądzę pracuje tutaj dłużej niż ja chodzę po świecie. Po czyjej stronie jest inicjatywa przejścia na ty? Po mojej jako przełożonego czy po jej jako osoby starszej i w dodatku kobiety?

Sytuacja jest skomplikowana. Można odpowiedzieć tak: przy kontaktach prywatnych to pracownica proponuje przejście na „ty”, a w sytuacjach służbowych Pan Aluś. Nie jest to jednak takie proste, ponieważ Pan Aluś jednak wciąż jest szefem, a ta pani wciąż jest starsza.

Etykieta biznesu jest jednoznaczna; w pracy ważniejszy jest szef (nieważne ile podwładna ma lat i to, że jest kobietą. Biorąc pod uwagę wszystkie te czynniki należałoby stwierdzić: to Pan Aluś powinien zaproponować przejście na „ty”, ale w taki sposób, by nie było to odebrane jako przymus ze strony szefa, ale propozycja, którą można przyjąć lub nie.

Opublikowano Etykieta biznesu (nstytucji) | Dodaj komentarz

Przyjęcie w gaju oliwnym

W Polsce życie towarzyskie z prawdziwego zdarzenia zaczęło z wielu powodów zanikać już po II wojnie światowej . Rok 1989 wcale nie zmienił tej sytuacji. W istocie ją pogłębił.
Życie towarzyskie z prawdziwego zdarzenia to uczty i przyjęcia w pełnym tego słowa znaczeniu organizowane w taki sposób, że przychodzą na nie ludzie, którzy ledwie się znają lub w ogóle nie znają i na tych przyjęciach zbliżają się do siebie. Zycie towarzyskie z prawdziwego zdarzenia to wspólne towarzyskie inicjatywy i różnego typu rozrywki, które są zarazem pogłębianiem kulturowym i twórczością. Są to, w trakcie przyjęć, dyskusje na poważne tematy, występy artystyczne różnego rodzaju, muzykowanie, śpiewy wspólne i solo, tańce itp.

W Polsce zachowało się to w szczątkowym i ograniczonym zakresie. Uczty to głównie posiłki świąteczne, tańce to sylwester, przyjęcia „całą gębą” to wesela.
Zauważmy, że czas poświęcany kiedyś życiu towarzyskiemu, przyjęciom poświęcamy dziś w Polsce oglądaniu telewizji. Przeciętny Polak, według informacji, które znalazłem w Internecie, ogląda telewizję 4 godziny dziennie (to podobno rekord światowy). Wystarczyłoby, żebyśmy nie oglądali telewizji i poświęcali życiu towarzyskiemu np. średnio 2 godziny dziennie.

W Złotej Dolinie życie towarzyskie, jak o tym już pisałem, jest bardzo bogate i głębokie. Jednym z typów otwartych dla wszystkich (również, dla tych, którzy odwiedzili Dolinę – turystów) przyjęć są przyjęcia odpustowe. Jest ich w roku ok. 50. Podajmy tylko przykład parafii naszego Gospodarza – Don Tomaso czyli ks. Tomasza Jochemczyka. Jego cztery parafie są pod różnymi wezwaniami (to 4 odpusty). Kościoły parafialne są pod innymi wezwaniami niż parafie (to 4 odpusty). Na terenie parafii jest jeszcze 17 kościołów (17 odpustów). Przyjęcia odpustowe przygotowują mieszkańcy parafii. Parafie często współzawodniczą pomiędzy sobą w tej mierze. Przyjęcia te są różne, od bardzo małych (kilka), poprzez średnie (połowa) po wielkie, na których serwuje się kilkaset dań, trwają do 16 godzin i uczestniczy w nich kilkaset osób. Przyjęcia te są zawsze przy stołach na świeżym powietrzu – na placach miast, na placach przed kościołami (które znajdują się często w „szczerym polu”), w gajach oliwnych itp.
Złota Dolina nazywa się Złotą Doliną ze względu na drzewa oliwkowe. Wszędzie na zboczach gór rosną olbrzymie gaje oliwkowe. Widać to z daleka, bo liście oliwek są dużo jaśniejsze od liści pozostałych drzew. Oliwa z oliwek z Doliny uchodzi za najlepszą we Włoszech. Oliwki uprawiane były w Dolinie na wiele setek lat przed narodzeniem Chrystusa. Dolina zawsze była, ze względu na oliwę, bardzo zamożna. Oliwa to było jej złoto (stąd Złota Dolina).

Przyjęcie, którym uczestniczyliśmy było wysoko w górach na jednej z półek skalnych gaju oliwnego. Był to odpust kościółka tam położonego na skale wystającej ze zbocza góry (około 700- 1000 metrów nad poziomem morza) z widokiem na Dolcedo, Imperię i morze.

Krętą kamienistą drogą wijącą się nad przepaściami ruszyła rano z Vallorii położonej na jednym ze szczytów pierwsza kawalkada samochodów (stawiano je potem na drodze blokując przejazd innym samochodom). Kawalkadą tą przyjechali mieszkańcy, którzy przywieźli ze sobą stoły, ławy, daszki przed słońcem, naczynia, sztućce, beczki z lodem, butle gazowe z palnikami, instrumenty muzyczne, część napitków i część potraw itp. Przygotowali oni przyjęcie. Druga kawalkada samochodów (ok. 11.00) przywiozła pozostałe osoby na Mszę św. i przyjęcie. Trzecią kawalkadą przyjechali w ostatniej chwili burmistrz Vallorii z żona, ksiądz z Polakami (czyli z moją żoną i ze mną) i miejscowy arystokrata.

Na początku była Msza św., na której obecni byli ludzie, psy (część na „własną łapę”) nietoperze (wyleciały z kościoła na dźwięk dzwonów) oraz znaczna ilość kolorowych motyli mniej więcej wielkości dłoni.

Mszę zakończyło ucałowanie znajdujących się w kościele relikwii Jesus-bambino (rzeźba). W kolejce do ich ucałowania ustawiło się karnie wiele psów (niektóre na zdjęciu). Ksiądz jednak je zignorował.

Po Mszy wszyscy udali się wąską ścieżką nad przepaścią do półki, na której miało odbyć się przyjęcie. Parafia, na terenie której był odpust liczy 50 osób. Na przyjęciu było 60 osób, w tym Niemcy „którzy znaleźli swoje szczęście” (choć są protestantami byli i na Mszy św.)

Półka miała około 3 m szerokości. Kończyła się „przepaścią” (ok. 4 metry). W dole były kolejne takie półki. Pomiędzy ławami przy stole, a skrajem przepaści było ok. 40 cm. Po tym terenie poruszali się ludzie z trunkami i potrawami, psy (których było coraz więcej, bo zeszły się z okolicy na ucztę), dzieci, w tym czteroletnie oraz ja z aparatem fotograficznym (jednak zawsze trzymałem się jakiegoś drzewa). Na początek serwowano wina i inne trunki jako aperitif. Potem były zimne i gorące dania (około 60 dań) oraz różne trunki (dziesiątki gatunków win z Doliny, nalewki, grappy, likiery), owoce, salami, sery, ciasta (kilkanaście), kawa espresso. Ich konsumpcja i rozmowy w jej trakcie trwały 3 godziny. Potem pozostały trunki i zimne przekąski i zaczęła się część artystyczna: wspólne śpiewy, śpiewy solowe, gra na instrumentach (gitara i akordeon). Wyszliśmy po 4 godzinach (odwiozła nas żona burmistrza). Podobno zaraz po naszym wyjeździe rozpoczął się kolejny cykl (nowe zimne i gorące dania).
Każda kobieta przygotowywała kilka dań i deser. Każdy mężczyzna przywoził swoje wina i nalewki oraz grappy i likiery.
Było tylko kilka dań mięsnych, w tym królik duszony w ziołach świeżych z Doliny, plastry schabu w ciemnym sosie majonezowym na zimno, figi z salami, cielęcina faszerowana (zszywa się nicią rozbite płaty cielęciny w kwadra 1m na 1 m, kładzie się na nim farsz, w którym dominują świeże zioła, orzeszki Pini i grillowane bakłażany i zszywa, a potem piecze lub gotuje). Oprócz tego były różne focatia z dodatkami mięsnymi, dziesiątki sałatek (najlepsza, moim zdaniem, z gotowanych kartofli pokrojonych w kostkę, odnóży ośmiornicy pokrojonych w odcinki 1 cm i marynowanych oliwek oraz natki pietruszki), różne torta di cieci (torty z mąki cieciorki) na ostro z różnorodnymi dodatkami, torta di verde (tort z ciasta, szpinaku, włoskiego białego i żółtego sera oraz świeżych ziół). Najbardziej smakowały mi ciasta: pomarańczowe, figowe, bosco (z leśnych owoców) oraz czekoladowe. Niezła, jak zawsze, była szynka parmeńska z melonem.
Poniżej i w oddzielnym wpisie przedstawiam zdjęcia i filmy z występów artystycznych na przyjęciu.

Przygotowania 2MszaPrzygotowania

Na Mszy

Na Mszy

relikwiepsy
Niemki

Niemki

stółstół 2stół ccstół xbakłazanycoścoś 2coś 3coś 4coś 5figifocatikrólikkwiatymelonyośmiornicepapryka 2schabschab 2salamiszynkawinociasto 1ciasto 2ciasto 3ciasto 4ciasto 5ciasto 6ciasto 7ciasto 10ciasto 11sjesta

Opublikowano Złota Dolina | 3 komentarzy