Napiwek dla szatniarza

Kilka razy pisałem już na temat napiwków dla kelnerów w restauracji. Problem napiwku dla szatniarza pojawia się ponieważ ostatnio chodzę na rehabilitację barku i w tej przychodni (prywatnej, ale świadczącej usługi też usługi bezpłatne w ramach ubezpieczenia) jest „profesjonalna” szatnia. Obsługują ją starsi, eleganccy panowie (w garniturach i „pod krawatami”).

Dla mnie było to jakoś naturalne, że za każdym razem, gdy odbieram płaszcz daję razem z numerkiem złotówkę (rehabilitacja trwa 10 dni, więc będzie to mnie kosztował 10 zł). Szatniarze stali się dla mnie uprzedzająco grzeczni.

Oddając i odbierając płaszcz z szatni widziałem jak inni ludzie dają numerki. Nikt z nich nie dał ani grosza szatniarzom.

To ciekawe zjawisko, bo jak świat światem w Europie zawsze dawało się coś wraz numerkiem. Ten obyczaj panuje i na Zachodzie. W Polsce szczególnie się ugruntował, ponieważ w PRL-u dawanie monet szatniarzom, przede wszystkim w kawiarniach i restauracjach, było obowiązkowe.

Dlaczego ludzie nie dają dziś napiwków szatniarzom?

Uważają, że i tak to im się należy?

Sproletaryzowali się?

Brakuje im klasy?

Są skąpi?

Pamiętajmy, że usługi tak się nazywają, bo pochodzą od słowa służba, są służbą innym i to w taki znaczeniu, które odnoszono do określonych pracowników nazywając ich służbą.

Demokracja i równość niczego tu nie zmienia. Nadal jest służba.

Napiwki są znakiem klasy.

Utrwalają relację „Pan” – „służba”, w przeciwieństwie do relacji „pracownik’ – „natrętny, niechciany petent”.

Napiwki są znakiem wielmożności, ważnej cnoty w świecie savoir vivre o której kilkakrotnie już pisałem.

Kiedyś było przeciwstawienie „pan” –„cham” (to słowo w znacznej mierze zmieniło już swoje znaczenie) Pan albo był wielmożny albo nie był panem.

Opublikowano Klasa średnia, Savoir vivre na codzień | Otagowano | Dodaj komentarz

Po co krzesło ma oparcie?

Takie pytanie zadał mi Pan Łukasz. Oto ono w dokładnym brzmieniu: „Po co w takim razie krzesło ma oparcie, skoro siedząc mamy nie dotykać go plecami?”.

Pan Łukasza zareagował na poprzedni wpis, w którym znalazł informację, że siedząc na krześle nie powinniśmy dotykać jego oparcia plecami, że nasza postawa, jak powtarzają to podręczniki savoir vivre, powinna być „mysz za plecami” (pomiędzy oparciem krzesła a plecami powinna być niewielka wolna przestrzeń).

Warto zadać takie pytania. Gdyby je zadawali współcześni projektanci mebli oraz wszelkich przedmiotów użytkowych nie popełnialiby tylu rażących błędów. Gdyby zawsze zadawali sobie np. pytanie „poco filiżanka ma uszko”, to odpowiednio by te uszka modelowali tak, by można je było wygodnie trzymać dwoma palcami (dziś często się w te palce wrzynają – mają ostre krawędzie).

Po co krzesło ma oparcie?

Po pierwsze, by osoba siedząca na nim nie zsuwała się z niego do tyłu.

Po drugie, jest to zabezpieczenie przed spadnięciem na tył głowy.

Po trzecie, by łatwo było, bez schylania się, krzesło przesuwać i przenosić.

Po czwarte, co bardzo ważne, by można je było sprawnie i elegancko odsunąć, gdy dama chce na nim usiąść i następnie podsuwać je w miarę jak siada oraz odsuwać je w miarę jak wstaje.

Po piąte, oparcie pojawia się również ze względów estetycznych (oparcia krzeseł to często dzieła sztuki).

Po szóste, zabezpiecza ono przed uderzeniem, potrąceniem osoby na nim siedzącej (np. przez osoby usługujące przy stole). Trudniej osobę siedzącą na takim krześle zaatakować od tyłu (aspekt historyczny), np. wbić jej nóż w plecy (siedząc na takim krześle czujemy się zatem, świadomie lub nie, bezpieczniej).

Po siódme, można o to oparcie wyjątkowo, gdy sytuacja jest nieoficjalna, a my jesteśmy bardzo zmęczeni, oprzeć się.

Opublikowano Meble | Otagowano | 2 komentarzy

Niechlujna i lekceważąca postawa siedząca

Kiedyś zwracano szczególną uwagę na to jak ktoś siedzi. W szkole często nas strofowano: „Jak siedzisz”. W domu zwracano na to uwagę („Nie podpieraj się łokciami”; „Nie garb się”).

Dziś, gdy savoir vivre wraca do łask, coraz powszechniej obowiązuje, postawa siedząca, w wypadku większości populacji, jest niechlujna i lekceważącą dla otoczenia jak nigdy.

Rzadko można spotkać osoby przyjmujące postawę prawidłową: stopy dotykają podłoża, kolana się stykają („kot na kolanach”), plecy wyprostowane nie dotykają oparcia krzesła czy fotela („mysz za plecami”).

Gdy byłem na niedzielnej Mszy św. siedziałem w taki sposób, że, chcąc nie chcąc rzucało mi się w oczy kilka osób siedzących na ławie pod ścianą.

Pierwsza to był mężczyzna w średnim wieku. Jego siedzenie opierało się w zasadzie tylko o brzeg ławki, bo przyjął postawę półleżącą. Nogi wyciągnął przed siebie i jedną zarzucił na drugą.

Kilka miejsc dalej siedziała kobita już starsza. Była w spódnicy, ale to jej nie przeszkadzało przyjąć postawę dojarki (wiadro mleka między nogami).

Pewnie sądzili, że nikt na nich nie patrzy, ale rzucali się w oczy jednej trzeciej wiernych i nie sposób było ich nie zauważyć.

Opublikowano Mowa ciała i zmiana miejsca, W Kościele | 4 komentarzy

Zharmonizowanie ubioru

We wszystkich prawie podręcznikach savoir vivre i wszystkich podręcznikach stylistyki piszę się o wymogu zharmonizowania ubioru – wszystkie jego elementy muszą do siebie pasować, być w tym samym stylu i „klimacie.

Wydaje się oczywiste, że nie zakłada się adidasów do garnituru czy kaloszy do eleganckiej sukienki (okazuje się ostatnio, ze kobiety potrafią kalosze założyć do wszystkiego).

Styliści przestrzegają, by nie kupować elementów ubrania w taki sposób, ze powodem zakupu jest „to mi się podoba”, bo potem kobieta ma pełną szafę „ślicznych” rzeczy i nie ma na siebie co włożyć bo nie ma w szefie dwóch rzeczy, które by do siebie pasowały. Kupując coś z ubrania musimy to dobierać do posiadanych już rzeczy lub od razu „dokupować” to, co, by do kupionej rzeczy pasowało.
Wszystko to wydaje się jasne, proste i oczywiste, ale w dzisiejszej praktyce już takie Ne jest.

Przekonałem się o tym stojąc w niedzielę pod kościołem i obserwując ludzi. Szczególnie trzy przypadki rzuciły mi się w oczy i żałowałem bardzo, ze nie ma aparatu fotograficznego.

Pierwszy przypadek: kuriozalny.

Zobaczyłem, w samo południe, panią w długiej, czarnej eleganckiej sukni ( o tej porze nie była na miejscu) i krótkiej jaskrawo żółtej kurteczce z ortalionu.

Przypadek drugi: zaskakujący

Inna pani była w pięknym bardzo ciemnym futrze, a na głowie miała biała czapkę z daszkiem o wyraźnie sportowym charakterze.

Przypadek trzeci: szokujący

Ta pani miała na sobie brązowe futro z łapek karakułowych, długie, prawie do samej ziemi. Na głowie miała czarny, koronkowy szal. Spod futra wystawały jej spłowiałe i poszarpane dżinsy jasnoniebieskie i buty na kształt adidasów o grubej plastikowej podeszwie.

Opublikowano Elegancja, Ubiór | Dodaj komentarz

Przyjmowanie lekarstw w obecności innych

Przeczytałem ostatnio w podróży, zresztą po raz kolejny, książkę Agathy Christie „Zwierciadło pęka w odłamków stos” (napisana była na początku lat sześćdziesiątych XX wieku). Pojawia się tam w pewnym momencie następująca wypowiedź panny Marple (występującej w wielu powieściach Christi konserwatywnej staruszki z małego miasteczka, która jest utalentowanym detektywem amatorem):

„Za czasów mojej młodości zżywanie lekarstw podczas posiłku uznawano za dowód złego wychowania. Było to równorzędne z wycieraniem nosa przy stole. Po prostu nie robiło się tego. Jeśli ktoś musiał brać pigułki, kapsułki czy łyżeczkę mikstury, wychodził z pokoju. Teraz jest inaczej. Kiedy była u mojego siostrzeńca Raymonda, zauważałam, ze goście zjawiają się ze spora ilością małych buteleczek, pigułek i tabletek. Zażywają je przy jedzeniu, po jedzeniu lub przed jedzeniem. Trzymają aspirynę i takie rzeczy w torebkach i biorą je przez cały czas, przy filiżance herbaty lub kawy”.

Zasady podane przez pannę Marple nadal ściśle obowiązują i ich łamanie jest nadal objawem złego wychowania. Można o tym przeczytać w wielu ostatnio wydanych podręcznikach savoir vivre. Fakt, że od dziesiątek lat bywają łamane niczego tu nie zmienia, tak jak niczego nie zmienia fakt, że wielu ludzi chwyta dziś kieliszek za czaszę lub wielu mężczyzn chodzi w rozpiętych marynarkach. Kieliszek należy trzymać za nóżkę, a marynarka, gdy mężczyzna nie siedzi, powinna być zapięta.

Opublikowano Savoir vivre i literatura, Savoir vivre na codzień, Stół | Otagowano | 2 komentarzy

Warunki, które powinien spełnić dobry hotel – wielkość pokoi – proletaryzacja hoteli

Pokój hotelowy dwuosobowy, by można w nim spokojnie, bez problemów, funkcjonować i dobrze się czuć powinien posiadać powierzchnię 30-50 m2.

Najlepiej zaś, gdyby to były dwa pokoje (sypialnia i salon) a jeszcze lepiej, żeby był tam dodatkowo aneks kuchenny (bo room service i to jeszcze całodobowy i zaspokajający wszystkie potrzeby to dzisiaj rzadkość).

Dziś pokoje są małe (wręcz klitki) i to nawet w większości hoteli pięciogwiazdkowych (czyli teoretycznie najwyższy standard), a gdy jest salon to jest to już apartament czy tzw. studio.
Kiedyś hotele posiały pokoje o bardzo dużej powierzchni. Dziś w dobie maksymalizacji zysku i, przede wszystkim, zaniku klasy średniej, właścicielom hoteli chodzi o to, by pokoje były jak najmniejsze. Ceny są wyśrubowane (bo hotel traktowany jest dzisiaj jako usługa superluksusowa), gości indywidualnych, a szczególnie tych, którzy nie liczą się z pieniędzmi mało. Goście ci nie posiadają, po PRL-u, szczególnie wysokich wymagań. Grupy (konferencje, szkolenia) w odniesieniu do pokoi mają małe wymagania.

Właścicielom hoteli opłaca się zatem posiadać pokoje o jak najmniejsze powierzchni.
Właściciele hoteli trzymają się zatem minimalnych standardów związanych z liczbą gwiazdek, by osiągnąć taką ich liczbę jaka pragną posiadać:

Hotel trzygwiazdkowy:

• 1-osobowy: 10 m²,
• 2-osobowy: 14 m²,
• 3-osobowy: 16 m²,

Hotel czterogwiazdkowy:

• 1-osobowy: 12 m²,
• 2-osobowy: 16 m²,
• apartament: min. 30m².

Hotel pięciogwiazdkowy:

• pokój 1-osobowy: 14 m2,
• 2-osobowy: 18 m2,
• apartament: w granicach 50 m2.

Znam hotele, które standard mają bardzo wysoki, właściwy dla przynajmniej czterech gwiazdek, ale posiadają trzy gwiazdki, bo ich pokoje mają powierzchnię „trzygwiazdkową”. To im się bardziej opłaca.

Zauważmy, że nawet pokój o powierzchni 18 m2 ma minimalną powierzchnię po której można się poruszać. Z reguły jest tak, że gdy naprzeciwko siebie jest podwójne łoże (czy dwa łóżka) i biurko (a tak z reguły jest(, to przejście pomiędzy nimi ma 30-40 cm. Odsuniecie krzesła od biurka powoduje, że już nie da się przejść. Pomiędzy łóżkiem a oknem jest miejsce na stół i krzesła (z reguły tylko dwa), ale porządny stół już się tam nie zmieści i jest mały stolik, na którym nie da się zjeść w dwie osoby np. obiadu. Korytarzyk jest tak mały, ze z reguły drzwi od łazienki zahaczają o drzwi wyjściowe, gdy jedne i drugie są otwarte.

Bardzo jest mało hoteli, które mają pokoje o większej powierzchni i z reguły hotele te mają już „kosmiczne” ceny.

Zdarzają się w niektórych hotelach większe, niekiedy dużo większe pokoje, gdy budynek jest adoptowany na hotel lub gdy architektowi coś nie wyszło (a architekcie są wyraźnie coraz słabsi) i musiały się w jego projekcie pojawić nieliczne pokoje o większej powierzchni. Wtedy trzeba taki pokój „upolować”.

I tak np. hotel Jawor pod Bielsko-Białą jest w budynku, w którym za komuny były wczasy FWP i cześć pokoi (trochę droższych i nazywanych LUX) obejmuje dwa stare pokoje (są dwa balkony), co powoduje, że ich standard jest „przedwojenny” – są naprawdę duże.

Można też zastosować taki manewr, że znaleźć tańszy hotel (np. trzygwiazdkowy o podwyższonym standardzie) i wynająć w nim apartament, który będzie z reguły kosztował tyle co pokój dwuosobowy (albo i taniej) w czterogwiazdkowym hotelu.

Ciekawym zjawiskiem są apartamenty. W dobrych hotelach potrafią mieć ponad 100 m kwadratowych (i np. duży taras), ale albo są koszmarnie drogie (np.1000-1400 zł) i, bardzo często, są niedostępne (wciąż zajęte). Jest ich bowiem z reguły 2-4 w hotelu (w którym może być i kilkaset pokoi).

Ciekawym zjawiskiem, tak na marginesie, są też dziś promocje w hotelach, które mogą dochodzić do połowy ceny (albo i do 30%) i występują w soboty-niedziele i okresy wczasowe (ferie i wakacje, a zatem styczeń-luty i lipiec-sierpień), co ujawnia, że hotele żyją głównie z firm (szkolenia).

Te zjawiska występują w całej Europie i obejmują również np. statki rzeczne. Podróże nimi to piękna rzecz. Przemierza się całą Europę bez zmęczenia mając do dyspozycji własny pokój, basen, restaurację, lekarza, itd. i podziwiając wciąż piękne widoki (np. z tarasu, który jest przy kabinie). Wypatrzyłem taki tani rejs przez całe Niemcy i Holandię (Amsterdam, Rotterdam). Na statku były przez całe lato wolne miejsca, ale apartamenty (tylko dwa) już w styczniu były zarezerwowane do października.

Wielkość i standard pokoi w hotelach europejskich i polskich to wyraźny znak jakiej proletaryzacji uległa cała Europa, jak słaba i nieliczna jest klasa średnia, jak „proletariackie” są standardy (zmiany zaszłyby najszybciej, gdyby podwyższono wymogi powierzchni pokoi w hotelach czterogwiazdkowych, a szczególnie pięciogwiazdkowych). Dostęp do warunków „normalnych” jest bardzo utrudniony lub wręcz niemożliwy, a ceny są wtedy niewspółmiernie wysokie do dochodów klasy średniej.

Wyszukanie naprawdę dobrego pokoju w hotelu, w okolicy, która nas interesuje wymaga dociekliwości, wczesnego planowania pobytu i dużego wysiłku.

Opublikowano Hotel | Otagowano | Dodaj komentarz

O wręczaniu prezentów

Ten problem wywołała Pani H. Motyka pisząc: „Czy istnieją sztywne zasady dotyczące wręczania prezentów? Mam na myśli na przykład określoną cenę prezentu w zależności od sytuacji, rewanż za prezent (czy jest absolutnie konieczny, jeżeli dostajemy prezent bez okazji) i ostatnie nurtujące mnie pytanie; czy w duchu savoir-vivre kobieta może dać mężczyźnie prezent bez okazji?”
Jeżeli zbierzemy ze wszystkich podręczników savoir vivre polskich, hiszpańskich, niemieckich, francuskich, brytyjskich itp. wszystkie wypowiedzi na temat prezentów nie będzie tego dużo.
Po pierwsze, prezent ma być ładnie zapakowany (nie ma żadnych bardziej szczegółowych informacji na ten temat).

Po drugie, nie może mieć takiego charakteru, który świadczyłby o lekceważeniu obdarowywanego – nie może być za tani i wyraźnie przypadkowy.

Po trzecie, nie może być bardzo drogi, bo to będzie krepowało obdarowywanego i skłaniało (zmuszało) go do rewanżu.

Po czwarte, prezent powinien sprawić radość, a zatem najlepiej powinien być związany z jakimś hobby czy szczególnym zainteresowanie obdarowanego – powinno to być coś trudnego do zdobycia (tak wiec dopuszcza się np. alkohole przywiezione z zagranicy, które w Polsce są nie do zdobycia).

Po piąte, prezent powinien być natychmiast rozpakowany i powinna być wyrażona radość z jego otrzymania.

I wreszcie wskazania najbardziej ogólne.
Podarunek nie powinien wywołać negatywnych reakcji czy emocji i nie powinien być „mylącym sygnałem”. Trzeba zatem się zastanowić jakie wniosku wyciągnie (może wyciągnąć) osoba obdarowana z faktu otrzymana prezentu.

I to wszystko. Każdy zatem może każdemu dać prezent i to bez okazji (trzeba tylko przemyśleć ewentualne skutki). Rewanż nie jest konieczny, ale gdy pojawi się wyraźna okazja powinniśmy też obdarować tego, kto prezent nam wręczył.

Opublikowano Savoir vivre na codzień, Wizyty, Życie towarzyskie | Otagowano | 2 komentarzy

Jak wznosić toast?

Problem ten wywołał Pan Wojciech pisząc: „Czy mógłby Pan szerzej opisać kwestię toastów? Chodzi mi głównie o poruszenie tego tematu w odniesieniu do spotkań rodzinnych, np w kilku wariantach:
1) kiedy jest to większe spotkanie rodzinne (bardziej oficjalne);
2) kiedy np. miałbym się spotkać z Babcią razem z moja narzeczoną.
Kto może lub powinien wznosić toasty? Jaka jest tradycja tego zwyczaju? Czy zawsze np. powinno się wstać? Itd. Mam nadzieję, że wystarczająco wyraźnie nakreśliłem sytuację”.

Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie: jaka jest tradycja toastu?

Etykieta i protokół dyplomatyczny bardzo ściśle określają procedury toastu (można np. przeczytać o nim w obowiązującym obecnie „Protokole dyplomatycznym” Tomasza Orłowskiego).

Toast wznosi się wyłącznie szampanem lub czerwonym winem.

Wznosi się go na początku przyjęcia lub na końcu.

Jeśli toastów planuje się więcej pierwszy wznoszony jest na początku przyjęcia, a pozostałe pomiędzy daniami.

Pierwszy toast wznosi gospodarz na część gościa honorowego (czy solenizanta itp.) Drugi toast jest odpowiedzią gościa honorowego (czy solenizanta).

Gdy ktoś chce wznieść toast wstaje. Nie trzyma w ręku kieliszka. Wszyscy siedzą. Osoba, która wstała wygłasza krótkie przemówienie (60-90 sekund) okraszone jaką żartobliwą uwagą).

Na końcu wystąpienia mówi : „Chciałbym wznieść toast……” i bierze kieliszek do ręki.

Wtedy wszyscy wstają i biorą kieliszki do ręki.

Następuje stuknięcie się kieliszkami (gdy trzymamy je prawidłowo za nóżkę dźwięk jest piękny) i wszyscy piją łyk. Kto nie chce pić dostaje kieliszek pełny tego samego alkoholu i moczy w nim usta.

Nie wolno wznosić toastu pustym kieliszkiem lub napełnionym wodą czy sokiem. Nie wolno nie umoczyć ust.

Osoba, na której część wzniesiono toast nie musi (i nie powinna) reagować natychmiast. Z reguły reaguje po jakimś czasie przechodząc przez cała procedurę toastu (wstaje, przemawia, bierze kieliszek do ręki, pozostali wstają itd.).

Na weselu pierwszy toast wznosi ojciec panny młodej, kolejne toasty wznoszą seniorzy.

Opublikowano Przyjmowanie gości, Przyjęcia, Stół | Otagowano | 2 komentarzy

O paleniu – wypowiedź Michała

Jest kilka osób pisujących tutaj komentarze, których obecność na blogu bardzo mnie cieszy, ponieważ, można powiedzieć rozumiemy się z nimi bez słów i „nadajemy na tych samych falach”.

Wiem, ze jak coś napiszę o paleniu to od razy są, ze strony niektórych osób ostre reakcje. Ostatnio napisałem jednak na ten temat, ale nie po to, by znowu powodować jakieś spory, lecz dlatego, ze pojawiło się pytanie.

Reakcje na ten mój wpis, szczególnie Pani Bubu wymagały odpowiedzi. Szykowałem się do niej, ale, gdy pojawił się komentarz Pana Michała doszedłem do wniosku, że już reagować nie muszę, bo Pan Michał powiedział mniej więcej to, co ja bym powiedział. Stąd, po prostu przytaczam jego tekst.

Oto on:

Na tematy palenia wypowiadałem się już kilka razy dość obszernie, także nie chciałbym się powielać.
Natomiast ogólnie w dyskusji, chciałbym zaznaczyć kilka kwestii, które w zasadzie wydają się dość istotne dla toku rozmowy.

W pierwszej kolejności powinniśmy odróżnić dwa ‘typy’ palenia, mówimy o paleniu z nałogu, czyli wszystkie ‘palenie w WC w pociągu’ czy ‘poranny papieros na przystanku’. W mojej opinii to coś zgoła innego, niż palenie w poruszanej tu tematyce savoir vivre. A więc uroczysta część spotkania, przyjęcia, gry towarzyskiej (jak np. palenie przy brydżu). To trochę tak jakbyśmy wspomniane tu picie wina do posiłku równali z piciem pod sklepem.

Po drugie – jest część głosów, która doszukuje się jakichś ukrytych podstępów ze strony palacza, że nawet gdy spytają o możliwość zapalenia – to będzie to tylko fortel, by tego papierosa jednak zapalić, bo liczą na pobłażanie ze strony współtowarzyszy. Zarówno wśród palących jak i niepalących są osoby na bakier z kulturą, jak i bardzo kulturalni, a ja odniosłem wrażenie, że wszyscy palacze to gbury, co tylko czekają na to, by kogoś ‘zasmrodzić’.
Odwołam się do wpisu Pani Bubu, konkretnie stwierdzenia, że niepalący są bardziej dyskryminowani od niepełnosprawnych. Nie sądzę, by obie te grupy, były w jakiś sposób przez zasady savoir vivre pomijane. Dobrem nadrzędnym wydaje się w SV być dbałość o drugiego człowieka i brak napiętnowania wad.

Kolejna sprawa – w życiu codziennym, oczywiście zgodzę się z Państwem w pełni, że nie powinno być przyzwolenia na palenie w miejscach zabronionych. Są przecież w tym celu powołane odpowiednie służby – w pociągu konduktor, na przystankach np. Straż Miejska. Przynajmniej teoretycznie jest ta kwestia uregulowana, jak to wygląda w praktyce – zależy już od społeczeństwa.
Z jednej strony dużo się mówi o wolności dla niepalących. Ciężko jednak wymagać, by osoba, która ma ochotę zapalić była zaszczuta i zmuszona do palenia w niezbyt eleganckich warunkach. Wręcz często nieludzkich. Tak jak jest to zresztą poruszone w wielu wpisach w tym blogu.
Sam nie palę, ale staram się, tak jak nakazuje idea savoir vivre, wczuć w sytuację drugiej osoby, tak by nie czuła nadmiernego dyskomfortu. Nie zapominając też o tym, że nie jesteśmy na świecie sami. Dotyczy to zarówno palaczy jak i niepalących.

Opublikowano Palenie | Dodaj komentarz

Warunki, które powinien spełnić dobry hotel – bezpośrednie otoczenie hotelu

Dobry, naprawdę dobry hotel to hotel, którego najbliższe otoczenie nie zawiera żadnych negatywnych, dla gości hotelowych elementów i stanowi w pewien sposób jego przedłużenie – przedłużenie jego ogrodu – teren, po którym można spacerować i który takim czy innym sensie jest atrakcyjny.

Gdy wybieramy się pierwszy raz do jakiegoś hotelu powinniśmy wywiedzieć się na temat jego bezpośredniego otoczenia.

Największą moją wpadka związana z tym problemem była wpadka, która miała miejsce wiele lat temu, gdy nie funkcjonował jeszcze Internet. Wybieraliśmy się na Słowację. Wybraliśmy na wypoczynek piękne uzdrowisko – Pieszczany. Z opisem hotelu zapoznałem się w informatorze. Opis nie budził żadnych zastrzeżeń. Z planu miasta wynikało, ze hotel znajduje się na ego obrzeżach i już nieopodal znajdują się tereny zielone. Gdy przyjechaliśmy na miejsce okazało się, że stoi on w środku betonowego osiedla, a tereny zielne to jedno wielkie pole pszenicy.

Ostatnio wybieraliśmy się do Białowieży. Wypatrzyłem w Internecie niezły hotel z basenem i ogrodem. Analiza danych, w tym zdjęć znajdujących się na stronie internetowej wzbudziła jednak we mnie niepokój – nie było zdjęcia hotelu od jego frontu. Chwilę się zastanowiłem i zadzwoniłem do recepcji hotelu i spytałem: „Czy hotel znajduje się przy ruchliwej szosie?” Recepcjonista odpowiedział: ‘”Tak bardzo ruchliwa to ona chyba nie jest”. Zrezygnowaliśmy.

Pięknym i funkcjonalnym hotelem jest hotel „Belweder” w Ustroniu Zdrój. Z jego okien rozciąga się jeden z najpiękniejszych widoków, bo położony jest na zboczu góry. Z tyłu hotelu, z obu boków i z przodu są tereny zielone. Trzeba jednak powiedzieć, że hotel w istocie, praktycznie, nie ma w ogóle otoczenia. Wszędzie są ploty i można jedynie schodzić pół godziny szosą w dół. Do najbliższego miejsca spacerowego trzeba jechać samochodem.

I jeden przykład pozytywny. Hotel „Jawor” położony jest na skraju małej miejscowości pod lasem. Bezpośrednio z hotelu wychodzą cztery piękne trasy spacerowe. Dwie z nich prowadzą przez dzikie, leśne, górskie tereny i nie stanowią forsownych podejść. Pozostałe to drogi wijące się wśród domków i rezydencji z szeroka panorama widokową.

Opublikowano Hotel | Otagowano | 1 komentarz

Składanie życzeń

Wśród zaległych pytań znalazłem następujące sformułowane przez Panią Ewę: „Czy savoir – vivre mówi coś o składaniu życzeń? Kto pierwszy składa życzenia świąteczne, noworoczne?, kobieta czy mężczyzna?, młodszy starszemu?, itd.
Przykładowo, czy starszej kobiecie wypada wysłać pierwszej smsowe życzenia noworoczne do młodszego mężczyzny z pracy? Proszę o pomoc”.

Jeżeli chodzi o życzenia noworoczne to trochę ta moja odpowiedź jest spóźniona. Niedługo, czas szybko leci, będzie Wielkanoc. Życzenia składa się też, i to sobie nawzajem, przy różnych okazjach.

Gdy składamy komuś życzenia sygnalizuje, że o tym kimś pamiętamy, ze jesteśmy do niego nastawieni pozytywnie, że ….dobrze mu życzymy. Jeśli nasze życzenia są spontaniczne i autentyczne są również oznaką życzliwości, w jakimś sensie przyjaźni.
Jeśli będziemy ujmowali życzenia właśnie w ten sposób w takiej perspektywie, uświadomimy sobie, ze w związku z nimi nie funkcjonują zasady prececdencji. (czy starszy młodszemu czy młodszy starszemu).

Gdy życzenia są wyraźnie tylko aktem formalnym i odbywają się w sztywno-oficjalnej atmosferze są znakiem dobrego obyczaju i szacunku. W takiej sytuacji to młodszy powinien składać starszemu, mężczyzna kobiecie, pracownik szefowi.

Opublikowano Savoir vivre na codzień | Otagowano | 1 komentarz

W jaki sposób pobierać chleb?

Ten temat wywołał Pan Konrad pisząc: „Na Pana stronie przeczytałem, że po chleb na stole sięgamy przeznaczonym do tego widelcem. Czy mógłby Pan napisać gdzie dokładnie znajduje się ona na stole?”

Problem przenoszenia chleba (np. z koszyczka na talerz) i jedzenia chleba stanowi poważnym problem z zakresu etykiety dla Polaków, bo w tej mierze łamiemy na co dzień wszystkie jej wskazania (moim zdaniem, jak już o tym pisałem to spuścizna PRL). Polacy tracą w tej sytuacji wszystkie „savoirvivrove” intuicje.
Przy stole obowiązuje wiele zasad. Wśród nich są i takie: „To, co służy do jedzenia nie bierzemy rękami (są oczywiście pewne wyjątki, ale pieczywo akurat do nich, i słusznie, nie należy). Wszystkie sztućce znajdujące się an stole poza osobistymi, nie leża na obrusie”.
Jakie to są wyjątki?

W pewnych przypadkach nieobrane owoce, kruche ciasteczka i czekoladki (są jednak sytuacje, że i do owoców i do kruchych ciasteczek i do czekoladek podaje się sztućce np. szczypce.

Chodzi tu, miedzy innymi, o to, by, choćby przypadkiem, nie dotknąć jedzenia, które będą spożywać inni.

W niektórych przypadkach etykieta określa ściśle jakimi sztućcami serwingowymi (służącymi tylko do przenoszenia) pobierać określone potrawy (np. zupę pobieramy łyżka wazową). W wielu przypadkach nie ma takich wskazań i przygotowując stół dobieramy najbardziej poręczne sztućce jakie posiadamy. Tak jest i z chlebem.

Nie musi to być zatem serwingowy (większy niż normalnie) widelec.
Mogą to zatem być np. szczypce. Jak chyba pisałem dosyć popularne są tu szczypce do spaghetti.
Jeśli w koszyczku do pieczywa są bułeczki widelec przestaje być odpowiedni – potrzebne są szczypce.
Sztuciec do chleba powinien zostać umieszczony albo w koszyczku z chlebem albo położony na talerzyku (czy np. małym półmisku) znajdującym się przy koszyczku. Wszystko zależy od tego jaki jest ten koszyczek do pieczywa, jakie jest w nim pieczywo, ile jest w nim tego pieczywa itp.

Opublikowano Stół | Otagowano | Dodaj komentarz

Czy mężczyznom wolno nosić sygnety?

Ten problem wywołał Pan Marcin pisząc: „Panie doktorze, ostatnio bardzo często toczą się tutaj dyskusje o perfumach – swoją drogą bardzo ciekawe. Mam jednak tym razem komentarz w innej tematyce. Wiem, że kiedyś kwestia sygnetu była poruszana ale nie mogłem odnaleźć tego co mnie interesuje. Przypomniało mi się, że jestem w posiadaniu złotego sygnetu, który kiedyś był wytworzony na zamówienie mojego pradziadka w 20-leciu międzywojennym. Sygnet nie ma żadnego kamienia jest złoty, ma wygrawerowane inicjały pradziadka a po bokach ornamenty roślinne ale nie wydaje się być przesadnie ozdobny (jest to swego rodzaju pamiątka rodzinna). Teraz pytanie, czy wypada nosić taki sygnet powiedzmy do garnituru osobie w moim wieku (23-25 lat). I jeszcze jedno na którym palcu powinienem go nosić – dodam, że idealnie leży na palcu serdecznym lewej ręki, na mały palec sygnet jest za duży, na pozostałe palce za mały”.

Wybór palca wydaje się być dobry. Jest tu jednak pewien problem. Obecnie panuje tendencja rezygnowania przez mężczyzn z jakiejkolwiek biżuterii. W poprzednim „Protokole dyplomatycznym” dopuszczano szpilki i spinki do krawata. W aktualnym „protokole dyplomatycznym” zabrania się ich noszenia. O sygnetach pisze kilku autorów podręczników savoir vivre. Stwierdzają, że mogą je nosić tylko osoby, które posiadają autentyczne rodowe sygnety.

Wyciągnąć stąd należy wniosek, że noszenie sygnetu może być przez niektóre osoby odbierane negatywnie. Tak więc sądzę, że w sytuacjach szczególnie oficjalnych należałaby zrezygnować z noszenia sygnetu, a zakładać go przy bardziej nieoficjalnych okazjach.

Opublikowano Biżuteria, Dodatki męskie | Otagowano | 8 komentarzy

Jeszcze raz o myciu rąk

Na mój materiał o myciu rąk zareagowała Pani Joan w sposób następujący: „Przyznam szczerze, że nigdy nie słyszałam akurat o tych wskazaniach etykiety. Pozwolę sobie ponownie wrócić do moich podróży – w Japonii niezwykle podobało mi się podawanie gorących ręczniczków w każdej restauracji. Nawet w tych tańszych, najzwyklejszych knajpach, każdy klient dostawał wilgotną chusteczkę. Wspaniałe i praktyczne rozwiązanie, pozwalające zachować higienę przed posiłkiem, no bo któż po przyjściu do restauracji chodzi umyć ręce do łazienki?”.

Zwyczaj częstego mycia rąk, a szczególnie mycia ich przed posiłkiem, podaniem komuś ręki czy spotkaniem towarzyskim sięga niepamiętnych czasów. Kiedyś uzasadnienie tego było trochę inne niż dzisiaj.
Po pierwsze, chodziło o to, by zetknięcie się ręki z ręka nie było przykrym doznaniem. Ręka może być spocona, wilgotna, a nawet ubrudzona (coś mogliśmy dotknąć).

Po drugie, chodziło o ubrania. Każde ubranie po praniu jest już niższej jakości. Wiele prań niszczy na tyle ubranie, że nie można już w nim się pokazać w jakiś bardziej oficjalnych sytuacjach. Kiedyś ubrania, szczególnie z najwyższej jakości materiałów, były bardzo drogie i bardzo uważano, aby ich nie pobrudzić. Brudziły się one zresztą bardzo powali. Powietrze było czyste, było mało brudzące3go kurzu. Doznałem na własnej skórze takie czystości powietrza w Norwegii, gdzie po całym dniu intensywnego biegania po mieście biała koszula była nadal śnieżnobiała i to nawet na kołnierzyku, a skarpetki podczas prania nie barwiły wody. Dbano też bardzo o nie oddzielając je od ciała materiałami, które prano częściej. Kobiety nosiły zatem np. halki lub staniki (stanik we właściwym, pierwotnym znaczeniu tego słowa, to krótka koszulka, która zakładało się pod bluzkę lub sukienkę).

Mycie rąk gwarantowało, że nie pobrudzi się nimi swojego lub cudzego ubrania.

W dwudziestym wieku zaczęła też pogłębiać się świadomość, że na rękach przenosimy bakterie i wirusy, ze jest ich miliony na banknotach, monetach, klamkach, uchwytach, gazetach itd. Mycie rąk je eliminuje.

Stąd apel savoir vivre o jak najczęstsze mycie rak, a szczególnie w wymienionych sytuacjach coraz bardziej się wzmacniał. Tak więc jest ono praktycznie obowiązkowe po wejściu do czyjegoś domu, restauracji, teatru itd. Powstrzymanie się od ich umycia jest negatywnym sygnałem, który może spowodować skryte lub nie negatywne reakcje wielu osób.

Opublikowano Savoir vivre na codzień | Otagowano | 2 komentarzy

Jeszcze raz o paleniu

Temat ten wywołał Pan Kazimierz Karol Krynicki pisząc: „Piszę ten komentarz, aby prosić Pana o opisanie tematu szeroko rozumianego palenia, zaznaczając, że głównie chodzi mi o papierosy. Mianowicie, przeczytawszy kilka pańskich wpisów na temat palenia, odkryłem, że istnieje znacznie więcej perspektyw spojrzenia na to zagadnienie, poza uproszczonym schematem papierosy-nałóg vs. zdrowie. W związku z tym, że w jednym ze swoich wpisów, które miałem okazje przeczytać, przyznał Pan, iż jest pan osobą palącą, chciałbym, aby opisał Pan, w formie szerszego komentarza, całościowo problem palenia papierosów (i nie tylko papierosów) zgodnie z duchem savoir-vivre, ale także z pańskim osobistym interpretowaniem tego zjawiska. Jako palacz przyzna Pan z pewnością, że palenie papierosów niejednokrotnie w życiu każdego człowieka, głównie palącego ale nawet także u niepalącego, było powodem do refleksji – zdrowotnych, moralnych czy kulturowych, dlatego też chciałbym, aby w klarowny i syntetyczny sposób wyłożył Pan kwestię palenia oraz całą związaną z nim otoczkę w zgodzie z dobrymi manierami, ale także z pańskim, subiektywnym odczuciem i postrzeganiem tego zjawiska”.

Temat ten zawsze wywołuje emocje i ostre reakcje niektórych czytelników. Pomimo to wielokrotnie go podejmowałem. Na mojej stronie internetowej jest wiele materiałów na ten temat
(por. http://www.savoir-vivre.com.pl/?17.-papierosy-falki-cygara-tabaka,473 ).
Pisałem też na ten temat na blogu ( pięć materiałów można obejrzeć po naciśnięciu kategorii „palenie). Nie chciałbym zatem się powtarzać.

Można tylko jeszcze raz, i może trochę inaczej podkreślić co następuje.

Po pierwsze, w samym paleniu papierosów, cygar itd. nie ma nic zdrożnego tak jak nie ma nic zdrożnego w piciu wina czy koniaku. Zawsze palono papierosy i cygara w specjalnych palarniach w świecie savoir vivre.

Po drugie, problem zaczyna się oczywiście wtedy, gdy ktoś przesadza, ale jeżeli efekty tej przesady nie rzutują bezpośrednio na niepalących nie ma problemu. Nikt nie ma prawa wtrącać się do życia drugiego człowieka czy pouczać go jak ma żyć, co ma robić, a czego nie. Nikt też w żadnej perspektywie nie może kogoś zmuszać do tego, by coś robił czy czegoś nie robił, bo to jest w żaden sposób nieprawomocne ograniczenie czyjejś wolności. Nie można zatem również zmuszać palacza, by nie palił.

Po trzecie, nikomu nie wolno zatruwać życia czy sprawiać przykrości. Nie wolno też nękać palaczy ciągłymi negatywnymi uwagami na temat palenia tak jak w żadnym wypadku nie można nękać grubasów za to, że są grubi lub gaduł za to, że lubią sobie pogadać czy tych, którzy „lubią sobie wypić”. Reagować na zachowania można tylko wtedy, gdy zjawisko dotyka nas z prośba o zachowania takie, by to nas nie dotykało. Nigdy nie rozmawiamy ludźmi o żadnych ich wadach, złych nawykach, nieodpowiednich zachowaniach chyba że sami o to poproszą. Nikt nie udzielił nam prawa bycia sędziami innych ludzi.

Po czwarte, gospodarze powinni zaspokajać wszystkie potrzeby gościa. Jeśli zaprasza się palacza tworzy mu się znośne warunki do palenia. Jeśli takich warunków nie chce się zapewnić nie zaprasza się palacza do domu.

Po piąte, palacze nie mogą w żaden sposób załazić za skórę innym, powodować, że muszą np. wdychać dym. Powinni o tym zawsze pamiętać. Nie wolno im też strzepywać gdziekolwiek popiołu czy rzucać niedopałków (np. w parku czy na ulicy). Palacz powinien zawsze zapytać osoby, w których towarzystwie przebywa o to czy nie będzie im przeszkadzać jeżeli zapali.

Wszystko to, co napisałem nie stanowi mojego stanowiska jako palacza, mojego subiektywnego spostrzegania, lecz stanowi wymogi savoir vivre.

Opublikowano Palenie | 9 komentarzy

Przedstawiamy dziewczynę swojej rodzinie

Temat ten wywołał pan Konrad pisząc: „Przedstawianie sobie osób to dla mnie temat rzeka. Często zastanawiam się jak trzeba się zachować. Czy przedstawiając moją dziewczynę, kolegę, koleżankę rodzinie (małżeństwu np. Chrzestnej z mężem) robię to w sposób np.: Ciociu, Wujku to moja dziewczyna Ania, Aniu to jest moja Chrzestna i mój Wujek czy może powinienem dodać ich imiona?”.

Załóżmy, że dziewczyna nazywa się Ewa Klon, ciocia Marta Las, a wujek Jan Las”.

Jeśli jest sama ciocia mówimy: „Ciociu, pozwól, że przedstawię ci moją dziewczynę. Ewa Klon, Marta Las”.

Jeśli jest i ciocia i wujek mówimy: „Pozwólcie, że przedstawię wam moja dziewczynę. Ewa Klon, moja ciocia Marta Las, mój wujek Jan Las”.

Opublikowano Precedencja, Przedstawianie się, Savoir vivre na codzień | 2 komentarzy

Czy pea coat (bosmanka) to eleganckie okrycie wierzchnie?

Problem ten wywołał Pan Mateusz Karol Ka pisząc: „Dziś spacerując po Warszawie zwróciłem uwagę na okrycie wierzchnie sporej ilości osób, szczególnie kobiet. Coraz więcej osób wdziewa pea coat, czyli kurtkę/krótki płaszcz „bosmankę”. Zastanawia mnie, co zasady savoir vivre’u mówią o tym okryciu wierzchnim. Widać, że jest to okrycie typowo casualowe i, jak sama nazwa wskazuje, ma pochodzenie marynarskie, ale prezentuje się, moim skromnym zdaniem, całkiem elegancko, a w każdym razie robi doskonałe wrażenie w natłoku ortalionowych kurtek”.

Zgadzam się z autorem tego wpisu. Tylko jedna uwaga. Dobre to i eleganckie w ciągu dnia i przy okazjach nieoficjalnych i to raczej tylko dla osób młodych. Do wieczorowego garnituru czy sukni jednak by już, oczywiście, nie pasowało.

Co ciekawe w podręcznikach dotyczących ubioru i elegancji te okrycia się z reguły całkowicie ignoruje. Jedynym podręcznikiem, w którym znalazłem wzmiankę na ten temat jest praca H. L. Pietboeuf pt. „O stroju na każdą okazję” (Z niemieckiego przełożyła M. Piechowicz, Bertelsmann Media, Warszawa 1999).

Czytamy tam w rozdziale o płaszczach: „Godne polecenia są przede wszystkim modele klasyczne o długości do pół łydki. Modne obecnie płaszcze do kolan, a nawet krótsze, nie dla każdego są odpowiednie”.

W książce jest też punkt poświęcony tzw. Longjacket. Czytamy tam: „Kurtki te wyglądają bardzo sportowo …i są niezwykle funkcjonalne… można je wkładać na wiele okazji (są zatem okazje na które nie powinno się ich wkładać – dop. S. K.)

A oto fotografie bosmanek:

Opublikowano Ubiór | Otagowano , , , | 3 komentarzy

Czy można odrzucić zaproszenie na 50-lecie małżeństwa brata?

Ten temat wywołała osoba podpisująca się jako „maria teresa”. Napisała: „wieloletni ostracyzm rodzinny uniemożliwia kontakt z rodzeństwem. Moje niejednokrotne próby rozmowy, bezpośredniego kontaktu, wyjaśnienia przyczyn – bez powodzenia / listy odsyłane, drzwi zamknięte itp./. Teraz 50-lecie małżeństwa brata i wstępne pisemne zaproszenie. Pozostałe rodzeństwo zgodnie mnie ignoruje. Co powinnam zrobić; pojechać, poddać ignorancji przez pozostałych, przeżywać ból spotkania, bo nie czas, ani miejsce na wyjaśniające rozmowy /tak było podczas 40-lecia/”.

Tego zaproszenia nie można zostawić bez odpowiedzi. Są dwa wyjścia.

Po pierwsze, można napisać długi serdeczny list z życzeniami i podaniem na tyle wiarygodnego powodu niemożności bycia na uroczystości, ze nikt go nie będzie w stanie zakwestionować. W liście można podać swój telefon i zaproponować spotkanie w innym terminie.
W ramach tej opcji można tez wysłać w dniu uroczystości ozdobny telegram z życzeniami i, ewentualnie, kwiaty przez pocztę kwiatową.

Po drugie, można zacisnąć zęby i udać się na uroczystość zachowując się bardzo formalnie i tak jakby nie było żadnych nieporozumień.

Opublikowano Uroczystości i święta, Ślub i wesele | Otagowano | 1 komentarz

Chanel nr 5 i globalizacja

Ten problem wywołała Pani H. Motyka pisząc: „Jak traktować perfumy Chanel, konkretnie Chanel nr 5. Z jednej strony elitarne, ale z drugiej, to najczęściej kupowane perfumy świata, produkowane masowo. Czy w tym wypadku również zastosowałby Pan zasadę – globalizacja – równanie w dół?”

Po pierwsze, Chanel nr 5 nie należą do tzw. „market parfum” czyli perfum, które można nabyć w każdym sklepie drogeryjnym i supermarkecie na świecie. To perfumy w marketach są globalistyczne.

Po drugie, prawda jest, że perfumy Chanel nr 5 używane są na całym świecie, ale nie sądzę, by należały do grupy najbardziej popularnych perfum.

Po trzecie, zjawisko globalizacji nie polega tylko na tym, że wielu ludzi po coś sięga. Picie kawy czy herbaty, wina czy wody mineralnej, soków owocowych nie może zostać określone jako globalistyczne. Picie coca coli tak. Słuchanie Mozarta nie jest efektem globalizacji, ale słuchanie jakiś zespołów, których utwory są dziś na listach światowych przebojów tak. Na całym świecie mężczyźni noszą garnitury, ale to nie jest globalizm. Globalizm jest wtedy, gdy wszyscy noszą np. dresy.

Globalizm wyznaczany jest przez media i producentów. Dokonywanie przez ludzi takich samych wyborów ze względu a jakość tego po co sięgają, ze względu na to, że to jest piękne czy klasyczne jest zjawiskiem normalnym i naturalnym i zawsze i wszędzie ono występowało, gdy tylko ludzie mieli na to szansę.

Po czwarte, niektórzy specjaliści twierdzą, ze Chanel nr 5 to w istocie przeciętne perfumy, ale to również legenda, to jedyne na świecie perfumy, które maja tak wielką otoczkę kulturową, emocjonalna, ot6oczkę z marzeń. Oprócz swojej własnej historii kojarzone są ze stylem Coco Chanel, jej elegancją, sukcesami, tzw. wielkim światem. Ich konstrukcja intelektualna, naśladowana potem w wielu perfumach, jest wyjątkowa – są klasyczne (zharmonizowane), wabią, ale mają w sobie chłód (aldehydów) wielkiej damy i kobiety VIP-a.

To pierwsze perfumy, które rozpoznawano na całym świecie. Gdy trwała II wojna światowa i bezpośrednio po niej zetknęli się z nimi w Paryżu Niemcy, Amerykanie i setki innych nacji i rozpowszechnili je po całym świecie. Są więc rozpoznawane w taki sposób jak rozpoznawany jest elegancki czarny garnitur czy frak.

Opublikowano Elegancja, Perfumy | 12 komentarzy

W jakich sytuacjach można prowadzić dyskusje na tematy religijne i polityczne?

Problem ten wywołał Pan Kamil pisząc: „Zgadzam się z prowadzącymi dyskusję co do tego, że nie należy w towarzyskiej dyskusji nikogo wypytywać o jego poglądy polityczne, zarobki czy przekonania religijne. Trudno mi się jednak zgodzić, z tym, że na spotkaniach zgodnych z duchem savoir-vivre powinno się unikać tematów politycznych czy religijnych. Nikt nie zaprzeczy, że są to jedne z ważniejszych spraw dotyczących człowieka. Jeśli odsuniemy się od tych tematów świadomie, w czasie spotkań prowadzonych w najwyższej jakości atmosferze i okolicznościach oraz w towarzystwie, które składa się z osób reprezentujących najwyższy poziom intelektualny i kulturalny (a tak rozumiem spotkania utrzymane w duchu savoir-vivre), to co nam pozostaje? Poruszanie tych spraw w gronie rodziny lub w zamkniętych stronnictwach politycznych lub kościelnych? Obydwa te obszary (polityka i religia) są obszarami decydującymi o szeroko pojętym rozwoju człowieka. Jeśli społeczeństwo ma się rozwijać to powinno dyskutować w ich zakresie z tym zastrzeżeniem, że powinno się odbywać w sposób kulturalny i w takichże okolicznościach.
Co więcej, twierdzę, że Polacy za mało rozmawiają na te tematy i przez fakt, że stanowią one swoiste tabu podczas spotkań, to dużo na tym tracimy jako społeczeństwo. Stąd być może wybuchy emocji podczas spotkań mocniej zakrapianych alkoholem, a skrywanych w czasie spotkań normalnych.
Wymiana doświadczeń i zdań w kulturalny sposób jedynie może skutkować tym, że skłoni człowieka do myślenia a zatem przyczyni się do postępu.
Być może się mylę w pojmowaniu sensu spotkań w duchu savoir-vivre, ale jeśli tak, to będę wdzięczny za podanie przykładów okoliczności, w których Polacy powinni wymieniać doświadczenia w obszarach ogólno-politycznych lub religijnych”.
Ma Pan w pełni rację tyle, że wszystko ma swój czas i miejsce.

Oczywiste jest, ze klasa średnia w zdrowym, normalnym społeczeństwie jest klasa wyznaczającą opinie publiczna i w jej ramach powinna mieć miejsce refleksja na wszystkie ważne tematy, powinny toczyć się dyskusje dotyczące państwa, polityki, kwestii moralnych i religijnych.

Miejscem do takiej refleksji, dyskusji nie jest i nie może być spotkanie towarzyskie, którego celem jest życie towarzyskie, spotkanie i zbliżenie ludzi, którzy mało się znają lub dotąd się nie znali, którzy bardzo często w wielu porządkach nie posiadają ze sobą żadnych punktów wspólnych czy wspólnych punktów odniesienia.

W normalnym, zdrowym społeczeństwie w ramach życia towarzyskiego spotykają się przedstawiciele wszystkich opcji, w tym również opcji politycznych i światopoglądowych i zbliżają się do siebie jako ludzie.

W życiu towarzyskim zawsze dąży się do tego co wspólne, do tego co łączy, zbliża.

Przypomina ono w tej mierze życie dyplomatyczne. Na przyjęciach dyplomatycznych nie dyskutuje się o polityce, nie podejmuje kwestii spornych. Do tego są spotkania na szczycie, oficjalne kontakty.

Kiedy i gdzie podejmować zatem „kontrowersyjne” tematy? Czy środowiska towarzyskie mają swoje odpowiedniki dyplomatycznych spotkań na szczycie, dyplomatycznych kontaktów oficjalnych?

Już bardzo dawno temu powstało coś takiego, co nazywa się „salonem” czy „prowadzeniem salonu”. Salom może być artystyczny, literacki, historyczny, polityczny, filozoficzny czy o charakterze religijnym.

I tak np. państwo X prowadzą normalne życie towarzyskie – organizują przyjęcia czy proszone obiady, na które zapraszają wiele osób o różnych poglądach i zainteresowaniach. Oprócz tego jednak w każdy np. piątek czy raz w miesiącu prowadzą salon np. historyczny, do którego zapraszają tylko osoby zainteresowane i osoby, z którymi da się prowadzić dyskusje (jest określona wspólna płaszczyzna porozumienia, pewien wspólny punkt odniesienia). Państwo Y prowadzą z kolei salon polityczny, a państwo Z o charakterze religijnym. Dobór gości na spotkania tych salonów jest nieco inny niż dobór gości na spotkania sensu stricte towarzyskie i nie tylko ze względu na drastyczne różnice w poglądach, ale również zainteresowania (kogoś może całkowicie nie interesować problematyka historyczna, literacka czy polityczna).

Jeden drobny przykład. Od 20 lat przyjaźnimy się z rodziną protestancką. Sami jesteśmy katolikami. W ciągu tych dwudziestu lat kilkakrotnie miały miejsce pomiędzy nami dyskusje o charakterze religijnym. Zawsze prowadziły donikąd i w pewnym momencie były gwałtownie urywane ku zadowoleniu obu stron i z tego względu, że natrafiały na coś takiego co można by nazwać patem czy martwym punktem. Obie strony stwierdzały zawsze, że taka dyskusja nie ma żadnego sensu. Gdy organizujemy spotkanie towarzyskie zapraszamy tę rodzinę. Gdy chcemy dyskutować o sprawach wiary pomijamy ją w zaproszeniach. Oni też nie zapraszają nas na swoje „protestanckie” spotkania.

Opublikowano Komunikacja, Przyjęcia, Życie towarzyskie | Otagowano | 2 komentarzy